„Bezsenne Noce"
Po nieprzyjemnym
napięciu, jakie towarzyszyło mi od samego rana, nie ma już śladu. Jest za to
dużo śmiechu i luzu, którego od dawna nie czułem. Razem z Jo rozpakowujemy
samochód. Przenosimy przywiezione przez niego mebelki do pokoju dziecięcego.
Chciałbym podejrzeć, jak wyglądają, lecz na chwilę obecną to niemożliwe. Każdy
element został zabezpieczony grubą warstwą folii bąbelkowej, która chroniła je
przez ewentualnym zniszczeniem w czasie podróży. Ponieważ jest to prezent dla
Eli i dziecka, Jo upiera się, abyśmy pozwolili mu własnoręcznie je skręcić i
ustawić. Gdy wszystko będzie gotowe, ocenimy efekt końcowy.
- Proszę, pokaż mi
chociaż łóżeczko – niecierpliwy Króliczek od dłuższej chwili stara się
wynegocjować jakieś ustępstwo.
- Twoje słodkie
minki na mnie nie działają. – Mężczyzna wydaje się zupełnie odporny na błagalny
ton i wpatrujące się w niego z nadzieją fiołkowe oczy szczeniaczka.
- Max… – Tym razem
to ja zostaję poddany słodkiemu atakowi. – Proszę…
- Skarbie, błagam,
nie patrz tak na mnie – robię kilka kroków w tył, aby nie ulec jego urokowi. –
Wiesz, że dałbym ci gwiazdkę z nieba, ale w tej sytuacji jestem bezsilny.
- Chcę zobaczyć
łóżeczko. – Króliczek naprawdę się stara. Wykorzystuje swój urok osobisty,
wobec którego jestem całkowicie bezbronny. – Nie wolno odmawiać ciężarnemu.
- Dobrze – zgadzam
się, zahipnotyzowany jego spojrzeniem.
- Nic z tego. –
Nieugięty Jo używa swojego ciała niczym tarczy i osłania mnie przed króliczymi
czarami. – A może wolisz, abym popsuł twoją niespodziankę?
- Obiecałeś! – Eli
nerwowo zerka w moją stronę.
- O co chodzi? –
Pytam, nie kryjąc ciekawości.
- O nic! – Blondyn
mierzy Jo morderczym spojrzeniem. – Poprosiłem o przysługę, a on od razu
wykorzystuje to przeciwko mnie.
- Serio? Przed
chwilą próbowałeś wykorzystać Maxa przeciwko mnie! – Wypomina mu.
- To zupełnie inna
sytuacja – Króliczek zaciekle broni swojego zdania. – Max będzie moim mężem.
- Dobrze, że o tym
wspominasz. Mąż, a nie uległy niewolnik. – Baker staje w mojej obronie.
Żarty Jo bywają
dość bezpośrednie. Mimo to Eli nie bierze sobie jego słów do serca. Wprost
przeciwne. Uśmiecha się przebiegle.
- Max? – Słodki ton
przepełniony erotyzmem nie wróży nic dobrego. – Masz coś przeciwko byciu
wykorzystywanym? – Króliczek bezczelnie przechyla głowę. Oblizuje usta. Dobrze
wie, że z takimi „argumentami” nie da się dyskutować.
- Nie. Możesz ze
mną zrobić co zechcesz – odpowiadam automatycznie, zapatrzony w moją piękną
trusię.
- Halo, co się z
tobą dzieje? – Jo chwyta mnie za ramiona i zaczyna energicznie potrząsać. –
Masz świadomość, że on wyprał ci mózg?
- Kocha mnie. W
zamian za to spełnię każdą jego zachciankę.
- Max, otrząśnij
się! – Jo ponownie mną potrząsa, lecz na niewiele się to zdaje.
- Po co? – Dziwię
się. – Szczęście Króliczka oznacza moje szczęście.
- Chyba jednak
wolałem, gdy zgrywałeś ważniaka. – Joseph nigdy nie był zakochany, bo
zupełnie mnie nie rozumie. – Eli, nie wiem, jak to robisz, ale on traci przy
tobie rozum. Zawsze się tak zachowuje? A może to ciąża tak na niego działa?
Czytałem kiedyś o facecie, który pod wpływem ciąży partnera całkowicie
sfiksował.
- Wszyscy faceci
uważają, że z nimi będzie inaczej. Za jakiś czas przyznasz mi rację. Spotkasz
idealną osobę. Postaracie się o dziecko i dopiero wtedy zobaczysz, jak to jest
– ogłaszam dumnym tonem mędrca, który wie wszystko o życiu.
- W przeciwieństwie
do ciebie, zamierzam uratować moje klejnoty i będę się zachowywać jak prawdziwy
facet, a nie ciepłe kluchy – Jo szczerzy się w szerokim uśmiechu, rozbawiony
własnym żartem. Nie zamierzam komentować jego słów. Wprost przeciwnie. Wypomnę
mu je przy pierwszej nadarzającej się okazji. Przystojniak z niego. Prędzej czy
później zostanie usidlony.
- Skarbie,
przyniosę ci fotel, dobrze? – Zwracam się do Króliczka, bo nie podoba mi się,
że cały czas stoi.
- Nic mu nie
przyniesiesz, bo on i dziecko pójdą sobie porysować do innego pokoju. – Młody
stolarz próbuje pozbyć się Eli z pokoju. – Sio, Króliczku – wygania go na
korytarz.
- Dlaczego mnie
wyrzucacie? Pozwólcie mi zostać. – Nastolatek nie chce zostać wykluczony.
- To dla twojego
dobra. Nie chcę, abyś się o coś potknął. – Jo popycha blondyna w kierunku
drzwi.
- Ciąża to nie
choroba. Max, powiedz mu – Eli ponownie szuka we mnie wsparcia.
- Skarbie, Jo chce
ci zrobić niespodziankę. Uważam, że powinieneś mu na to pozwolić. – Podchodzę
do Króliczka i delikatnie muskam jego policzek palcami. – Mógłbyś trochę
odpocząć. Jesteś na nogach od samego rana.
- Nie jestem
zmęczony. – Eli markotnieje.
- Obiecuję, że to
nie potrwa długo. Liczę też na to, że jak wszystko będzie gotowe, pozwolisz mi
zrobić kilka zdjęć. Meble na tle twojej karuzeli zrobią oszałamiające wrażenie
na innych klientach. – Jo próbuje udobruchać małolata i chyba mu się udaje.
- Zajmę się obiadem
– zrezygnowany Eli postanawia odpuścić.
Podporządkowuję się
rozkazom Jo, który obejmuje dowodzenie. Na początku rozpakowujemy wskazane
przez niego elementy, a następnie zaczynamy łączyć je w całość. Mniej więcej
pół godziny później ustawiamy pierwszą komodę oraz przewijak.
- Zobacz na to –
Baker wyciąga pudełko, w którym ułożone są równiutko malutkie króliczki. –
Dobrze, że farba szybko wyschła.
- Sam je zrobiłeś?
– Podziwiam efekty jego żmudnej pracy.
- Tak. Eli często
mówił o królikach i tak jakoś wyszło. Jednak to jeszcze nic. Poczekaj aż
odpakujemy łóżeczko i kołyskę. Łóżeczko postawimy tutaj – mężczyzna wskazuje na
przeciwległą ścianę. – Kołyskę będziecie mogli postawić w sypialni albo w
salonie. Potem, gdy dziecko podrośnie, pomyślimy o czymś większym.
- Widzę, że mocno
się wkręciłeś w temat dziecinnych mebli. Eli będzie zachwycony.
- A tobie się nie
podobają? – Jo wydaje się lekko obrażony.
- Są piękne.
Naprawdę piękne. Jesteś bardzo dobrym rzemieślnikiem. Twoja pracowania z
pewnością okaże się wielkim sukcesem.
- Cieszę się.
- Możesz na mnie
liczyć. Porozmawiaj z Eli, aby zaprojektował dla ciebie odpowiednie wizytówki.
Podrzucę je mojej agentce. Jej rekomendacja jest więcej warta niż reklamy
wykupione na pierwszych stronach gazet – chwalę możliwości April.
- Zrobiłbyś dla mnie
coś takiego?! – Na twarzy Jo pojawia się mieszanina szczęścia i niedowierzania.
- Przyjaciele
powinni sobie pomagać, prawda? – Staram się, by ton mojego głosu brzmiał
nonszalancko. – Może dzięki temu przestaniesz na mnie patrzeć jak na
zmanierowanego, starego bankiera?
- Może przestanę.
Baker jest mocno
poruszony propozycją, którą mu złożyłem. Jeśli do tej pory patrzył na mnie
przez pryzmat opowieści Eli to już wie, że nie rzucam słów na wiatr. Pomogę mu.
Co więcej, ja chcę mu pomóc. Nie tylko ze względu na to, że to najlepszy
przyjaciel Króliczka. Dostrzegam w nim prostolinijną szczerość, która sprawia,
że dosyć szybko nawiązaliśmy więź. Nie ukrywam, że bardzo mnie to cieszy.
Skręcenie i
ustawienie mebli zajmuje nam około dwóch godzin. Efekt końcowy przechodzi moje
najśmielsze oczekiwania. Staram się nie okazywać emocji, bo najpierw chcę je
zobaczyć na twarzy Eli.
- To co, zawołamy
go? – Jo chowa wkrętarkę do swojej torby z narzędziami.
- Jestem pewny, że
znowu się popłacze.
- Nie lubisz, kiedy
płacze – zauważa.
- Nie lubię. Czuję
się wtedy bezsilny – zwierzam się ze swoich uczuć. – Tym razem nie da się tego
uniknąć – wzdycham, wpatrując się w drzwi.
- Zanim zawołasz
Eli, muszę ci coś powiedzieć. Cieszę się, że to ty będziesz ojcem jego dziecka.
Jadąc tutaj, biłem się z myślami. Tysiące razy próbowałem zawrócić. Nie
zrobiłem tego, chociaż ta decyzja sporo mnie kosztowała. Może uznasz to za
dziwne, bo znamy się od kilku godzin, ale czuję, że łatwo mi będzie przyjąć cię
do naszej małej rodziny. Wzbudzasz zaufanie. Wydajesz się porządnym,
zrównoważonym gościem. W dodatku kochasz Eli.
- Bardzo kocham –
dukam cicho, bo wierzyć mi się nie chce, że między nami jest aż tak wiele
podobieństw. – Dziecko też bardzo kocham i cieszę się, że zostaniesz ojcem
chrzestnym naszego synka.
Jo porzuca
pakowanie narzędzi i mocno mnie obejmuje. Nie trwa to zbyt długo. Ostatecznie
prawdziwi mężczyźni nie są zbyt wylewni, a my z pewnością zaliczamy
się do ich grona.
- Będzie dobrze –
niebieskooki klepie mnie po ramieniu. – Zostaniemy rodziną. No i dzięki tobie
nie spełnił się najgorszy z możliwych scenariuszy.
- Co masz na myśli?
– Pytam zaintrygowany.
- Eli nie związał
się z Edmundem.
Po tych słowach
mężczyzna otwiera drzwi i woła ciężarnego.
Na widok białych mebli,
łóżeczka i kołyski Eli od razu zaczyna szlochać. Jego wzruszenie przybiera na
sile, gdy Jo pokazuje mu motyw przewodni. Królicze ozdobniki znajdują się
praktycznie na wszystkich mebelkach, a także na kołysce i łóżeczku. Nawet
półeczki, które zawiesiliśmy na ścianie, mają kształt puchatych gryzoni.
- Proszę, nie płacz
– powtarzam bez przerwy, lecz to na niewiele się zdaje.
- Są takie śliczne
– nastolatek zalewa się łzami. – Bardzo, bardzo ci dziękuję – rzuca się
przyjacielowi na szyję. – Jestem taki szczęśliwy.
- Przestań, bo ja
też się popłaczę – młodemu stolarzowi zaczyna trząść się broda.
Uspokojenie Eli
zajmuje nam dłuższą chwilę. Blondyn przypomina sobie o maskotkach, które ode
mnie dostał. Przynosi z szafy wielką torbę wypchaną pluszakami, a my pomagamy
usadzić je na półkach. Część maskotek znajduje miejsce w łóżeczku oraz kołysce.
- Na tle białych
mebli twoja karuzela wygląda jak żywa – zachwycam się efektem końcowym.
- Zaczynam żałować,
że nie jestem już dzieckiem – wesoły Baker czochra Eli po włosach. – Pozwolisz,
że zrobię tu kilka zdjęć? Będą świetnie wyglądać na stronie internetowej mojej
pracowni.
- To bardzo dobry
pomysł! – Uradowany Eli klaszcze w dłonie.
- Max wspominał, że
mógłbyś mi pomóc zaprojektować wizytówki.
- Mógłbym. – Po
oczach Króliczka widzę, że najchętniej od razu rzuciłby się do pracy. – Jeszcze
dzisiaj się tym zajmę.
- Max obiecał
także, że szepnie o mnie dobre słowo swoim znajomym. – Jo spogląda na mnie z
zainteresowaniem. Wyraźnie czeka, jak zareaguje Eli. Czy potwierdzi moją
wersję? Czy jestem godny zaufania?
- Jeśli April się o
tobie dowie, nie opędzisz się od zleceń przez najbliższe kilka lat.
Króliczek nie wątpi
w moje dobre intencje. Jego wiara i zaufanie sprawiają, że Jo zaczyna wierzyć w
powodzenie swojej pracowni. Wreszcie sukces!
- Zanim podbijesz
rynek, musimy zjeść obiad – głodnemu Eli zaczyna burczeć w brzuchu. – Dzidziuś
mówi, że jest bardzo głodny.
***
Większość
popołudnia mija nam w bardzo miłej atmosferze. Zajmujemy się głównie pokojem
dziecięcym. Razem z Jo staramy się zrobić jak najlepsze zdjęcia, a Eli
projektuje wizytówki. Kiedy pokazujemy Króliczkowi efekty naszej pracy, nie
jest zachwycony.
- Źle operujecie
światłem – blondyn brutalnie ocenia nasze starania.
- Moim zdaniem
wyglądają znośnie – Jo broni wykonanych przez nas zdjęć.
- Znośnie nie wystarczy.
– W taki oto sposób Eli przejmuje władzę nad aparatem.
Muszę przyznać, że
jego zdjęcia rzeczywiście są znacznie lepszej jakości. Skupione na szczegółach,
pokazują wnętrze sypialni naszego synka w taki sposób, jakbyśmy zaglądali do
środka przez dziurkę od klucza. Mebelki i markowe dodatki stanowią jedynie tło.
Na pierwszym planie powinno być dziecko, na które z utęsknieniem czekamy.
Spoglądam na
brzuszek Eli z wielką dumą i uczuciem. Mój ukochany od razu wyczuwa, że się w
niego wpatruję, bo obraca głowę i spogląda mi prosto w oczy. Uśmiecha się.
Znowu jest bliski łez.
- Nie – próbuję go
powstrzymać.
- To dlatego, że
całość bardzo mi się podoba – Króliczek tłumaczy się cichutko.
Obejmuję go
ramionami. Splatam dłonie i układam je na jego brzuchu.
- Wiesz, że za
chwilę będziemy rodzicami? I udało się nam uwić śliczne gniazdko dla naszego
malutkiego, króliczego potomka.
- Może powinnyśmy
nadać dziecku imię „Mały Króliczek”. Byłbyś wniebowzięty, prawda?
Pochylam się i
kradnę Eli niewinny pocałunek.
- Byłeś, jesteś i
będziesz moim jedynym Króliczkiem, którego kocham do szaleństwa. Twoja
propozycja imienia dla dziecka jest urocza. Z pewnością dopiszemy ją do listy.
- Mamy listę? – Eli
nie kryje zdziwienia.
- Mamy. Peter
Junior. Pamela. Mały Króliczek – wymieniam możliwe propozycje imion.
- Tyle opcji. Wybór
będzie naprawdę ciężki. – Eli uśmiecha się w sposób, który kradnie moje serce.
- Koniec gruchania,
gołąbki. – Jo brutalnie przerywa naszą miłosną wymianę zdań. W sumie dobrze, że
to zrobił, bo zupełnie zapomniałem o jego istnieniu. – Pora się czegoś napić – wskazuje
na wielką skrzynię alkoholu, którą prawdopodobnie miał schowaną w samochodzie.
- Napić? – Eli
obdarza przyjaciela kwaśnym spojrzeniem.
- Ty dostaniesz
soczek. Za to Max z pewnością nie odmówi, nie? – Jo wpatruje się we mnie
wyczekując odpowiedzi. – Prawdziwego mężczyznę poznaje się poprzez łóżko i
alkohol. – Dzieli się z nami życiowymi
mądrościami. – Do łóżka nie pójdziemy – zastrzega z góry.
- Oczywiście, że
nie! – Oburzam się. – Nie zdradzę narzeczonego.
- Nie obraź się,
Max, ale nie jesteś w moim typie – Baker wbija mi brutalną szpilę.
- Serio? A czego mi
brakuje? – Pytam zaczepnie, ciekawy co odpowie.
- Nie masz piersi –
młody mężczyzna parska śmiechem, po czym bez problemu podnosi ciężką skrzynie z
brzęczącymi butelkami i kieruje się w stronę salonu.
- I co teraz? –
Zerkam na Eli. Nie będę pić, jeśli nie wyrazi na to zgody.
- Będziemy
świętować – złotowłosy odpowiada beztrosko, biorąc mnie za rękę i kierując się
w stronę kuchni.
- Nie, mały. To my
będziemy świętować – poprawia go Jo. – Nawet gdybyś nie był w ciąży i tak nie
dostałbyś ode mnie ani grama alkoholu. Pod wieloma względami masz jeszcze mleko
pod nosem. Podejrzewam, że straciłbyś przytomność od samego zapachu.
- Przez rozmowę o
piciu dziecko natychmiast żąda kolacji. – Eli jak na skrzydłach gna do lodówki.
Kiedy Króliczek polewa
ulubioną sałatkę sosem czekoladowym, Joseph przygląda mu się z niedowierzaniem.
- Dlaczego nie
reagujesz? – Ruga mnie. – Coś takiego może mu zaszkodzić.
- Nie denerwuj
dziecka – odpowiadam szeptem. – Eli je to na co dzidziuś ma ochotę.
- Znasz kogoś, kto
miałby ochotę na zieleninę polaną czekoladą? – Jo nadal jest bardzo podejrzliwy
w stosunku do diety fiołkowookiego.
- Najpierw spróbuj,
a potem krytykuj. – Eli podtyka przyjacielowi widelec pod nos. Nałożył na niego
solidną porcję rukoli.
- Nie licz na to –
Jo aż się wzdryga. Sięga po swój kieliszek, który od razu opróżnia. – Nie
pomogło – stwierdza, wyciągając rękę w kierunku butelki, aby nalać nam kolejną
porcję wina.
Po kolacji
przenosimy się do salonu. Namawiam Jo, aby opowiedział nam o niedawno odbytej
podróży. Interesują mnie kraje, które odwiedził. Lubię odkrywać nawet dobrze
znane mi miejsca oczami innych. Takie historie zawsze inspirują.
- Pierwsze dni na
statku wspominam naprawdę dobrze. Byłem podjadany nową sytuacją. Poznawałem
ludzi. Wdrażałem się w obowiązki. No i pogoda rozpieszczała. Zwłaszcza nocą.
Niebo zdawało się nie mieć końca. Zlewało się z białymi falami. Coś
niesamowitego – rozmarza się. – Dopiero potem, gdy pogoda nieco się popsuła,
zacząłem żałować, że nie zostałem na lądzie.
W czasie gdy Jo snuje
swoją opowieść, mój ukochany walczy ze zmęczeniem. Najpierw obejmuje jedną z
ozdobnych poduszek, a następnie jego głowa opada na moje ramię. Uśmiecham się.
- Za chwilę wracam –
przerywam mu, jednocześnie wstając z sofy i biorąc Eli na ręce.
- Impreza dobiegła
końca? – Baker jest nieco rozczarowany.
- Zaniosę go na
górę i wrócę. To nie potrwa długo. Nie chcę, aby spał tu taki skulony.
- Pomóc ci?
- Poradzę sobie –
mocniej obejmuję Eli, aby tylko Jo nie przyszło do głowy, by go dotknąć.
Układam mój słodki skarb
na pościeli. Zapalam lampkę nocną. Biedny Króliczek. To był dzień pełen wrażeń.
Jest całkowicie wypompowany. Powinienem był przypilnować, aby odpoczął po
południu.
Przynoszę z
garderoby czystą piżamę i postanawiam przebrać nastolatka. Ciążowe ubrania są
luźne, lecz piżama z pewnością będzie wygodniejsza.
- Max? –
Nieprzytomny Eli unosi powieki, rozglądając się po otoczeniu. – Zasnąłem?
- Jesteś zmęczony.
Najwyższa pora, abyś odpoczął.
- Ale Jo… Jest
naszym gościem…
- Ja dotrzymam mu
towarzystwa, ok? – Uspokajam małolata, jednocześnie pozbywając się jego ubrań.
- Powinienem się
umyć.
- Rano się umyjesz.
Teraz śpij – głaszczę Króliczka po włosach. Mój ukochany mości się na poduszce.
Otulam go kołdrą i gaszę światło. – Max? – Eli łapie mnie za rękę.
- Tak?
- Bądź dla niego
miły. Bardzo mi zależy, abyście się polubili.
- My już się
lubimy, skarbie. Nie martw się, bo nie masz o co. – Pochylam się nad
narzeczonym i całuję go w czoło. – Kocham cię. Dobranoc.
***
- Otwieramy kolejną
butelkę? – Jo posyła w moją stronę pytające spojrzenie.
- Pewnie –
przytakuję, podając mu korkociąg. – Miło jest spędzić czas w typowo męskim
towarzystwie. Odkąd poznałem Eli moje życie całkowicie się zmieniło. Z dnia na
dzień rzuciłem wszystko i wylądowałem na wsi. Tutejsi znajomi pozakładali
rodziny i ani myślą, by spędzić chociaż jeden wieczór z daleka od swoich żon
oraz dzieci. Gdybym zaproponował im wspólne wypicie wina, jutro wszyscy
sąsiedzi wytykaliby mnie palcami. Nie mówiąc już o moim ojcu, który godzinami
suszyłby mi głowę – wzdycham ciężko, szukając zrozumienia.
- Ten lekarz nieźle
was urządził. Kiedy powiedział Eli, że zapłodnienie się udało biedaczek
najpierw mu nie uwierzył, a potem zemdlał. To był dla niego prawdziwy szok.
Przez kilka sekund
jestem naprawdę zszokowany. Prawdę o zapłodnieniu traktowałem jako nasz sekret.
Wiedział lekarz, Eli, ja oraz prawnik. Nie powiedziałem rodzicom i z pewnością
im tego nie powiem. Może po ślubie, ale to też nic pewnego. Tymczasem Jo
wspomina o tym tak beztrosko, jakbyśmy rozmawiali o pogodzie.
- Byłbym wdzięczny,
gdybyś zachował te informacje dla siebie.
- Max, no coś ty?
Nie zamierzam nikomu mówić. To wasza sprawa. Poza tym wiem o jego ciąży dłużej niż ty – mężczyzna nie
umie powstrzymać złośliwego uśmieszku. – Swoją drogą skoro nikt nie wie, nie
miałeś szansy przed nikim się wygadać. Jeśli tego potrzebujesz, służę pomocą.
- Dziękuję. Na
początku rzeczywiście było to trudne doświadczenie i chwilę trwało zanim
oswoiłem się z myślą, że pojawił się Eli, który nie odda mi dziecka. Potem ten
huragan myśli nieco przycichł, a teraz… Sam widziałeś, jak jest teraz – nie
potrafię ukryć uczuć. Uśmiecham się na samą myśl o śpiącym Króliczku.
- Napijmy się. – Jo
otwiera kolejną butelkę wina. Opróżnianie ich idzie nam naprawdę szybko. Nie
szkodzi. Najwidoczniej obydwaj mamy wysoką tolerancję na procenty.
- Jakiś czas temu
wspomniałeś, że nie chciałbyś, aby Eli związał się z Edmundem – wracam do
tematu, który nie daje mi spokoju.
- Bo to prawda.
Gdybyś znał Edmunda, to przyznałbyś mi rację.
- Tak się składa,
że już się poznaliśmy. – W kilku zdaniach streszczam Jo zdarzenia, które miały
miejsce w galerii.
- Podarłeś kontrakt
i wyszedłeś? Nieźle… – Baker aż gwiżdże z wrażenia.
- Wkurzył mnie,
więc chciałem utrzeć mu nosa.
- Mówiłeś o tym
Eli?
- I tak, i nie –
niechętnie wracam do rozmowy, którą wtedy odbyliśmy. Eli był wzburzony. Chciał
się wyprowadzić do tej przeklętej nory i zostawić mnie samego. – Oszczędziłem
mu przykrych detali. Resztą zajął się mecenas.
- Znajomi
wspominali między wierszami, że szumnie oczekiwana wystawa Edmunda została
odwołana. Sądziłem, że zmienił zdanie i nie chce, aby jego obrazy ujrzały światło
dzienne. Edmund jest bardzo specyficzną osobą. Przypomina divę, a nie malarza.
Humorzasty. Złośliwy. Dziwi mnie, że nie kontaktował się z Eli w tej sprawie.
- Porozumienie,
które podpisał właściciel galerii mówi dość jasno, że zarówno on, jak i jego
podopieczny mają się trzymać od Króliczka z daleka. W zamian za to nie
zażądałem zwrotu prac, które galeria sprzedawała jako dzieła Edmunda. Eli ma też
nowy, zastrzeżony numer telefonu. Szczerze wątpię, że Robinson zaryzykuje
zakłócanie naszego spokoju. Afera, którą mógłby w ten sposób wywołać,
doszczętnie zniszczy ich reputację.
- W takim razie
napijmy się za twój sukces! – Mężczyzna napełnia nasze kieliszki kolejną porcją
wina.
- Poczekaj –
powstrzymuję go. – Mam coś lepszego – idę do spiżarni, skąd przynoszę jeden z
moich ulubionych trunków. Jest to trzydziestoletnia butelka brandy, którą
bardzo lubię. Mam nadzieję, że Jo również będzie smakować.
Ponownie opijamy
moje rychłe ojcostwo, pracownię Jo, zdrowie dziecka, naszą przyjaźń i mnóstwo
innych rzeczy, których obecnie nie mogę sobie przypomnieć. Rozmawiamy. Śmiejemy
się. Noc zdaje się nie mieć końca.
Nie pamiętam, w
jaki sposób dotarłem do łóżka, ale to bez znaczenia. Gorzej, że teraz boli mnie
głowa. Słońce razi w oczy. W dodatku jest mi niesamowicie gorąco. Króliczek
obejmuje mnie wyjątkowo zaborczo. I zrobił się dosyć ciężki. Z wielkim trudem
unoszę powieki. W pierwszej chwili nie mam pojęcia, gdzie się znajduję. Pokój
nie przypomina naszej sypialni, a Eli nigdy nie chrapie. Może to dlatego, że schowany
jest pod kołdrą i nie może oddychać? Powinienem mu pomóc.
Zanim udaje mi się
zrzucić z narzeczonego ciepłe okrycie i sprawdzić, czy wszystko z nim w
porządku, moją uwagę przykuwa drobna postać, która materializuje się w
drzwiach.
- Eli? – Szepczę zachrypniętym
głosem. – Skąd się tam wziąłeś?
- Za pół godziny odwiedzą nas twoi rodzice. Uznałem, że wolałbyś to wiedzieć i jakoś się ogarnąć przed
ich przyjazdem.
Postać znika,
głośno trzaskając drzwiami. Oszołomiony, w pierwszej chwili chcę zasłonić uszy,
by nie narażać ich na kolejne niechciane hałasy.
Przypominam też
sobie, że miałem sprawdzić co u Eli schowanego pod kołdrą. Z wielkim wysiłkiem
wykonuję zamaszysty ruch. Kołdra zsuwa się na podłogę, ukazując jednocześnie silne,
opalone ramię, które obejmuje mnie w pasie.
To nie jest Eli!
Czemu Jo spał z
nami w łóżku?!
I czemu jest nagi?
To nie jest nasza
sypialnia! To pokój gościnny! Zamiast z Króliczkiem, spędziłem noc z obcym
facetem?!
Nie, to niemożliwe!
Co powiedział ten
drugi Eli? Że rodzice przyjeżdżają? Teraz?
Proszę, niech mnie
ktoś obudzi! Śnię wyjątkowo zły sen!
Słodkości, słodkości, słodkości i bum. Jeżeli na kolejny rozdział będę czekać miesiąc to poszczuje cię kotem twoim albo moim . Pozdrawiam Iason
OdpowiedzUsuńJa się kotów nie boję. Przy łóżku trzymam specjalny słoik pełen kocich przysmaków. Żaden kot mi się nie oprze :D
UsuńTwój Kitsune
O Wow, tylko to mi się ciśnie na usta. Jo i jego relacje z Eli oraz Maxem - świetne, śmiałam się cały czas. Zakończenie -- ale jak to?? O co chodzi?? Kilka razy czytane ... bo jakoś... no właśnie BUM
OdpowiedzUsuńCzekam z niecierpliwością i to z ogromną na kolejny. Weny życzę. Pozdrawiam
Cieszę się, że rozdział Ci się podobał. Pisałem po kawałku i trudno mi stwierdzić, czy wyszło zabawnie, czy strasznie.
UsuńW sumie powinno być strasznie. Tata Ford praktycznie puka do drzwi :D
Twój Kitsune
Czekaj, WTF, ja rozumiem, że się schlali, bywa, ale no.... NOOOOOO.... chyba nie doszło do niczego, co? Eli nie będzie zazdrosny, przecież chciał co by Max i Jo się zaprzyjaźnili :D Nie mogę się doczekać co z tego wyniknie, Kitsune, kiedy następny rozdział, kiedy, kiedy????
OdpowiedzUsuńNie da się ukryć, że do czegoś "doszło". Tylko do czego? Kiedy to napiszę? Nie wiem. Nie mam niczego w zapasie. Wszystko od razu wrzucam na bloga. Może na chwilę przerzucę się na Eryka, ale to też nic pewnego.
UsuńTwój Kitsune
Hm wygląda tak jakby Jo celowo Maxowi coś dosypal,ukartowal to,zeby Eli go zostawił :d
OdpowiedzUsuńI teraz zabierze mu chłopaka i dziecko? Razem odjadą w kierunku zachodzącego słońca? No w sumie mogłoby tak być :D
UsuńTwój Kitsune
Jo pójdzie w argument że Max go wykorzystał itp :D
UsuńJezu no, co za straszna wizja OO. Dajcie spokój, czemu tak rozwalacie słodką króliczą idyllę?
UsuńZa dobrze im było już, wystarczy tego dobrego ha
UsuńMoja wizja jest odrobinkę inna.
UsuńNie wiem, czy wolę napisać kolejny rozdział o Eli, czy o Eryku. A Wy co wolicie? Dajcie znać.
Wasz Kitsune
Eeeeli :-) Teraz nie trzymaj nas tak :-)
UsuńCo tu się stało
OdpowiedzUsuńJak to się stało XD
Oby więcej takich
Mam nadzieję na szybkie pojawienie się rozdziału <3
UsuńA co z naszym różowowłosym wampirem i jego królem demonów???
OdpowiedzUsuńEli... błagam chcemy Króliczka 🙏🙏🙏🙏🙏 pozdrawiam
Hejeczka,
OdpowiedzUsuńwspaniale, i Max z Jo się dogadał... o tak Max całkiem zniewolony, ale no jak to... mam nadzieję, że nie stało się najgorsze...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Monika