sobota, 14 lutego 2026

mpreg rozdział 118

 

„Bezsenne Noce"

Nie jestem w stanie zasnąć. Wpatruję się w ciemność analizując bez końca wszystkie szczegóły poprzedniego dnia. Co zrobiłem nie tak? Czym go zdenerwowałem? Co sprawiło, że zdjął obrączkę zaręczynową? Nigdy jej nie ściąga. Tymczasem rzucił nią z taką pasją, jakby paliła jego skórę.

Spoglądam na Eli, który śpi wyjątkowo niespokojnie. Podejrzewam, że rzucałby się po całym łóżku, gdyby nie to, że trzymam go mocno w swoich ramionach. Tego właśnie chce. Przylgnął do mnie tak ściśle, jakby od tego zależało jego życie. Ostrożnie przesuwam kosmyki jasnych włosów, które łaskoczą go, gdy oddycha.

- Max… – cichutko szepcze, wiercąc się w moich ramionach.

- Jestem. Śpij – mruczę do króliczego ucha.

Drobna dłoń Eli zaciska się na moim nadgarstku. Z jego ust wydobywa się ciche jęknięcie, przepełnione bólem oraz ulgą.

- Kocham cię. Cokolwiek się stało, obiecuję, że to naprawię. 

***

W nocy nie zmrużyłem oka. Cierpliwie czekałem aż będzie rano, by wymknąć się z łóżka i podnieść z podłogi złotą obrączkę, która od razu wraca na swoje miejsce. Eli marszczy jasne brwi, czując mój dotyk. Na szczęście się nie budzi. Przez dłuższą chwilę obserwuję błyszczący krążek, który zdobi jego palec.

„Beznadziejny z ciebie mąż!”

Co takiego zrobiłem, że zareagował aż tak gwałtownie?

Zamawiam morze kawy oraz słodkie śniadanie dla mojego Króliczka. Jestem pewny, że nie odmówi gofrów, które uwielbia.

Bezszelestnie krążę po salonie, czekając aż obsługa hotelowa zapuka do naszych drzwi. W niewielkim lustrze widzę swoje zaniedbane oblicze. Powinienem wziąć prysznic i jak najszybciej się ogolić. Wyglądam na pięć lat starszego. Zniesmaczony odwracam wzrok. Nie chcę na siebie patrzeć, zwłaszcza w takim stanie. Niestety, bez kawy nie jestem w stanie funkcjonować.

- Mój wybawiciel – szepczę do kelnera, który nawet nie zdążył zapukać do naszych drzwi. Młody chłopak nie kryje zaskoczenia. Jego dłoń zawisła w powietrzu. Pewnie chciał zapukać, lecz ja byłem szybszy. – Dzięki – wciskam mu do ręki solidny napiwek, przechwytując jednocześnie stolik z dzbankiem, filiżankami oraz całą stertą parujących, pachnących gofrów.

Zapach kawy, którą pospiesznie nalewam do filiżanki, rozchodzi się po pokoju, mamiąc moje zmysły. Mocna, czarna, aromatyczna… Rozlewa się po moim ciele, budząc ospałe komórki. Na stojąco opróżniam pierwszą filiżankę i od razu nalewam sobie drugą. Popycham hotelowy wózek z kierunku sypialni. Zależy mi, aby Eli zjadł śniadanie. Po jedzeniu porozmawiamy, wszystko sobie wyjaśnimy i zapomnimy o wczorajszej nocy.

- Skarbie, już nie śpisz? – Cieszy mnie widok ukochanego, który siedzi w łóżku, oparty o poduszki.

- Możesz… Możesz mi nalać wody? – Głos Eli jest lekko zachrypnięty.

- Oczywiście. – Od razu spełniam prośbę. – Może wolisz sok?

- Nie. – Eli sięga po szklankę. Wypija kilka łyków zimnej wody. Po chwili zauważa obrączkę zaręczynową, którą mu założyłem, gdy spał.

- Zamówiłem gofry. Masz ochotę? – Spoglądam na chłopaka z nadzieją.

- Nie jestem głodny.

- Skarbie, musisz jeść. Chociaż troszeczkę, dobrze? – Biorę talerz wypełniony goframi i zbliżam się z nim do łóżka.

- Nie chcę. Głowa mnie boli.

Nastolatek odkłada szklankę na nocny stolik, po czym chowa twarz w dłoniach. Jego oczy są zaczerwienione i spuchnięte. Wylał wczoraj wiele łez. Jest w ciąży, więc nie mogę zaproponować mu żadnych leków. Odkładam gofry i idę do łazienki zmoczyć ręcznik. Zimny kompres oraz zaciągnięcie zasłon to moje jedyne pomysły na poprawę jego samopoczucia.

- Mogę? – Delikatnie dotykam dłoni Eli, by zgodził się je przesunąć. – Wiem, że to niewiele, ale powinno pomóc.

Króliczek wzdycha cicho. Jak ognia unika mojego wzroku. Chciałbym mu jakoś pomóc, bo boli mnie, że cierpi.

- Mam zawołać lekarza?

Eli nie reaguje na moje słowa. Zamyka oczy i przygryza dolną wargę zębami.

Po moim ciele przechodzi zimny dreszcz. Aż tak go boli? Co mam zrobić?

- Skarbie… Może powinniśmy pojechać do szpitala… – Podejmuję drażliwy temat, którego Eli bardzo nie lubi. Ciężarny nadal nie reaguje. Klękam na podłodze przy łóżku i muskam palcami jego dłoń. Eli natychmiast cofa rękę. Broda zaczyna mu drżeć. Odwraca się do mnie plecami i zwija w kłębek, zaczynając płakać. – Błagam cię… Nakrzycz na mnie, albo mnie zwymyślaj, tylko nie płacz – proszę.

- Nie dotykaj mnie, podły kłamco!

- Skarbie, kiedy cię okłamałem? – Wykorzystuję okazję, by dowiedzieć się co stoi za jego dziwnym zachowaniem. – Powiedz mi. Jestem pewny, że to tylko nieporozumienie. A jeśli nie, to przysięgam, że to naprawię.

- Naprawisz? Teraz?! – Rozjuszony Króliczek obraca się moją stronę. Jego oczy, choć czerwone i spuchnięte, przepełnione są gniewem. – Myślisz, że po czymś takim jeszcze ci zaufam?!

- Eli… Nie mam pojęcia, co się stało, rozumiesz? Nie wiem co zrobiłem lub powiedziałem, że tak to tobą wstrząsnęło. Proszę, powiedz mi o co chodzi – naciskam na narzeczonego, by zechciał wyjawić mi prawdę.

- Okłamałeś mnie! Patrzyłeś mi prosto w oczy i kłamałeś!

- Ja? Kiedy? – Po raz tysięczny staram się przeanalizować wydarzenia wczorajszego dnia. Co takiego zrobiłem? Co powiedziałem? Kiedy to było?

- Nie wiesz?! – Oczy Eli robią się okrągłe niczym spodki. –Ty serio nie wiesz? – Jasnowłosy ciasno obejmuje brzuch ramionami, chroniąc dziecko, które pewnie szaleje z niepokoju. – A pamiętasz Cherry?

- Cherry? – Powtarzam po nim obco brzmiące imię. – Kim jest… – W ciągu ułamka sekundy wszystkie tajemnicze kawałki układanki zaczynają tworzyć spójną całość. – Cherry! Co ona ma z tym wspólnego?

- Może opowiesz mi o waszym „spotkaniu biznesowym”, co Max?

- Skarbie, to było wieki temu, przysięgam. Zaraz po tym, jak przyjechałem do domu rodziców. Raz z nią rozmawiałem.

- Rozmawiałeś… – Kpiarski ton Eli daje mi do zrozumienia, że powinienem opowiedzieć mu więcej zawstydzających szczegółów.

- Poznałem ją w barze. Za dużo wypiłem – nerwowo przeczesuję włosy palcami, niechętnie wracając do wydarzeń, o których dawno temu wszyscy powinni zapomnieć. – Przyjechałeś po mnie, pamiętasz? Nic nas nie łączyło – dodaję, by rozwiać wszelkie wątpliwości.

- Nie, oczywiście, że nie – Eli zaczyna się ironicznie śmiać. – Czysty biznes…

- Byłem zły na siebie, bo nie umiałem poradzić sobie z własnymi uczuciami. Poszedłem do baru. Ona się do mnie dosiadła. Za dużo wypiłem Chciałem o tobie zapomnieć. Ona… Zaproponowała mi seks. Do niczego nie doszło. Oskubała mnie z pieniędzy. Nie spałem z nią, jeśli o to ci chodzi – wyjawiam mroczne sekrety, których bardzo się krępuję.

- Nie obchodzi mnie, czy z nią spałeś! To twój problem, nie mój – Eli próbuje wyplątać się z pościeli.

- Nie spałem! Serio! Nie spałem! Chciałem, ale… Nie mogłem, rozumiesz? Liczyłeś się dla mnie tylko ty! Nie powiedziałem ci o tym, bo było mi wstyd. Wstydziłem się tego, że upiłem się do nieprzytomności, a potem ona… Znaczy Cherry, zabrała mi wszystkie pieniądze. To nie jest historia, z której jestem dumny – skruszony, podchodzę do ukochanego i próbuję go objąć. – Skarbie, proszę, nie gniewaj się na mnie.

- Ty nadal nie rozumiesz… Myślisz, że chodzi mi o tę dziewczynę?!

- To chyba najgorsza rzecz, jaką miałem na sumieniu.

- Max, ja od dawna o wszystkim wiem.

- Co?! Skąd wiesz?! I co wiesz?! – Zaskoczony takim obrotem sytuacji wpatruję się we fioletowe oczy Króliczka, szukając w nich odpowiedzi.

- Od ciebie. Powiedziałeś mi o wszystkim po powrocie do domu.

- Ja?! Ja ci o tym powiedziałem?! – Nie wierzę własnym uszom. – Powiedziałem ci o Cherry?!

- Z najdrobniejszymi szczegółami – Eli uśmiecha się złośliwie. – Nie pamiętasz tego, prawda?

- Ani słowa – przyznaję mu rację, czując jak moja twarz aż pali z zażenowania.

- Tego, co robiliśmy potem też nie pamiętasz? – pyta niewinnie, gorzko się przy tym uśmiechając.

- My?! Co masz na myśli?

- Nic – blondyn próbuje uwolnić się z moich ramion.

- Powiedz mi – nalegam. Unoszę jego brodę, by spojrzeć mu prosto w oczy.

- Ty mi nie mówisz o swoich „spotkaniach biznesowych”, więc dlaczego ja miałbym ci opowiadać o moich? – kpi.

- Nadal jesteś na mnie zły – zauważam ponuro, zwalniając uścisk.

- Oczywiście, że jestem na ciebie zły! Dziwisz mi się?! Powiedziałem ci o najgorszych rzeczach, jakie przytrafiły mi się w życiu. O mojej siostrze i o … – Eli nie jest w stanie wymienić imienia tego przeklętego gwałciciela, którego kiedyś z pewnością zabiję. – Jak mogłeś, Max? Jak mogłeś patrzeć mi prosto w oczy i kłamać w tak błahej sprawie? – Po policzkach Króliczka spływają kolejne łzy.

- Wybacz mi! – Podbiegam do chłopaka i chowam go w swoich ramionach. – Ja… Nie pomyślałem… Nie chciałem cię zranić. Przysięgam. Wstydziłem się i…

- Jak mam ci wierzyć, Max? – Przerywa mój wywód, zanosząc się od płaczu. – Ufałem ci! Ufałem ci tak bardzo! A ty... Miałeś być moim mężem, Max! Moją rodziną! Kochałem cię! Kochałem cię tak bardzo…

- Skarbie… – serce mi się kraje, słysząc te słowa. – Przepraszam. Nie pomyślałem, że tak to odbierzesz… Przepraszam… Proszę, wybacz mi.

- Puść – Eli unika mojego dotyku. Odsuwa się ode mnie, a potem ucieka do łazienki i zamyka za sobą drzwi.

W głowie mi szumi od emocji. Siadam na podłodze, tuż obok drzwi, za którymi zniknął Króliczek i chowam głowę między kolanami. Jak mogłem być tak głupi?! Dlaczego się tak zachowałem. Eli ma rację. We wszystkim. Na jego miejscu ja także byłbym wkurzony. Tego co zrobiłem nie da się w żaden sposób racjonalnie wyjaśnić. Może zaślepiła mnie własna pycha? Próbowałem być idealny w jego oczach. Wolałem go okłamać, niż przyznać się do chwili słabości. Jak mogłem?! Eli był ze mną od zawsze szczery. Aż do bólu. Tymczasem ja… Eli powiedział, że wyznałem mu prawdę od razu po przyjeździe do domu. Nie dziwi mnie to. Klasyczny Max. Skoro wiedział, czemu nigdy o tym nie wspomniał? Czemu nie wygarnął mi tego prosto w twarz? Max, jesteś skończonym durniem!

Pochłonięty biczowaniem się w myślach nie zauważam, że Króliczek wychodzi z łazienki. Kładzie rękę na moim ramieniu, by zwrócić na siebie mogą uwagę. Od razu splatam nasze palce i całuję go po nadgarstku.

- Przepraszam. Szczerze cię przepraszam – szepczę między pocałunkami.

- Musimy jechać do szpitala.

- Dlaczego? Źle się czujesz? – podnoszę się z podłogi i uważnie przyglądam nieco bladej twarzy nastolatka.

- Max, ja krwawię.