Pokazywanie postów oznaczonych etykietą „Humory księcia”. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą „Humory księcia”. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 października 2021

Humory Króla - rozdział 27

 

Eryk

Opłukuję twarz zimną wodą, a następnie spoglądam na swoje odbicie w lustrze. Wyglądam strasznie. Jestem blady i mam zaczerwienione oczy. W dodatku znowu wymiotowałem. Sięgam po krople do oczu. Ręce nieco mi drżą. Jestem zdenerwowany i bardzo bliski ataku paniki. Za niecałą godzinę wracamy do stolicy. Strach paraliżuje mnie do tego stopnia, że przez ostatnie dni prawie nie spałem i nie jadłem. Przykro mi, że oszukuję najbliższe mi osoby, ale co innego pozostaje? Vee nie chce dać mi leków na uspokojenie. Pewnie wydaje się mu, że skoro pan Moor wciska we mnie góry ciasta, to sytuacja jest opanowana. Gdyby znał prawdę…

Wychodzę z łazienki i zakradam się do okna. Na podjeździe stoją zaparkowane dwa czarne samochody. Z trudem nabieram powietrza do płuc i staram się myśleć pozytywnie. Jestem królem. Nie mogę wiecznie chować się po kątach i uciekać przed odpowiedzialnością. Cała ta sytuacja wydaje mi się okrutnym żartem. Wyciągnę królestwo z dołka. Mam tak wiele pomysłów, które chciałbym wprowadzić w życie. Chciałbym także udowodnić, że nie jestem taki, jak reszta mojej rodziny. Brzydzi mnie korupcja i wykorzystywanie innych. Marzę o tym, aby moi poddani czuli się dumni z naszej historii oraz z optymizmem patrzyli w przyszłość. Jednak aby to osiągnąć, trzeba wziąć się w garść, zacisnąć zęby i…

- Tutaj jesteś. – Simom uśmiecha się na mój widok. Zamyka za sobą drzwi na klucz i od razu podchodzi bliżej. Odsuwa mnie od okna, a następnie chowa w swoich bezpiecznych ramionach. – Tęskniłem – mruczy, całując mnie po skroni.

Nic nie odpowiadam. Zastanawiam się, co gorsze. Kolejne kłamstwo, czy też powiedzenie prawdy?

- Źle się czujesz – stwierdza.

- Nic mi nie jest – wypowiadam na głos ulubioną formułkę.

- Skarbie, mnie nie oszukasz. Ledwo trzymasz się na nogach.

- Nic mi nie jest – powtarzam nieco pewniejszym tonem.

- Przestań to w kółko powtarzać. – Mój mężczyzna uważnie mi się przygląda. Wiem, że on wie. Wiem też, że nie naskarży na mnie Vee. – Chcesz się położyć?

- Nie.

- Więc poczekaj tu na mnie. Przyniosę herbatę.

Zostaję sam. Rozglądam się po pokoju. W przeciwieństwie do moich opiekunów, nie chciałbym przyjechać tu po raz drugi. Dom mi się nie podoba. Ma swoje lata, a co za tym idzie, wydaje zbyt dużo dźwięków. Skrzypiąca podłoga, okna. Wystrój nie jest zbyt przytulny. Okolica również nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Nie wzdychałem z zachwytów na widok jeziora. Nie miałem ochoty na spacery po lesie. Podejrzewam, że gdybym był w lepszej kondycji fizycznej i psychicznej to bardziej doceniłbym uroki wiejskiego życia.

Podchodzę do łóżka, na którym położyłem futerał ze skrzypcami. Nieśmiało wyciągam rękę i przesuwam opuszkami po czarnej skórze. Nie mam odwagi, aby zajrzeć do środka. Mimo to czuję ulgę. Ich widok to jak spotkanie się z dawno nie widzianym przyjacielem. Siadam obok instrumentu i pozwalam sobie na chwilę nostalgii. W sercu słyszę ich wyjątkowy dźwięk. Nikt więcej na nich nie zagra. To wielka strata. Jednak nie wyobrażam sobie, abym mógł je oddać komuś innemu. Od pierwszej chwili, gdy na nie spojrzałem, stały się częścią mnie. Najlepszą i najbardziej wyjątkową częścią, którą bezpowrotnie straciłem.

- Proszę – Simon podaje mi filiżankę. Jestem tak zaabsorbowany wspomnieniami, że nie zauważyłem jego powrotu.

- Dziękuję – odpowiadam automatycznie.

Odkąd pan Moor przejął rządy w kuchni , herbata znowu nabrała smaku. Może to nie kwestia doboru liści? Nie zdziwiłbym się, gdyby dosypywał czegoś do filiżanki, aby bardziej mnie od niej uzależnić.

- Przyniosłem też tosta. Musisz coś zjeść przed podróżą.

- Jadłem śniadanie – przypominam.

- Owszem, jadłeś. A potem zwróciłeś.

Odstawiam filiżankę na nocny stolik i kładę się w poprzek łóżka. Zamykam oczy. Ile bym dał, aby stąd uciec. Przenieść się w jakieś nowe miejsce, gdzie nikt by mnie nie znał i nie wiedział, kim jestem.

Materac ugina się pod ciężarem Simona, który kładzie się obok mnie. Przytula dłoń do mojego policzka. Oczywiście zabrałbym go ze sobą. Jego obecność jest mi niezbędna do życia.

- Skarbie, spójrz na mnie – prosi.

Niechętnie unoszę powieki. Ciepło, bijące z jego zielonych oczu sprawia, że pod moimi powiekami pojawiają się łzy. Oślepia mnie swoim blaskiem.

Simon powolutku się do mnie przysuwa, a następnie delikatnie całuje.

- Tylko ty i ja – szepcze.

- Gdybyś wiedział co czuję… Nie radzę sobie. Przedtem potrafiłem udawać, ale teraz… – Nieco roztrzęsiony, dzielę się sekretami ukrytymi na dnie serca.

- Dlaczego chcesz udawać? – Mój ukochany wydaje się zdziwiony. – Koniec z udawaniem. Nie ma nic złego w tym, że źle się czujesz. Otaczają cię bliscy, dla których jesteś ważny. Masz mnie. Masz Vee. Pana Moor’a. Jane. Eryku, jesteś królem. To ty rozdajesz karty. Już nie musisz dostosowywać się do reguł, które narzucają ci inni. Teraz ty będziesz tworzyć reguły.

- Nie poradzę sobie! Nie jestem w stanie! Nie widzisz tego?! – Wpadam w panikę. Pozwalam, aby moje największe lęki wzięły nade mną przewagę.

- Eryku, nie słuchasz mnie. Nie jesteś sam. Już nigdy nie będziesz. Widzisz? Już zawsze będę obok. Jestem tu po to, by się tobą zaopiekować. Pomogę ci. My wszyscy ci pomożemy. Każdego dnia twoje Konsorcjum zalewa fala listów z całego świata. Są wyrazem wdzięczności za odwagę i za to co zrobiłeś. Poddani także bardzo się o ciebie martwią. Pytają jak się czujesz. Czekają na ciebie.

Tak, wiem o listach. Obcy ludzie.  Chcą pomagać. Dlaczego? Wmawiano mi, że do niczego się nie nadaję. Jestem nikim. Ciężar korony wgniótł mnie w ziemię, razem z moim bratem. Tymczasem okazuje się, że są tacy, którzy mnie nie znają i nic o mnie nie wiedzą, wyciągają rękę w moją stronę. I robią to nie po to, aby mnie skrzywdzić.

Schowany w ramionach Simona jeszcze przez dłuższą chwilę zastanawiam się nad jego słowami. Dobrze mi. Ciepło. Bezpiecznie. Przez moment byłem załamany, ale kiedy on mnie przytulił, nieprzyjemny ucisk w klatce piersiowej zniknął. Nawet nie zauważyłem kiedy to się stało.

Pukanie do drzwi całkowicie mnie otrzeźwia.

- Odejdź, demonie! – Krzyk Simona nie sprawia, że natręt postanawia się oddalić. Wprost przeciwnie. Przekręca klamkę i odważnie wchodzi do środka.

- Co tu robicie, gołąbeczki? – Vee jest dziś w bardzo dobrym humorze. Wizja przeprowadzki do pałacu ekscytuje go znacznie bardziej niż powinna.

- Przeszkadzasz nam. – Zaborczy Simon mocniej przygarnia mnie do siebie. – Eryk odpoczywa.

- To niech odpoczywa. Natomiast ty… – Blondyn grozi Simonowi palcem. – Pluszaku, robota czeka.

- Mówiłem ci, żebyś mnie tak nie nazywał!

- A ja ci mówiłem, że to twój oficjalny pseudonim, tak? – Vee uśmiecha się szeroko. – Wszyscy nasi ludzie wiedzą, że „Pluszak” ma przyznany specjalny status. Wiesz co to oznacza?

- Ty draniu! Pożałujesz! – Simon zaczyna się pieklić. Jest zabawny. Naprawdę zabawny. – Ty też?! – Zwraca się do mnie, oburzony moim zachowaniem.

- Nie mam z tym nic wspólnego – próbuję się wytłumaczyć, ale wątpię, czy on mi uwierzy.

- O specjalnym statusie też nic nie wiedziałeś? – Mój mężczyzna groźnie mruży swoje kocie oczy.

Wiedziałem. Co więcej, osobiście go dla niego ustanowiłem. Zgodnie z moim życzeniem Simon będzie traktowany na równi z moją najbliższą rodziną.

- No nie przesadzaj – Vee staje w obronie moich decyzji. – Na miejscu Eryka postąpiłbyś tak samo.

- Nie nazywaj mnie Pluszakiem! – Wykłóca się.

- Zmuś mnie – odważny niebieskooki posyła w kierunku Simona całusa, by bardziej go zirytować.

Nie lubię, gdy Simon zachowuje się w taki sposób. Aby go obłaskawić łapię za jego silną rękę i splatam nasze palce. Nie zwracam uwagi na dyskusję, jaką w dalszym ciągu toczy z Vee.

- Co? – Nieco poirytowany zielonooki porzuca kłótnię i spogląda na mnie z góry.

- Nic – odpowiadam, rumieniąc się pod wpływem przenikliwości jego spojrzenia. Właśnie mi udowadnia, że jestem najważniejszy na świecie.

- Powiedz mi – nalega, ignorując zaczepki Vee.

- Nie – szepczę cichutko, uciekając przed nim wzrokiem.

- Widzisz co zrobiłeś? Przestraszyłeś go! – Simon obarcza Vee winą za moje zachowanie.

- No dobrze, pośmialiśmy się, a teraz pora na pełną synchronizację – Vee zerka na zegarek. – Za pół godziny startujemy do domu.

- Świetnie – mamroczę pod nosem.

- Spakowałeś się? – Mój opiekun siada po drugiej stronie łóżka i przez chwilę przygląda się skrzypcom.

- Mam jeszcze komputer, który już zdążyłem mi zabrać – przypominam.

- Nie chcesz zabrać dresów, które ci kupiłem? – Blondyn udaje urażonego.

- Dobrze wiesz co sądzę o twoich dresach. Poza tym pan Moor zamówił nowe garnitury, więc twoje bezcenne dresy już nie będą mi potrzebne.  Nie mówiąc już o tym, że są za duże – dodaję kąśliwie.

- Hmm… Kupiłem najmniejsze, jakie były. – Vee puszcza do mnie oko. – Nie ma rady. Musisz przytyć. Dla dobra mody streetwear’owej. Na razie idzie ci dość opornie – dodaje od niechcenia, przeciągając się. – Moor przyniesie ci drugie śniadanie i przypilnuje, abyś je zjadł. Będzie cię też miał na oku do chwili, gdy wsiądziemy do samochodu.

- Dlaczego? – Oburzony, wyrywam się z objęć Simona.

- Żeby nie wylądowało w toalecie.

Robię wielkie oczy słysząc te słowa. Skąd on o tym wie? Simon się wygadał?

- Pluszaku, potem będziesz się z nim migdalić. Praca czeka – Vee wyciąga rękę w kierunku Simona. Pomaga mu się podnieść.

- Zobaczymy się później – ukochany całuje mnie przelotnie w policzek.

- Dobrze – przytakuję.

Obydwaj mężczyźni mijają się w drzwiach z panem Moor’em, który ma ze sobą tacę tortur.

- Wiem, wiem, Eryku. Jesteś zdenerwowany przed podróżą, ale zemdleć z głodu też nie możesz. Pozwoliłem sobie przyrządzić kilka kanapek. – Pan Moor stawia tacę na łóżku. Zaciskam usta w wąską linię, ale to i tak nic nie daje. Z ciężkim sercem sięgam po porcelanowy talerzyk.

- Miejmy to już za sobą – marudzę, sięgając po najmniejszą kanapkę.

***

Kiedy Simon oraz Vee omawiają trasę oraz wszystkie szczegóły związane z ochroną, ja spędzam miły czas w towarzystwie pana Moor’a. Rozmawiamy o premierach operowych. Obydwaj bardzo lubimy dzieła Mozarta. Pan Moor opracował plan, który pozwoli nam od czasu do czasu wymknąć się z pałacu, by posłuchać muzyki wielkiego mistrza. Jestem mu za to bardzo wdzięczny. Nasza rozmowa sprawia mi dużą przyjemność.

Dobry nastrój nie opuszcza mnie także w samochodzie. Simon celowo siada obok mnie. Pozwala mi także odpiąć pasy i oferuje swoje ramię, jako poduszkę, gdy robię się nieco znużony. Vee nie jest zadowolony. Bezpieczeństwo stało się jego obsesją. Uparł się, aby prowadzić, więc niewiele może zrobić. Przymykam powieki i staram się skoncentrować. Odrzucam przeszłość i przyszłość. Liczy się wyłącznie to co jest teraz. A teraz jest mi naprawdę dobrze. Spokojnie. Cicho. Samochód delikatnie się kołysze. Simon gładzi mnie po głowie. Kilka dni temu nie uwierzyłbym, że poczuję coś takiego. Nie jest to wymuszone, czy z góry narzucone. Po prostu tak jest. Teraźniejszość okazała się znośna. Nawet dla kogoś takiego jak ja.

Budzę się w chwili, w której Vee gasi silnik. Nie mam pojęcia, jak długo trwała nasza podróż. Zapewne kilka godzin. Simon poprawia mi włosy, odgarniając je do tyłu.

- Jesteśmy na miejscu – szepcze.

- Wasza wysokość – Vee otwiera drzwi limuzyny. – Witaj w domu.

Wysiadam z auta. Serce łomocze mi tak głośno, że nie jestem w stanie rozróżnić poszczególnych słów, które wymieniają miedzy sobą ochroniarze Simona. Wybrana przez nas czwórka stoi kilka metrów za swoim podopiecznym.  Od teraz będą mu bezustannie towarzyszyć.

Główna siedziba rodziny królewskiej Maresanti przypomina pałac zimowy w Petersburgu. Różnica polega na tym, że jest sporo mniejszy. Wokół niego rozpościera się jeden z najpiękniejszych ogrodów, jakie kiedykolwiek widziałem. Całość otoczona jest murem, którego pomysłodawcą był mój dziadek. To on namówił brata, który sprawował władzę przede mną, na tę zacną i bardzo drogą budowę. Ponoć było to podyktowane względami bezpieczeństwa. Przeanalizowane przeze mnie dokumenty potwierdziły jedynie nieścisłości finansowe. Spora część z tych środków w „magiczny sposób” znalazła się na zagranicznym koncie dziadka.

Pałac podzielony jest na trzy odrębne części. Frontowa została odrestaurowana i udostępniona zwiedzającym. Turyści mogą podziwiać zgromadzone dzieła sztuki, obrazy, klejnoty rodowe przez pięć dni każdego miesiąca. Zainteresowanie jest ogromne. Bilety wyprzedają się w mgnieniu oka. To ja wpadłem na ten pomysł. Możliwość zwiedzenia pałacu zyskała na ekskluzywności. Ostatecznie najbardziej pożąda się tego, co bardzo trudno zdobyć.

Skrzydło północne, z okien którego można podziwiać panoramę miasta, to oficjalna siedziba króla. Miejsce mojej przyszłej pracy, gdzie będę przyjmował gości z kraju i zagranicy. To właśnie w tamtej części pałacu miała miejsce koronacja. Tam też zabito moich rodziców.

Jest także skrzydło południowe, czyli prywatne apartamenty króla. Mówiąc szczerze to nigdy nie miałem okazji przyjrzeć się jej z bliska. Poprzedni król zdecydował się całkowicie ją przebudować. Remont trwał latami i pochłonął niemałą fortunę. Nie mam pojęcia, czy został już ukończony. Rzadko bywałem w pałacu. Czasami pozwalano mi brać udział w oficjalnych uroczystościach, które odbywały się w skrzydle północnym. Dzięki dziadkowi doskonale znam część muzealną. Osobiście decydowałem, które eksponaty zostaną wystawione na widok publiczny. Pozwalano mi także wchodzić do skarbca, który znajduje się w podziemiach części północnej. Nie należałem do ulubieńców króla, więc o prywatnych wizytach mogłem co najwyżej pomarzyć. Zwłaszcza, gdy poprosiłem o pomoc. Wtedy odmówił. Zabił we mnie ostatni promyk nadziei. A jednak tamta rozmowa dość mocno pozostała mu w pamięci. Przyczyniła się do tego, że Alan stracił szansę na koronę.

- Muszę przyznać, że na żywo wydaje się znacznie większy – Simon staje obok mnie, by podtrzymać mnie na duchu. To jego sposób na ignorowanie ochrony. Przykro mi, kochany, ale nie zaryzykuję. Gdyby coś ci się stało, nie wiem co bym zrobił.

- Nie ma jak w domu – żartuję, choć to naprawdę trudne. Obydwaj jesteśmy wyraźnie przytłoczeni, a nie weszliśmy jeszcze do środka.

Vee z pewnością nie podziela naszego nastroju. Wprost przeciwnie. Zatrudnił setki ludzi, którzy w kilka tygodni zamienili prywatną część pałacu na ściśle tajną część pałacu.

- Pierwszy krok do lotniskowca, co? – Rzucam w jego stronę, gdy zaciera ręce, nie umiejąc ukryć podniecenia.

- Mały, tu jest znacznie lepiej! Mamy lądowisko na helikopter. Kazałem też zacumować jacht, który ostatnio kupiliśmy.

- Kupiliśmy jacht? Znowu? – Udaję zaskoczonego, chociaż mam ochotę głośno się roześmiać. Nawet jeśli Vee podjął tą decyzję za moimi plecami, nie mam mu tego za złe.

- Wilki morskie muszą mieć jacht – przekonuje mnie.

- Oczywiście. Wierzę ci na słowo – przytakuję z powagą.

- Chodź, pokażę ci nowy dom. – Blondyn popycha mnie w kierunku drzwi.

Wnętrze pałacu jest niesamowite. Przemierzamy niekończące się korytarze. Zaglądamy do bogato zdobionych pokoi. Złocenia, rzeźbione meble, ciężkie zasłony, marmurowe posągi, obrazy, zbroje, miecze, mapy, dziwne rośliny z różnych zakątków świata. Kręci mi się w głowie od przepychu, który będzie nas otaczał. Zupełnie jakbyśmy brali udział w niekończące się paradzie. Brakuje tylko dmuchanych balonów i klaunów. Nie mówię o tym Vee. Kto wie, może w odpowiedzi usłyszałbym „Eryku, balony i klaun są w następnym pokoju, razem z całym cyrkiem!”. Nie, zdecydowanie nie powinienem o tym wspominać.

- Jak ci się podoba? – Po mniej więcej dwóch godzinach nawet niestrudzony Vee ma chyba dość zwiedzania.

- Jest super. Zawsze o tym marzyłem – dukam cicho, marząc o tym, aby pozwolił mi usiąść i odpocząć.

Zatrzymujemy się przed białymi drzwiami, które zabezpieczone są alarmem oraz czytnikiem linii papilarnych.

- Tu będzie wasza sypialnia. Chcesz obejrzeć?

- Pod warunkiem, że znajduje się tam krzesło, na którym będę mógł odpocząć – żalę się na swój los.

- Zmęczyłeś się? – Vee natychmiast lustruje mnie wzrokiem.

- Nogi mnie bolą. Nie chodziłem tyle od bardzo dawna – wyznaję szczerze. – Poza tym chyba zgubiliśmy pana Moor’a. Jakiś czas temu był razem z nami, a teraz… – Oglądam się za siebie. – Nie słyszę wołania o pomoc. Myślisz, że jeszcze go spotkamy?

- Eryku, pan Moor przygotowuje kolację – Vee z niedowierzaniem kręci głową. – Kuchnie pokażę ci innym razem. Jak się domyślasz, jest na parterze, a to spory kawałek drogi.

- Proszę, powiedz, że jest tu winda – skomlę o odrobinę nowoczesności, do której zdążyłem przywyknąć.

- Pewnie, że jest. Na końcu korytarza, o tam – samozwańczy przewodnik wskazuje na coś ręką. Nie mam siły, by podążać za nim wzrokiem. Najchętniej zwinąłbym się w kłębek i zasnął na środku korytarza.

- Będziesz miał mnóstwo czasu, aby zapoznać się z otoczeniem. Przyzwyczaisz się – pociesza mnie.

Nie chciałbym być niegrzeczny, ale optymizm mojego opiekuna wydaje mi się nieco nie na miejscu. Jak niby mam się do tego przyzwyczaić? Czuję się tak, jakby wnętrze pałacu stanowiło oddzielne miasto. Złote, rzeźbione, pokryte sztukateriami, drogimi tapetami, kryształkami, marmurem i kto wie czym jeszcze.

- Daj rękę. – Blondyn przykłada mój palec wskazujący do panelu, aby otworzyć drzwi. – Tylko ty, Simon, ja i Moor możemy tu wejść. Nikt więcej. To najnowocześniejszy system zabezpieczający na świecie. Prototyp, ale z dobrymi recenzjami. Nie wymaga nadzoru człowieka. Automatycznie rozpoznaje osobę, która ma uprawnienia. Drzwi się nie otworzą, jeśli będzie ci towarzyszył ktoś obcy.

Ponieważ nadal nie jestem przekonany, Vee nie dręczy mnie dłużej nowinkami technologicznymi. Naciska na klamkę i pozwala nam zajrzeć do środka.

W pierwszej chwili daje się wyczuć zapach świeżych kwiatów oraz ciepło słońca, które zalewa pomieszczenie przez otwarte okna. Delikatne, białe firanki. Brak ciężkich zasłon. Jasne ściany. Pastelowe kolory. Znacznie lżejsze, nowoczesne meble. Przypominają te, które pan Moor wybrał do naszego domu we Włoszech.

- Podoba ci się, prawda? – Vee krąży wokół mnie, starając się wyłapać moją reakcję.

- Bardzo tu ładnie. Nie tego się spodziewałem.

- To salon. Tam wasza sypialnia – wskazuje na drzwi po prawej stronie. – Mamy tu jeszcze drugą sypialnię oraz pokój wypoczynkowy.

- Będziesz blisko. – Pełen wdzięczności, uśmiecham się do przyjaciela.

- Zawsze – Vee odpowiada uśmiechem na mój uśmiech. – Simon, a czemu ty się nie cieszysz?

Spoglądam na Simona, który od dłuższego czasu nic nie mówi.

- Nie przeszkadza mi to – kwituje sprawę w nieco obojętny sposób. – Zgadzam się na wszystko o co Eryk mnie poprosi.

- Jaki szarmancki – Vee szturcha Simona łokciem w bok. – Będzie fajnie, zobaczysz. Tu jest prawie jak w Twierdzy, ale znacznie lepiej. Mamy basen, saunę, siłownię. No i bibliotekę. Poprzedni król zostawił Erykowi w prezencie wszystkie książki. – dalej zachwala pałac. – Mamy też garaż. Pusty. Kupimy jakiś szybki samochód?

Vee i ja dzielimy wiele wspomnień, związanych z szybkimi samochodami. Bardzo szybkimi.

- A przygotowałeś dla nas jakieś mapy? Nie wiem, czy trafiłbym stąd do wyjścia. – Simon śmieje się nerwowo.

- Zawsze możesz skorzystać z nawigacji w telefonie. Dasz radę – pociesza go. – A jeśli nie, to zapytasz swoich ochroniarzy. Pokażę ci, jak to się robi. – Mężczyzna sięga po lewą dłoń Simona. Odsłania zegarek i przydusza boczny przycisk. – Pluszak do bazy, odbiór. Zgubiłem się.

- Co robisz?! – Simon wyrywa mu rękę. Niestety, robi to zbyt późno.

- Pluszaku, zlokalizowałam cię. Wysyłam ludzi – odpowiada damski głos. – Nie zmieniaj pozycji. Odbiór.

- Twoi ludzie będą tu za kilka sekund. Fajne, nie?

Na wszelki wypadek odsuwam się od towarzyszących mi samców alfa. Takie sytuacje zazwyczaj kończą się tym, że zaczynają skakać sobie do gardeł. Nie chcę brać udziału w ich przepychankach.

- Oszalałeś?! Odwołaj to! I przestań nazywać mnie Pluszakiem! – Zielonookiemu puszczają nerwy.

- Sam to odwołaj. Pokazałem ci jak. – Vee wskazuje na zegarek.

Wściekły Simon jest bliski wybuchu, lecz udaje mu się jakoś nad sobą zapanować.

- Vee tylko się wygłupia – informuje dziewczynę, wykorzystując przycisk w zegarku. – I przestańcie nazywać mnie Pluszakiem.

- Dobrze, Pluszaku. Przyjęłam. Odwołuję ludzi.

Vee wybucha wesołym śmiechem. Po chwili opanowuje się, chrząka i poważnieje. Jego twarz znowu przypomina maskę.

Tymczasem Simon… Reakcje mojego mężczyzny bywają nieprzewidywalne. Nie mam pojęcia, jak przywołać pana Moor’a. Tylko on jest na tyle odważny, by rozdzielić dwie walczące bestie.

- Prosiłem, abyś go nie drażnił. – Wstawiam się za ukochanym. – Zgodził się na ochronę ze względu na mnie. Nie oznacza to jednak, że możesz kpić z naszych uczuć.

- Dobrze, już nie będę. Nie gniewaj się, Simon. – Vee wyciąga rękę na zgodę. – Pobawię się z tobą na siłowni, jeśli będziesz grzeczny.

- Kiedy? – Wizja wspólnego treningu sprawia, że Simon natychmiast zapomina o wzajemnych animozjach.

- Możecie iść teraz – zachęcam chłopaków, aby zajęli się swoimi sprawami i pozwolili mi ochłonąć. Opadam na miękką sofę. – Ja tu sobie posiedzę i odpocznę.

- Nic z tego, spryciarzu. Najpierw kolacja. Moor przygotował prawdziwą powitalną ucztę. Umieram z głodu, a wy? Eryku, zapamiętałeś drogę do jadalni?

- Nie – markotnieję, przytulając do siebie poduszkę. Mimo zmęczenia, wyraźnie czuję, jak burczy mi w brzuchu. Pierwszy raz od długich tygodni czuję głód. – Co będzie na kolację? – Pytam, wstając.

Obydwaj mężczyźni najpierw wymieniają między sobą szybkie spojrzenia, a następnie uśmiechają się z zadowoleniem.

- Coś, co bardzo lubisz. Naprawdę bardzo. Kazałem porwać szefa kuchni, aby krok po kroku zdradził, jak przygotować to szczególne danie.

Tajemniczość Vee sprawia, że przypominam sobie o restauracji, do której często chodziliśmy w czasie naszego pobytu w Wiedniu. Dziwne. On i ja znowu pomyśleliśmy o tym samym. Co prawda ja bym nikogo nie porywał. Zapytałbym o przepis. Ewentualnie próbował go kupić. Nie zmienia to jednak faktu, że ta wiadomość sprawiła mi przyjemność.

- Ryż i marynowane tofu? – Mój strzał to pewniak.

- Dokładnie tak – chwali mnie Vee.

- To dobrze się składa, bo dziś naprawdę jestem głodny. Idziemy?

- Wasza wysokość, pozwól, że wskażę ci drogę. – Blondyn kłania się nisko.

Bycie królem? Mieszkanie w pałacu? Kto wie, może to łatwiejsze niż mi się wydawało?

***

Moi Drodzy :)

Bardzo Wam dziękuję za wszystkie komentarze oraz wiadomości dotyczące używania formy żeńskiej w kolejnym opowiadania z wątkiem mrpeg w tle. Większość z Was jest zdania, że "Mama-Tata" to jednak zbyt wiele. Rozumiem i będę to miał na uwadze. 

Zanim kogokolwiek zapłodnię, gwiazdy muszą ułożyć się w odpowiedni sposób :D Oznacza to mniej więcej tyle, że Prawdziwy Romantyk zostanie przeze mnie ukończony. Nie rozpocznę kolejnego opowiadania, chociaż bardzo mnie to korci.  Nie i koniec :D

Często pytacie ile rozdziałów do końca Bezsennych Nocy. Odpowiadam - nie wiem. Pewnie sporo. Humory Króla z pewnością będą krótsze, ale ukończenie tej historii też nie jest takie proste. Niestety. Wychodzi więc na to, że kolejne rozdziały będą przeznaczone dla Czytelników o naprawdę silnych nerwach. No będzie się działo :) Ja się cieszę, więc liczę na to, że Wy też się ucieszycie. Niestety, oznacza to, że będziemy skakać po opowiadaniach. Ma to swoje plusy. Ma też minusy. Kto czuje się na siłach, wytrwa do końca :D 

Kolejna rzecz - często dostaję zapytania, czy zrobiłbym "Wasze założenia na mój temat"? Trochę mnie to zaskakuje, bo nie wiedziałem, że macie jakieś założenia hehe :D Nie mówię nie. Tylko pamiętajcie, że jestem raczej nudny, więc co tu można "zakładać"? 

Ostatnia sprawa. Rozpocząłem 3 nowe rozdziały. Żeby było sprawiedliwie :) Co chcecie przeczytać? I czy intuicja dobrze mi podpowiada, że większość wybierze Bezsenne Noce? :D 

Pozdrawiam Was bardzo ciepło, bo za oknem zimno. 

Miłego wieczoru :)

Wasz Kitsune 

sobota, 16 października 2021

Humory Króla - rozdział 26

 

Simon

Przybycie pana Moor’a zmienia dynamikę w naszym skromnym domostwie. Od pierwszych chwil pobytu na prowincji mężczyzna otacza Eryka troską. Młody monarcha zostaje ubrany w czarny dres, który całkiem nieźle maskuje jego nienaturalną chudość. Mężczyzna postanawia również przejąć kontrolę nad kuchnią.

- Najpierw napijemy się herbaty – zwraca się do Eryka, obdarzając go przy okazji dobrotliwym uśmiechem, a także garścią witamin oraz kanapką.

- Nie mam ochoty na herbatę. – Szarooki z niechęcią obserwuje, jak jego opiekun odkręca kran i nalewa wody do czajnika.

- Wasza wysokość… Odmawiasz herbaty?! – Pan Moor jest w szoku. Mnie także dziwi zachowanie Eryka. Odkąd go poznałem filiżanka aromatycznego naparu towarzyszyła mu praktycznie bez przerwy. Stanowiła antidotum na wszystkie problemu i smutki. Wierzyć mi się nie chce, że nagle postanowił z niej zrezygnować.

- Nie smakuje mi. – Szarooki niechętnie zerka w kierunku puszki, którą pan Moor także dość uważnie ogląda.

- Sprawdźmy co jest z nią nie tak.

Tak jak podejrzewałem, służący nie poddaje się bez walki. Ustawia na blacie porcelanowy dzbanek oraz eleganckie filiżanki.

- To moja ulubiona chińska porcelana. Skąd się tu wzięła? – Eryk przygląda się ręcznie malowanym i pewnie wyjątkowo drogim elementom zastawy.

- Ten serwis był tu cały czas, panie. Stał zamknięty w pudle, do którego nikt nie raczył zajrzeć.

- Proszę mi mówić po imieniu, panie Moor. – Prośba chłopaka brzmi bardzo nieśmiało.

- Jak sobie życzysz, Eryku. – Pan Moor ponownie uśmiecha się do króla. Wymienia także porozumiewawcze spojrzenie z Vee, który niepodziewanie pojawia się w kuchni.

- O, widzę, że herbata powraca do łask. – Blondyn siada obok Eryka. Kładzie przed nim plik dokumentów do przejrzenia. – Dobrze, że wróciłeś, staruszku – zwraca się do przyjaciela. – Chociaż muszę przyznać, że pod twoją nieobecność Simon nieźle wprawił się w gotowaniu – zostaję obdarzony komplementem. Nie spodziewałem się tego i teraz nie bardzo wiem, jak zareagować.

- Próbujesz mnie wygryźć, chłopcze? – Pan Moor traktuje słowa Vee niezwykle poważnie. Mruży groźnie oczy, zupełnie jakby rzucał mi wyzwanie. Dotąd to on sprawował władzę w kuchni. Czyżby poczuł się zagrożony?

- Skądże znowu! – Bronię się. – Proszę go nie słuchać. To nadmiar kofeiny sprawia, że mówi same głupoty.

- Głupoty? Twoja pieczeń bardzo mi smakowała. – Vee zaplata dłonie na karku. Ciemne cienie pod jego oczami oraz drobne zmarszczki, które się dzięki nim uwidoczniły zdradzają, że jest zmęczony. Mimo to dobry humor zdaje się go nie opuszczać. Ma niespożyte pokłady energii. Zazdroszczę mu. Kilkanaście minut temu marudził coś o drzemce, a teraz rzuca żartami na prawo i lewo.

- Mam trudny orzech do zgryzienia. Tylko jeden z was mówi prawdę. – Pan Moor najpierw wpatruje się w bezkresne oczy Vee, a następnie posyła w moją stronę równie uważne spojrzenie. – A jak ty uważasz, Eryku? Smakowała ci kuchnia Simona?

Zapada niezręczna cisza. Wywołany do odpowiedzi król natychmiast spuszcza wzrok. Wmuszenie kawałka chleba w tego uparciucha urosło do rangi prawdziwej sztuki. Ciekawe, czy mój najdroższy ukochany powie o mnie choć jedno dobre słowo. Nie był fanem pieczeni. Już wcześniej zauważyłem, że nie przepada za jedzeniem mięsa. Jednak w ostatnim czasie nie chodziło wyłącznie o mięso. On po prostu przestał jeść.

- Muszę się zająć pracą. – Eryk dyplomatycznie unika odpowiedzi. Zabiera przyniesione przez Vee dokumenty i oddala się do salonu.

- Jest aż tak źle? – Pan Moor śledzi wzrokiem naszego podopiecznego. Dopiero gdy ma pewność, że król go nie usłyszy, decyduje się na wyrażenie swojej opinii. – Schudł tak bardzo, że będzie trzeba zamówić nowe garnitury.

- Skup się raczej na tym, jak go podtuczyć – Vee rzuca w kierunku mężczyzny dość złośliwą uwagę.

- Przypominam ci, że to nie prosiak, tylko człowiek. Musimy wykazać się sprytem. W przeciwnym wypadku zagłodzi się na śmierć.

- Zawsze zostaje wino. – Kolejna cierpka uwaga Vee wkurza nie tylko pana Moor’a, ale i mnie.

- Eryk ma za sobą bardzo ciężki okres – cedzę przez zęby, ledwo panując nad emocjami. – Twoja wycieczka krajoznawcza nie przypadła mu do gustu. Do tego tęskni za domem.

- Twierdza to zamknięty temat. Poza tym tu nie chodzi o Twierdzę, lecz o Eryka. Niepotrzebnie otworzył drzwi do przeszłości i dlatego jest mu tak trudno. Powinien się otrząsnąć. Doskonale zdaje sobie sprawę, że sytuacja zmienia się z każdą minutą. Musi być bardziej elastyczny i wyprzedzać swoich przeciwników, tak jak to robił do tej pory. – Vee kolejny raz bawi się w psychoanalityka.

- Nie każdy jest taki, jak ty – wypominam mu.

- Taki jak ty też nie powinien być. Twój sentymentalizm nawet świętego wyprowadziłby z równowagi. – Zostaję poddany ostrej ocenie przez wszechwiedzącego Freud’a.

- Sigmunt, zadzwoń do Arima i poproś o dodatkowy etat w szpitalu. Jestem pewien, że czeka cię świetlana przyszłość. Dobrych psychiatrów nigdy dość – dogryzam mu.

- Tak się składa, że wolę chirurgię. – Vee wstaje ze swojego miejsca. – Simon usłyszał od pisklaka dwa magiczne słowa i od razu szarżuje.

- Eryk powiedział, że cię kocha? – Pan Moor prawie wypuszcza z rąk puszkę w herbatą, którą powinien wsypać do porcelanowego dzbanka.

- To nie wszystko. Znowu ze sobą sypiają. – Vee postanawia dopiec mi do żywego, zdradzając intymne szczegóły.

- Zamknij się, ty plotkarzu! – Syczę ze wściekłości. Mam wielką ochotę po prostu mu przywalić. Nie robię tego z dwóch powodów. Po pierwsze, wiem, że mi odda. Eryk z pewnością nie byłby szczęśliwy, gdybyśmy się pobili. A po drugie, ciężko się bić będąc mocno zażenowanym. Wyraźnie czuję, jak pieką mnie policzki i uszy. Pewnie wyglądam jak dorodny pomidor.

- No, teraz jesteś na bieżąco ze wszystkim – Vee puszcza oko do pana Moor’a i wychodzi z kuchni. – Idę się położyć. Jestem skonany.

- Gdybym mógł, zabiłbym go gołymi rękami – odgrażam się.

- Nie zrobiłbyś tego. Lubisz go. – Starszy ochroniarz wykłada karty na stół. – I nie musisz się mnie wstydzić. Wszystko co mamy to wzajemne zaufanie. Eryk jest z tobą szczęśliwy, chociaż jeszcze nie do końca rozszyfrował co to dokładnie znaczy.

- Też tak uważam! Z ust mi to pan wyjął! – W taki oto sposób pan Moor zaskarbia sobie mój podziw i szacunek. – Jest dokładnie tak, jak pan powiedział.

- Nie martw się, chłopcze. Wszystko się ułoży. Za kilka dni przeniesiemy się do pałacu. Prace budowlane są praktycznie na finiszu. Eryk odzyska poczucie bezpieczeństwa i spojrzy na wszystko z większym optymizmem. Wiem co mówię, bo dobrze go znam.

- Simon, praca czeka! – Vee wzywa mnie do siebie słodkim głosem. Zamiast pójść spać, zakotwiczył się w salonie. Musi na własne oczy przekonać się czy jego pisklak ulegnie namowom i wypije herbatę.

- Ja też biorę się do pracy. Ile kalorii dziennie byliście w stanie wmusić w Eryka? – Uwaga pana Moor’a sprawia, że porzucam obsesyjne myślenie o Vee i jego wiecznych gierkach.

- Niewiele – markotnieję, przypominając sobie moje wysiłki związane z gotowaniem i karmieniem.

- Przyjacielu, twój optymizm także wyparował? Na szczęście ja jestem z innego pokolenia. Lubię wyzwania. – Pan Moor uśmiecha się tajemniczo. – Za każdym razem, gdy będę proponował Erykowi herbatę, musisz ją z nim wypić i coś zjeść. Vee także będzie się stosował do tej zasady. Magia psychologii. Nie martw się. Moje metody różnią się od tych głoszonych przez naszego niebieskookiego specjalistę.

***

Przeglądanie dokumentów. Herbata. Nanoszenie poprawek w systemie bezpieczeństwa. Herbata. Sprawdzenie, czy przyjęty przeze mnie czteroetapowy program wykrywania korupcji gospodarczej sprawdzi się w przypadku mniejszych przedsiębiorstw. Herbata. Uszczelnianie systemu. Herbata. Uzupełnianie bazy danych, która pomoże mi łatwiej ustalić powiązania pomiędzy skorumpowanymi przez starego księcia wspólnikami. Herbata.

Dzisiejszy dzień obfitował w bardzo dużą ilość herbaty, za którą nigdy nie przepadałem. Mimo to nie daję tego po sobie poznać. Wprost przeciwnie. Z uśmiechem na twarzy pozwalam, aby pan Moor dolewał kolejne porcje. Do każdej filiżanki dołączona jest drobna przekąska, na którą składają się malutkie kanapki, owoce, słodycze. Z pewnością nie należę do fanów tych ostatnich. Zawsze prowadziłem zdrowy tryb życia. Dużo trenowałem. Siedzenie na sofie i podgryzanie ciastek przychodzi mi z wielkim trudem.

Ukradkiem zerkam w kierunku Vee. On także przeżywa katusze. Podobnie do mnie, woli kawę. I z pewnością nie należy do łasuchów. Dodatkowo, z jego twarzy nie idzie nic wyczytać. Robi to co musi, działając jak na autopilocie.

Wieczorem zasiadamy razem do kolacji. Pan Moor upiekł rybę, którą serwuje z warzywami. Jestem tak objedzony mini kanapeczkami, że na samą myśl o kolejnej porcji robi mi się niedobrze. Vee wykazuje się większym profesjonalizmem. Zachwala kuchnię Moor’a, a nawet prosi o dokładkę.

Jedno trzeba przyznać panu Moor’owi. Rzeczywiście zna upodobania Eryka. W przeciwieństwie do mnie, nie próbuje wciskać w niego ryby. Wprost przeciwnie. Stawia przed królem własnoręcznie upieczonego ptysia, ozdobionego kremem i truskawkami. Eryk sam z siebie sięga po widelec. Mam łzy w oczach widząc, że je ciasto z apetytem.

Po kolacji pan Moor przynosi opasłe segregatory, w których znajdują się wszystkie detale dotyczące zmian, jakie wprowadził w pałacu.

- Jak widzisz, Eryku, jestem mocno zaangażowany. Vee dał mi wolną rękę oraz nieograniczony budżet. Będziesz zadowolony z rezultatu końcowego.

- Powinien pan więcej odpoczywać. – Eryk może i zachowuje się jak dziecko, ale nigdy nie zapomina o rzeczach naprawdę ważnych. Niedawny pobyt Moor’a w szpitalu z pewnością na długo pozostanie w jego pamięci.

- Mam pomoc. Twoja asystentka, Jane, bardzo mi pomaga. Nie może się doczekać aż znowu będziecie razem pracować.

Moor ostrożnie bada teren. Tak jak przypuszczaliśmy, Eryk od razu stara się zaoponować.

- To nie jest dobry pomysł. Praca ze mną jest zbyt niebezpieczna. Jane powinna zostać przeniesiona gdzieś, gdzie nic nie będzie jej groziło.

- Nonsens – wtrąca się Vee, który od blisko godziny bezustannie rozmawia przez telefon. – Stworzyliśmy coś przełomowego. W całej Europie nie ma i nie będzie bezpieczniejszego miejsca niż nasz przytulny pałacyk.

- O Twierdzy też tak mówiłeś – rzuca gorzko Eryk. – I to tuż przed samym wybuchem.

- Wiem – Vee poważnieje. – Popełniliśmy błąd, który więcej się nie powtórzy. Masz na to moje słowo.

- Ustaliłeś, w jaki sposób Alan dostał się do środka? Dlaczego nic mi nie powiedziałeś? – Spoglądam na blondyna z wyrzutem.

- Ta sprawa została już rozwiązana, a konsekwencje wyciągnięte. – Vee celowo unika odpowiedzi.

 Enigmatyczne wyjaśnienie sprawia, że postanawiam drążyć dalej, aby poznać prawdę.

- Zdradzisz coś więcej, czy będziesz dalej bawić się w wielką politykę? – Kpię.

- Powiedziałem ci tyle, ile mogłem.

- Przestań pieprzyć bzdury! Chcę szczegółów! – Unoszę się gniewem, bo mam już serdecznie dość jego dziwnych gierek.

- Powiedziałem ci już, że zająłem się wszystkim. Chodziło o pieniądze. Alan podpłacił naszego człowieka, który otworzył mu drzwi.

- Mam nadzieję, że prokuratura zajęła się już tą sprawą.

- Ja zająłem się tą sprawą. – Poprawia mnie Vee, dając tym samym do zrozumienia, że takie wyjaśnienie wystarczy.

Nie wiem, czy on zdaje sobie sprawę w kontekstu własnych słów. Czyżby sugerował, że zdrajca nie żyje? To dlatego nie chce pomocy prokuratury?

- Co się stało z tą osobą? – Pytam, ignorując fakt, że w pokoju przebywa z nami Eryk.

- Spędzi nieco czasu w odosobnieniu. To zwykła płotka, ale nigdy nie wiadomo, czy jeszcze się do czegoś nie przyda.

- Przetrzymujesz kogoś wbrew jego woli?!

- To chyba lepsze niż kulka w łeb, co? Przyznaj, że przed chwilą posądzałeś mnie o najgorsze. – Vee uśmiecha się szeroko, rażąc mnie blaskiem swoich nienagannych, zapewne porcelanowych zębów.

- Palant – odpowiadam, zgarniając papiery i przenosząc się do kuchni.

- Ojej, obraziłeś się o taki drobiazg? – Woła za mną, lecz postanawiam go zignorować.

Mam naprawdę sporo pracy. Zależy mi na tym, aby się wykazać. Nie tylko w oczach Vee, ale i Eryka. Mój ukochany nie wymaga, abym pracował. Podejrzewam, że nie powiedziałby ani słowa, gdybym postanowił przez resztę życia leżeć na łóżku i oglądać telewizję. Ucieszyłby się mając mnie w tej sposób bez przerwy na oku. Skoro nie mogę bezpośrednio chronić jego życia, będę musiał zaprzyjaźnić się z papierami. Muszę przyznać, że z każdą godziną idzie mi coraz lepiej. Udało mi się nawet wprowadzić kilka rozwiązań, z których jestem naprawdę dumny.

- Koniec pracy na dziś – chwalę samego siebie, przeciągając się leniwie. Najwyższa pora sprawdzić co porabia moja druga połówka.

Zgarniam dokumenty ze stołu i udaję się na górę. Mam nadzieję, że pan Moor nie wymęczył zbytnio Eryka. Segregatory, które ze sobą przywiózł są naprawdę okazałe. Przejrzenie ich zajmie wieki. Król nie ma na to czasu. Chociaż… Może w ten sposób łatwiej mu będzie oswoić się z przeprowadzką? Nie dziwię się, że wizja zamieszkania w pałacu nie sprawia mu żadnej przyjemności. Gdybym mógł zabrałbym go na wyspę, którą mi podarował. Bylibyśmy sami. Tylko on i ja.

Bardzo ostrożnie uchylam drzwi. Eryk ma bardzo lekki sen. Jeśli już śpi, wolałbym go nie budzić.

- Jeszcze nie jesteś w łóżku? – Z niedowierzaniem odkrywam, że srebrnooki siedzi na parapecie i wpatruje się w widok za oknem. Ma na sobie piżamę. Wygląda na nieco zziębniętego. To dziwne, bo dzisiejsza noc jest dość ciepła.

Ponieważ Eryk nie odpowiada, podchodzę bliżej. Kładę rękę na jego plecach. Wzdryga się pod wpływem dotyku. Do tego ma zaczerwienione oczy. Płakał?

- Skarbie, co się dzieje? – Pytam, zmartwiony jego zachowaniem.

- Źle się czuję. – Młody monarcha nieco opornie dzieli się ze mną swoim stanem. – Za dużo zjadłem. Brzuch bardzo mnie boli.

- Zawołam Vee – decyduję spontanicznie.

- Nie. – Eryk przecząco kiwa głową. – Sam jestem sobie winny. Nie chciałem robić przykrości panu Moor’owi. Włożył dużo pracy w gotowanie. Upiekł ciastko, które lubię. Zmusiłem się do jedzenia. Żałuję, że to zrobiłem.

Z żalem obserwuję, jak mój ukochany kuli się w sobie, przyciągając kolana do klatki piersiowej.

- Moje biedactwo – szepczę, całując go po skroni. – Mogę ci jakoś pomóc?

Eryk przez kilka chwil rozważa moją propozycję. Unosi wzrok, wpatrując się we mnie intensywnie.

- Zaniesiesz mnie do łóżka?

- Z przyjemnością. – Obejmuję chłopaka ramieniem, po czym bez większego problemu ściągam go z parapetu. – Nie chcę, aby to zabrzmiało brutalnie, ale miło było patrzeć, jak jesz. Ważysz tyle co piórko.

- Dzięki temu nosisz mnie na rękach.

- Będę cię nosić na rękach nawet jeśli przybierzesz dziesięć kilo – przechwalam się tężyzną fizyczną.

- Aż dziesięć? Dobrze wiesz, że to raczej nierealne.

- Gdybyś się odrobinkę bardziej postarał… Jedno dodatkowe ciasteczko dziennie nie zaszkodzi.

- Nie mówmy już o jedzeniu, dobrze? – Eryk marszczy jasne brwi. Stara się zachowywać naturalnie, by nie dać po sobie poznać, że cierpi.

- Wygodnie? – Układam go na poduszkach. Jego wysokość łapie mnie za rękę i przyciąga do siebie.

- Przytul mnie – szepcze tak cicho, że ledwo wyłapuję jego słowa.

Kładę się na łóżku. Eryk przylega do mnie całym ciałem. Wtula się w moją klatkę piersiową. Syczy z bólu, lecz nie zmienia pozycji. Podkładam mu pod głowę swoje ramię, a on skrzętnie zastępuje nim poduszkę.

- Kiedy byłem mały i nie mogłem zasnąć zdarzało mi się symulować ból brzucha. Wołałem wtedy mamę, która siadała obok mnie na łóżku i masowała mnie po brzuchu. – Opowiadam ukochanemu historię z mojego dzieciństwa. – Chcesz spróbować?

- To pomaga?

- Twoja mama tak nie robiła?

- Nie – poda natychmiastowa odpowiedź.

Za późno gryzę się w język. Nie powinienem pytać go o takie rzeczy. Niby wiem, że rodzice nie traktowali go jak syna, lecz jakaś część mnie nadal doszukuje się w nich chociaż okruchów człowieczeństwa.

- Przepraszam – kajam się.

- Nie masz mnie za co przepraszać.

- Nie chciałem cię zranić. Po prostu od zawsze wydawało mi się, że wszyscy rodzice zachowują się podobnie.

- Nie wszyscy.

Przez dłuższą chwilę leżymy w ciszy. Eryk przymyka powieki. Pogrąża się w myślach, uciekając w głąb siebie.

- Może spróbujemy? – Próbuję zwrócić na siebie uwagę. Długie godziny czekałem na to, by móc spędzić z nim czas tak jak teraz. Robię się zazdrosny, gdy odwraca ode mnie wzrok.

- Może…

Odpowiedź Eryka mile łechta moje ego. Dziewiętnastolatek przekręca się na bok. Nie oponuje, gdy wsuwam rękę pod jego piżamę. Delikatnie muskam jego brzuch opuszkami palców.

- Przyjemnie? – Upewniam się, że moje działania nie powiększają dyskomfortu, jaki odczuwa.

- Lubię, gdy mnie dotykasz.

- Też to lubię – uśmiecham się. – Gdybym mógł, tuliłbym cię do siebie cały czas.

- Naprawdę? – Eryk nie przestaje ze mną flirtować. Nie wiem, czy jest tego świadomy.

- Chciałem cię dziś porwać, wiesz? Zabrać gdzieś, gdzie nikt nie będzie nam przeszkadzać. Tylko ty i ja – mruczę mu do ucha.

- Już prawie nie boli… – Senny monarcha odpręża się pod wpływem masażu.

- Kocham cię. Bardzo mocno cię kocham. – Liczę na to, że moje miłosne zaklęcia zadziałają i uda mi się sprawić, że zaśnie.

- Ja też cię kocham – słyszę w odpowiedzi.

Serce wali mi jak szalone. Uśmiech nie schodzi z twarzy. Jestem szczęśliwy. Tak bardzo szczęśliwy. Chciałbym otworzyć szeroko okna i wykrzyczeć to całemu światu. Zamiast tego okrywam króla kołdrą.

Po mniej więcej godzinie próbuję wymknąć się z łóżka. Chciałbym się rozebrać i wziąć prysznic, ale mój partner nie chce mnie puścić.

- Nie odchodź – mamrocze przez sen, obracając się do mnie twarzą.

- Pięć minut. Obiecuje.

- Nie. – Eryk obejmuje mnie ramieniem w pasie. Wsuwa nogę między moje uda. – Nie puszczę cię. Masz ze mną zostać.

Prawie parskam śmiechem, słysząc królewski rozkaz. Nie mogę się mu przeciwstawić. Ostatecznie to władca mojego serca.

środa, 12 maja 2021

Humory Króla - rozdział 25

 Simon

Jasne promienie porannego słońca wdzierają się do sypialni przypominając, że pora wstawać. Spoglądam na zegarek Jest kilka minut po siódmej. Nowy dzień witam z uśmiechem na twarzy oraz Erykiem ciasno wtulonym w moje ramiona. Ostrożnie odsuwam kołdrę, bo chcę na niego popatrzeć. Wygląda tak rozkosznie. Jego wysokość ułożył głowę na mojej klatce piersiowej. Obejmuje mnie w pasie, jakby się bał, że od niego ucieknę.

Przez kilka minut leżę w ciszy, zasłuchany w jego oddech. Zamykam oczy. Wreszcie czuję spokój. Po tak długim czasie… Eryk to trudny przeciwnik. Najpierw zagnał mnie do narożnika, a potem zmusił, abym poszedł na całość. Nie żałuję tej decyzji. Była odważna, przyznaję, lecz dzięki temu mój ukochany wyznał mi miłość. Dotykał mnie. Kochaliśmy się tak długo aż zasnął. Chciałbym z nim zostać, lecz obowiązki wzywają.

Wymykam się z łóżka. Na moje miejsce kładę poduszkę. Dzięki temu jeszcze przez jakiś czas nie zauważy, że mnie nie ma. Podchodzę do okna i przesuwam zasłony. Zabieram telefon oraz czyste ubrania z szafy i na palcach podchodzę do drzwi. Eryk potrzebuje odpoczynku. W ostatnim czasie miał problemy ze spaniem. Chciałbym z nim zostać, ale mam różne zadania do wykonania.

Biorę prysznic w sąsiednim pokoju. Ubieram się i schodzę do kuchni, aby zrobić sobie kawę. Wstawiam wodę. Nerwowo bawię się telefonem. Liczyłem na jakąś wiadomość od Vee. Od wczoraj nie odezwał się ani słowem. Powinienem do niego napisać? Trochę mi głupio. Mam świadomość, że on doskonale wie, co dzieje się między mną i Erykiem. Chociaż na początku traktował mnie z wrogością, nie zostałem wyrzucony z apartamentu. Pozwolił mi zostać, bo jego podopieczny miał do mnie słabość. Nie zareagował, gdy spałem w jego łóżku. Poprosiłem, aby dał nam odrobinę przestrzeni, ale przez to, że w ostatnim czasie ciągle byliśmy razem, dziwnie się czuję, gdy go nie ma.

Zamiast skupiać się na wczorajszej nocy lub milczeniu Vee, postanawiam przygotować śniadanie. Liczę na to, że mały uparciuch chociaż odrobinę zgłodniał. Moja kuchnia niezbyt mu smakuje. Poza tym jest bardzo wymagający. Odkąd go poznałem odnoszę wrażenie, że je z przymusu. Nie czerpie przyjemności z poznawania nowych smaków. Pan Moor umiał go lepiej podejść. Przygotowywał wyszukane potrawy lub piekł torty. Staram się, lecz brakuje mi kunsztu, aby osiągnąć podobny poziom mistrzostwa.

Idę na górę. Eryk nie ruszył się nawet o centymetr. Wspólne śniadanie będzie trzeba odłożyć na inny dzień. Na szczęście spędzimy ich razem naprawdę sporo.

Czas płynie leniwie i powoli Wdrażam się w nowe obowiązki, które nie należą do najłatwiejszych. Muszę przestudiować wiele dokumentów. Wczytać się w obowiązujące prawo. Wreszcie przebrnąć przez opracowane przez Eryka procedury. Nie da się ukryć, że mój ukochany to geniusz. Opracował system, który wyklucza popełnienie błędów. Jest prosty i logiczny. Problem stanowi prawo królestwa, które jest mocno rozbudowane. Składają się na nie dekrety królewskie, dekrety zaaprobowane przez króla, dekrety powstałe z inicjatywy poddanych, dekrety przedsiębiorców, rozwiązania zaproponowane przez prawników. Na to wszystko nakłada się prawo międzynarodowe. Vee obiecał, że Eryk uporządkuje ten prawny bałagan. Nie mam złudzeń, że nie stanie się to z dnia na dzień. Takie rzeczy wymagają czasu, a nowy król nie ma go zbyt dużo.

Zaabsorbowany studiowaniem dokumentów nie zwracam uwagi na upływający czas. Głód przypomina, że najwyższa pora pomyśleć o obiedzie. Zegar w salonie wskazuje trzecią. Zaglądam do sypialni. Eryk nadal śpi. Jego oddech jest równy i spokojny. Czy to możliwe, że nadal jest zmęczony?

Około osiemnastej zaczynam się denerwować. Co powinienem zrobić? Obudzić go? Może zadzwonić do Vee lub doktora i poprosić o jakąś radę? Do Vee trochę boję się dzwonić. Wpadnie w szał i zacznie mnie oskarżać, że uszkodziłem bezcennego „pisklaka”. Z Arimem też nie będzie łatwo. Jestem pewny, że zapyta co się stało. I co mu wtedy powiem? Że wymęczyłem Eryka seksem i teraz jest nieprzytomny? To nie jest dobry pomysł.

Wracam do sypialni i siadam na brzegu łóżka. Jestem w kropce. Nie chcę przerywać snu jego wysokości, bo najwidoczniej bardzo go potrzebuje. Z drugiej strony wolałbym się upewnić, że nie zrobiłem mu nic złego. Wzdycham cicho, szukając wyjścia z patowej sytuacji.

Po mniej więcej piętnastu minutach intensywnych rozmyślań Eryk niespodziewanie unosi powieki. Uśmiecham się, bo zdążyłem się za nim porządnie stęsknić.

- Simon… – Szepcze, pocierając zaspane oczy. – Gdzie jesteśmy? To nie jest dom.

- Dom?

Wciąż wspomina apartament. Nie chcę mu przypominać o wybuchu. Bezpieczniej będzie zmienić temat.

- Jak się czujesz? Martwiłem się, bo bardzo długo spałeś.

- Tak? – Jasnowłosy próbuje poprawić się na poduszkach. Dopiero wówczas przypomina sobie o wczorajszej nocy. Marszczy brwi, opadając na pościel. – Która godzina?

- Dochodzi dziewiętnasta.

- Naprawdę? – Zaskoczony król ponownie próbuje się podnieść.  – Wszystko mnie boli. Dlaczego?

- Żałujesz?

- Nie – odpowiada po namyśle. – Vee już wrócił?

- Jeszcze nie. I nie odezwał się do mnie przez cały dzień – żalę się.

- Możesz mi podać mój telefon?

Bez słowa spełniam jego prośbę. Z zaciekawieniem obserwuję, jak Eryk odblokowuje ekran. Od razu dostaje powiadomienie o przychodzących wiadomościach, które odczytuje. Uśmiecha się. On także wysyła Vee wiadomość. Z zazdrością obserwuję, jak jego palce przesuwają się po klawiaturze.

- Dlaczego do mnie nigdy nie piszesz? – Dąsam się, próbując wywalczyć odrobinę uwagi.

- Bo ciągle jesteś obok.

Mój ukochany odkłada telefon na pościel i spogląda mi prosto w oczy. Nic nie mówi. Nie potrafię odgadnąć o czym myśli. Mam za to wielką ochotę, aby go pocałować, lecz boję się, jak zareaguje.

- Czemu tak mi się przyglądasz? – Pyta w końcu, odgarniając do tyłu potargane włosy.

- Bo bardzo cię kocham.

- Wiem.

- Ty też mnie kochasz.

Eryk nie odpowiada. Liczyłem na to, że znowu usłyszę od niego te dwa magiczne słowa, lecz chyba nie zamierza mnie nimi rozpieszczać. Zamiast tego uśmiecha się tajemniczo i przymyka powieki. Moje ciało samo się porusza. Pochylam się nad nim i kradnę pocałunek. Rozchylam jego usta językiem, rozkoszując się słodkim smakiem. Szarooki nie pozostaje mi dłużny. Owija prawą dłoń wokół mojej szyi. Jego palce błądzą po moim karku. Rozpływam się pod wpływem jego dotyku.

- Powiedz to – nalegam, przerywając pocałunek.

- Co takiego? – Udaje, że nie wie o co chodzi.

- Powiedz, że mnie kochasz. Chcę to znowu usłyszeć.

- Już to wiesz.

- Nie szkodzi. Powiedz mi to jeszcze raz – upieram się przy swoim.

- Simon… – Chłopak ociera się nosem o mój noc, domagając się kolejnych pieszczot.

- Nie – odmawiam. – Przestań mnie rozpraszać i skup się na chwilę. Rozmawiamy o ważnych rzeczach.

- Nie chcesz mnie pocałować? – Robi smutną minę.

- Chcesz się wycofać? O to chodzi?

- Nie.

- Czemu nie możesz…

- Simon, ja nie jestem taki jak ty – przerywa mi. – Moje uczucia względem ciebie są szczere i głębokie. Nie wymagaj ode mnie, abym ciągle to powtarzał. To bardzo intymne słowa. Wiele dla mnie znaczą. Ty wiele dla mnie znaczysz. Nie chcę, aby nam spowszedniały.

Stanowisko Eryka sprawia, że zaczynam inaczej patrzeć na całą sprawę. Jego argumenty z pewnością są słuszne. Ja też nie chcę nadużywać słowa miłość. Zwłaszcza, jeśli odnosi się ono do naszego związku.

- Masz rację, skarbie.

W naszą rozmowę wtrąca się Vee, przysyłając kolejne wiadomości.

- Jak zawsze wybrał odpowiedni moment – mamroczę pod nosem, opadając na poduszkę.

- Jesteś zazdrosny – Eryk idealnie interpretuje moje zachowanie.

- Jestem. Zapytaj go kiedy wraca, bo jaśnie pan przez cały dzień nie zaszczycił mnie ani jednym słowem – nie szczędzę zgryźliwości w kierunku królewskiego opiekuna.

- Jutro około południa. Vee prosił, abym ci przekazał, że pozdrawia.

- A ja jego nie. Niech nie wraca – zaborczo zagarniam króla w ramiona. – Poradzimy sobie bez niego – całuję go w skroń.

- Ty pewnie sobie poradzisz, ale ja nie. Potrzebuję go.

- Wiem, że go potrzebujesz i to mnie tak wkurza!

- Wydawało mi się, że lepiej się dogadujecie.

- Bo to prawda. Vee nie da się nie lubić. Fajny z niego gość. Jednak gdy pomyślę, że mógłby mi cię odebrać… Masz pojęcie, co wtedy czuję? Jesteś mój, skarbie! Tylko mój! Nie pozwolę, aby ten wredny, oślizgły…

Eryk zaczyna się śmiać, rozbawiony moim atakiem zazdrości.

- Simon, Vee i ja nigdy nie będziemy razem.

- Vee wielokrotnie groził, że mi ciebie odbierze.

- Nie ma takiej opcji. Nie musisz się tym martwić.

- Skąd wiesz?

- On widzi we mnie brata, którego stracił. Między nami nie ma pożądania. Kiedy go poznałem byłem w takim stanie, że gdyby serio chciał się ze mną przespać, po prostu by to zrobił. Nie musiałby się starać, aby mnie uwieść. Co więcej, z łatwością by mnie od siebie uzależnił. Nie zrobił tego. Nasza relacja jest dziwna i pokręcona, ale nie ma w niej nic romantycznego, rozumiesz?

- I tak jestem zazdrosny – dąsam się.

- Jestem tylko twój. – Eryk lekko się rumieni wypowiadając te słowa. Teraz, gdy dobrze rozumiem ich sens, jest mi znacznie łatwiej.

- Skoro tak, to może zjesz coś, co przygotował twój mężczyzna? – Spoglądam na niego z nadzieją, która równie szybko przemija. Po wyrazie jego twarzy widzę, że czeka mnie kolejne ciężkie starcie.

- Może później, dobrze? – Próbuje mnie udobruchać.

- A czemu nie teraz? Prawie nie jesz. Nie jesteś głodny?

- Nie jestem.

- To niedobrze.

- Zawsze tyle jadłem.

- Schudłeś tak bardzo, że żebra ci wystają.

- Trudno – bagatelizuje problem.

- Nie smakuje ci to co przygotowuję? A może masz ochotę na coś innego? Vee z pewnością przywiezie wszystko na co będziesz miał ochotę.

- Simon, ja naprawdę nie jestem głodny.

- Nie możesz nie jeść! – Tracę nad sobą panowanie. 

- Nie powiedziałem, że nie będę jadł. Po prostu teraz nie mam na to ochoty. – Eryk przymyka powieki. Okrywa się szczelnie kołdrą. – Marzy mi się kąpiel, ale tu nie ma wanny.

- Jest. W pokoju po drugiej stronie korytarza.

- Naprawdę? – Na twarzy mojego ukochanego pojawia się uśmiech. – Już wstaję.

- Nie wstajesz. Zostajesz tutaj i poczekasz aż po ciebie przyjdę.

- Nic mi nie jest. Poradzę sobie. – Uparciuch próbuje postawić na swoim, lecz jestem nieugięty.

- Ustąp i pozwól, abym się tobą zajął. Na tym polega związek – puszczam do niego oko.

- Związek… – Powtarza po mnie. To słowo brzmi dla niego obco. Nie szkodzi. Sprawię, że je oswoi.

Dziesięć minut później porywam moje jasnowłose szczęście z łóżka i niosę do łazienki. Stawiam chłopaka na podłodze. Obejmuję go w pasie, aby nie stracił równowagi.

- Dziękuję. Zawsze o mnie dbasz.

- To czysta przyjemność, gdy jesteś tak blisko.

Eryk spuszcza wzrok. Próbuje uporać się z guzikami od piżamy. Po krótkiej chwili zarówno góra, jak i dół, lądują na podłodze.

- Nie pamiętam, abym to wczoraj zakładał.

- Trochę ci pomogłem – przyznaję.

- Trochę?

- Nie lubisz spać nago.

- Masz rację, nie lubię.

- Może za jakiś czas zmienisz zdanie. Nie miałbym nic przeciwko – całuję króla w policzek.

- Na twoim miejscu raczej bym na to nie liczył. Mówiłem ci już, że nie chcę, aby patrzył na moje blizny.

Jeśli zaprzeczę i powiem, że widok jego pleców nie robi na mnie wrażenia, okłamię go. Nie chcę kłamać. Wolę całować.

- Jesteś piękny. Bardzo piękny – zapewniam go między kolejnymi pocałunkami. – Nie umiem oderwać od ciebie oczu. Najchętniej ciągle bym się w ciebie wpatrywał.

- Nie wierzę w ani jedno twoje słowo – chichocze. Ma dziś znacznie lepszy humor. Uśmiecha się częściej niż przez cały ostatni tydzień. Jego zachowanie sprawia, że automatycznie ja też znacznie lepiej się czuję.

- Zapraszam do wanny, wasza wysokość.

- Jak dobrze. – Szarooki wyraźnie się relaksuje. Nie przeszkadza mu fakt, że przesadziłem z płynem do kąpieli. Nie zwraca uwagi na pianę, która jest wszędzie, łącznie z podłogą. Wpatruje się we mnie. – Nie chcesz do mnie dołączyć? – Pyta, widząc że siadam na pufie obok wanny.

- Nie mogę. Nie umiem trzymać rąk przy sobie. Zwłaszcza, gdy jesteś nagi i bezbronny. Poza tym po wczorajszych szaleństwach potrzebujesz odpoczynku. Nie powinieneś się forsować. Nie odzyskałeś jeszcze pełni sił. Za to z przyjemnością dotrzymam ci towarzystwa, skarbie.

- Nic mi nie jest – Eryk wydaje się odrobinę niepocieszony. Ukrywa swoje emocje pod maską obojętności, lecz mnie nie nabierze.

Chciałbym go jakoś pocieszyć i chyba wiem, co mi w tym pomoże.

- Za chwilę wrócę, dobrze?

Opuszczam łazienkę i udaję się do kuchni. Wyciągam z lodówki owoce, które wcześniej przygotowałem, a także truskawkową babeczkę z kremem. Vee przywiózł ją wczoraj ze sklepu licząc na to, że Eryk się ucieszy. Nie ucieszył się. Może dzisiaj wykaże więcej entuzjazmu. Muszę wmusić w niego jakiekolwiek jedzenie. Nie wierzę w to, że nie jest głodny. Stres spowodowany pobytem w szpitalu, pogrzebem oraz stratą domu zrobił swoje. Teraz wystarczy odbudować w nim poczucie bezpieczeństwa. To karkołomne zadanie, ale ktoś musi się go podjąć. Padło na mnie.

Na widok jedzenia Eryk jedynie wzdycha i odwraca głowę. Nie poddaję się. Odstawiam tacę na pufę i sięgam po widelczyk.

- Pokarmie cię.

- Skoro musisz.

Jasnowłosy je bardzo niechętnie. Widać, że przyniesione przeze mnie ciastko niezbyt mu smakuje. Malutkie kęsy. Smutek na twarzy, bo na talerzyku zostało sporo ciasta.

- Skarbie, co się dzieje? – Zmartwiony, odkładam widelczyk.

- To chyba ja powinienem zadać to pytanie. Robię co mi każesz. Jem to obrzydliwe ciastko.

Poddaję się. Jego nieszczęśliwa mina oraz zrezygnowanie psują romantyczną atmosferę, na której tak bardzo mi zależało.

- Nie jest takie złe – bronię słodkiego wypieku. – Identyczne zjadłem na śniadanie. Smakowało mi.

- Mówiłem ci, że nie jestem głodny.

Porzucam wygodną pufę i siadam na podłodze tuż przy wannie. Opieram głowę na ręce i wpatruję się w srebrne oczy. Eryk także na mnie patrzy. Nieśmiało wyciąga rękę i dotyka mojego policzka. Jego drobne gesty przesiąknięte są uczuciem, pod wpływem którego staję się kimś innym. Nagle mam w sobie siłę, aby walczyć z całym światem, bo mój mały król był bezpieczny i zadowolony.

- O czym myślisz? – Chłopak niespodziewanie przerywa ciszę.

- O tobie. Zawsze myślę wyłącznie o tobie.

Eryk przysuwa się do krawędzi wanny, aby być bliżej mnie. Przymyka powieki, gdy gładzę go po jasnych włosach.

- Jestem zmęczony. Taki zmęczony, a przecież tak długo spałem – szepcze.

Wiem co ma na myśli. Ostatnie wydarzenia mocno się na nim odbiły. Szarpał się z nimi, ale to wszystko go przerosło. Zwłaszcza utrata domu.

- Zanieść cię do łóżka?

- Tak.

Otulam ukochanego ręcznikiem. Suszę mu włosy. W pierwszej chwili mam zamiar zanieść go powrotem do naszej sypialni, lecz szybko zmieniam zdanie. Chcę mu udowodnić, że nie jest ważne, gdzie się śpi, lecz z kim. Dlatego też zostajemy tutaj. Eryk rozgląda się niepewnie. Jego palce dotykają pościeli. Czuje się tu obco i nieswojo. Na szczęście ma mnie. Otulam go ramieniem oraz ciepłą kołdrą.

- Nic dziś nie zrobiłem . Mam masę obowiązków, które zrzuciłem na innych.

- W jeden dzień robisz więcej niż twój poprzednik w ciągu ostatnich lat. Możesz sobie pozwolić na leniuchowanie. Pamiętasz jeszcze, że przyjechaliśmy tu po to, abyś odpoczął?

- Nie odchodź. Zostań… – To ostatnie słowa, które wypowiada.

Przez jakiś czas obserwuję jak śpi. Gdy robi mu się zbyt gorąco, odsuwa się ode mnie. Wykorzystuję okazję i uciekam z łóżka.

Odnoszę tacę z jedzeniem do kuchni. Zmieniam pościel w naszej sypialni. Odbieram także enigmatycznego smsa od Vee, który informuje mnie o swoim porannym powrocie. W pierwszej chwili mam ochotę napisać mu coś wyjątkowo zgryźliwego, komentując jego milczenie, lecz odpuszczam. Wolę skupić się na czymś bardziej produktywnym.

Po dwudziestej drugiej ja także robię się zmęczony. Miło jest wziąć prysznic, a następnie wślizgnąć się pod kołdrę obok ukochanej osoby. Eryk od razu reaguje na mój dotyk. Zaborczo obejmuje mnie w pasie ramieniem. Układa głowę na mojej klatce piersiowej. Najważniejsze, że odpoczywa.

***

Następnego dnia szarooki wstaje wyjątkowo wcześnie. Próbuje wymknąć się z łóżka, lecz przytrzymuję go ramieniem, a następnie zagarniam pod siebie i zaczynam całować.

- Proszę, puść – stara się mnie powstrzymać, zasłaniając moje usta swoimi palcami.

- Nie chcesz się ze mną kochać?

- Vee niedługo wróci. Do tego czasu chcę zająć się ważniejszymi dokumentami. Nie mogę pozwolić, aby robił za mnie wszystko, bo on też jest bardzo zmęczony.

- Dlaczego twoje argumenty zawsze brzmią tak racjonalnie? – Wzdycham, odsuwając się od ukochanego.

- To wynika z doświadczenia oraz…

- Z doświadczenia? – Zaczynam się śmiać. – Skarbie, masz dopiero dziewiętnaście lat.

- Wiek nie ma tu nic do rzeczy.

- Ma. Oczywiście, że ma. Powinieneś więcej korzystać z życia, a nie wiecznie pracować.

- Pomyślę o tym później, dobrze? Teraz musze zająć się tym, co uważam za ważne.

- A ja nie jestem ważny? – Dąsam się.

- Jesteś najważniejszy. Właśnie dlatego wstałem wcześnie rano, aby potem mieć czas wyłącznie dla ciebie.

- Dziękuję. Z pewnością wykorzystamy go co do minuty.

- Idę się ubrać.

Eryk bierze prysznic. Odmawia śniadania. Na miejsce pracy wybiera salon. Z okien dobrze widać podjazd. Podejrzewam, że będzie wypatrywać Vee. Tęskni za nim. Przyzwyczajenie się do ciągłej obecności królewskiego opiekuna jest słodko-gorzkie. Na zmianę przechodzę przez niekończącą się fazę zazdrości przeplataną elementami przyjaźni i nienawiści. Lubię go, choć czasami trudno mi to zaakceptować.

Vee zjawia się dopiero około jedenastej. Podjeżdża pod dom kuloodporną limuzyną. Podejrzewam, że ściągnął ją celowo, aby przewieść Eryka do stolicy. To nie koniec atrakcji. Niebieskooki ubrał się wyjątkowo starannie. Ma na sobie elegancki garnitur oraz okulary przeciwsłoneczne. Jego włosy wydają mi się odrobinę ciemniejsze. Wystylizowane. Do tego zarost. Wygląda zupełnie inaczej niż w chwili, gdy go poznałem. Wita nas uśmiechem godny gwiazdy filmowej. Nie dość, że palant, to jeszcze kameleon!

Mój ukochany od razu porzuca komputer i biegnie w kierunku drzwi. Nie może ich otworzyć, bo są zabezpieczone kodem, którego nie zna. Vee łaskawie odblokowuje zamek, widząc swojego ulubieńca przyklejonego do szyby.

- Jak się masz, pisklaku? – Pyta wesoło, czochrając króla po jasnych włosach. – Mamusia dobrze się tobą opiekowała?

Eryk coś mu odpowiada, lecz stoję zbyt daleko, aby go usłyszeć.

- Mam dla ciebie niespodziankę. Zamknij oczy i nie podglądaj. – Mężczyzna pozbywa się okularów króla, a następnie zasłania mu oczy.

- Nie lubię niespodzianek. Przestań się wygłupiać i po prostu mi powiedz.

- Ta ci się spodoba – zapewnia chłopaka.

Vee spogląda na samochód. Ktoś otwiera drzwi po stronie pasażera. Wszystko wskazuje na to, że będziemy mieli towarzystwo. Na wszelki wypadek sięgam po broń, z którą się nie rozstaję. Odpinam  kaburę. Na szczęście nie muszę wyciągać pistoletu, bo z auta wysiada dobrze znana mi postać. Vee cofa dłonie, aby Eryk mógł się przywitać.

- Pan Moor! – Chłopak od razu podbiega do służącego.

- Dzień dobry, wasza wysokość. Piękną mamy dzisiaj pogodę, prawda?

- Jak się pan czuje? – Głos Eryka zaczyna się łamać.

- Bardzo dobrze. Doktor Arim troskliwie się mną zajął. Książę Alan kiepsko strzela.

- Tak się martwiłem… – Młodziutki monarcha ociera łzy. Wbrew pozorom, ma wrażliwe serce. Pan Moor chyba to docenia, bo przytula chłopaka, pocieszając go.

- Wasza wysokość, proszę nie płakać. To nie pierwszy raz, gdy zostałem postrzelony. No już, już. Proszę wytrzeć oczy. – Z kieszeni marynarki wyciąga chusteczkę, którą podaje Erykowi.

- Dziękuję. I przepraszam. To moja wina. Gdyby nie ja, to nic złego by się panu nie stało.

- Panie, na tym polega moja praca. W każdym razie czuję się już dobrze, więc mogę wrócić do wypełniania swoich obowiązków.

- Wrócić? – Eryk lekko się obraca i zerka w kierunku Vee, który wzrusza jedynie ramionami. Coś mi się wydaje, że nie tylko ja zostałem zwolniony.

- Jeśli chodzi o twoją szczodrą ofertę emerytalną, panie, to została ona przeze mnie odrzucona. Nie zamierzam rezygnować. Zwłaszcza teraz, gdy losy królestwa spoczywają w twoich rękach.

- Ale…– Eryk nadal zerka w kierunku Vee, szukając u niego wsparcia.

- Niedługo rozpocznie się nowy sezon operowy. Kupiłem bilety na wszystkie ważniejsze przedstawienia. Na twoim miejscu, panie, nie liczyłbym, że ta dwójka będzie chętnie rozmawiać o niuansach przedstawień, o których nie mają zielonego pojęcia.

Eryk jest w kropce. Nie wie, jak postąpić. Pan Moor, jako jedyny, podziela jego zainteresowania. Jeśli odejdzie, straci nie tylko lojalnego przyjaciela, ale i będzie czuł się osamotniony, bo Vee i ja nie podzielamy jego pasji.

- Wasza wysokość, daruj, że o tym wspominam, lecz kto ubrał cię to coś, co masz na sobie?

- Staruszku, nie krytykuj mojego wyczucia stylu! – Niebieskooki sprytnie włącza się do rozmowy. – Jeśli koniecznie chcesz wiedzieć, to limitowana kolekcja, która kosztowała krocie.

- Nie wątpię – służący z niezadowoleniem mruczy coś pod nosem po łacinie, wywołując uśmiech na twarzy dziewiętnastolatka. – Chodź ze mną, panie. Muszę na własne oczy zobaczyć te limitowane paskudztwa.

Gdy pan Moor i Eryk znikają we wnętrzu domu, Vee i ja zostajemy sami.

- I co tam, mamusiu? Dbałaś o naszego pisklaka? – Zaczepia mnie. Nie reaguję. – Mam nadzieję, że rozsądnie podszedłeś do tematu.

- To co jest między mną i Erykiem, to nasza prywatna sprawa – warczę ostrzegawczo.

- Spałeś z nim – stwierdza fakt.

- Nie będę o tym rozmawiać, zwłaszcza z tobą – wycofuję się do wnętrza domu. Vee podąża za mną, bo oczywiście nie zamierza odpuścić.

- Będziesz ze mną rozmawiać. O wszystkim. Ty i ja nie mamy przed sobą tajemnic. Tak to działa. Więc śmiało, mów jak na spowiedzi. Chcę wiedzieć co się wydarzyło.

- Co chcesz wiedzieć? – Zmieniam taktykę. – Czy było mu dobrze? Ile razy to robiliśmy?

- Nie, idioto. Chcę wiedzieć, czy powiedział, że cię kocha. Swoją drogą, niezły z ciebie zboczeniec. Nie sądziłem, że jesteś gotowy zdradzić tak intymne szczegóły.

Nie wiem jak on to robi, że przy nim zawsze wychodzę na idiotę. Robię się czerwony na twarzy i zaczynam liczyć oddechy, by nie rzucić się na niego i nie zniszczyć mu garnituru, w którym naprawdę nieźle wygląda. Wredny bałwan!

- Powiedział. Raz. I nie chce tego powtórzyć. Zadowolony?

- Grunt, żeby mały zaczął jeść i trochę doszedł do siebie. Moor opowie mu o zmianach w zamku. Pogadają o wystawach, galeriach, muzyce. To go zrelaksuje. Jutro porozmawia z Jane, która nadal będzie pełnić funkcję osobistej asystentki. Przy odrobinie szczęścia, wszystko się ułoży.

Vee odpina marynarkę i rozsiada się przy kuchennym stole.

- Zrobisz mi kawę?

- Jasne. – Bez słowa sprzeciwu podchodzę do ekspresu. – Pan Moor powiedział Erykowi, że nie pierwszy raz został postrzelony – przypominam sobie o istotnym szczególe, który nie daje mi spokoju.

- Dziwi cię to? Przecież nie pracuje w naszej branży od wczoraj.

- Kim on tak naprawdę jest? – Ciągnę Vee za język.

- Ochroniarzem. Takim jak ty i ja. Nie nosi broni ze względu na Eryka. Mały potrzebował kogoś normalnego. Znalazłem Moor’a, który świetnie odnajduje się w roli podwójnego agenta. Eryk o tym nie wie, więc bądź grzeczny i nic mu nie mów. – Mężczyzna przeciąga się leniwie. – Jestem zmęczony.

- Ty? Zmęczony? Nie wierzę – kpię z mojego towarzysza, stawiając przed nim kubek z parującą kawą.

- No cóż, biorąc pod uwagę, że mały wygląda na wypoczętego, dużo nie zdziałałeś. Tymczasem ja przez dwie noce nie zmrużyłem oka. To naucza, aby w przyszłości nie oglądać się za młodszymi od siebie.

- Jasne… Nie nabierzesz mnie na swoje gierki. Jesteś pracoholikiem, podobnie jak Eryk. Nie wyglądasz na kogoś, kto ma czas i chęci na związek.

- Związek? – Vee prawie krztusi się kawą. – Pomyślę o tym za jakiś milion lat. A teraz – wstaje z krzesła – idę się położyć. Okazuje się, że pilnowanie króla, na którego wszyscy polują, to zajęcie wyjątkowo relaksujące.

Chociaż jestem wściekły, to zaczynam się głośno śmiać. Eryk i Vee naprawdę przypominają braci. Wiele ich łączy. Obydwaj mają alergię na słowo „związek”.

- Nie zdradzisz nic więcej? Przed chwilą mówiłeś, że mamy sobie wszystko mówić.

- Nie, to ty masz mi wszystko mówić – zostaję poklepany po ramieniu. – W przeciwnym wypadku nasza „przyjaźń” ewoluuje w coś mrocznego i niebezpiecznego, a tego przecież nie chcesz, nie?