„Zdrajca”
Wyciągam telefon i wybieram numer Dennisa.
- Co robicie? - zagaduję go.
- Jesteśmy w salonie, na dole - po głosie słyszę, iż głupio mu przyznać, że Josh nadal bawi się w detektywa, choć wyraźnie mu tego zabroniłem.
- Jak tam mój konsultant?
- Chyba dobrze.
- Tak? No cóż, w takim razie sam postaram się wybić mu ten niedorzeczny pomysł z głowy.
- Przeprasza, panie Wood - kaja się.
- Nie szkodzi. Dzwonię w innej sprawie. Jak się czuje twój brat?
- Lepiej, dziękuję. Rozmawiałem z nim dziś rano. Jest wściekły z powodu tego, co się stało - celowo unika tematu strzelaniny.
- Wyobrażam sobie. Pewnie tobie też jest ciężko.
- Obowiązki są ważniejsze - odpowiada natychmiast.
- Zauważyłem, że łączy was silna wieź. Zawsze pracowaliście razem - powoli udaje mi się uśpić jego czujność.
- Nie bardzo rozumiem do czego pan zmierza.
- Rozmawiałem dziś z Ronem. Jego próba samobójcza uświadomiła mi, że rodzina jest najważniejsza. Od razu pomyślałem o tobie. Może miałbyś ochotę pojechać do domu i sprawdzić, jak radzi sobie Randy?
- Ale...
- Dwa, trzy dni, potem do nas wrócisz - kuszę go. - Nie mam w planie żadnych spotkań, więc osobiście zajmę się Joshem. Prom odpływa za pół godziny. Co ty na to?
- Bardzo dziękuję - nie kryje radości.
- Dennis, nie mów nic Joshowi. Nie chcę, by się denerwował. Poproś go, by przyszedł na górę, gdy skończy czytać. Twoi koledzy z pewnością przypilnują, by nie stała mu się żadna krzywda.
- Dobrze. Zrobię jak pan mówi.
- Załatwiłem ci transport. O nic nie musisz się martwić.
- Dziękuję.
- Pozdrów ode mnie Randiego. Powiedz, że może wrócić do pracy jak tylko zakończy leczenie. Do zobaczenia - rozłączam się.
Dennisowi wystarczyło kilka minut, bo spakować rzeczy i wsiąść do samochodu. Na ekranie komputera widzę jeden z naszych samochodów, którym odjechał w towarzystwie innego ochroniarza. Teraz wystarczy, że każę pozostałym trzymać się z daleka od naszej sypialni, wykorzystując migrenę jako wytłumaczenie.
Zdejmuję marynarkę i rozsiadam się wygodnie w fotelu. Przymykam powieki, ciesząc się ciszą. Jest mi tak błogo, a będzie jeszcze lepiej. Wystarczy, że ptaszyna wróci do swojej klatki...
Spostrzegawczy ukochany to prawdziwy skarb. Wystarczy godzina, by odkrył, iż jego nowy przyjaciel zniknął chwilę po tym, jak rozmawiał ze mną przez telefon. Poszukiwania rozpoczął od biblioteki, a teraz kieruje się tutaj. Wyraźnie słyszę odgłos jego kroków, który rozbrzmiewa na korytarzu. Otwiera cichutko drzwi, zaglądając do środka.
- Tristan?
- Tak? - unoszę na niego wzrok.
- Wiesz gdzie jest Dennis?
- Musiał wyjechać na kilka dni - wtajemniczam go w mój plan. Póki co jest nim zaintrygowany. Wchodzi do sypialni. Czekałem na to. Pewnie nie zdaje sobie sprawy, iż zamki w drzwiach są elektroniczne. Wystarczy wcisnąć odpowiedni przycisk na telefonie, by nikt nam nie przeszkadzał. To takie łatwe...
- Wyjechać? Dokąd?
- Sprawy rodzinne. Nie pytałem.
- Ukrywasz coś przede mną - bystre, błękitne tęczówki śledzą każdy mój ruch.
- Ja? Ależ skąd.
- Nie jestem naiwny - układa dłonie na swoich biodrach. - Dlaczego kazałeś mu wyjechać?
- Nie kazałem - bronię się. - Zaproponowałem mu urlop, a on się zgodził. Był mi bardzo wdzięczny. Jeśli mi nie wierzysz, zapytasz go gdy wróci. Potwierdzi moje słowa.
- Ani on ani ty nic mi nie powiecie. Traktujecie mnie jak dziecko, którym już od dawna nie jestem - komentuje nieco obrażony.
- Nadal się na mnie gniewasz, choć zrobiłem to, o co prosiłeś. Ron wyjechał.
- Nie o tym mówię!
- A o czym?
- Przestań się zgrywać! Ja... - słowa więzną mu w gardle, gdy gwałtownie podnoszę się ze swojego miejsca. Tak, to pułapka, mój mały. Zwabiłem cię tutaj, by przypomnieć do kogo należysz.
- Ty? Dokończ proszę - wykonuję pierwszy krok w jego stronę. Josh od razu zaczyna się cofać. Uśmiecham się, sięgając do węzła swojego krawata, który nieco poluźniam.
- Tristan, co robisz?
- Rozmawiam z tobą - udaję niewiniątko.
- Nie zbliżaj się, słyszysz?! - wyciąga ręce przed siebie, by mnie odepchnąć.
- Skarbie, co się dzieje? Boisz się mnie? - idealnie odgrywam zatroskanego kochanka.
- Tak. Jesteś nieprzewidywalny! Mówiłem ci już, że nie chcę... - próbuje uciec, lecz obejmuję go ramionami.
- Nie denerwuj się. Przecież nie zrobię ci nic złego - spoglądam w jego oczy. Są jak poranne niebo. Już błękitne, lecz nadal pamiętające o szarości nocy.
- Puść! - szarpie się. Nie trwa to długo. Wie, że przegrał...
- Kocham cię - układam dłoń na jego karku, a następnie pochylam się i całuję.
- Nie! - przesuwa głowę.
- Nawet tego mi odmawiasz? - wzdycham cicho, wtulając twarz w jego włosy. Po chwili uwalniam go z uścisku. Josh jest nieco zmieszany. Ma świadomość, że zranił mnie swoim postępowaniem. Niczego nie wymuszę. Sprawię, że sam mi się oddasz. Zaczniemy od obiecanego pocałunku...
- Ja też cię kocham, choć czasami bardzo mnie wkurzasz - obejmuje mnie ściśle i wtula twarz w zagłębienie mojej szyi, o którą ociera się ustami. - Możesz mnie pocałować, jeśli chcesz - szepcze zawstydzony.
- Nie będziesz uciekać?
- Nie będę. Za bardzo lubię, gdy to robisz.
- Cieszę się, mój skarbie - uśmiecham się, by po chwili zawładnąć jego miękkimi wargami. Tłumi jęk przyjemności, gdy zakradam się językiem do ich wnętrza. Podczas gdy on zatraca się coraz bardziej w pocałunku, ja popycham go delikatnie do tyłu.
- Tristan... - jest odurzony, lecz czujny.
- Połóż się ze mną na chwilę, dobrze?
- Tylko na chwilę - zaznacza, po czym siada na łóżku i łapie na mój krawat, abym znalazł się bliżej. Kładę się obok niego, by móc dalej całować. Splatam palce naszych dłoni i układam je na wysokości jego głowy. Jest tak bardzo zaabsorbowany, iż nie zauważa, że przygotowany wcześniej krawat ma do odegrania istotną rolę.
- Co robisz?! - reaguje zbyt późno.
- Mówiłeś, że chcesz spróbować „nowych rzeczy”. Postanowiłem spełnić twoją zachciankę.
- Nie to miałem na myśli! Rozwiąż to! - wskazuje na swoje uwięzione nadgarstki.
- Nowe nie zawsze oznacza złe, a ty jesteś taki żądny nowości. Chcesz nowych przyjaciół, nowej pracy, nowych umiejętności. Jako twój przyszły mąż nie mogę zostawać w tyle.
- Tristan, to nie jest śmieszne! Nigdy się tak nie zachowywałeś! Przerażasz mnie! - rzeczywiście, panika zagościła w jego pięknych oczach, lecz to już nie ma znaczenia.
- Nie denerwuj się. Wystarczy, że będziesz mnie słuchał.
- Nie chcę! - stara się podnieść, lecz popycham go z powrotem na łóżko.
- Spójrz, mam dla ciebie prezent - zwracam jego uwagę na czarne pudełko, które leży tuż przy jego głowie.
- Co to jest?
- Różne drobiazgi, które wybrałem z myślą o tobie. Nie rób takiej zbolałej miny. Spodobają ci się, zobaczysz.
- Po co ci one? - jego oczy zaczynają się szklić od łez.
- Są dla ciebie. Osobiście lubię seks bez tych wszystkich udziwnień, ale skoro to za mało... Kto wie, może dzięki tobie zmienię w tej kwestii zdanie. Gotowy?
- Nie! Masz mnie natychmiast rozwiązać, słyszysz?!
- Z nowymi rzeczami jest tak, że najpierw się ich boimy, a dopiero później ogarnia nas ekscytacja. Jak będzie w twoim wypadku? Nie chcesz się dowiedzieć?
- Nie!
- A ja i owszem - ściągam z siebie koszulę, by było mi wygodniej. - Musisz się położyć na brzuchu, o tak - choć stawia mi opór, układam go w wybrany przez siebie sposób. - A teraz zdejmiemy zbędne ubrania, dobrze? - zaczynam od jego butów.
- Zostaw! Nie rozbieraj mnie! Ja nie chcę, słyszysz? - wierzga nogami.
- Jeśli się nie uspokoisz, przywiążę cię do łóżka i zasłonię oczy. Moim zdaniem warto przyjrzeć się nowościom z bliska, nie sądzisz?
- Tristan! - szok maluje się na jego idealnej twarzy. Chyba wreszcie do niego dotarło, że ja nie żartuję.
- Najpierw buty - kontynuuję. - A teraz spodnie - unoszę jego biodra do góry.
- Błagam cię... - zaczyna płakać.
- Proszę, nie... - jest taki wrażliwy. Dotykam załzawionego policzka. - Pamiętasz jak panikowałeś, gdy kochaliśmy się po twoim wyjściu ze szpitala? Wtedy też się bałeś, a nie było czego.
- Więcej cię nie odepchnę... Tristan... - chlipie.
- Wiem, mój kochany. Wszystko to wiem - płynnym ruchem uwalniam go z dresów. - Lubię, gdy jesteś nagi - z czułością pieszczę jego lewy pośladek. - Więc jak? Jesteś ciekawy co dla ciebie mam? - mruczę usatysfakcjonowany.
- Uwolnij mnie... Tak bardzo się boję... - pociąga nosem, po czym chowa twarz w dłoniach.
- O nie, daj rączki. Powinny leżeć o tutaj - przytrzymuję go za kark, by móc, dzięki wcześniej zawiązanemu krawatowi, ułożyć je na pościeli miedzy jego szeroko rozstawionymi nogami. - Oprzyj ciężar ciała na ramionach i nie podnoś się. Będzie ci wygodniej - radzę.
- Tristan...
- Ani drgnij, bo bardzo mnie zdenerwujesz, a wtedy nie będzie już tak miło, jasne? - nie odpowiada, więc ponawiam moje pytanie. - Josh, rozumiesz zasady? Masz wykonywać moje polecenia. Bez dyskusji. Jeśli będziesz grzeczny, nic złego ci się nie stanie.
- Proszę... Kochaj się ze mną tak jak zawsze... Nie chcę tych rzecz... - skomle.
- Nie oszukuj. Jeszcze wczoraj zapewniałeś mnie, że nie jesteś już taki jak dawniej. Postaram się dostosować do twoich wymagań - sięgam po pudełko, które kładę na swoich kolanach. Unoszę wieczko i przywołując figlarny uśmiech, przeglądam specjalnie wyselekcjonowaną zawartość. - Od czego zaczniemy? Może od tego? - wyjmuję jeden z przedmiotów, który zapakowany jest w niewielki, aksamitny woreczek. Posyłam mu pytające spojrzenie, na które nie reaguje. - Josh? Zadałem ci pytanie. Odpowiedz, proszę.
- Jakie to ma znaczenie? I tak zrobisz ze mną co będziesz chciał! Jestem zabawką! Niczym się nie różnię od tego, co masz w ręku!
- Mylisz się. Jesteś bezcenny, a co za tym idzie, należy ci się specjalne traktowanie. Już wiem od czego zaczniemy - chłopak spina się jeszcze mocniej. Jego oddech staje się nierówny, a nogi zaczynają lekko drżeć. Nie tak szybko skarbie, jeszcze cię nawet nie dotknąłem...
Wstaję z łóżka i wyjmuję jeden z prezentów. Resztę odkładam na stół, bo nie chcę, by wiedział co jest w środku.
- Nieco duży jak na pierwszy raz, ale powinieneś dać sobie radę - jego źrenice robią się znacznie większe pod wpływem trwogi, która targa jego rozdygotanym serduszkiem. Jest uroczy... I tylko mój...
- Co... - nie jest w stanie mówić.
- Pytasz co z tym zrobię, czy co to jest?
- Co to jest? - szepcze.
- Wibrator. Spodoba ci się. Chyba nie muszę ci tłumaczyć, gdzie się go wkłada, prawda?
- Nie chcę... - nowa fala łez pozbawia go świeżo odzyskanego głosu.
- Jest na baterie i ma różne prędkości.
- Błagam cię... Nie każ mnie w taki sposób... To okrutne...
- Nie każę cię. Wprost przeciwnie. Stary Josh był zbyt nieśmiały, by choćby pomyśleć o wibratorze, ale ty nie jesteś taki jak dawniej, prawda? - mój głos jest beznamiętny. Przyciskam przycisk, by upewnić się, że baterie są naładowane. - Wolisz z żelem, czy bez? - mój narzeczony zamiast odpowiedzi wydaje z siebie cichy pisk. - Niech ci będzie - podchodzę do nocnej szafki, gdzie mam schowaną ulubioną buteleczkę, której zawartością obficie oblewam erotyczny gadżet. - Gotowy? - staję za nim i kładę wolną dłoń na jego biodro.
- Nie... Nie chcę... Nie... - powtarza bez przerwy, lecz to ignoruję.
- Rozluźnij się - rozsuwam mu pośladki, by wsunąć wibrator do jego wnętrza. - Pomyśl, że to ja. Może będzie ci łatwiej.
- To boli! - porusza się niespokojnie, lecz nie cofam ręki.
- Gdybyś się rozluźnił, nie bolałoby... To dopiero kilka centymetrów.
- Proszę...
- O co mnie prosisz? O to? - dzięki lubrykantowi wibrator bez problemu wsuwa się w jego ciasne wnętrze. Czy powinienem go jeszcze podręczyć, czy raczej nacisnąć przycisk?
Chłopak zanosi się od płaczu, lecz ja nie przestaję. Oto prawdziwa natura naszego związku, najdroższy... Będę bezlitosny, jeśli jeszcze raz spróbujesz się ode mnie odsunąć. I wtedy, i teraz, starałem się. Tak bardzo się starałem. Stopię lód w twoim sercu, jeśli nie miłością, to siłą...
Z prawdziwą przyjemnością napawam się każdym, najdrobniejszym szczegółem. Jasna skóra, pod którą widzę lekko zarysowane mięśnie, wygięte plecy i drobne dłonie, zaciskające się bezradnie na prześcieradle. Chciałbyś uciec, prawda? Zostawić mnie, lecz gdy z tobą skończę, będziesz taki jak przedtem. Znowu stanę się twoim słońcem. Będziesz mnie nieustannie wielbił, pożądał... Siła twoich uczuć stanie się tak wielka, iż nie będziesz umiał sobie z nią poradzić.
- Włączę go... - uprzedzam czarnowłosego o swoim kolejnym posunięciu.
Czuję wibracje, które sprawiają, że mocniej przygryza dolną wargę. Na szczęście nie widzi mojej twarzy, więc nie muszę ukrywać uśmiechu. Podoba mu się... - I jak? Przyjemnie?
W moim ukochanym zachodzi subtelna zmiana. Przestaje płakać. Jego policzki robią się czerwone, ciało zaczyna się odprężać, a oczy...
- Ach... - wyrywa mu się jęk przepełniony ekstazą.
- Dobrze?
- Mmm...
- Cieszę się. Wciąż boli?
- Nie.
- No proszę... Podnieca cię to choć odrobinę?
- T-Tak...
- Na to właśnie liczyłem - ponownie naciskam przycisk, by zwiększyć moc. Po tym, co dziś przygotowałem, będziesz na każde moje zawołanie...
- Nie! Tak nie!
- Nie broń się przed przyjemnością, którą ci daję. Powinieneś być mi wdzięczny.
- Tristan...
- Chciałbyś już dojść, prawda? Nic z tego. Poczuj jak to jest... Poczuj jak ja się czuję za każdym razem, gdy na ciebie patrzę lub o tobie myślę - Josh krzyczy głośno, gdy wibrator drażni jego najczulszy punkt. Muskam przełącznik, podkręcając obroty. Oglądanie go w takim stanie jest prawdziwą torturą. Pragnę go... Jednak zanim będzie mój musi się nauczyć. Bądź grzecznym chłopcem. Pokaż jak mnie kochasz...
- Dość! Błagam! Dość! - żebrze.
- Dojdź... - pochylam się nad nim i szepczę mu do ucha. Silny orgazm, jak na zawołanie, zawładnął jego wychudzonym ciałem. Jest spocony i zziajany. Pewnie marzy o tym, abym rozwiązał jego nadgarstki i pozwolił mu odpocząć. Nic z tego...
Wysuwam z niego erotyczną zabawkę i rozpinam swoje spodnie.
- Ty chyba nie... Ja już nie mogę... Tristan...!
- Możesz. Dojdziesz jeszcze raz, zaufaj mi - łapie go mocno za biodra i jednym pchnięciem jestem cały w środku. Jak dobrze... - Tęskniłem za tobą - zwierzam mu się. - A ty? Tęskniłeś za mną? - nie czekam na jego odpowiedź. Zaczynam się agresywnie poruszać. Jest na tyle rozluźniony, iż wiem, że nie zrobię mu większej krzywdy. - Tylko ja i nikt inny...
Łapię go za członka i zaczynam pocierać, by zwiększyć jego doznania. Chciałbym, by to uczucie trwało w nieskończoność, lecz wiem, iż od spełnienia dzielą mnie sekundy. Jednak zanim tak się stanie, on musi dojść pierwszy.
- Tristan...
- Uwielbiam cię...
Ekstaza sprawia, iż przez chwilę czuję oszołomienie. Znika, wszystko znika... Jest tylko on... Dotyk jego śliskiej skóry pod opuszkami... Żar naszych uczuć... Namiętność...
Niechętnie wysuwam się z niego i pomagam mu ułożyć na boku. Chowam go w swoich ramionach i zaczynam całować, najpierw w usta, a potem po twarzy. Z wielkim wysiłkiem unosi powieki. Jest wykończony. Przesuwam mu z czoła wilgotne kosmyki, które zakładam za jego ucho. Wiem, że chce mi coś powiedzieć, lecz zasypia, nim udaje mu się otworzyć usta.
- Kocham nowego ciebie...