„Bezsenne Noce”
Skłamałbym twierdząc, że kiedykolwiek wcześniej poddałem się tak silnemu napięciu seksualnemu. Powietrze zdaje się przesiąknięte feromonami. Eli lekko drży, gdy wsuwam dłonie pod materiał jego koszulki i dotykam nagiej skóry. Jest chłodna i tak przyjemnie kontrastuje z moimi ciepłymi palcami.
- Jesteś piękny… Taki piękny… - mruczę między pocałunkami, którymi bezustannie obsypuję kark chłopaka. Nie chcę się spieszyć, ale nadmiar ubrań bardzo mi przeszkadza. Pozbywam się więc jego bluzki i rzucam ją na podłogę.
- Nie jestem… - zadziorny Króliczek zawsze próbuje postawić na swoim. Ostrożnie popycham go w kierunku blatu, a następnie przesuwam dłonią po zaparowanym lustrze, by udowodnić swoje racje.
- Skoro mi nie wierzysz, sam się przekonaj. – Unoszę jego brodę do góry. Gdy Eli podziwia swoje odbicie, całuję go po szyi.
- Łaskoczesz… - Próbuje mi przeszkodzić, pozbawiając dostępu do wrażliwego miejsca na swoim ciele. Gdy poruszył głową, złote włosy rozsypują się po jego plecach. Pod wpływem wilgoci robią się nieco pofalowane. Chowam w nich twarz, napawając się ich zapachem.
- Nie lubisz być łaskotany? – pytam, wpatrując się we fiołkowe oczy z powagą.
- Max…
Eli kolejny raz stara się uwolnić, lecz chwytam go za nadgarstki. Wystarczy przez chwilę pomasować wierzch jego dłoni kciukami, a od razu mi ulegają. Mogę je bez problemu ułożyć na rancie marmurowego blatu.
- Właśnie tak – chwalę ukochanego, który bez słów pojął, jakie mam wobec niego zamiary. Wolę się upewnić, że nie straci równowagi. – Nie odpowiedziałeś, czy lubisz być łaskotany? – przypominam mu. Palcem wskazującym ponownie odsuwam jasne pukle na bok, by mieć lepszy widok na smukłe plecy chłopaka. – Niewiele mi o sobie mówisz… - żalę się, bo Króliczek milczy jak zaklęty.
- Max… - ciężarny nabiera gwałtownie powietrza, gdy moje usta przesuwają się w dół kręgosłupa.
- Nie mam ci tego za złe. Musisz się jednak liczyć z tym, że odkryję wszystkie twoje sekrety… Kawałek po kawałku…
- Dlaczego chcesz to zrobić? – Eli przymyka powieki, gdy sunę językiem po jego lewej łopatce.
- Bo to jedyny sposób, abyś był tylko mój – szepczę, po czym delikatnie skubię jego skórę zębami. Mój ukochany nieco się spina. Powinienem być ostrożny, bo mój ukochany reaguje na każde muśnięcie. Nie chcę sprawić mu bólu.
- Nie będę twój. Nie należę do nikogo! – odgraża się.
- Nie będziesz mój? – udaję zdziwionego. – Mam rozumieć, że zmieniłeś zdanie i nie chcesz mi się oddać?
- Źle mnie zrozumiałeś… Ja…
- Tak? – obejmuję chłopaka i przesuwam kciukiem po jego jasnoróżowym sutku.
- Max! – Z ust Eli udaje mi się wyrwać bosko brzmiące jęknięcie.
- Pragnę cię – szepczę do jego ucha. – Pragnę cię tak bardzo, że to aż boli.
- Więc nie trać czasu i rozbierz mnie.
W głowie mi się kręci z nadmiaru emocji. Znajduję się w olbrzymiej hotelowej łazience z Króliczkiem mojego życia i wolno mi go dotykać… Niczego więcej nie śmiałbym pragnąć.
Eli przymyka powieki i odchyla głowę do tyłu, koncentrując się jedynie na ruchu moich rąk. Uśmiecha się ukradkiem zapominając, że widzę go jak na dłoni. Kto by pomyślał, że wilk może wpaść w pułapkę takiej słodkiej trusi… By nieco podkręcić gorącą atmosferę decyduję się ściągnąć z chłopaka kuse szorty razem z bielizną.
- Od samego początku miałem na to ochotę… - dzielę się z nim swoimi kosmatymi przemyśleniami.
- To czemu tego nie zrobiłeś? – pyta Eli, nadal nie otwierając oczu.
- Bo i tak zbyt często ci ulegam.
- A na co ty masz ochotę, Max?
Ostatnie zdanie to jawna prowokacja! Skoro aż tak mu zależy na poznaniu odpowiedzi…
Kładę dłonie na obnażonych pośladkach Eli i nieco je uciskam. Są krągłe i jędrne, lecz to nadal za mało. Nie tego chcę.
- Pochyl się – popycham ciężarnego odrobinę do przodu. Lubi perwersję, więc nie będzie miał mi za złe, jeśli nieco się nimi pobawię. – Trzymaj ręce tak jak do tej pory. Nie chcę, abyś stracił równowagę – instruuję go.
- Max, nie… - Króliczek odwraca się w moją stronę. Ten słaby protest z pewnością mnie nie powstrzyma.
Językiem zaczynam kreślić wzory po jego skórze. Eli nieco się spina. Gładzę go delikatnie po biodrach i udach, by przyzwyczaił się do mojego dotyku. Nie chcę być natarczywy, lecz jak mam się kontrolować w takiej chwili? Żałuję, że nie zdjąłem marynarki. Byłoby mi znacznie wygodniej. Gdy z ust osiemnastolatka wydobywa się ciche westchnienie, pozwalam sobie na odrobinę więcej. Elektryzuje mnie sam fakt, że możemy być ze sobą tak blisko. Dobrowolnie oddał się w moje ręce. Ufa mi na tyle, by się rozebrać i ze mną kochać, a skoro sprawy zaszły już tak daleko…
- Ach! – Eli drży, gdy koniuszkiem języka zaczynam ocierać się o jego wejście. Dobrze, że nie widzi uśmiechu satysfakcji, który właśnie pojawił się na moich ustach. To pierwszy raz, gdy mogę go tak swobodnie pieścić. Zamierzam celebrować każdą chwilę…
Gdy mój wybranek przyzwyczaja się do tak intymnego dotyku, łapię go silniej za biodra i przysuwam je bliżej swojej twarzy. Chłopak sapie ciężko, a jego nogi nieco się chwieją. Musimy przestać.
Niepocieszony zastępuję język palcami. To nieco uspokaja Eli. Rozluźnia się do tego stopnia, że nie muszę się specjalnie starać. Sam zaczyna nabijać się na moje palce, potęgując odczuwaną rozkosz. I znowu drży. Jego ciało pokrywa się gęsią skórką. Wydaje mi się jednak, że tym razem to nie z podniecenia, lecz jest mu po prostu zimno. Pora na prysznic.
- Przeziębisz się, jeśli dalej będziesz tu stać zupełnie nagi.
- Nie dbam o to. Chcę się kochać. – Króliczek odwraca się w moją stronę. Barwa jego niezwykłych oczu przywodzi mi na myśl zorzę polarną. Fiołkowy odcień stał się znacznie intensywniejszy. W połączeniu z jego jasną skórą i złotymi włosami sprawia, że sam zaczynam drżeć.
- Za chwilę, skarbie. – Ściągam z siebie marynarkę i gorączkowo rzucam się do odpinania guzików mojej koszuli. Ręce mi się trzęsą, gdy czuję na sobie jego uważne spojrzenie. – Nie pomagasz mi, wiesz? – śmieję się do mojego kochanka.
- Duży z ciebie chłopiec. Poradzisz sobie – Eli puszcza do mnie oko, a następnie pierwszy wchodzi pod ciepły strumień wody.
Uwolniony od jego uroku, kończę pozbywać się swoich ubrań. Gdy jestem już nagi, Króliczek ponownie kradnie moją uwagę. Widok mokrych strug, które spływają po jego ciele, hipnotyzuje. Oszaleję, jeśli natychmiast nie będzie mój!
Szybko dołączam do Eli i zamykam szklane drzwi. Ciężarny ponownie próbuje tej samej sztuczki, wpatrując się we mnie zamglonym od pożądania wzrokiem.
- Nie… - szepczę bardziej do siebie, niż do niego.
- Nie? – Chłopak przechyla lekko głowę na bok, chwytając mnie za słowo.
- Cieplej ci? – pytam, krocząc w stronę mojego maleństwa.
- Gorąco… - mruczy zmysłowo, oblizując z wody różowe usta. – Chcesz zrobić to tutaj?
- A ty nie? – dziwi mnie jego nagłe wahanie. – Zmarzłeś, spędzając cały dzień w domku bez ogrzewania.
- Nie o to mi chodzi. Trochę się boję. Podłoga jest śliska…
- Skarbie – z czułością przykładam dłoń do policzka mojego ukochanego. – Nie pozwolę, by stało ci się coś złego. Ufasz mi? – wykorzystuję okazję, by zmusić Eli do wyznania prawdy.
- Tak.
- A pozwolisz się pocałować? – z niegasnącą nadzieją czekam na jego odpowiedz. Łapię oba nadgarstki Króliczka z jedną rękę i przygwożdżam je ponad jego głową.
- Max…
- Oczywiście masz świadomość, że pragnę smaku twoich ust z równą intensywnością, z jaką pragnę ciebie, prawda? – droczę się z nim, sięgając drugą ręką w kierunku jego członka.
- Nie pozwalam… - syczy Eli. Bezradnie przygląda się moim poczynaniom, wydając z siebie jedynie urwane dźwięki, które mnie kręcą.
- A kiedy mi pozwolisz? – drążę temat.
Choć bez problemu mógłbym wymóc na nim zakazany pocałunek, nie zrobię tego. Wystarczy, by uwierzył moim słowom. Czas leczy rany. Przyjdzie taki dzień, że moja miłość naprawi jego serce. Znikną wszystkie bariery między nami. Zanim to jednak nastąpi…
- Pragniesz mnie, skarbie? – zmieniam temat naszej rozmowy. – Bo ja nie marzę o niczym innym, jak znaleźć się w końcu w tobie…
- Max, ja…
Eli jest już blisko… To odrobinę za szybko, abym doszedł. Obracam go plecami do siebie i ponownie łapię za biodra.
- Nie ruszaj się – nakazuję mu. Sięgam po jedną z kolorowych buteleczek, które poustawiane są na półce wysoko ponad jego głową i wylewam odrobinę żelu na rękę. Płyn ma dość intensywny, słodki zapach, który dodatkowo działa na moje zmysły. – Równie słodki jak ty… - Za jego pomocą ponownie wsuwam palce mojego kochanka.
- Max! – Eli mruży oczy ze zniecierpliwienia.
- Powiedz mi, jeśli będzie bolało. Za żadne skarby nie chcę wyrządzić ci krzywdy. Jesteś taki ciasny i drobniutki, a ja…
Przygryzam wargę, cofam rękę i powoli… bardzo powoli wchodzę do środka.
Chłopak przez pierwszych kilka sekund napręża się jak struna. Przylega klatką piersiową oraz prawym policzkiem do śliskiej ściany, uwięziony między zimnymi kafelkami a moim rozognionym ciałem.
- Jesteś piękny… - szepczę mu do ucha, całując je. – Zaufaj mi, kochany… Zaufaj... – głaszczę małolata wzdłuż kręgosłupa. Celowo unikam dotykania jego brzucha. Nie chcę, by pomyślał, że kocham się z nim wyłącznie z powodu dziecka. Dziecko jest ważne, lecz Eli… Eli jest moim szczęściem. Moją miłością. Drugą połówką. – Przestałem już wierzyć… - w porę gryzę się w język, by nie zepsuć tej chwili. To nie jest pora na mówienie o uczuciach. Wystarczy, że pokażę mu, ile dla mnie znaczy.
- Chcę więcej… - Eli otwiera oczy i uśmiecha się do mnie nieśmiało. Pozwalam sobie odrobinę mocniej pchnąć biodrami. Powtarzam ten ruch raz i drugi, aż w końcu cały jestem w środku.
Pomimo namiętności, której ujścia obydwaj szukamy, staram się, by moje ruchy były płynne i miarowe. Przez cały czas całuje i pieszczę kark i plecy Króliczka, zlizując z jego skóry mokre ścieżki wody.
- Proszę… Szybciej… Proszę…
Jęki Eli przypominają miauczenie małego kotka. To jedyna rzecz, która nie pasuje do jego osobowości. Spodziewałem się, że będzie niczym wulkan energii. Potrafił bezwstydnie poprosić o seks, lecz jest równie powściągliwy jak za pierwszym razem. Szkoda. Wielka szkoda. Popracujemy nad nim. Chciałbym, aby bardziej się zatracił. Poza tym nawet na chwilę nie zapomniałem, że jest w ciąży. Gdyby nie maluszek, dałbym mu więcej. Znacznie więcej… Wziąłbym go na ręce, oplótł biodra jego nogami, a później kochalibyśmy się upojnie i dziko. Jednak do czasu porodu, mogę najwyżej pomarzyć o takich szaleństwach. Mojemu uwodzicielowi powinno wystarczyć, że wymógł na mnie złamanie obietnicy. Obiecałem sobie, że go nie tknę. W obecnej chwili to już nie ma znaczenia.
- Max…
Obejmuję blondyna ramieniem i przyciągam do siebie. To moje jedyne zabezpieczenie na wypadek, gdyby nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Drugą ręką zaczynam ściskać jego męskość. Zaspokojony Eli dochodzi po zaledwie kilku ruchach. Mi również niewiele potrzeba. Wysuwam się więc z jego wnętrza i pocieram o kształtne pośladki, by samemu dojść.
- Mogłeś go nie wyciągać… - Jasnowłosy dość szybko odzyskuje panowanie nad sobą. Jego skóra jest mocno zaróżowiona. Nareszcie jest mu ciepło.
- Skarbie… - Nie bardzo wiem, jak mu to wytłumaczyć. Moje potrzeby schodzą na dalszy plan. Obecnie to on jest najważniejszy.
- Nic cię nie boli? – pytam z troską, gładząc go po twarzy.
- Nie – chłopak przecząco kręci głową. – Byłeś bardzo delikatny.
- To dobrze – cieszę się.
- Ja nie jestem z porcelany, Max. O dziecko także nie musisz się bać. Nic mu nie jest, widzisz? – wskazuje swój zaokrąglony brzuszek.
- Na pewno?
- Na pewno. – Eli chwyta mnie za rękę, a następnie splata nasze palce.
- Pora do łóżka! – decyduję, wyłączając wodę.
Wyprowadzam osiemnastolatka z kabiny, a następnie opatulam w gruby, frotowy szlafrok. Jeśli dalej będzie nagi, nigdy nie wyjdziemy z tej łazienki. Powinien pójść spać. Im szybciej, tym lepiej.
- No chodź – popędzam go, jednocześnie zbierając z podłogi nasze porozrzucane ubrania.
- Muszę wysuszyć włosy.
Niewinny uśmiech, błyszczące oczy. Po seksie wygląda jeszcze bardziej kusząco. Wyjdź stąd, chłopie, zanim doprowadzisz do tragedii…
- Suszarka powinna być w jednej z szuflad.
- Dziękuję.
- Tylko nie spędź tu reszty nocy – ostrzegam.
- Nie zamierzam. Wolę się przytulać.
Przytulać?
Głośno przełykam ślinę i uciekam do sypialni.
On mnie wykończy! Nie dość, że jechałem tu na złamanie karku, to jeszcze powinienem wykreślić spanie ze swojego grafiku. Nie zasnę przy nim. Zwłaszcza teraz! Nie, kiedy my…
Jak ja go pragnę! Ten raz w łazience to zdecydowanie za mało!
Dość! To moje potrzeby, a nie jego!
Eli potrzebuje czegoś innego. Tęsknił za mną. Został zmuszony do opuszczenia domu. Nic dziwnego, że będzie dążyć do tego, by odzyskać choć namiastkę poczucia bezpieczeństwa. A ja mu ją dam, choćbym miał to przypłacić życiem.
Wieszam ubrania do szafy i gaszę część świateł. Z łazienki dochodzi szum suszarki. Za chwilę tu wróci. Zrzucam więc ozdobne poduszki na podłogę i odsłaniam kapę. Hotelowa pościel pachnie świeżością i lawendą. Nieco zdenerwowany postanawiam oprzeć się o poduszki i poczekać na mojego Króliczka.
Dam radę. To nic takiego. Eli wielokrotnie spał w moich ramionach i nic niestosownego nie miało wtedy miejsca. Przytulę go. Przytulę dziecko i po krzyku.
Zamykam oczy. Nie chcę tego robić, lecz nie wiedzieć czemu, moje powieki robią się ociężałe. W dodatku ta cisza…
Zanim zasnę, powinniśmy porozmawiać. Muszę go wypytać o rodziców… I wreszcie powiedzieć mu co czuję. Tylko najpierw odpocznę. Dosłownie kilka minut…