piątek, 29 kwietnia 2016

Rozdział X

„Humory księcia



Eryk

  Kłamca! Podły kłamca! Udaje milutkiego, a tymczasem jego język wdarł się w moje usta i wymusza uległość. Nie chcę... Walczę, ale nie mam szans... Nie umiem... Nie, gdy przesuwa nim po mojej dolnej wardze. Serce gwałtownie przyspiesza. Przymykam oczy... Dziwne, zupełnie nieznane uczucie...
Chyba się trochę uspokoił, bo nie jest już taki agresywny. Ssie moją dolną wargę. Przyjemnie... Znowu jest delikatny. Otwieram oczy, bo chcę go widzieć, chociaż powieki wydają mi się takie ciężkie. On też wpatruje się we mnie.
Ma ładne oczy. Zielone. Swoim kolorem przypominają liście drzewa lipowego, pod którym uwielbiam się chować. Zieleń opromieniona przez słońce... Puszcza skrępowane nadgarstki i przesuwa opuszkami po moich ustach, z którymi tak brutalnie się obchodził... Opieram ręce na jego klatce piersiowej. Serce bije mu tak szybko. Czy zdołam go odepchnąć? Pewnie nie. Boję się, że za chwilę zrobi mi coś złego, co będzie bolało. Wolę siedzieć cicho i nie prowokować go jeszcze bardziej. Traci nad sobą panowanie w przeciągu sekund. Kolejny raz wykorzystał fakt, iż jest silniejszy i rzucił się na mnie. Nie podoba mi się sposób w jaki mnie traktuje. Nie jestem jego zabawką! Nie ma prawa dotykać mnie bez pozwolenia! Ani całować! 
Przesuwa się na bok, by nie opierać swojego ciężaru na moim drobnym ciele. Nie ruszam się z miejsca. Chciałbym uciec, ale nie mam jak. I tak zaraz by mnie dopadł. Z trudem odrywam od niego wzrok i przyglądam się koronie drzewa, bo nie wiem jak się zachować. Czekam na to, co zrobi. Wyciąga rękę i gładzi mnie po włosach. Jest zupełnie inny niż ja. Bije od niego ciepło, którego nie znam. Ciepło drugiego człowieka. Już nie pamiętam jak to było, gdy ktoś mnie tak dotykał. To musiało być całe wieki temu... Mam ochotę mrużyć oczy i poddać się chwili. Chyba oszalałem...! Zaczynam zachowywać się jak kot, którego straciłem... On też czasami pozwalał mi się głaskać, bo sprawiało mu to przyjemność.
Jeszcze zanim go poznałem, przejrzałem dokumenty, które schowane były w komputerze dziadka. Pewnie nadal uważa, że nie mam do nich dostępu, bo zabezpieczył je hasłem, którego od lat nie zmienia. To z nich dowiedziałem się, że skończył szkołę oficerską z wyróżnieniem, że był szpiegiem i brał udział w różnych misjach na całym świecie, lecz musiał zrezygnować, bo go zdekonspirowano. Zajął się chronieniem bogatych. Ma ciekawą przeszłość. Odwiedził wiele krajów, poznał różnych ludzi, a jest tylko trochę starszy ode mnie. Niedawno skończył dwadzieścia pięć lat. Wygląda też inaczej niż na zdjęciu, które dołączone było do dokumentów. Mundur sprawiał, że wydawał mi się poważniejszy i starszy. Tylko włosy ma takie same, brązowe i krótko przystrzyżone. Gdy biegamy rano, a on ma na sobie zwykłą bluzę, wygląda jak młodszy brat mężczyzny ze zdjęcia. A teraz leży tuż obok, pod drzewem... Wyciąga dłoń i chwyta mnie za rękę. Przysuwa ją do siebie i ogląda, jakby badał znaleziony skarb. Powoli, dokładnie... Ma duże, ciepłe dłonie. Krępuje mnie ta sytuacja.
 O czym myśli? Czego ode mnie chce? Nie dość mu, że ciągle przy mnie jest? Że nie daje mi chwili wytchnienia? Nie mam już swojego życia. Stale jest obok. Nawet w moim ulubionym miejscu...
- Znowu milczysz. Powiedz coś – prosi cicho. Śmiało patrzę mu w oczy.
- Muszę już wracać – odpowiadam. 
Siadam na trawie i zbieram moje rzeczy. Przebywanie z nim tutaj za bardzo mnie przytłacza.
- Gniewasz się na mnie? 
- Tak. 
- Dlaczego? Tym razem poprosiłem. Nie zgodziłeś się. Uznałem, że wolę działać wbrew tobie, ale starałem się, by było ci przyjemnie.  
- Jasne, dzięki za wytłumaczenie sytuacji – kpię z niego. 
- Nie oznacza to, że nie zależy mi na twoim dobru. 
- Nie tylko tobie na nim zależy, więc ustaw się w kolejce. 
- Czemu taki jesteś? Czemu nie pozwalasz mi się do siebie zbliżyć? Czemu nikomu na to nie pozwalasz? 
- Bo wiem jak to się skończy – wstaję i otrzepuję ubranie. 
- Daj mi szansę. Wystarczy, że odrobinę mi zaufasz, a zyskasz przyjaciela. 
- Przyjaciela? Nie rozśmieszaj mnie. 
- A co w tym śmiesznego? - Niczego nie rozumie? Męczy mnie jego naiwność. 
- Nie będziesz moim przyjacielem niezależnie od tego, czy obdarzę cię zaufaniem, czy nie. 
- Skąd wiesz? 
- Bo wiem. I wiesz co jeszcze wiem? To nie moja wina, ale twoja. 
- Moja? Niby dlaczego moja? 
- Za jakiś czas sam przyznasz mi rację – zapinam marynarkę i odchodzę w stronę domu. 
- Eryku, zaczekaj. Porozmawiaj ze mną. 
- Nie mamy o czym rozmawiać - traktuję go szorstko, by pogłębić dystans między nami.
Właśnie. Nie mamy o czym rozmawiać. Kusi mnie, aby mu zaufać, lecz to i tak niczego nie zmieni. Od samego początku stoję na przegranej pozycji. Jestem pewny, że jeśli obdarzyłbym go zaufaniem i opowiedział całą historię, nie uwierzy mi. Nikt mi nie wierzył... Nawet widząc co mi zrobił... To nie ma sensu. Muszę realizować mój plan. W przeciwnym razie całe królestwo będzie zagrożone...
W bibliotece czeka na mnie Jane. Uśmiecha się nieśmiało na mój widok. Ja też staram się uśmiechnąć. Staram się. To dobre określenie... Simon miał rację. Niewiele się śmieję. Nie pamiętam już jak brzmi mój własny śmiech lub kiedy ostatnio szczerze się roześmiałem. To musiało być całe wieki temu, zanim on... Nie, nie myśl o tym.
- Książę, przyszła korespondencja. 
- Otwórz i przeczytaj listy. 
- Wszystkie? 
- Tak, wszystkie. Nie mam przed tobą żadnych tajemnic, Jane. 
- Dobrze, książę – pyta o to za każdym razem. Jest taka skromna i pracowita. Chciałbym się jej jakoś odwdzięczyć. 
Siadam przy swoim ulubionym biurku. Kiedyś to było miejsce pracy dziadka. Dawno, bardzo dawno temu... Teraz to ja przejąłem jego obowiązki, a on tylko wdraża w życie moje pomysły... Nie daje nic od siebie, za to dużo zabiera innym... Na szczęście to już nie potrwa długo. Niech się cieszy, póki może, bo przyjdzie taki dzień, że wszystkiego go pozbawię...
- Książę, twój dziadek prosił, abym ci przypomniała, że dziś wieczorem masz być obecny na kolacji. Przyjdzie hrabia Ryszard z rodziną. 
- Dziękuję, Jane – tylko tego było mi trzeba. Kolejnych godzin dodatkowej pracy, najpierw na siedzeniu i słuchaniu, a potem rozwiązywaniu problemów rodziny hrabiego. Jestem zmęczony. Liczyłem na to, że położę się wcześniej spać. Ostatnio za każdym razem, gdy zasypiam, śnią mi się koszmary. Bieganie z Simonem rano po nieprzespanej nocy dodatkowo mnie dobija. Jak on to robi, że jest taki wesoły i pełen energii? No tak, większość dnia spędza na oglądaniu kolorowych zdjęć z gazet, podczas gdy ja muszę dokonać karkołomnych obliczeń i analiz. Takiemu to dobrze... Ciekawe, czy szpiegował w podobny sposób? To by wyjaśniało dlaczego tak łatwo go zdekonspirowano... 
Jane otwiera z impetem drzwi do biblioteki i podbiega do mnie zdenerwowana.
- Co się stało? - pytam dziewczynę. 
- Wasza wysokość... Ja nie chciałam... Naprawdę... 
Wstaję z fotela i kładę jej dłonie na ramionach, po czym sadzam na swoim miejscu, bo jest bardzo roztrzęsiona.
- Spokojnie. Czym się tak zdenerwowałaś? - pytam, starając się nie pogarszać sytuacji. Nawet Simon wydaje się zainteresowany, bo odkłada magazyn i z zaciekawieniem spogląda w naszym kierunku. Patrzę Jane prosto w oczy. Cała drży. 
- Książę Eryku... To było wśród korespondencji... Ja otworzyłam... - podaje mi kartkę. Dłonie się jej trzęsą. W końcu wybucha cichym płaczem. 
- Jane, nie płacz, proszę – staram się ją uspokoić. Rozkładam list, który mi podała. Na samym środku widnieje tylko jedno zdanie „Niedługo cię zabiję”. Ktoś poszedł na łatwiznę, wycinając litery z gazety. W dodatku krzywo je przykleił. Zupełny brak klasy... - To tylko głupi żart. Nie płacz.
- Ale... Ale... Książę, to przecież anonim! 
- Co?! - Simon podrywa się z sofy i biegnie w naszą stronę. Wyrywa mi go z ręki i zaczyna uważnie studiować. Ciekawe, czy da radę? Ostatecznie to aż trzy wyrazy, a czytanie nie jest jego mocną stroną... 
- Nie bój się. To nic takiego – podaję dziewczynie pudełko chusteczek, by otarła łzy. 
W drugim końcu pokoju Simon szaleje z telefonem w dłoni, wzywając agentów, policję, dziadka. Pokój powoli zaczyna się zapełniać. Każdy po kolei chce obejrzeć anonim. Wszyscy są zdenerwowani. Pojawia się ekipa, która zabezpiecza odciski palców. Wypytują Jane o to, w której był kopercie, kto go dostarczył. Patrzą na mnie tak podejrzliwym wzrokiem, jakbym to ja go wysłał, albo już nie żył. Nie tak szybko, moi drodzy. Najpierw muszę zająć się obowiązkami, dopiero potem przyjemności...
- Przepraszam, ale czy moglibyście zajmować się tą sprawą w innym pomieszczeniu? Przeszkadzacie mi w pracy – upominam zebranych, którzy niechętnie przenoszą się do sali konferencyjnej. Simon bardzo chciałby z nimi pójść, bo to typowe „męskie zadanie”, ale musi mnie pilnować. Widzę jaki jest rozdarty. 
- Możesz iść – zapewniam go. 
- Obiecujesz? Nie wyjdziesz z tego pokoju bez mojej wiedzy, tak? - upewnia się. 
- Obiecuję. 
- W razie czego zadzwoń do mnie – wybiega, by dołączyć do "prawdziwych mężczyzn".
Zostajemy z Jane sami. Nadal jest nieco roztrzęsiona. Każę służbie podać herbatę. Sadzam Jane na sofie i podaję jej filiżankę.
- Dziękuję... Ojej, książę, to ja powinnam to zrobić... - zaczyna się tłumaczyć. 
- Cii... Nie denerwuj się. Nie ma czym. 
Chciałbym, by udzielił się jej mój spokój. Pijemy herbatę w milczeniu, lecz widzę, że dziewczyna chciałaby mnie o coś zapytać.
- Śmiało, Jane. Pytaj – zachęcam.
- Książę, to prawdziwy anonim – zaczyna przerażona – a jeśli ktoś cię skrzywdzi? Przecież próbowano cię porwać – znowu ma łzy w oczach. 
- Dziadek zatrudnił mnóstwo agentów. Nie ma się czego bać. W sumie to powinienem być wdzięczny osobie, która to przysłała. Chłopaki wreszcie mają jakieś zajęcie. Widziałaś, jacy są podnieceni? Wieczorem nie zasną od nadmiaru adrenaliny - staram się obrócić wszystko w żart. 
- Nie boisz się, książę? A jeśli ta osoba będzie chciała coś ci zrobić? 
- Jane, nie wychodzę z domu bez ochrony, sama wiesz. Większość dnia spędzam tutaj, w tym pokoju. Okna są kuloodporne. Wszędzie jest monitoring Ten dom to istna twierdza. Tylko idiota starałby się tu zaatakować.
- A jeśli nie? - nie daje za wygraną. 
- Nie boję się. To tylko nieudolna próba zastraszenia. Poza tym to nie pierwszy raz, gdy ktoś grozi mi śmiercią. 
- Kto jeszcze groził ci śmiercią? - Simon zawsze wybiera najbardziej nieodpowiedni moment... - Kto to jest? Ty wiesz, prawda? 
- Nikt ci nie mówił, że nieładnie podsłuchiwać? 
- Odpowiedz na moje pytanie – naciska zdenerwowany. 
- Nie wiem kto to jest. Poza tym spytaj dziadka o inne anonimy. Ma ich całe pudło. Większość wysłały dzieciaki, bo widziały to w telewizji. Trafił się też zdegradowany funkcjonariusz, któremu odebrano prawo jazdy za jazdę po pijanemu. Tak się ich boję, że nie masz pojęcia – dzięki drwinom udaje mi się go zbyć, bo nie chcę mówić prawdy. 
- Jane – biorę dziewczynę za rękę – nie martw się, bo nie ma czym. Nic złego się nie stanie. Od dzisiaj ktoś będzie cię zawoził i odwoził do pracy, dobrze? 
- Dobrze, książę Eryku. Bardzo dziękuję. 
- Boisz się jeszcze? 
- Nie. 
- Przez chwilę martwiłem się, że zostawisz mnie samego. 
- Nie zostawię, książę Eryku – patrzy mi prosto w oczy, ściskając mocno dłoń. 
Ulżyło mi. Lubię ją i nie chcę, aby odchodziła tylko z powodu nic nie znaczącego kawałka papieru.
Gdy zostajemy sami z Simonem, odszukuję stronę ulubionej kwiaciarni i wybieram bukiet kwiatów. 
- Co robisz? - pyta, zaglądając mi przez ramię. 
- Kupuję kwiaty dla Jane. Na przeprosiny. 
- Kwiaty? Nie sądziłem, że jej samopoczucie jest dla ciebie takie ważne...
- Nie chcę, aby odeszła z pracy - tłumaczę.
- Masz jeszcze mnie – oburza się Simon. 
Odrywam wzrok od monitora i przyglądam mu się przez chwilę. Hmm... Mały atak zazdrości? Aż żal nie wykorzystać sytuacji... Przekręcam ekran monitora w jego stronę.
- Proszę, wybieraj. 
- Mam wybrać kwiaty dla Jane? - upewnia się. 
- Nie, kwiaty dla Jane sam wybrałem. Wybierz bukiet dla siebie. 
- Dla mnie? 
- Może ten różowy? Podoba ci się? - wskazuję na sporych rozmiarów kompozycję.
- Przestań sobie ze mnie żartować. To nie jest śmieszne – ostrzega – i nie chcę od ciebie żadnych kwiatów! 
- Jesteś pewny? Taka okazja może się więcej nie powtórzyć. Dodam też liścik - kuszę go słodkim głosem.
- Eryku... - prowokowanie go jest takie proste.
 
- Książę Eryku. Masz rację, liścik odpada. Znowu zapomniałem, że nie umiesz czytać – obracam monitor w swoją stronę i składam zamówienie. 
- Lubisz ją, prawda? - pyta nagle, siadając obok mnie na biurku. 
- Jane? Bardzo ją lubię. 
- A Klaudia?
- Klaudia? Masz na myśli poprzednią asystentkę? 
- Tak. Ją też lubiłeś? 
- Nie – ucinam temat. 
- To dlaczego chciałeś się z nią przespać? - No proszę, z Simona niezły plotkarz... 
- Podobała mi się – sprzedaję mu pierwsze lepsze kłamstwo. 
- Naprawdę? Klaudia ci się podobała? - nie wygląda na przekonanego. 
- Od pierwszej chwili. Chciałem ją wykorzystać na tym biurku – spoglądam mu odważnie w oczy. Widzę, jaki jest rozdarty. Nie wie, czy mówię prawdę, czy tylko się z niego nabijam. 
- Klaudia to piękna kobieta. Przypomnisz mi jakiego koloru miała oczy? - wredny typ... 
- Niebieskie - strzelam. 
- Nie, brązowe. 
- Chyba czas pomyśleć o nowych okularach – wzdycham. 
- Co się wydarzyło między tobą a Klaudią? - naciska. 
- Nic, ale o tym też dobrze wiesz – odpowiadam zgodnie z prawdą, robiąc przy tym smutną minę. 
- Chodzi mi głównie o tę część, którą celowo pomijasz – podpowiada Simon. 
- Wybacz, lecz jestem dżentelmenem. Nie mam w zwyczaju rozmawiać o swoich romansach z osobami postronnymi. To źle by o mnie świadczyło. 
- Mógłbyś zdradzić to i owo przyjacielowi – zachęca mnie do zwierzeń. 
- Przyjacielowi? Mógłbym. Tak się składa, że ty nim nie jesteś. 
- To cios w samo serce! Nie widzisz jak mi na tobie zależy? 
- Masz rację, nie widzę. 
- Przypieczętujmy naszą przyjaźń pocałunkiem – uśmiecha się. 
Jego propozycja mrozi mi krew w żyłach, ale nie daję tego po sobie poznać. Opieram się wygodnie o oparcie fotela.
- Kwiaty wystarczą – nie dam się wyprowadzić z równowagi, chociaż w środku aż się gotuję. 
Naszą rozmowę przerywa telefon. Mężczyzna od razu odbiera.
- Tak? Dobrze. Zaraz tam będę – spogląda na mnie nieufnie. – Muszę porozmawiać z ludźmi z ochrony. Policja zbadała odciski palców z anonimu. Nic nie znaleźli. Zostań tutaj, dobrze? 
- Widzisz ile mam jeszcze pracy? - pokazuję mu pokaźny stos papierów do przejrzenia. – Powinienem to jak najszybciej skończyć, bo po kolacji czeka mnie rozwiązywanie problemów hrabiego. 
- Wyglądasz na przemęczonego. Nie chcesz się położyć na godzinę? Masz przekrwione oczy...
- Dziadek pozwolił mi już dzisiaj na jedną przerwę. O drugiej nie mam co marzyć. 
- Przykro mi – wyciąga rękę w moją stronę, ale szybko ją cofa. - Będziesz tutaj aż do kolacji, tak? - upewnia się jeszcze raz. 
- Tak – odpowiadam zirytowany – Idź już, bo mi przeszkadzasz. 
- Pamiętaj. Nigdzie nie wychodź. 
Zeskakuje z biurka i kieruje się w stronę drzwi. Nagle się cofa, jakby czegoś zapomniał, staje za fotelem i obejmuje mnie ramionami.
- Zamiast kwiatów wolałbym czekoladki – szepcze mi do ucha, a potem całuje w policzek – tak słodkie, jak ty. 
- Simon! - krzyczę, gdy ucieka w stronę drzwi, chowając się przed lecącym w jego stronę tomem kodeksu karnego. - Zapłacisz mi za to! - odgrażam się. 
- Nie mogę się doczekać, książę!
W ciągu ostatnich dwóch miesięcy moja celność poprawiła się o 44%. Nie jest to zadowalający wynik, lecz powoli zbliżam się do perfekcji.

czwartek, 28 kwietnia 2016

Rozdział IX

„Humory księcia



Simon

- Sprawdziliśmy miejski monitoring, ale dziewczyna, o której opowiadała starsza pani, mignęła nam tylko na ekranie. Obraz jest zbyt zamazany, do tego okulary i czapka... Nie jesteśmy w stanie jej zidentyfikować. 
- A samochód? Wiadomo coś więcej o ładunku, którego użyli? 
- Przykro mi, wasza wysokość, lecz technicy rozkładają ręce. Ładunek był zbyt mały. Poza tym perfekcyjnie podłożony, blisko baku paliwa. 
- Sprawca nie ułatwia nam sprawy, prawda? - stary książę wygląda na strapionego. 
- Musimy uzbroić się w cierpliwość i czekać. Ktokolwiek to jest, stara się zbliżyć do księcia coraz bardziej. Prędzej czy później popełni błąd, który wykorzystamy. 
- Obyś miał rację, Simonie. Bezpieczeństwo Eryka to obecnie priorytet. Dlatego nie pozwalaj mu opuszczać posiadłości bez potrzeby. Tu jest bezpiecznie. Może pracować bez zbędnego narażania się na ryzyko. 
- Oczywiście. 
- A jak się wam układa współpraca? 
- Dobrze. Robimy postępy – zapewniam mężczyznę. 
- Nie rozśmieszaj mnie. W przypadku Eryka to niemożliwe. Nigdy nikomu nie ufał. Nie radzi sobie w kontaktach z innymi. Jest na to zbyt dumny.
- Wasza wysokość ocenia wnuka zbyt surowo – staram się chronić mojego podopiecznego przed tymi oskarżeniami, chociaż trudno się z nim nie zgodzić. 
- To nie jego wina. Taki się urodził. Piekielna inteligencja pozbawiła go ludzkich uczuć. Na szczęście można ją wykorzystać dla dobra ogółu...
- To był wybór księcia? - korzystam z okazji, by dowiedzieć się więcej o tajemniczej przeszłości małego geniusza. 
- Zawarliśmy układ. On będzie pracować, a ja zapewnię mu opiekę. 
Nazywa to „opieką”? Powiedziałbym raczej, że Eryk jest jego zakładnikiem...
- A dlaczego książę nie mieszka z rodziną? 
- Przecież ja też jestem jego rodziną – broni się, lecz widzę, że coś ukrywa. 
- Miałem na myśli rodziców, brata. Czemu nie mieszka z nimi? 
- Nie umieli się dogadać. 
- W każdej rodzinie zdarzają się nieporozumienia – chciałbym wyciągnąć z niego więcej, ale dziadek to trudny przeciwnik. 
- To prawda... - zamyśla się na chwilę. - Dobrze, powiem ci, ale obiecaj, że zachowasz to dla siebie – wpatruje się we mnie z powagą. 
- Obiecuję. 
- Król, mój brat, nie ma dzieci. W razie jego śmierci, korona przypadłaby mnie. Zawsze się tego obawiałem, bo gdyby tak się stało, straciłbym wpływ na rozwój królestwa. Bywałbym na bankietach i składał wizyty w sąsiednich państwach. Mój brat idealnie nadaje się do tej roli, a ja pomagam mu jak mogę, lecz zza jego pleców. Mój syn... Mój syn nie odziedziczył odpowiednich cech, by udźwignąć ciężar korony. Uprosił więc króla, by Alan został następcą tronu, i on się zgodził. To idealne rozwiązanie. Jest lubiany, błyskotliwy, łatwo nawiązuje znajomości. 
- Ale co to ma wspólnego z Erykiem? 
- Eryk... Eryk chciał zaszkodzić bratu i pozbawić go tronu. Naopowiadał królowi jakichś niestworzonych historii. Był zazdrosny. Między nimi ciągle dochodziło do awantur. Groził mu. Wywoływał bijatyki... Syn nie umiał nad nim zapanować. Musiał go wysłać do szkoły za granicę, jednak ze względu na swoje zdolności, za bardzo zwracał na siebie uwagę. Do tego ten paskudny charakter... Sytuacja wydawała się beznadziejna, bo w świetle prawa nie był pełnoletni, a rodzina nie chciała słyszeć o jego powrocie do domu, dlatego mieszka ze mną. Staram się trzymać go w ryzach, bo wiem, że bywa nieprzewidywalny. Pewnie już słyszałeś, że rodzice nie chcą go znać. Wydziedziczyli go. 
- Książę Eryk? Wierzyć mi się nie chce. Przecież jest taki spokojny...
- Przykro mi to mówić, ale Eryk to zimny manipulator i socjopata, który nie cofnie się przed niczym, by osiągnąć swoje cele. Nie zależy mu na rodzinie, na bliskich. Okrucieństwo ma we krwi. Gdyby nie to, że jest moim wnukiem, to czasami sam chciałbym się go pozbyć. Mieszkanie z nim jest trudne. Muszę go na każdym kroku kontrolować, bo do tej pory stara się zaszkodzić bratu. Znasz Alana i wiesz, że dobry z niego chłopak. Wesoły, otwarty, wszyscy go lubią. Jest zupełnym przeciwieństwem brata. Wyobrażasz sobie królestwo w rękach Eryka? 
- Nie, raczej nie – przyznaję niechętnie. 
- W każdej rodzinie zdarza się czarna owca. Tak się składa, że ta rola przypadła Erykowi, a on śmiało wykorzystuje pełen wachlarz swoich możliwości. Jest owładnięty zemstą. Niedługo skończy dwadzieścia lat i będzie mógł dysponować swoimi pieniędzmi. Boję się tej chwili. Bardzo się boję. 
- Obserwowałem go uważnie. Sprawia inne wrażenie. 
- Jeśli go obserwowałeś, to doskonale wiesz, że jest zamknięty w sobie. Nikt tak naprawdę nie wie co w nim siedzi, bo nikogo do siebie nie dopuszcza. Próbowałem z nim rozmawiać, tłumaczyłem, że z jego zdolnościami może tak wiele... Ale mało go to obchodzi. Gdy był młodszy... Aż wstyd się przyznać, ale poprosiłem znajomego psychiatrę, by go zdiagnozował. Niczego nie stwierdził, ale trudno nie zauważyć, że inteligencja przeszkadza mu w życiu. Prawdopodobnie znienawidził rodzinę, bo doszukał się czegoś, co tylko on widzi. Eryk nie popełnia błędów, nie rozumie więc, że czasami trzeba pójść na kompromis, wybaczyć. Nie umie przegrywać, ani pogodzić się z porażką. Jako następca tronu jest bezużyteczny. Mimo to nie chciałem go skreślić jak reszta. Zawarliśmy więc układ. On pracuje, a w zamian za to zapewniam mu dom, opiekę i spokojne życie. 
- Nie może być aż tak zły. Pomaga waszej wysokości. Pracuje dzień i noc. 
- Wiesz dlaczego? Bo powiedziałem mu, że jeśli nie będzie mi pomagał, zmuszę go do wyjazdu z kraju i sprawię, że nigdy tu nie wróci. A on chce tu być. Nadal wierzy, że uda mu się zemścić na bracie i nie dopuścić do koronacji. Dlatego wolę mieć go na oku. Poza tym tak długo, jak żyje mój brat, Alan jest bezpieczny. 
- Nigdy bym nie pomyślał, że z młodego księcia takie ziółko... 
- Tobie też radzę uważać. 
- Dlaczego? Co on mi może zrobić? Nie rzuci się na mnie z pięściami... 
- Z pięściami może nie – śmieje się stary książę – za to bez problemu może cię zmanipulować. To aktor. Powie, że rodzina go porzuciła, że był krzywdzony, że zmuszam go do pracy. Pozna wszystkie twoje słabości i bez mrugnięcia okiem użyje ich przeciwko tobie. 
- Nie uda mu się. Mam za duże doświadczenie. 
- Nie? To już się stało, Simonie. Nie zauważyłeś, jak na ciebie patrzy? Nie udaje skrzywdzonego? Bezbronnego? Nie jest ci go żal? Samotny, odrzucony chłopiec, którego nikt nie rozumie... 
- To niemożliwe! Eryk taki nie jest! Jest... 
- Obudź się, zanim będzie za późno i staniesz się kolejną marionetką w jego chorej grze. - Książę podchodzi do barku i nalewa alkoholu. - Wypij. To ci dobrze zrobi. 
- Nie mogę. Jestem w pracy. 
- Pij. Potrzebujesz tego – uśmiecha się smutno. 
Ma rację. Potrzebuję. Czy to możliwe, żebym aż tak bardzo dał się zwieść pozorom? Czy to wszystko jest prawdą? Rządny zemsty manipulator...
- Pamiętasz Klaudię? - mężczyzna wyrywa mnie z zamyślenia. 
- Asystentkę? 
- Tak. Co o niej myślałeś? - pyta mnie. 
- Miła dziewczyna. Wydaje mi się, że dobrze wywiązywała się z obowiązków, chociaż ona i książę nie przepadali za swoim towarzystwem.
- To prawda. Kilka razy przychodziła do mnie z płaczem błagając, abym przeniósł ją do firmy, bo nie może z nim wytrzymać. Błagała mnie, rozumiesz? A wszystko zaczęło się bardzo niewinnie. Staż tutaj to prestiżowe zajęcie. Eryk pracuje tylko przy najważniejszych projektach. Wiele można się przy nim nauczyć. 
- Więc co się stało? 
- Na początku było dobrze. Potem wybuchła awantura. Klaudia prosiła Eryka o wybaczenie. Tłumaczyła mi później, że zapomniała wydrukować raportu, a on wpadł w szał. Ponoć powiedział jej, że może to odpokutować, jeśli pójdzie z nim do łóżka. 
- Co takiego?! Książę Eryk tak powiedział? 
- Bronił się zaciekle twierdząc, że dziewczyna sama mu się narzucała, więc chciał ją wyrzucić. Moim zdaniem celowo próbował ją oczernić. Dobrze wiedział, że zaraz po stażu kończy studia i bierze ślub. Pokazywała zdjęcia, nawet przyniosła próbki tortu weselnego. Erykowi się to nie podobało. Drażni go cudze szczęście, którego sam pewnie nigdy nie doświadczy. Zmyślił historyjkę, by zniszczyć jej związek. Było mi bardzo przykro. 
- Czy wasza wysokość brał pod uwagę, że dziewczyna kłamie? 
- To córka mojego bliskiego znajomego. Znam ją od dziecka. 
- Trudno mi uwierzyć, że książę Eryk jest zdolny do takich podłości. 
- Jest moim wnukiem, lecz czuję, że jesteśmy sobie zupełnie obcy. On pewnie traktuje mnie jako przeszkodę w realizacji swoich planów. Muszę zapewnić mu bezpieczeństwo, bo dzięki niemu królestwo kwitnie, ale... Jeśli uważasz, że Eryk tobą steruje i chcesz odejść, zrozumiem. Proszę tylko, abyś dał mi kilka dni na znalezienie zastępstwa. 
- To nie będzie konieczne. Dam sobie radę. Jednak dziękuję za ostrzeżenie. 
W tej samej chwili ktoś puka do drzwi.
- Proszę.
- Przyniosłem dokumenty - srebrnooki wchodzi do środka, odkładając teczki wypełnione dokumentami na stoliku.
- Dziękuję. 
Przygląda się dziadkowi przez dłuższą chwilę.
- O co chodzi, chłopcze? - stary książę bardzo dobrze umie czytać z wnuka. - Skończyłem pracę. Mógłbym wyjść na zewnątrz? – nie wiedziałem, że musi prosić o pozwolenie nawet w tak błahej sprawie. 
- Dobrze. Możesz wyjść na godzinę, ale nie zbliżaj się do bramy. 
- Dziękuję, dziadku – kłania się i wychodzi. 
- Ja też już pójdę, wasza wysokość. Sprawdzę, co planuje.
- Słusznie. Wiesz, że miewa skłonności do ucieczek. Czasami nie było go po kilka dni, ale potem zawsze wracał. 
- Właśnie dlatego wolę go mieć na oku. 
- Simonie – odwracam się w jego stronę – bądź ostrożny. I pamiętaj, co powiedziałem. 
- Dziękuję.
Książę zdołał mnie nieco wyprzedzić. Kieruje się na tyły posiadłości. Idę za nim. Nie zauważył mojej obecności. Wybiera najbardziej oddaloną część ogrodu i chowa się za drzewami. Obserwuję go. Zdejmuje marynarkę i okulary. Kładzie się na trawie. Z kieszeni wyjmuje iPod'a. Wygląda na smutnego i zmęczonego. A może wie, że tu jestem i tylko udaje?
Manipuluje otoczeniem... Czy ja też jestem pod jego wpływem? To by wiele tłumaczyło... 
Gdy zwijał się z bólu udawał, czy naprawdę go bolało? Nikt poza mną nie przejął się jego stanem... Ani dziadek, ani służba. Czy to możliwe, że odegrał przedstawienie? Następnego dnia wyglądał koszmarnie. Nie był w stanie niczego zjeść, bo twierdził, że brzuch go boli... Czy Eryk mógł to wszystko sprytnie zagrać, by zyskać nade mną przewagę? Oczarować do tego stopnia, że nie umiem myśleć o nikim innym...
Jaki tak naprawdę jest? 
Inteligentny, sprytny, przebiegły... Ale także wrażliwy i kruchy...
Z drugiej strony dobrze znam Alana. Przyjaźniliśmy się zanim wstąpiłem do szkoły wojskowej. Zawsze był szczery, uśmiechnięty. Wszyscy go lubili. To urodzony przywódca. Będzie wspaniałym królem. Sprawiedliwym, zaradnym. Do tego budzącym szacunek. Ustawialiśmy się w kolejce, by mu pomagać. Potrafił pociągnąć za sobą tłumy i przychodziło mu to z taką łatwością... Czas, który spędziliśmy razem to jeden z najszczęśliwszych okresów w moim życiu. Szkoła, treningi, imprezy, długie rozmowy o życiu i przyszłości. Alan już wtedy wiedział jaka czego go przyszłość. I nigdy ani słowem nie wspominał o bracie... 
Jedno jest pewne – jest zupełnie różny od neurotycznego, humorzastego i zimnego księcia.  Są jak słońce i czarna dziura... Trudno uwierzyć, że to rodzina.
Dlaczego Eryk chce pozbawić brata tronu? Pożąda władzy? Gdyby żył w jego cieniu, jak stary książę żyje w cieniu króla, mógłby dalej pracować dla królestwa bez konieczności bycia na świeczniku. Czemu wybrał inną drogę? 
Owładnięty zemstą... Widziałem go w różnych sytuacjach, lecz knucie i mściwość... To zupełnie do niego nie pasuje.
Jeśli to wszystko prawda, to będę miał kłopoty... Zupełnie zawrócił mi w głowie. Nawet teraz wygląda tak beznadziejnie, że walczę ze sobą, by nie podbiec i go nie przytulić. 
Muszę baczniej obserwować małego geniusza, a jednocześnie trzymać dystans. W przeciwnym razie wciągnie mnie w otchłań ciemności, w której żyje i nie będzie dla mnie ratunku...
Gdy Eryk zasypia, podchodzę bliżej, by łatwiej mu się przyglądać. Podczas snu wygląda zupełnie inaczej. Znika książęca aura, którą się otacza. Teraz jest zwykłym nastolatkiem.
Wyciągam rękę i zabieram mu odtwarzacz, bo chcę wiedzieć czego słucha. Paganini... Przeglądam zawartość iPod'a. Same koncerty skrzypcowe. Nuda. Alan z pewnością nie słucha takich rzeczy. Chodziliśmy razem do klubów i na koncerty. Stare, dobre czasy.
- Nie... Proszę, nie... - szepcze przez sen. - Proszę... Przestań... Proszę... - Jego głos, choć cichy, brzmi bardzo żałośnie. Znowu śnią mu się koszmary? Powinienem go obudzić? Szamocze się z czymś. Po policzku spływa mu łza. Dłużej nie wytrzymam, obojętne, udaje czy nie, nie mogę na niego patrzeć gdy w takim stanie.
- Eryku – potrząsam delikatnie wiotkim ciałem – obudź się, to tylko sen! Słyszysz? 
- Simon...? - otwiera oczy – Uratowałeś mnie... – spogląda na mnie przez łzy. Jest mocno oszołomiony. Siada na trawie i wyciąga słuchawki z uszu. Wierzchem dłoni ociera mokre policzki.
- Wszystko w porządku? - kładę mu dłoń na ramieniu, ale od razu ją strąca, jakby mój dotyk poraził go prądem... Co mu jest? 
- Tak – nie patrzy mi w oczy. 
Nie dam się tak zbyć. Podnoszę mu brodę, bo sam chcę się przekonać.
- Co się dzieje? - staram się, aby ton mojego głosu brzmiał jak najspokojniej – Zaufaj mi.
- To tylko zły sen – kto wie, może bym w to uwierzył, ale to nie pierwszy raz, gdy męczą go koszmary. I dlaczego płakał? Chyba nie sypia najlepiej w ostatnim czasie. 
Próbuje usunąć moją dłoń ze swojej brody. Nie pozwalam mu na to. Patrzy mi w oczy mieszanką nieszczęścia i wzburzenia.
- Nie lubisz być dotykany? - moje pytanie nieco go zaskakuje. 
- Simon, odczep się. I zabierz rękę. 
- Nie. 
- Już! - odważny książę... 
- Lubię, gdy ze mną walczysz – popycham go na ziemię, wykorzystując swój ciężar, by nie mógł się ruszyć – jednak znacznie bardziej kręci mnie, gdy leżysz tak jak teraz... 
- Puszczaj! Simon! - szarpie się. Żaden z niego przeciwnik...
- Ostatnio miałeś pretensje, że nie poprosiłem o zgodę...
- Simon! 
- Tak słodko się irytujesz. To sprawia, że chcę cię jeszcze bardziej. 
- Nie! - wyrywa się, lecz to nic nie da. Przytrzymuję oba jego nadgarstki jedną ręką i dotykam policzka. Jest taki delikatny i chłodny. Jakbym muskał porcelanę... 
- Pocałuj mnie – proszę tuż przy jego ustach. Choć jest zbyt spanikowany, by zareagować, lekko drży. Patrzy mi w oczy, zagubiony. Nie umiem się powstrzymać, nawet nie uzyskawszy jego zgody... 
Staram się być delikatny, by kusić, a nie wymagać, ale on nie reaguje. Boi się? A może tylko mną manipuluje? Skoro tak, to pokażę mu, kto ma władzę...

wtorek, 26 kwietnia 2016

Rozdział VIII

„Humory księcia



Simon

Obserwuję zamyślonego Eryka, który podziwia widoki za oknem. Jest ciepło, więc opuściłem dach. Wiatr rozwiewa mu jasne włosy.
Pocałowałem go. Nie umiałem się powstrzymać, gdy leżał pode mną na pościeli. Ma miękkie usta... Wszystko jest w nim tak rozkosznie kruche... Podniecające... Mógłbym go  tulić i całować bez końca. Schować w swoich ramionach i nigdy nie puszczać. Zaopiekować się nim, otoczyć ochronnym parasolem. Jest skarbem, którym nie chcę się z nikim dzielić.
Ostatnie dwa dni były pełne wrażeń. Nie da się ukryć, że książę potrzebuje spokoju i odpoczynku. Wygląda strasznie. Blady jak ściana, chudy. Mam wrażenie, iż jest znacznie szczuplejszy niż w dniu, w którym się poznaliśmy. Czemu nikt o niego nie dba? Czemu mieszka z dziadkiem, a nie z rodzicami? Kucharka powiedziała, że go wyrzucili. Co takiego zrobił? Przecież ma serce na dłoni. Jak ktoś mógłby chcieć się go pozbyć, zwłaszcza rodzice?
Dziadek się z nim nie patyczkuje. Surowy i wymagający, codziennie dokłada obowiązków, nie licząc się z tym, że dzieciak jest notorycznie przemęczony. Mam dziwne wrażenie, że zachowuje się wobec wnuka w taki sposób, bo chce go ukarać, ale nie raz, wiele razy... Odkąd tu jestem każdy dzień wypełniony jest pracą, od której nie ma żadnych ustępstw. Eryk nie jest typem człowiek, który siedzi cicho, jak mysz pod miotłą, a jednak posłusznie żyje w tej „złotej klatce”. Dlaczego? Te brakujące elementy królewskiej układanki nie dają mi spokoju. Czego nie widzę? O czym mi nie mówią?
- Eryku, chciałbyś abym nauczył cię prowadzić samochód? - swoim pytaniem wyrywam go z zamyślenia. Powoli odwraca wzrok w moją stronę. Prawą dłonią zakłada kosmyki nieposłusznych włosów za ucho. Jest piękny. Idealny w każdym calu... 
- Nie, dziękuję. 
- Nie chcesz? - dziwię się – Przecież masz takie fajne samochody. Szkoda, aby stały nieużywane.
- Simon... Nic nie rozumiesz, prawda? Jesteś tutaj, bo dziadek cię zatrudnił. Prędzej czy później znajdziecie osobę, która wysadziła twój samochód i rzekomo próbowała mnie porwać. To kwestia czasu. A potem każdy z nas wróci do swojego życia. Ogarniasz, czy mam powtórzyć jeszcze raz? 
- Bardzo zabawne, książę. Uśmiałem się do łez. 
- Niewiele trzeba ci do szczęścia – szczypta ironii w jego wykonaniu jest jak miód na moje rozgrzane serce... 
- A co ciebie uszczęśliwi, książę? Co sprawi, że się uśmiechniesz? - pytam wesoło, lecz spodziewam się podpowiedzi, która pomoże mi go zrozumieć. 
- Często się uśmiecham – protestuje. 
- Nie zauważyłem – teraz to ja staram się być ironiczny. 
- Chcesz pożyczyć okulary? 
- Ty lepiej w nich wyglądasz – moja uwaga sprawiła, że się wycofał. Pewnie wciąż jest zły za skradziony pocałunek... 
Trudno nie przyznać mu racji. Kiedy stąd odejdę, nie zobaczymy się już nigdy więcej. Dziadek będzie go trzymał pod kluczem, a ja wyjadę realizować kolejne zlecenie. Tak powinno być, ale...
Zostawić go... Odejść... Sama myśl o rozstaniu boli. Jak miałbym to zrobić, skoro tęsknię za jego widokiem za każdym razem, gdy znika mi z oczu? To chyba niemożliwe. Jestem nim tak mocno oczarowany, że marzę tylko o tym, spędzać z nim więcej czasu. Czuję, że jeszcze się nim nie nacieszyłem. Nie poznałem. Nie odkryłem jego sekretów. Nie widziałem jego uśmiechu. Nie słyszałem cichego westchnienia rozkoszy...
Dojeżdżamy do kawiarni w milczeniu. Parkuję samochód i ponownie obserwuję okolicę. Jeśli ktoś chciałby podłożyć ładunek wybuchowy właśnie tutaj, powinien zachować niesamowitą ostrożność. To wyjątkowa okolica. Blisko centrum i deptaka, prowadzącego do królewskich ogrodów, które opanowali turyści. Do tego olbrzymi plac zabaw, szkoła. Mnóstwo tu rodziców z dziećmi. Wybuch w tej części miasta zwróciłby za dużą uwagę. Porywacz nie chciał nas wysadzić w powietrze, lecz nieco nastraszyć. Ma pecha. Eryk niczego się nie boi.
Właściciel kawiarni czeka przy barze. Jest mocno zdenerwowany. 
- Dobrze, że już pan jest. W nocy ktoś włamał się do systemu i usunął film z monitoringu. 
- Co takiego?! Jak to możliwe?! 
- Włamano się na serwer firmy ochroniarskiej i usunięto całą zawartość twardego dysku. Sprawca musiał działać na oślep. Nie umiał znaleźć właściwego katalogu, więc skasował wszystko. 
- Można odzyskać te dane? 
- Obawiam się, że nie. Widzi pan, dla mnie to niewielka strata, bo założyłem monitoring na wypadek włamania, ale utrata zapisanych nagrań nieźle wkurzyła ludzi z ochrony. Prowadzili kilkanaście śledztw, współpracowali z policją, a teraz wszystkie dowody przepadły. 
- Miałem nadzieję, że uda się nam obejrzeć to nagranie... 
- Przykro mi – mężczyzna rozkłada bezradnie ręce. 
Wychodzimy na zewnątrz. Jestem wściekły. Ktoś ewidentnie zaciera za sobą ślady, a ja czuję się bezsilny, bo wszystkie moje działania kończą się porażką. Potrzebuję jakiegoś sukcesu, by pchnąć śledztwo do przodu i zapewnić bezpieczeństwo rozkapryszonemu księciu.
- Co za pech. Liczyłem na to, że poznam osobę, która wysadziła twój samochód - typowe. Człowiek stara się jak może, a on tylko kpi.
- Nie zaczynaj – ostrzegam go. 
- Żałuję, że nie zrobiłem ci żadnych zdjęć, gdy zbierałeś spalone części krzycząc „mój biedny samochód! chyba się popłaczę!”. To było bardzo zabawne. 
- Nie mamy nagrania, więc nie poszerzysz grona swoich znajomych. 
- I co teraz? - pyta znudzony Eryk. 
- Nie wiem. Wymyśl coś, skoro jesteś taki inteligentny. 
- Moim zdaniem powinieneś sprawdzić, czy ktoś nie podłożył bomby pod moim samochodem, a ja w tym czasie pokręcę się po okolicy. 
- Mowy nie ma! Zostajesz ze mną! Poza tym gdzie chcesz iść? 
- Widzisz tę starszą panią na ławce? Była tu też wczoraj. Karmiła gołębie. 
- Chcesz mi powiedzieć, że po wypadku z kotem przerzucasz się na ptaki? 
Eryk mierzy mnie lodowatym spojrzeniem.
- Może widziała kogoś podejrzanego w pobliżu twojego byłego samochodu, mądralo – odpowiada chłodno. 
- To dobry pomysł – chwalę go. 
- Jak wszystkie moje pomysły. 
Przechodzimy na drugą stronę ulicy.
- Ja zajmę się mówieniem – uprzedzam księcia. 
- Dlaczego? 
- Mam większe doświadczenie w przesłuchiwaniu ludzi. Pokażę ci, jak się to robi. 
- Nie mogę się doczekać - drwi.
Podchodzimy do kobiety, którą robi na drutach. Wygląda na miłą starszą panią. Gestem każę Erykowi, aby trzymał się z boku. „Patrz i ucz się książę”.
- Przepraszam, czy mógłbym zająć pani chwilę czasu? - pytam uprzejmie, uśmiechając się. 
Kobieta mierzy mnie nieprzyjaznym wzrokiem.
- Nie wiem z jakiej sekty jesteś chłopcze, ale na nic nie licz, synu szatana! – ostrzega mnie. 
- Nie rozumiemy się. Chciałbym tylko o coś zapytać – staram się zachowywać przyjaźnie, by zdobyć jej zaufanie. 
- Niczego od ciebie nie kupię, zwłaszcza tych bluźnierczych książek, które ciągle wszystkim wciskacie. Będziesz się smażył w piekle. To grzech! Same bzdury w nich wypisujecie!
 Przysiadam się obok niej na ławce.
- Pozwoliła panu usiąść?– oburza się jeszcze bardziej. - Cóż za bezczelny człowiek!– zaczyna mnie wyzywać. Jestem w kropce. Spoglądam na Eryka, który zasłania twarz dłonią. Nie musi nic dodawać. Dobrze wiem, że idzie mi koszmarnie. 
- Idź sobie, młody człowieku albo zadzwonię po policję. Mój wnuk tam pracuje. Nie jest ci wstyd zaczepiać starsze kobiety? 
- Bardzo panią przepraszam za zachowanie kolegi – odzywa się Eryk. - Jest źle wychowany. 
- Książę Eryk! - kobieta od razu go rozpoznaje. 
- Proszę... - mocno się peszy – nie chciałbym, aby ktoś mnie zauważył. 
- Oczywiści, książę... Jestem taka szczęśliwa. To prawdziwy zaszczyt. Nigdy nie sądziłam, że cię spotkam. Na żywo jesteś znacznie wyższy. I przystojniejszy – uśmiecha się wzruszona. Stara jędza... On wygląda przyjaźnie, a ja jak sekciarz... Ale się porobiło... 
- Cała przyjemność po mojej stronie, pani...? - młody nie traci czasu. 
- Jestem Ewa Norman – przedstawia się. Eryk lekko się jej kłania, po czym całuje w rękę. Jego maniery ewidentnie przemawiają do starszej pani. 
- Proszę, usiądź obok mnie, książę. 
- Bardzo dziękuję. Widziałem tu panią wczoraj. 
- To prawda, książę. Lubię tu przychodzi. Wiedziałeś, że ten skwer został niedawno odnowiony? Na środku stała fontanna, którą zabrano do renowacji. 
- Fontanna Wiecznej Miłości z 1810 roku. Jest jednym z ciekawszych zabytków naszego miasta, chociaż niewiele osób o niej wie. Wybudowano ją w tym samym roku co pałac królewski. Bez uszczerbku przetrwała obie wojny. Wiele par się tu pobierało, gdy kościół został zniszczony podczas bombardowania 1944. 
- Dokładnie tak. Mąż poprosił mnie tu o rękę, a potem pobraliśmy się właśnie przy fontannie – łzy spływają po jej policzkach. 
- Niedługo wróci na swoje miejsce. Z tego co mi wiadomo, prace renowacyjne są już na ukończeniu. 
Pani Ewa uśmiecha się szczerze zadowolona.
- Bardzo mnie to cieszy. Dawniej król nie chciał inwestować w renowację zabytków, ale twój dziadek świetnie się spisuje, książę. Podziękuj mu w moim imieniu. 
- Jeszcze dziś mu o tym powiem – zapewnia kobietę, która jest nim oczarowana. 
- Mógłbym zadać pani pytanie? 
- Oczywiście, książę. Pytaj o co zechcesz. 
- Byliśmy tu wczoraj. Kolega zaparkował czarny samochód przed kawiarnią, dlatego zapamiętałem, że karmiła pani gołębie. Ktoś go uszkodził, a potem skasował film z monitoringu. Chciałbym zapytać, czy widziała pani coś niezwykłego wczorajszego popołudnia? 
- To prawda, byłam tu. Siedziałam dokładnie w tym samym miejscu i widziałam czarny samochód. Kręciła się obok niego młoda dziewczyna. Jeździła na tych nowoczesnych wrotkach... Miała na sobie modne młodzieżowe ciuchy, które nie zakrywają brzucha i ciemny plecak. Schylała się obok wozu. Myślałam, że poprawia wrotki. 
- Co jeszcze pani pamięta? Jak wyglądała? - chcę wyciągnąć z kobiety jak najwięcej przydatnych informacji. 
- Książę Eryku, jesteś jeszcze młody i bez doświadczenia, więc nie obraź się, ale muszę to powiedzieć. Nie znasz się na ludziach. Taki miły chłopak jak ty nie powinien się zadawać z takim... elementem z sekty. Sprowadzi cię na złą drogę – kobieta zbliża się do Eryka i zniża głos, abym nie słyszał dalszej części jej wypowiedzi. 
- Ma pani rację. Zachowam ostrożność – zapewnia ją. 
- Proszę nam opowiedzieć co jeszcze pani widziała – nalegam – tu chodzi o bezpieczeństwo księcia. 
- Młody człowieku, nie przeszkadzaj nam – kobieta otwiera torebkę i częstuje Eryka czekoladką. 
- Dziękuję – obserwuję jak wkłada cukierka do ust. W normalnych okolicznościach za nic nie pozwoliłbym, aby ktoś obcy dawał mu słodycze. Mógłby go otruć, ale staruszka wygląda na niegroźną, więc robię wyjątekten jeden raz. Tym bardziej, że Eryk jedzący czekoladę wygląda bardzo słodko... 
- Ta dziewczyna miała ubrane okulary przeciwsłoneczne i czapkę z daszkiem, więc nie widziałam jej twarzy z tak daleka. Miała też ciemne włosy. Była szczupła. Zwróciłam na nią uwagę ze względu na wrotki. Potem rozmawiała przez telefon i odjechała deptakiem, w stronę głównej ulicy. Nic więcej nie widziałam. 
- Zapamiętała pani bardzo dużo szczegółów. Jestem pod wrażeniem. 
- To dzięki wnukowi, książę. Wspominałam już, że niedawno wstąpił do policji. Oglądam wiele programów detektywistycznych i seriali, aby być na bieżąco. Muszę być przygotowana na wypadek, gdyby poprosił mnie o radę. 
- Bardzo nam pani pomogła, dziękujemy. 
- Książę Eryku, żałuję, że nie mogę zrobić więcej. Jesteś taki uprzejmy. Przyjedziesz na odsłonięcie fontanny? 
- Postaram się – zapewnia ją. 
- I pamiętaj, co ci mówiłam. 
- Bardzo pani dziękujemy – Eryk wstaje z gracją z ławki i kłania się kobiecie, która macha mu na pożegnanie. 
Wracamy do samochodu. Odblokowuję alarm i otwieram drzwi od strony kierowcy, jednak Eryk nie otwiera tych od strony pasażera, przyglądając mi się uważnie.
- O co znowu chodzi? - pytam zdziwiony jego zachowaniem. 
- Przeproś mnie – żąda. 
- Co?! Niby za co?! 
- Za to, że mnie oszukałeś. 
- Oszukałem?! 
- Tak, oszukałeś. Powiedziałeś, że znasz się na przesłuchiwaniu ludzi, pamiętasz? 
- Bo to prawda. 
- Serio? To był szczyt twoich możliwości? - drażni się ze mną. 
- Nie, dopiero się rozkręcałem. 
- Przeproś – żąda ponownie. 
- Nie moja wina, że ta wredna babcia wzięła mnie za sekciarza. 
- Z tego samego powodu uznałeś, że jestem aspołeczny i będę tylko przeszkadzać w twoich popisach? - jest lepszy w te klocki niż ktokolwiek inny... 
Ma rację. Właśnie dlatego kazałem mu trzymać się z boku... Wychwycił to z łatwością.
- Mam cię przeprosić za to, że cię oszukałem, czy za to, że źle oceniłem? - pytam nieco zagubiony w sytuacji. 
- Nie zależy mi na twojej ocenie, ale nie kłam więcej. Jeśli nie umiesz czegoś zrobić, lub nie czujesz się pewny, chcę to wiedzieć. 
- Jesteś dziwny, Eryku. 
- Książę Eryku – poprawia mnie. 
- Przepraszam. Postaram się więcej nie kłamać. I nie oceniać cię pochopnie, książę.
Eryk patrzy mi przez chwilę w oczy, ważąc szczerość moich słów.
- Wybaczysz mi? - pytam pełen nadziei na jakiś przełom w naszych relacjach. 
- Zastanowię się – odpowiada spokojnie i wsiada do samochodu.Wracamy do domu w milczeniu. Czego się dziś o nim dowiedziałem? Że jest wyjątkowo spostrzegawczy? Że nie lubi być okłamywany? A może kluczem do jego zrozumienia jest wrażliwość, którą ukrywa? Nie wiem. Nie chce mnie do siebie dopuścić choćby na milimetr. Może zyskam w jego oczach, jeśli przestanę traktować go jako balast w postaci dzieciaka, za którego jestem odpowiedzialny, a zacznę dostrzegać w nim partnera... Zawsze czułem się odpowiedzialny za osobę, którą chroniłem. Czemu on chce mnie tego pozbawić?

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Rozdział VII

„Humory księcia



Eryk

Nie mogę spać... Brzuch nadal trochę mnie boli. Chciałbym, aby było już rano wypełnione obowiązkami. Nie będę musiał wtedy o niczym myśleć, tylko pracować. Zwłaszcza o utraconym przyjacielu. Tak bardzo liczyłem na to, że zdołam go dokarmić i oswoić. Zamieszkałby razem ze mną. Biedny kotek...
Spoglądam na zegarek. Dochodzi druga. Dopiero druga... Kręcę się na łóżku. To nie ma sensu. Wstaję i idę do łazienki. Biorę prysznic i ubieram koszulę oraz spodnie. Cichutko otwieram drzwi i udaję się w kierunku biblioteki. Jest ciemno, ale zupełnie mi to nie przeszkadza. Znam tu każdy zakątek, każdy milimetr... To moje miejsce. Przy biurku poukładane są paczki z książkami, które postanowiłem rozpakować. Obecność książek, dotyk papieru, ich zapach, bardzo mnie uspokaja. Czuję się jakby otaczała mnie rodzina.
Zapalam lampkę i siadam na podłodze. Otwieram pierwszy pakunek i wyjmuję zawartość. Kupiłem je na targach... Przesuwam dłonią po tłoczonych literach. Są takie miękkie...
- Co tu robisz? - podskakuję na dźwięk głosu Simona. 
- Nie strasz mnie tak! - serce bije mi jak szalone. 
- Jest środek nocy. Dlaczego nie śpisz? 
- Zawsze wszystko musisz wiedzieć? - odpowiadam pytaniem na pytanie. 
- Jeśli to dotyczy ciebie, to tak. 
- Więc pogódź się z faktem, że mam przed tobą tajemnice – wracam do poprzedniego zajęcia, ignorując zaspanego mężczyznę.
- Chodzi o tego kota, tak? - pyta mnie, pocierając zaspane oczy. 
Jakie to ma znaczenie? To był mój kot, a nie jego. Sam sobie poradzę z jego stratą. Nie potrzebuję udawanej troski. 
- Nie chcę o tym rozmawiać - ucinam temat.
- A powinieneś – nie daje mi spokoju. 
- Jestem zajęty. Przeszkadzasz mi – próbuję się go pozbyć. 
- Nie chce mi się tu z tobą siedzieć, wracaj do łóżka – marudzi. Usłyszał, jak wychodziłem z pokoju? Niemożliwe. Ma na sobie koszulkę z krótkim rękawem, spod którego widać czarny tatuaż, który zdobi jego wielkie ramię. Ciekawe co przedstawia? Ziewa przeciągle. Musi być zmęczony. Dobrze mu tak. 
- Nie prosiłem o to. Idź sobie. 
- Eryku... - ostrzega mnie. 
- Książę Eryku... Zostanę tutaj, więc idź spać – nie ustępuję. 
- Nie ma mowy! - Simon podnosi się zwinnym ruchem i zarzuca mnie sobie na ramię. 
- Natychmiast puszczaj! - krzyczę na niego. 
- Bądź cicho, bo wszystkich obudzisz. 
- Puszczaj! Simon! Postaw mnie na ziemię! Nie żartuję! - walczę jak lew, choć niezbyt głośno, bo nie chcę, aby ktoś zobaczył co ze mną wyprawia. Nic to nie daje. Niesie mnie na górę, prosto do swojego pokoju i popycha na łóżko. Od razu próbuję wstać, ale nie mam z nim najmniejszych szans.
- Simon! Co ty robisz?! 
- Dobrze się bawię. 
- To nie zabawa, a znęcanie się nad słabszym! I zejdź ze mnie, jesteś ciężki! - skarżę się, chociaż nie jest to prawdą, bo oparł ciężar na ramionach. 
- Jakoś przeżyjesz – śmieje się ze mnie. 
- Puszczaj!! - tracę nad sobą panowanie i wierzgam jak oszalały. - Simon!
- Tak? O co chodzi? 
- Proszę... - zmieniam taktykę, udając uległego. 
- Prosisz? - intensywnie się we mnie wpatruje. 
- Puść mnie! - ponownie rzucam się na niego, lecz od razu łapie mnie za ręce i bez najmniejszego problemu układa je na pościeli. 
- Sprawiasz same problemy, książę... 
- Pożałujesz tego!
- Straszysz mnie? A może powiesz o wszystkim dziadkowi? - kpi z beznadziejnego położenia, w jakim się znalazłem.
- Żebyś wiedział! To właśnie zrobię! - zaczyna się śmiać, lecz nagle poważnieje. 
- Skoro tak, to powiedz mu też o tym – nachyla się nade mną i całuje w usta. 
Jestem jak sparaliżowany. Boję się drgnąć. Natarczywie próbuje wymusić na mnie jakąś reakcję, ale niby jak mam na to wszystko zareagować?! Nigdy się z nikim nie całowałem... Aż do tej chwili. 
W końcu przestaje, puszcza moje dłonie i zaczyna dotykać policzka. Jest delikatny. Nie rozumiem, nic nie rozumiem...
- Nie bój się – stara się mnie uspokoić. Serce wali mi tak mocno, dolna warga drży... Co on właśnie zrobił? I dlaczego? 
Chcę uciec daleko od niego i wszystko przemyśleć, zanalizować, opracować plan działania, ale nie mogę się ruszyć.
- Powiedz coś – prosi, ale co mam mu powiedzieć? Jestem zbyt... Zbyt... Nawet słów zaczyna mi brakować. 
- Puść mnie.
- Nie – w porównaniu ze mną jest bardzo spokojny i opanowany. 
- Proszę – skomlę cicho. 
- Jesteś taki piękny – szepcze tuż nad moją twarzą. 
- Simon... Nie możesz – mój głos brzmi niemal błagalnie. 
- Masz pojęcie jak niesamowicie teraz wyglądasz? 
- Simon... 
Mężczyzna wreszcie zmienia pozycję, co przyjmuję z prawdziwą ulgą. Wolny, za chwilę będę wolny... Kładzie się obok mnie na boku. Teraz!
Próbuję wstać i uciec, ale on dawno przewidział, że tak zrobię. Jego ramię owija się szczelnie wokół mojego pasa. Przysuwa mnie bliżej siebie. Z takiej odległości wydaje mi się jeszcze większy. 
- Zamknij oczy i śpij – chyba żartuje! Jak miałbym zasnąć po tym wszystkim?!
- Ty podły...! - krzyczę zdesperowany. 
- Nie zmuszaj mnie, abym cię uciszył... - ostrzega. 
Jestem załamany. Nie chcę spać w jego łóżku. Z drugiej strony boję się sposobu, w jaki mógłby spełnić groźbę... 
Szybko zasypia, lecz nie zwalnia uścisku. Staram się zachować spokój. Ciepły oddech łaskocze mnie w kark. Jest mi gorąco. Przynajmniej mam czas, by wszystko przemyśleć... Pocałował mnie. Spodziewałem się po nim wszystkiego, ale pocałunek? Chciał wymóc moją uległość, ale jego dotyk był delikatny. Nie taki, jak w bibliotece. Sprawił mi wtedy ból...
Co powinienem teraz zrobić? Nie wiem. Mam mętlik w głowie. Myśli uderzają we mnie niczym fale wzburzonego oceanu. Jestem taki zagubiony... Umęczony sytuacją, zasypiam. 
Śnią mi się znajome koszmary. Znowu jestem dzieckiem. Błądzę po ciemnym lesie, nie mogąc odnaleźć drogi do domu. Wołam i wołam. Boję się ciemności. Dziadek... Dziadek mnie wtedy uratował... Gdzie on teraz jest? Niech mi pomoże... Proszę...!
- Eryku, obudź się – ktoś mnie woła – Obudź się, słyszysz mnie?! 
Otwieram oczy. Jest jasno. Za jasno jak na tamten las... Simon... Potrząsa mną... Simon? Co on tu robi?
- Miałeś zły sen – jego głos jest cichy. Opadam na poduszki. Boli mnie głowa. Zły sen... Teraz to tylko sen, ale wtedy... Wtedy oddałbym wszystko, aby to był tylko zły sen... 
- Co tu robisz? - pytam. 
- Spałeś ze mną. Już nie pamiętasz? 
To nie jest moje łóżko! Przyniósł mnie tu w nocy, a potem pocałował i ściskał jakbym był pluszowym misiem! Koszmar, ból głowy, a teraz to! Czy może być jeszcze gorzej?
Uciekam stamtąd i staram się jak najszybciej wrócić do siebie. 
- Poczekaj – łapie mnie za ramię i odwraca. Nie mam na to siły... - Wszystko w porządku? - znowu ta troska w jego głosie. 
- Nie. Nic nie jest w porządku. Zostaw mnie. 
- Nie mogę. Nie umiem po tym jak krzyczałeś przez sen – to całe jego wyjaśnienie? 
- Chcę wrócić do swojego pokoju – mój głos brzmi niczym rozkaz. 
- Pozwolę ci odejść, jeśli powiesz mi, co ci się śniło. 
Patrzę na niego morderczym wzrokiem.
- To tylko koszmar. Byłem pewny, że zapytasz czy doszedłem już do siebie po tym, jak mnie pocałowałeś, nie pytając o pozwolenie. 
- Eryku... 
- Książę Eryku – upominam go, bo widzę, że moje poprzednie słowa spowodowały, że jest nieco zawstydzony. 
- Masz rację. Nie zapytałem. Pozwolisz mi się pocałować, książę? 
- Zabraniam ci dotykać mnie pod jakimkolwiek pozorem! 
- I to ma mnie powstrzymać? Jesteś taki zabawny. - uśmiecha się.
Wyrywam mu się i wybiegam na korytarz. Zamykam drzwi swojego pokoju na klucz. Simon jest silniejszy i jeśli będzie chciał, wyważy je, aby tu wejść.
Czas mija, ale nikt nie przychodzi, jakby zupełnie zapomnieli o moim istnieniu. Chowam się w łóżku, gdzie udaje mi się zasnąć. 
Późnym popołudniem puka do drzwi.
- Otwórz drzwi, książę. Przyniosłem herbatę. 
Nie odzywam się. Może pomyśli, że śpię i sobie pójdzie?
- Książę Eryku, wiem, że nie śpisz... Bądź łaskaw otworzyć. Już! 
Nie chcę go widzieć, więc tylko uchylam drzwi, aby nie miał możliwości wejścia do środka.
- Odsuń się – każe mi. 
- Nie życzę sobie twojej obecności w moim pokoju. 
- Przyniosłem herbatę. 
Herbata... Mam na nią wielką ochotę, mimo to, nie przesuwam się nawet o milimetr.
- Postaw tacę na ziemi i odejdź. 
- Nie wygłupiaj się. Nic dziś nie jadłeś, niewiele spałeś. Pozwól mi się sobą zająć. Obiecuję, że nie dotknę cię palcem – wydaje się być szczery, a ja nie czuję się najlepiej. Nie jestem dla niego żadną przeszkodą. 
Pozwalam mu wejść do środka i obserwuję, jak nalewa herbatę do filiżanki, którą stawia przede mną na stole.
- Proszę. 
- Dziękuję – odpowiadam, lecz nie sięgam po filiżankę. 
- Wypij – znowu zaczyna... 
- Później. 
- Teraz. 
Mierzymy się wzrokiem.
- Książę... Czemu wszystko tak bardzo utrudniasz? Wypij cholerną herbatę, bo wyglądasz jak duch! 
Nie mam ochoty się z nim spierać. I tak go nie przekonam... Podchodzi bliżej i przysuwa mi filiżankę. Wyciągam dłoń i nasze palce niechcący się muskają. Od razu cofam swoją, ale on jest szybszy.
- Masz takie zimne dłonie – martwi się o mnie. Jego są ciepłe i duże. Jest tak blisko, że nawet bez okularów dostrzegam ciemne plamki w zielonych oczach. Czuję dziwny dreszcz, gdy przesuwa kciukiem po wierzchu mojej dłoni. Chowam ją, unikając dalszego kontaktu. 
- Przestań – proszę cicho, bo peszy mnie sposób, w jaki na mnie patrzy. 
- Nie mogę. Podobasz mi się i chcę się tobą opiekować – moje oczy robią się okrągłe niczym spodki. 
- Opiekować? Nie mówisz tego poważnie... 
- Dlaczego nie? - Simon jest taki pewny swego. 
Przysuwa się bliżej i wpatruje w moje oczy. Wyciąga rękę i zaczyna dotykać mojego policzka. Nie umiem ukryć drżenia.
- Nie bój się, książę – powtarza wczorajsze słowa. - Pij herbatę. 
Sięgam po filiżankę. Herbata smakuje wybornie. Od razu jestem spokojniejszy.
- Lepiej? - pyta, kierując dłoń w stronę mojej. Znowu chce mnie dotykać... Nie daję mu takiej szansy. 
- Tak – odpowiadam niechętnie, bo nie lubię kłamać. 
- Zjedz coś, to zabiorę cię ze sobą do miasta. 
- Nie jestem głodny. 
- Możesz zjeść tosta i jechać ze mną, albo zostać tutaj, a wiem, że dziadek uszykował ci sporą stertę papierów do przejrzenia. 
- Praca to mój obowiązek – oburzam się. 
- Nadal kiepsko wyglądasz. Naprawdę wolisz siedzenie w bibliotece, niż przejażdżkę? Rzadko wychodzisz z domu. 
- Dziadek mnie nie puści – odpowiadam zrezygnowany. Za dobrze go znam... 
- A kto powiedział, że będziemy go pytać? Poza tym przed chwilą gdzieś wyjechał – nie zamierza prosić dziadka o pozwolenie? To coś nowego. 
- Nie jestem głodny – spoglądam na jedzenie z niechęcią. - Wciąż boli mnie brzuch. 
Simon nie jest zadowolony.
- Musisz jeść. 
- Proszę, nie zmuszaj mnie. 
Wygląda na to, że wracamy do punktu wyjścia. Ja tego nie zjem, a on nie zabierze mnie ze sobą.
- Zaufam ci ten jeden raz – spoglądam zaskoczony na Simona. - Jeden raz, książę Eryku, jasne? I zjesz kolację, jak wrócimy do domu. A teraz pośpiesz się. Wychodzimy. 
Idziemy do garażu, w którym dziadek trzyma swoje samochody. Simon otwiera pilotem bramę, ale w środku jest pusto!
- No nie wierzę! Zabrali wszystkie?! - irytuje się. - Przecież przed chwilą jeszcze tu były. Niech to szlag! 
Zirytowany ochroniarz jest taki zabawny... Rzuca się jak dziecko, bo ktoś mu zabrał autko. Cóż za strata...
- Wygląda na to, że z naszej wycieczki nici... Nie zamówiłem jeszcze nowego samochodu,  ale nawet gdybym to zrobił, to dostarczą go dopiero za kilka dni – żali się. Chyba nie mam innego wyjścia. Muszę wkroczyć do akcji. 
- Chodź ze mną – proszę, po czym wychodzę na zewnątrz. Simon jest zdziwiony, ale nie zadaje zbędnych pytań. I bardzo dobrze. 
Obchodzimy budynek. Mało kto wie, że garaż zbudowany jest jak lustrzane odbicie. On też chyba nie wiedział... Wyjmuję z kieszeni telefon i szukam odpowiedniej aplikacji. Po chwili garażowa brama unosi się do góry. W środku stoją trzy auta, przykryte plandekami.
- Wybieraj – zwracam się do mężczyzny, który patrzy na mnie niepewnie. Podchodzi do pierwszego i zagląda pod spód.
- Tegoroczny model audi... Niezły. 
- A obok zeszłoroczne porsche i mercedes. 
- Należą do twojego dziadka? 
- Nie, są moje – wreszcie udaje mi się go zszokować. 
- Twoje? 
- Tak. Dostałem na ukończenie studiów. Po jednym za każdy kierunek. Uznałem, że dalsze studiowanie zwróci na mnie zbyt dużą uwagę, więc wróciłem do domu. Którym jedziemy? - Simon wygląda trochę jak dziecko w sklepie z zabawkami. Odkrywa pozostałe plandeki i przygląda się im z bliska.
- Może być porsche? - pyta mnie z nadzieją w głosie. 
- Wszystko mi jedno – odpowiadam zgodnie z prawdą i otwieram sobie drzwi od strony pasażera. 
- Nie chcesz prowadzić? Przecież to twoje samochody! – jest mocno zdziwiony moim zachowaniem. 
- Nie mam prawa jazdy. Zdaniem dziadka to zbyt niebezpieczne. 
- Masz trzy sportowe auta i nie umiesz prowadzić?! 
- Witaj w moim świecie – odpowiadam ironicznie i zapinam pasy. - Jedziemy czy nie? - popędzam mężczyznę. 
- Jedziemy. Zdecydowanie jedziemy – odpala silnik i uśmiecha się od ucha do ucha. I kto by pomyślał, że tak łatwo zadowolić dorosłego faceta...