Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Max jest niegrzeczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Max jest niegrzeczny. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 listopada 2017

mpreg 19

„Bezsenne Noce


- Puszczaj! – Eli szarpie się dziko, gdy obejmuję go ramionami i zmuszam, by położył się obok mnie. Nie jest zbyt chętny do współpracy. Unieruchamiam mu ręce, przyciskając je do pościeli.
- Nie – przerzucam nogę przez jego uda, by mniej wierzgał.
- Max! To nie jest zabawne! Jesteś pijany! Zrobisz krzywdę dziecku! – wpada w przerażenie.
- Nie bój się. Chcę cię tylko przytulić – zapewniam go. – Jeśli obiecasz, że będziesz grzeczny, to…
- Jak tylko wróci twój ojciec… - odgraża mi się, rzucając wściekłe spojrzenie.
- To co? – kciukami zataczam kółka na jego drobnych nadgarstkach.
- O wszystkim mu powiem! – moja pieszczota sprawia, iż nie jest już tak spięty, jak na początku. A może nie ma więcej siły do walki? Wcale mnie to nie dziwi. Jest późno. Z pewnością chce już spać. To zdecydowanie nie pora na tego typu atrakcje. Cieszę się, że wpadł w moje ręce…
- Właśnie na to liczę – uśmiecham się. Celowo splatam nasze palce i przybliżam do ust, by móc je całować. Jest zaskoczony moimi poczynaniami. Otwiera szeroko oczy ze zdziwienia, po czym znowu próbuje mi się wyrwać. – Prosiłem, abyś był grzeczny, prawda?
- Twój tata też cię o to prosił… - wypomina mi, próbując mnie odepchnąć.
- Uwielbiam, gdy jesteś złośliwy – wtulam twarz w zagłębienie jego szyi i ocieram się o nią ustami. Pachnie tak kusząco…  A jak smakuje?
- Max… - szepcze moje imię. Sam sposób, w jaki to robi…
- Mój mały króliczek… - przesuwam koniuszkiem języka po wrażliwej skórze za jego uchem. Sama słodycz…
- Nie… Nie nazywaj mnie tak… - przykłada dłoń do moich ust, by mnie powstrzymać. Lubi, gdy je pieszczę…
- Dlaczego? Ta nazwa idealnie do ciebie pasuje? Jesteś taki malutki i płochliwy – puszczam jego dłoń, bo dotknąć brzuszka. Tym razem to on łapie mnie za nadgarstek.
- Nie – od razu protestuje.
- Skoro i tak na mnie naskarżysz, nie mam nic do stracenia – przebiegły uśmieszek wykrzywia mi wargi. Patrzę mu prosto w oczy, zakradając się palcami pod jego ubrania. Wyraźnie czuję, jak wstrzymuje oddech. Skóra Eli jest ciepła i niewiarygodnie miękka. Unoszę materiał do góry i sycę wzrok słodką wypukłością, po czym muskam ją samymi opuszkami. Jasnowłosy lekko drży. – Nie bój się…
- Max… Posuwasz się za daleko… - jest tak drobny, iż bez problemu otulam moje dziecko dłonią.
- Od tak dawna chciałem to zrobić…
- Jest późno i jestem zmęczony. Nie dręcz mnie już, proszę – robi tak żałosną minę, że zaczynam odczuwać wstręt do samego siebie. Starałem się z tym walczyć, ale nie jestem w stanie. Przygarniam go do siebie, jakby od tego zależało moje życie. Kto wie, może tak właśnie jest?
- A wiesz co ja czuję? Nie mogę przestać o tobie myśleć… Chcę dotykać… O tak… - Nocna lampka daje niewiele światła, a mimo to zdaje się ono odbijać od mlecznobiałej skóry, która skrzy się w mroku. Zakreślam jakiś nieokreślony wzór, próbując rozszyfrować ten niezwykły fenomen. Dlaczego on? Dlaczego ja? Co sprawia, że jego bliskość działa na mnie z taką intensywnością?
- Jesteś pijany. Jutro…
- Owszem, jestem – przerywam mu. - I wiesz, bardzo się z tego cieszę. Zanim rozpętasz trzecią wojnę światową, zamierzam rozkoszować się każdą sekundą. Gdybym był trzeźwy, nie śmiałbym cię tknąć. Przyznaj, że nie robię ci nic złego - mocniej wciskam twarz w jego szyję. Puls chłopaka szaleje. – Odpręż się, króliczku. Przecież to nie boli… - Chcąc, nie chcąc, przystaje na moje warunki. Nie ma innego wyjścia. Wzdycha przeciągle, po czym zupełnie mi się poddaje.
Czas staje w miejscu. Jesteśmy tylko on i ja. Przez cały czas bardzo delikatnie gładzę go po brzuchu, a gdy mam pewność, że nie będzie się awanturował, przesuwam dłoń nieco wyżej, w okolicę mostka, aż natrafiam na serce. Bije równym rytmem. Uspokoił się. Przymyka powieki, stopniowo przegrywając ze zmęczeniem. Ja też jestem zmęczony. Zbyt dużo alkoholu, stres, dziwny wieczór z… Znowu nie pamiętam, jak miała na imię. Wszystko to doprowadziło mnie tutaj… Jestem taki szczęśliwy… Chcę zapamiętać to uczucie, by móc je odtworzyć i wracać do niego jak najczęściej…
Pokój wiruje przed moimi oczami… Czuję lekkość, jakbyśmy unosili się na chmurze… Ciepło jego ciała… Kosmyki rozpuszczonych włosów łaskoczą mnie po twarzy, gdy zatapiam w nich nos lub całuję skroń.... Nie tak powinienem go całować… Chciałem… „On nie lubi” – wtrąca się jakiś głos. Nie lubi? „Nie dzisiaj” – upomina mnie ktoś inny. Tak, masz rację. Dziś tego nie zrobię. Może później, gdy…
- Mmm…
Króliczki są takie malutkie… Słodkie, niczym beza… Chcę jeszcze spróbować… Rozebrać i spróbować wszędzie… Króliczek nosi mojego synka, który mieszka w brzuszku… A brzuszek jest taki milutki…
- Jeszcze…
Upojony… Jestem zbyt upojony… Tamta kobieta… Chciała… Niech mnie więcej nie dotyka… To nie było przyjemne… Dopiero gdy on… Doszedłem przez niego… A potem… Czemu on nie doszedł?... Powinienem być delikatniejszy… Czuły… Jest taki kruchy… Nie chcę zepsuć…
- Max…
Oddech króliczka drażni moją skórę… Jest gorący… Ociera się o mnie… Lubię, gdy tak robi… Bardzo to lubię… Gorąco… Tak gorąco… Mruczy cichutko… Nie rozumiem, co… Mów do mnie… Mów, a ja ci dam… Wszystko… Tak bardzo cię…
- Ach…
Niechętnie unoszę powieki. Ten dźwięk… Nigdy wcześniej nie słyszałem… Chcę… Nie, ja muszę usłyszeć go jeszcze raz… Oczy Eli wpatrują się we mnie… Bije od nich ten specyficzny blask… Jego klatka piersiowa unosi się i opada… Przygryza dolną wargę, po czym wtula się we mnie i zasypia… Czyli było ci dobrze? Następnym razem…

Budzi mnie potworny ból głowy… Czuję się tak, jakbym oberwał czymś naprawdę ciężkim. Słońce zdaje się wypalać moje gałki oczne. Powoli podnoszę się z pościeli o rozglądam po pokoju. Jestem w domu? Jak tu trafiłem?
Na szafce nocnej stoi szklanka wody, a obok niej leżą dwie białe tabletki. Jak przez mgłę pamiętam wydarzenia wczorajszego wieczoru. Poszedłem do baru, gdzie spotkałem Cherry. Za dużo wypiłem, a ona kazała mi zapłacić… A potem zadzwoniłem po ojca, ale to nie on po mnie przyjechał… A co było potem? Sam trafiłem do łóżka? A może to sprawka krasnala? Myśl logicznie, Max. Eli to chudzina. Nawet gdyby chciał, nie byłby w stanie… Reszta wspomnień wydaje się być schowana za betonową ścianą, z którą obecnie nie mam siły się zmierzyć. Wyciągam rękę po wodę i łykam pastylki. Odstawiam pustą szklankę na stolik i opadam na poduszki. Jak mogłem być tak głupi? I skąd to nieodparte wrażenie, że zapomniałem o czymś ważnym?
Przytulam się do poduszki, której zapach jednoznacznie wskazuje na pewnego ciężarnego blondyna. Spałem z nim? Nie, to niemożliwe. Chciałbym z nim spać – uśmiecham się do swoich myśli. Znam go na tyle dobrze, iż wiem, że nie położyłby się obok pijaka… Ma rację, że trzyma mnie na dystans. Nie wiem, co strzeliło mi do głowy?! Jak mogłem zachować się tak nieodpowiedzialnie?! Muszę mu podziękować za to, co dla mnie zrobił. Liczyłem, że to ojciec po mnie przyjedzie. Nie było go w domu... Tak, tak właśnie było! Spławiłem Cherry, bo podczas seksu wyobrażałem sobie Eli, a potem… Chwila, chwila… Nie tak szybko. Za bardzo ponosi mnie wyobraźnia. Seks z Eli nie wchodzi w grę! To temat absolutnie zakazany! Choćby nie wiem co się stało, nie wolno mi go tknąć! Dziecko! Nie zapominaj o własnym dziecku! Mógłbym niechcący uszkodzić synka!
By skierować zdrożne myśli na właściwe tory, decyduję się na szybki prysznic. Muszę jak najszybciej doprowadzić się do porządku. Peter Ford z pewnością jest już gotowy do kazania. Tata od zawsze powtarzał, że nadużywanie alkoholu jest niegodne mężczyzny, stąd nie trudno przewidzieć, jak się zachowa. Eli był pod moją opieką. Gdyby coś mu się stało… Nie pomyślałem o nim, lecz o sobie. Uniosłem się dumą i zostawiłem chłopaka samemu sobie. Zarzucałem mu, że nie docenia moich starań. Tymczasem przy pierwszej okazji uciekłem z domu, zamiast stawić czoła problemom, które sam na nas sprowadziłem. Więcej tak nie zrobisz, Max! Postarasz się… Nie, nie będzie żadnego starania! Od teraz jesteś lepszym ojcem i partnerem! Koniec z uciekaniem i koniec z awanturami! Przeproszę rodziców, a potem uzyskasz wybaczenie króliczka… „Króliczek”? Hmm… Dlaczego tak go nazwałem?
Ubieram się w pierwsze lepsze ubrania i schodzę na dół. Dochodzi szesnasta. Przez kuchenne okno widzę ojca, który kręci się po garażu. Pewnie znowu walczy z jakąś maszyną. Dobra, raz kozie śmierć. Naważyłeś piwa, to je teraz wypijesz… Nabieram głęboko powietrza do płuc i wychodzę do ogrodu.
Peter Ford rzuca mi przelotne spojrzenie, nie mogąc oderwać wzroku od posegregowanych części. Ma podwinięte rękawy ulubionej, błękitnej koszuli, w której zazwyczaj majsterkuje. Widząc jego ubrudzone smarem, potężne dłonie, karcę się w myślach za zaprzestanie uprawiania sportu. Zanim dowiedziałem się o wpadce z ciążą, regularnie chodziłem na siłownię, lecz jestem pewny, że znokautuje mnie jednym ciosem, na który w pełni zasługuję.
- Tato… Ja chciałem… - sam nie wiem, co mam mu powiedzieć. Zrobiłem źle. Nie ma się co usprawiedliwiać, bo to i tak bez sensu.
- Max, wyspałeś się? Eli mówił, że praktycznie do rana pracowałeś nad nową książką. Dużo stron napisałeś? Zdążysz do końca roku? - sięga do tylnej kieszeni po szmatę, w którą wyciera ręce.
- Eli tak powiedział? – mój bojowy nastrój pryska, niczym bańka mydlana. Kolejne kłamstwo, którym obronił mój tyłek… Chyba jednak wolałbym dostać w pysk. Kac moralny byłby z pewnością mniejszy…
- Nie bądź taki skromny. Cieszę się, że dobrze ci idzie. Od czasu przeprowadzki ciągle narzekałeś, że nie możesz się skupić, ale ten kryzys masz już chyba za sobą, co? Ostatecznie sam zawsze mówiłeś, że najlepsze pomysły miewasz po zjedzeniu obiadu mamy i wyspaniu się w swoim dawnym łóżku – szturcha mnie w bok. - Szkoda, że to nie jest zaraźliwe. Rozkręciłem ten silnik na części pierwsze, a mimo to…
- Gdzie jest Eli? - pytam ojca, nie czekając na dalszą relację z frontu mechanicznego.
- Maluje w altance, jak zwykle. Jeśli masz chwile czasu, mógłbyś pomóc mi zładować tego starego grata? – wskazuje tył swojego samochodu, na którym znajduje się kolejny bezcenny eksponat do kolekcji.
- Dasz mi chwilę? Muszę go zapytać o…
- Spokojnie, synu. Nie śpiesz się. Zrobię tu trochę miejsca, a ty…
- Dzięki, tato – rzucam przez ramię, kierując się we wskazane przez niego miejsce. Mężczyzna przygląda mi się badawczo. Na szczęście turbiny są znacznie bardziej absorbujące.
Czuję silne łomotanie w klatce piersiowej, gdy tylko dostrzegam zajętego szkicowaniem blondyna. Siedzi odwrócony tyłem do wejścia. Podpiera głowę lewą dłonią.
- Eli… - celowo wypowiadam jego imię, by się nie przestraszył. Chłopak unosi na mnie wzrok, po czym uśmiecha się delikatnie.
- Cześć. Jak się czujesz? Zostawiłem ci tabletki…
- Wiem, dziękuję – odsuwam krzesło i pośpiesznie siadam obok niego. Na pierwszy rzut oka widać, że jest nieco zmęczony. Za to jego oczy… - Przepraszam za wczoraj. Przysięgam, że to się więcej nie powtórzy.
- Max… Ja wcale nie… - nadal się uśmiecha. Pewnie bredziłem jakieś bzdury, które teraz wydają mu się śmieszne. Nie szkodzi. Wolę by się ze mnie śmiał, niż miałby płakać.
- Nie powiedziałeś rodzicom…  – skłamał aż dwa razy w ciągu jednego dnia, by mnie chronić. Nie sądziłem, że po wczorajszej awanturze stać go będzie na taki gest…
- Chyba lepiej, by pewne rzeczy zostały wyłącznie miedzy nami – odpowiada enigmatycznie.
- Nie bardzo rozumiem, co masz na myśli. Sporo wypiłem. Wiem, że to mnie nie tłumaczy – dodaję pospiesznie. – Przyjechałeś po mnie, prawda? – zawstydzony, spoglądam mu prosto w oczy. Eli upuszcza ołówek i wpatruje się we mnie nieco zszokowany.
- Nie pamiętasz?
- Dzwoniłem do ojca, by po mnie przyjechał, ale zjawiłeś się ty i…
- Twoi rodzice wrócili dopiero rano – odwraca wzrok i od razu wraca do szkicowania.
- Gniewasz się na mnie? Pewnie masz powód. Wynagrodzę ci to, obiecuję. Pójdziemy na lody? – zawsze narzeka na brak cukru, więc może w ten sposób uda mi się zatrzeć przykre wrażenie.
- Nie, dziękuję – ton jego głosu jest zimny i oschły. Gdy tu przyszedłem, był dla mnie znacznie milszy. Uśmiechał się. Czemu teraz jest tak nieprzyjemnie? Nic z tego nie rozumiem…
- Eli… Jest mi naprawdę bardzo przykro. Zazwyczaj nie piję takich ilości, więc…
- Nie musisz się tłumaczyć, serio. Wszystko rozumiem – podnosi się ze swojego miejsca i odkłada kartki do teczki.
- Za to ja wprost przeciwnie. Jeśli powiedziałem ci coś przykrego, to wiedz, że nie byłem sobą.
- Max, już mnie przeprosiłeś – wrzuca ołówki do metalowej kasetki, po czym próbuje mnie wyminąć. Łapię go za ramiona, by ponownie spojrzał mi w oczy.
- Co się dzieje? Nie mówisz mi całej prawdy! – wyciągnę to z niego siłą, jeśli będę musiał.
- Nic się nie dzieje. Puść mnie – wyrywa się z mojego uścisku i odchodzi w kierunku domu.
- Eli! – wołam za nim, lecz chłopak wbiega do środka, nie oglądając się za siebie.
- Max, pomożesz mi z tym cholerstwem? Podnośnik się zaklinował! – wolałbym dogonić blondyna i postarać się uzyskać odpowiedzi, lecz może warto odłożyć to na potem? Nie chcę pogarszać sprawy. Nabierze dystansu to będzie bardziej skory do zwierzeń. Do tego czasu z pewnością nie będę się nudził…

Wieczór nadchodzi dziś znacznie szybciej, niż zazwyczaj. Przespałem większość dnia, więc jestem nieco wytrącony z rytmu. Podczas wspólnej kolacji mama zajęta jest planowaniem przyjęcia. Bezustannie zmienia zdanie w sprawie ustawienia stołów, a także rozmieszczenia gości. Nie jest pewna, czy świeczki pasują do obrusów, co zrobić w kwestii prospektów, które zamierza porozkładać w strategicznych miejscach i czy prezentacja jest idealnie dopracowana. Każdy ten szczegół z osobna konsultuje z jasnowłosym, który awansował na jej osobistego sekretarza.
- Prospekt wygląda bardzo dobrze. Wydaje mi się, że można go wysłać do drukarni – Eli po raz kolejny przegląda przygotowany przez grafika projekt.
- Skoro tak mówisz, zajmę się tym z samego rana – pani koordynator skreśla jeden z punktów na liście, która zajmuje kilka stron w jej kalendarzu. – A co ze świeczkami?
- Kremowe odpadają. Wiem, że bardzo się pani podobały, lecz kontrast pomiędzy nimi i kwiatami… - chłopak zerka na monitor komputera, przeglądając zdjęcia, które mama mu podtyka. – Te są niezłe.
- Wrzosowe? Myślisz, że będą pasowały? – Pamela Ford  nakłada okulary, by łatwiej ocenić końcowy rezultat. – Są dość odważne…
- Mamo, to tylko świeczki – wtrącam się do rozmowy, próbując przypomnieć ciężarnemu o jedzeniu.
- Maxwell, nie masz pojęcia o czym mówisz! – oburza się na mnie, zerkając w kierunku męża, by udzielił jej wsparcia.
- Tak… Tak… Pamela ma rację – wyrwany do odpowiedzi ojciec, unosi wzrok znad gazety.
- Widzisz – triumfuje mama, wracając do swoich rozważań. – Czyli wrzosowe, tak? Upatrzyłam sobie bardzo elegancką sukienkę na tę okazję. Ona też jest wrzosowa. Chyba będę musiała poszukać czegoś innego… – nie muszę być jasnowidzem, by zgadnąć, że w tej kwestii również poradzi się pomocnika. Jak on to wytrzymuje?
- Na pani miejscu wybrałbym coś w złocie – chłopak znacząco spogląda na ojca, który w pierwszej chwili nie podchwycił aluzji.
- Już, tak? – upewnia się niedźwiedź, po czym wstaje od stołu i sięga po pakunek, schowany za swoim ulubionym fotelem. – To dla ciebie, Pamelo – wręcza mamie niewielkie pudełko. Kobieta rumieni się jak nastolatka, po czym szybko ściąga kokardę i zagląda do środka.
- Peter! To jest…! Jest piękna! – wyjmuje zwiewną, balową kreację w odcieniu zgaszonego złota.
- Cieszę się, że ci się podoba. Była szyta na specjalne zamówienie. Nie musisz się więc martwić, że któraś z twoich przyjaciółek będzie miała taką samą – tłumaczy jej dumny tata. Skąd on wytrzasnął suknię szytą na miarę? Tym bardziej w takim kolorze? Mama zazwyczaj sięga po coś znacznie bardziej zachowawczego. Coś mi się zdaje, że mały sekretarz pracuje też po godzinach…
- Dziękuję! – szczęśliwy Kopciuszek  nie potrafi oderwać wzroku od nowej zdobyczy. – Przyniosę wieszak, albo nie. Najpierw ją przymierzę, a wy chłopcy powiecie mi, czy dobrze wyglądam – znika w sypialni.
- Chyba jest zadowolona – peszy się ojciec, wracając na swoje miejsce. – Oby tylko pasowała.
- Proszę się o to nie martwić. Będzie idealnie leżeć – odpowiada mu Eli.
- Najpierw dwudniowa randka, teraz suknia. Nie sądziłem, że taki z ciebie romantyk – kpię z własnego staruszka.
- Nie zamierzam cię dołować, ale do pięt mi nie dorastasz – niedźwiedź wybucha śmiechem, ciesząc się jak dziecko. – Poza tym mam bardzo pomysłowego pomocnika – puszcza oko do Eli.
- Nie wątpię, że uknuliście to razem – szydzę.
- Niczego nie uknuliśmy. Mama ciężko pracuje, a ja potrafię to docenić. A właśnie, zapomniałbym – sięga do kieszeni po niewielką, papierową torebeczkę, którą Eli od razu chowa w kieszeni swoich szortów. – Później przyniosę ci więcej – obiecuje mu.
- Dziękuję – chłopak cały się rozpromienia, zadowolony z tajemniczego drobiazgu.
- Kolejne sekrety? – zostałem wypchnięty poza nawias tej rodzinnej sielanki. Nie mówiąc już o tym, że ściska mnie z zazdrości, widząc jak ktoś inny sprawia radość mojemu chłopakowi. Może nie do końca mojemu… Dziecko jest moje, więc jakby nie patrzeć, Eli też jest mój.
- Żebyś wiedział. W przeciwieństwie do ciebie, ja wiem jak zadbać o wnuka. A oto królowa balu… - zachwyca się wyglądem swojej żony, która wyłania się z sypialni.

Po kolacji zmęczony Eli szybko ucieka na górę. Bierze prysznic, a następnie kładzie się do łóżka, uprzednio odwracając do mnie plecami. Nie mam pojęcia czy śpi, czy też woli mnie unikać. Korci mnie, by do niego podejść i spróbować jeszcze raz porozmawiać o wczorajszych zajściach. Dlaczego najpierw się uśmiechał, a potem znowu był niedostępny? Gdybym tylko mógł sobie przypomnieć… Co takiego zrobiłem? Czym go zraziłem? I co dostał od taty?
Nastaje noc. Po przespaniu kilkunastu godzin, nie jestem zmęczony. Mógłbym zająć się książką, lecz krwawe morderstwa to ostatnia rzecz, na jaką mam obecnie ochotę. Rzucam się z boku na bok aż do świtu. Gdy tylko robi się jasno, wiecznie zapracowany artysta przeciąga się leniwie, szepcząc do dziecka, że bardzo je kocha, a następnie sprawdza swoją rozpiskę i od razu zabiera się do pracy.
- Co się dzieje, kochanie? Nie ma jeszcze szóstej, a ty już chcesz prezent od dziadka? Masz szczęście, że tak cię rozpieszcza – śmieje się cichutko. Z zainteresowaniem uchylam powieki, by zaspokoić ciekawość. Złotowłosy podchodzi do łóżka i wyciąga z szuflady nocnego stolika coś, co wczoraj starannie przede mną ukrył. Wraca do stołu i odwija niewielkie zawiniątko. – Marcepanowa albo… Mięta w czekoladzie? No cóż, mówi się trudno… - markotnieje. Najwidoczniej nie przepada za ulubionymi smakami papy Forda. - Którą wolisz? Marcepanowa z pewnością będzie słodsza – zdejmuje celofan i odgryza niewielki kawałek. – Niedobre, ale innego cukru raczej dziś nie dostaniesz… - A więc to tak… Urobił ojca, by ten przemycał mu słodycze… Mogłem się tego domyślić! – Poczekaj chwilę, postaram się wyskrobać marcepan, to zjemy chociaż czekoladę – sięga po łyżeczkę od herbaty, którą przygotował sobie wcześniej i pozbywa się nadzienia. – Mmm… - mruczy zadowolony. Słysząc ten dźwięk, gwałtownie siadam na łóżku. Przez kilka sekund patrzymy sobie prosto w oczy. „Króliczek… Malutki króliczek o miękkim brzuszku…” – powraca do mnie zamglone wspomnienie. Spoglądam na swoje dłonie, które nadal pamiętają ciepło jego skóry.
- Eli… Co wydarzyło się poprzedniej nocy?

sobota, 9 września 2017

mpreg 16

„Bezsenne Noce


- Cześć! Tak się cieszę, że znowu się spotykamy! – entuzjazm mężczyzny wydaje mi się nieco przerysowany. Podbiega do nas, ciągnąc za sobą małą dziewczynkę, ubraną w jasnoróżową sukienkę.
- Cześć – odpowiadam nieco markotnie.
- Max, myślałem, że wyjechałeś. Obiecałeś, że zadzwonisz, a tymczasem beztrosko sobie randkujesz – wymownie spogląda w kierunku jasnowłosego, którego nadal trzymam za rękę. – Cześć – wita się z Eli. – Pamiętasz mnie?
- Oczywiście, że pamiętam – chłopak uśmiecha się do niego. – Jesteś jedynym superbohaterem, jakiego poznałem – komplementuje go.
- Nie mów tak, bo się zarumienię – peszy się Ian.
- Przecież to szczera prawda. Ostatnio pomagałem pani Ford w pracy przy folderze reklamowym. Wymieniła cię jako jedną z osób, która czyni ten region wyjątkowym.
- Serio? Gdy dzwoniła w tej sprawie, byłem pewny, że żartuje! I co teraz? Rodzina znowu nie da mi spokoju… - lamentuje.
- Moim zdaniem powinni być z ciebie bardzo dumni. Poza tym dobrze wyglądasz w mundurze – Eli ponownie się do niego uśmiecha. – To twoja córeczka? Jest śliczna – puszcza moją rękę i klęka obok dziewczynki.
- Katie, co się mówi? – Ian próbuje zmusić małą, by podeszła bliżej, lecz ta zawzięcie chowa się za jego nogami. Mam dosyć jego oraz sposobu, w jaki rozmawia z Eli. To czysty flirt! Superbohater… Też mi coś. Przy pierwszej okazji podrywa nie swojego chłopaka…
- Nie stresuj dziecka – strofuję go, zwracając uwagę na przestraszoną trzylatkę.
- Jeszcze kilka miesięcy i sam się przekonasz, jak to jest – szydzi ze mnie, biorąc ją na ręce. – Wracając do tematu. Czemu do mnie nie zadzwoniłeś?
- Przepraszam, byłem zajęty – mam nadzieję, że przestanie drążyć temat.
- Nie szkodzi. Na szczęście dziś się spotkaliśmy, więc ponawiam zaproszenie. Moja żona bardzo się ucieszy. Ona także jest w ciąży. Za niecały miesiąc przywitamy nasze trzecie dziecko – rozpływa się, niczym lody pozostawione na słońcu.
- Gratuluję. My na swoje jeszcze długo poczekamy – zerkam w kierunku niewielkiego brzuszka Eli. Cholerny Ian. Nawet w tym musi być lepszy…
- Tina, moja żona, będzie uszczęśliwiona, jeśli nas jutro odwiedzicie. Pamiętasz, gdzie mieszkam? – zwraca się do mnie. - Czekamy o czwartej.
- Ian… - nie mam ochoty spędzać popołudnia wysłuchując pochwał płynących z ust Eli pod jego adresem, więc spróbuję delikatnie odmówić.
- Nawet nie chcę tego słuchać, Max. Ty się zgadzasz, prawda Eli? Żona z pewnością udzieli ci wielu rad. Całe dnie spędza w domu. Jeśli jej powiem, że was spotkałem i nie zaprosiłem, wkurzy się na mnie, więc proszę, nie zawiedźcie mnie. Eli, obiecaj, że przyjdziecie – szuka u niego wsparcia.
- Ja… - chłopak nie bardzo wie, co ma odpowiedzieć. Wcale mu się nie dziwię. Przecież to obcy mu ludzie. Mama wspominała, że powinien mieć więcej znajomych… Szlag by to…!
- Przyjdziemy – decyduję za niego.
- Bardzo się cieszę. Jutro o czwartej. Nie spóźnijcie się! – woła na pożegnanie, biegnąc w kierunku synka, który czeka na niego przy samochodzie.
- Nie chcę tam iść… - zaczynam narzekać, gdy tylko mam pewność, że mnie nie usłyszy.
- To dlaczego się zgodziłeś? – szepcze Eli, równie konspiracyjnie.
- Ze względu na ciebie.
- Na mnie? A co ja mam z tym wspólnego?
- Nie cieszysz się? Porozmawiasz sobie z jego żoną, a po godzinie wrócimy do domu.
- Nie musisz się dla mnie aż tak poświęcać – rzuca oschle, kierując się w stronę ławki.
- Potrzebujesz lepszych znajomych.
- Lepszych?
- Przestań mnie łapać za słowa – irytuję się, siadając obok niego. – Chodziło mi o Freddiego.
- Nie chcę o nim rozmawiać.
- Ian to porządny człowiek. Znam go od dawna. Chodziliśmy razem do szkoły. Jestem pewny, że jego żona przypadnie ci do gustu. Chyba lepsze to, niż spędzenie kolejnego popołudnia na rysowaniu, prawda?
- Lubię swoją pracę.
- Jest dosyć absorbująca. Nie sądzisz, że powinieneś…
- Max, przestań. Naprawdę nie musisz udawać, że interesuje cię to, co robię lub czego potrzebuję – jest na mnie zły? Dlaczego?
- Oczywiście, że mnie to interesuje! – bronię się.
- Skoro tak, to wracaj do domu. Chcę pobyć sam – wstaje i rusza przed siebie. Nie mogę go teraz zostawić. Mieliśmy szczerze porozmawiać, a znowu się kłócimy.
- Poczekaj! Eli! – idę za nim, ignorując jego humory. – Zanim pojawił się Ian, chciałeś mi coś powiedzieć.
- Ale już nie chcę – ucina temat.
Przez kilkanaście minut błąka się po parku. Słońce powoli zachodzi. Złote promienie zdają się topić w jeziorze. Wiele osób przychodzi tu tylko po to, by obejrzeć ten niezwykle piękny widok. Mały uparciuch raczej do nich nie należy. Jest zamyślony i smutny. Zaczepia jakiegoś przechodnia, pytając go o godzinę. Umówił się z kimś? Jeśli liczy na to, że pozwolę mu na kolejne spotkanie z Freddym, to już teraz może zacząć zmieniać plany. Obejmuje brzuch ramionami.
- Jeszcze pół godziny i wrócimy do domu, obiecuję – zwraca się do dziecka.
- Dobra, dosyć tego! – klękam przed nim, by móc patrzeć mu w oczy. – Co się dzieje?
- Nic – ucieka przede mną wzrokiem.
- Mów, bo dłużej nie zniosę twojego zachowania! – ostrzegam go.
- Jestem trochę zmęczony, to wszystko – tłumaczy pokrętnie.
- Wracamy – proponuję mu.
- Twoja mama powiedziała, że za dużo czasu spędzam w domu i mam nie wracać przed dziewiątą. Nie chcę jej denerwować, dlatego posiedzę tu jeszcze pół godziny.
- Co takiego?! – spodziewałem się wszystkiego, ale to… - Co jej strzeliło do głowy?!
- W ciągu dnia jest bardzo ciepło, a ja mam sporo zleceń i…
- I co? – w tej chwili jest bezgranicznie wściekły… Własna matka, a zero zrozumienia.
- Nic – szepcze, spuszczając wzrok. – Nie krzycz na mnie. Przecież nie zrobiłem nic złego – szepcze.
- Porozmawiam z nią, gdy tylko wrócimy do domu!
- Proszę, nic jej nie mów! Przecież nic się nie stało – od razu jej broni. Nie stało? Chłopak jest zmęczony i pewnie głodny. Nic dziwnego, że nerwowo odlicza każdą minutę.
- Chcesz tu siedzieć, by nie denerwować mamy… Super… A twoje potrzeby? – cedzę przez zaciśnięte zęby, bo nadal nie mogę się uspokoić.
- Moje co?
- Nie udawaj idioty! Dobrze wiesz o czym mówię! – zaczynam nerwowo krążyć przed ławką, na której siedzi.
- Prosiłem, abyś na mnie nie krzyczał. Dzidziuś tego nie lubi – układa dłoń na brzuchu.
- Przepraszam. Nie chciałem – wracam na swoje miejsce i ciężko opadam na ławkę. Eli odwraca głowę i zaczyna wpatrywać się w zachodzące słońce. – Wkrótce zacznie padać – zaczynam ostrożnie kolejny, jakże elokwentny temat.
- Skąd wiesz?
- To normalne po takich upałach.
- Pewnie masz rację.
Znowu nastaje cisza. Mam swoją szansę. Jesteśmy sami. Nikt nam nie przeszkadza. Teraz albo nigdy!
- Czemu wychowywała cię siostra?
- Rodzice byli zajęci pracą – odpowiada po chwili namysłu.
- Wspominałeś coś, że mając piętnaście lat, mieszkałeś już sam. Dlaczego? – kontynuuję moje przesłuchanie licząc na to, że powie coś więcej.
- Jak to dlaczego? – dziwi się. – Byłem już dorosły. Nie potrzebowałem jej opieki.
- Nie chcesz mi powiedzieć? – nieco na niego naciskam, lecz to trudny przeciwnik. Świadomie wszystko mi dawkuje.
- Siostra przechodziła trudny okres w życiu. Jej małżeństwo wisiało na włosku. Uważała, że to moja wina. Wspólne mieszkanie stało się dla nas zbyt trudne.
- I wyrzuciła cię z domu? – zaskoczony otwieram szeroko usta. – Przecież byłeś jeszcze dzieckiem!
- Max, szokuje cię jej zachowanie, a sam wielokrotnie powtarzałeś, że moje miejsce jest na ulicy – od jego czarnego humoru robi mi się zimno.
- Dobrze wiesz, że nie to miałem na myśli! – robi mi się wstyd.
- To już przeszłość. Nie ma dla mnie większego znaczenia – uśmiecha się lekko.
- A twoi rodzice?
- Nie wiem, gdzie są. W sumie słabo ich pamiętam. Widziałem zdjęcia, ale były zrobione dawno temu. Gdyby któraś z tych osób podeszła do nas i powiedziała, że jest moją matką lub ojcem – wskazuje na spacerowiczów – uwierzyłbym.
- To jak sobie poradziłeś?
- Normalnie. Poszedłem do pracy. Musiałem zrezygnować ze szkoły, o czym też już wiesz. W przyszłym roku pewnie udałoby mi się wrócić, ale pojawił się dzidziuś, a on jest dla mnie najważniejszy. Bardzo mocno go kocham – rozczula się, mówiąc o naszym dziecku.
- Jeśli chcesz, pomogę ci odnaleźć rodziców – proponuję, układając w myślach co im powiem, gdy spotkamy się twarzą w twarz. Eli nie powinien być świadkiem tej sceny. W jego stanie lepiej unikać silnych emocji.
- Nie chcę. Mówiłem ci już. Jestem dorosły i samodzielny. Po tylu latach nie miałbym z nimi o czym rozmawiać. Wracamy? Dzidziuś chce kolację.

Tak jak przypuszczałem, późnym wieczorem zaczyna padać deszcz. Ekran komputera sprawia ból moim zmęczonym oczom. Dochodzi pierwsza, a ja napisałem aż dwie strony… Przeciągam się, spoglądając w kierunku śpiącego chłopaka. Źle go oceniałem. Bardzo źle. Biorąc pod uwagę, że nikt się nim nie zajmował, nie poszedł na dno. Myślał nawet o kontynuowaniu edukacji. Zapewne ciąża pokrzyżowała wiele z jego planów, a mimo to ani razu nie słyszałem, by narzekał. Wprost przeciwnie. Na każdym kroku podkreśla, jak bardzo kocha dziecko. Gdy się do niego zwraca, zawsze jest miły i stara się, by naszemu synkowi niczego nie zabrakło. Pod tym względem mógłbym się od niego wiele nauczyć…
Wyłączam komputer i szykuję się do spania. Szum deszczu za oknem nie ułatwia mi tego zadania. Pomimo zmęczenia, kręcę się z boku na bok, nie umiejąc znaleźć sobie miejsca. Przez cały dzień miałem problem, by jakoś ogarnąć własne emocje. Nic dziwnego, że teraz wcale nie jest lepiej. Podpieram głowę ręką i wpatruję się w sufit, zastanawiając nad tym, co przyniesie przyszłość.
W pewnej chwili z sąsiedniego łóżka dobiega mnie dziwny dźwięk. Unoszę się wyżej, by sprawdzić co robi mój jasnowłosy współlokator. Zamieram, słysząc jak cichutko płacze przez sen. Może coś go boli? Albo dziecko jest zagrożone! Podrywam się na równe nogi i podchodzę bliżej. Eli szamocze się przez chwilę, zrzucając poduszkę na podłogę. Zapalam nocną lampkę.
- Już dobrze. To tylko sen – ścieram mokre ślady z jego policzków. Chłopak zasłania oczy przed światłem, które od razu gaszę.
- Gdzie… Gdzie jestem? – skołowany, rozgląda się nerwowo w ciemności.
- Spokojnie. Nie bój się – staram się go uspokoić.
- Max? – pociera zapłakane oczy.
- Jestem tutaj.
- To był tylko sen… - stwierdza z dużą ulgą.
- Co ci się śniło?
- Siostra zabrała mi dziecko. Myślałem, że serce mi pęknie z tęsknoty za nim... - Oplata się ciasno ramionami, drżąc na całym ciele. Przez kilka sekund rozważam wszystkie za i przeciw, lecz po chwili wstaję i biorę go na ręce.
- Co… Zostaw…!
- Nie – kładę go w swoim łóżku. – Dzidziuś mówi, że tata ma go przytulić i właśnie to zamierzam zrobić – układam się obok niego, obejmując go ramieniem. – Widzisz, od razu lepiej.
- Nie potrzebuję... - szarpie się, próbując uwolnić.
- Gdy ja byłem mały i śniło mi się coś złego, zawsze szedłem spać do łóżka rodziców. Uspokajałem się, gdy ktoś był obok mnie. Przyznaj, że już jest ci lepiej – droczę się z nim, przysuwając nieśmiało dłoń do jego brzucha.
- Za gorąco!
- Wcale nie – śmieję się cicho, sunąc palcami po tej bezcennej wypukłości. Eli w pierwszej chwili spina się i wstrzymuje oddech, lecz widząc, że nie jestem zbyt natarczywy, pozwala mi kontynuować. – Nie zrobię ci nic złego. Zaufaj mi.
- Rodzice naprawdę pozwalali ci spać ze sobą w łóżku?
- No pewnie. Byłem przez nich bardzo rozpieszczony. Tobie też by pozwolili, gdybyś ich o to poprosił.
- Nie zamierzam.
- Nasze dziecko będzie jeszcze bardziej rozpieszczone, zobaczysz – zaczynam się śmiać.
- Mam nadzieję – ziewa sennie. – Nie ma rzeczy, której bym nie zrobił dla dzidziusia… - mamrocze. Po chwili znowu zapada w sen, wtulając się we mnie.
- Chociaż to nas łączy – szepczę, zasypiając.

Resztkami świadomości odnotowuję, że śni mi się bardzo piękny sen. Jest mi tak dobrze i ciepło. Nie wiedzieć czemu, jakaś tajemnicza siła próbuje mnie pozbawić tego zniewalającego uczucia. Dopiero wtedy uświadamiam sobie, że owo coś znajduje się w moich własnych ramionach, a ja szczelnie tulę to do siebie.
- Max… Puść… - skomle cicho, próbując wyswobodzić się z żelaznego uścisku. Nie otwierając oczu, przysuwam go bliżej siebie. Łaskoczą mnie kosmyki jasnych włosów, które nadal pachną szamponem. Jego drobne dłonie łapią mnie za rękę, która ani drgnie. Próbuj dalej… - Max… Ja chcę wstać…
- Jeszcze wcześnie, śpij – mruczę w jego włosy, naciągając na nas kołdrę.
- Już rano, a ja muszę… - chce się obrócić, lecz na to też mu nie pozwalam.
- Nie musisz. Jestem pewny, że nie ma nawet szóstej. Śpimy.
- Max… Proszę cię…
- Zamknij oczy i śpij – wtulam się w jego plecy. – Jesteś taki cieplutki...
- Max! Twoi rodzice już wstali… - to jego ostatnia deska ratunku.
- Tata zabiera mamę na randkę. Chyba wolą być sami, więc tym bardziej nie powinniśmy im przeszkadzać. No już, połóż się.
- Nie jestem zmęczony – obraża się na mnie, pokorniejąc.
- Łóżko to idealne miejsce, by spędzić deszczową sobotę. Dzidziuś też tak uważa.
- Nie wykorzystuj dziecka w taki sposób. Poza tym to ja je noszę. Nie masz pojęcia jak to jest.
- Nie szkodzi. Nauczysz mnie, jak poczuć to, co czuje dziecko. Za to ja nauczę ciebie wstawania o późniejszej porze.
- Tak? – drwi ze mnie, moszcząc się na poduszce.
- Właśnie tak… Mogę? – upewniam się, że mnie nie odepchnie, sięgając do jego brzucha.
- Wolałbym nie.
- Dlaczego nie? – jego odmowa sprawia mi przykrość.
- Jesteś mi zupełnie obcy, a to bardzo intymne doznanie – zwija się w kłębek, abym go więcej nie molestował.
- Nie jestem obcy… Znasz mnie już trochę. Chyba wiesz, ile to dla mnie znaczy.
- Znowu nie bierzesz pod uwagę moich uczuć – wzdycha. – Jak byś się czuł, gdyby ktoś chciał wpakować ci rękę pod ubranie?
- Nie jestem obcy – bronię się. - A to wyjątkowa sytuacja… Nie gniewaj się – proszę, nieco się cofając, by miał więcej przestrzeni. – W nocy nie miałeś nic przeciwko. Myślałem…
- W nocy nie do końca byłem sobą, a ty to wykorzystałeś.
- Nie wykorzystałem. Chciałem…
- Wiem co chciałeś i doceniam to. Ten jeden raz…
- Tylko ten jeden raz? – przerywam mu, z niedowierzaniem. – Eli? – unoszę się wyżej, by sprawdzić, czemu nie odpowiada. Zasnął w trakcie naszej rozmowy. Mam ochotę go obudzić tylko po to, by przyznał mi rację. Za wcześnie wstaje. Powinien wylegiwać się w łóżku do późna, a nie malować jak opętany. Wiem, że robi to dla dziecka, by móc się wyprowadzić, ale… Przyznaj to. Przyznaj choć sam przed sobą, że jego bliskość nie jest ci obojętna. Może to ciepło drobnego ciała, może zapach skóry? Ma w sobie coś takiego co sprawia, że czuję się inaczej. Uspokajam się. Wyciszam. Jest mi dobrze.

- Ktoś tu mnie oszukał… – spoglądam w zaspane, fiołkowe oczy, które łaskawie otworzył.
- Która godzina? – podrywa się ze swojego miejsca.
- Dwunasta – uśmiecham się, stawiając kubek kakao na nocnej szafce.
- Dwunasta? Żartujesz, tak? – na jego twarzy odmalowuje się przerażenie. Jest późno, ale co z tego?
- Nie – pokazuję mu wyświetlacz swojego telefonu.
- Niedobrze! Bardzo niedobrze! – próbuje wyswobodzić się w kołdry, w którą szczelnie go owinąłem.
- Nie przesadzasz trochę? Wyglądasz na przemęczonego – chciałbym usiąść obok niego, ale jasnowłosy ma inne plany. Wygląda słodko w potarganych włosach i z resztkami sennych marzeń na powiekach.
- Mam spore opóźnienie – wpada w panikę, biegnąc do łazienki. – Pan Robinson mnie zabije, jeśli zaliczę kolejną porażkę! – Porażkę? Jaką znowu porażkę? O czym on mówi?
Po chwili wyłania się ubrany w swoje ulubione szorty i bluzę, siada przy stole i niedbale związuje włosy na karku.
- Nic z tego – powstrzymuję go, gdy sięga po papier. – Najpierw śniadanie – dzielnie wytrzymuję rozzłoszczone spojrzenie.
- Nie jestem głodny.
- Jeśli niczego nie zjesz, nie dam ci rysować – odsuwam jego krzesło, by mógł swobodnie spać.
- Max…
- Chociaż pół kanapki – licytuję się z nim.
- Nie chcę kanapki.
- A czego chcesz? – pytam, otwierając drzwi od naszego pokoju.
- Cukru.
- Dosypałem trochę do kakao. Tyle musi ci wystarczyć.
- Ale nie wystarczy – boczy się na mnie, idąc w kierunku kuchni. Wiem, że nie jest zadowolony, lecz życie nie jest słodkie, a gdybym dał mu wolną rękę, wyjadłby zawartość cukierniczki łyżeczką… Zamiast tego niechętnie otwiera lodówkę i przegląda jej zawartość. W końcu decyduje się na banana oraz butelkę soku malinowego.
- Zjedz coś jeszcze.
- Później ugotuję obiad – wyrzuca skórkę do pojemnika i wraca na górę. Nie mogę go powstrzymać. Siadam na łóżku i nie potrafię oderwać od niego wzroku. Imponuje mi swoim zapałem i poświęceniem. Powinienem brać z niego przykład i również wziąć się do pracy. Sięgam po laptopa i czytam tekst, który ostatnio napisałem. Jest beznadziejny. Najchętniej przeredagowałbym całą książkę i zaczął od początku. Zazwyczaj w połowie dopada mnie niemoc twórcza, która trwa jakiś czas. Gdy udaje mi się zmotywować, mogę pisać od rana do nocy, aż książka zostanie ukończona. Skąd więc przeświadczenie, że tym razem będzie inaczej? Prawda jest taka, że nie mam ochoty zagłębiać się w kolejne zbrodnie. Wolałbym pisać o czymś innym… A właściwie o kimś innym. Im bliżej go poznaję, tym bardziej mnie intryguje. Czy nadawałby się na bohatera powieści? Liczne sekrety, nieprzeciętny talent, uroda… Mógłbym z niego zrobić na przykład przemytnika dzieł sztuki, który oszukuje swoich klientów, wciskając im namalowane przez siebie kopie. Prawdę znałaby tylko jedna osoba, z którą wdałby się w romans… Akcję przeniósłbym do Włoch, gdzie w jakimś wielkim domu tuż przy plaży, jego powiernik postarałby się go uwieść. Spiłby jasnowłosego winem, a potem zabrał na taras i zaczął powoli rozbierać, obserwując jak promienie słońca igrają na jasnej skórze… Chłopak byłby zbyt oszołomiony, aby się bronić. Uległby mu. Pozwolił się całować, aż w końcu zostałby przygnieciony do podłogi i wzięty z pasją… Eli, och Eli… Ponownie czuję nieprzyjemne ukłucie zazdrości. Nie pozwoliłbym, by dotykał cię ktoś obcy. Nawet jeśli to miałaby być tylko fikcja. Zwłaszcza w sposób, który przed chwilą sobie wyobraziłem. Dystans, Max, potrzebujesz dystansu. Traktuj go lepiej, ale nie zbliżaj się zanadto. Przecież nie chcesz, by stał ci się zbyt bliski… Liczy się wyłącznie dziecko, a on jest bohaterem drugiego, albo i trzeciego planu. Nie myśl o nim. Nawet na niego nie patrz. I co ważniejsze, przestań fantazjować! A jeśli już koniecznie chcesz to z kimś zrobić, to umów się na randkę z dorosłą osobą, która zamiast uciec z krzykiem, sprosta twoim oczekiwaniom.