„Humory księcia”
Eryk
Nie mogę spać... Brzuch nadal trochę mnie boli. Chciałbym, aby
było już rano wypełnione obowiązkami. Nie będę musiał wtedy o niczym myśleć, tylko pracować. Zwłaszcza o zabitym zwierzaku. Tak bardzo liczyłem na to, że zdołam
go dokarmić i oswoić. Zamieszkałby razem ze mną. Biedny kotek...
Spoglądam na zegarek. Dochodzi druga. Dopiero druga... Kręcę się
na łóżku. To nie ma sensu. Wstaję i idę do łazienki. Biorę prysznic i ubieram
koszulę oraz spodnie. Cichutko otwieram drzwi i udaję się w kierunku
biblioteki. Jest ciemno, ale zupełnie mi to nie przeszkadza. Znam tu każdy
zakątek, każdy milimetr... To moje miejsce. Przy biurku poukładane są paczki z
książkami, które postanowiłem rozpakować. Ich obecność, dotyk papieru, zapach - bardzo mnie uspokaja. Czuję się jakby otaczała mnie rodzina.
Zapalam lampkę i siadam na podłodze. Otwieram pierwszy pakunek i
wyjmuję zawartość. Kupiłem je na targach... Przesuwam dłonią po tłoczonych
literach. Są takie miękkie...
- Co tu robisz? - podskakuję na dźwięk
głosu Simona.
- Nie strasz mnie tak! - serce bije mi jak
szalone, a trzymany w rękach tom upada na dywan.
- Jest środek nocy. Dlaczego nie śpisz? - pyta, podchodząc bliżej. Nie chcę go tutaj. Wolę zostać sam.
- Zawsze wszystko musisz wiedzieć? -
odpowiadam pytaniem na pytanie.
- Jeśli to dotyczy ciebie, to tak.
- Więc pogódź się z faktem, że mam przed
tobą tajemnice – wracam do poprzedniego zajęcia, ignorując zaspanego mężczyznę.
- Chodzi o tego kota, tak? - odgaduje,
pocierając zaspane oczy.
Jakie to ma znaczenie? To był mój kot, a nie jego. Sam sobie poradzę z jego stratą. Nie potrzebuję udawanej troski.
Jakie to ma znaczenie? To był mój kot, a nie jego. Sam sobie poradzę z jego stratą. Nie potrzebuję udawanej troski.
- Nie chcę o tym rozmawiać - ucinam temat, skupiając się wyłącznie na oglądaniu nowych tomów.
- A powinieneś – nie daje mi spokoju.
- Jestem zajęty. Przeszkadzasz mi – próbuję się go pozbyć.
- Nie chce mi się tu z tobą siedzieć, wracaj do łóżka – marudzi.
Usłyszał, jak wychodziłem z pokoju? Niemożliwe. Ma na sobie koszulkę z krótkim
rękawem, spod którego widać czarny tatuaż, który zdobi jego wielkie ramię.
Ciekawe co przedstawia? Ziewa przeciągle. Musi być zmęczony. Dobrze mu tak.
- Nie prosiłem o to. Idź sobie.
- Eryku... - ostrzega mnie.
- Książę Eryku... Zostanę tutaj, więc idź spać – nie ustępuję.
- Nie ma mowy! - Simon podnosi się zwinnym ruchem i zarzuca mnie
sobie na ramię.
- Natychmiast puszczaj! - krzyczę na niego.
- Bądź cicho, bo wszystkich obudzisz.
- Puszczaj! Simon! Postaw mnie na ziemię! Nie żartuję! - walczę
jak lew, choć niezbyt głośno, bo nie chcę, aby ktoś zobaczył co ze mną
wyprawia. Nic to nie daje. Niesie mnie na górę, prosto do swojego pokoju i popycha na łóżko. Od razu próbuję
wstać, ale nie mam z nim najmniejszych szans.
- Simon! Co ty robisz?! - wpadam w przerażenie z powodu jego nagannych manier.
- Dobrze się bawię.
- To nie zabawa, a znęcanie się nad słabszym! I zejdź ze mnie,
jesteś ciężki! - skarżę się, chociaż nie jest to prawdą, bo oparł ciężar na
ramionach.
- Jakoś przeżyjesz – śmieje się ze mnie.
- Puszczaj!! - tracę nad sobą panowanie i wierzgam jak oszalały. -
Simon!
- Tak? O co chodzi?
- Proszę... - zmieniam taktykę, udając uległego.
- Prosisz? - intensywnie się we mnie wpatruje.
- Puść mnie! - ponownie rzucam się na niego, lecz od razu łapie mnie za
ręce i bez najmniejszego problemu układa je na pościeli.
- Sprawiasz same problemy, książę...
- Pożałujesz tego!
- Straszysz mnie? A może powiesz o wszystkim dziadkowi? - kpi z beznadziejnego położenia, w jakim się znalazłem.
- Żebyś wiedział! To właśnie zrobię! - zaczyna się śmiać, lecz
nagle poważnieje.
- Skoro tak, to powiedz mu też o tym – nachyla się nade mną i
całuje w usta.
Jestem jak sparaliżowany. Boję się drgnąć. Natarczywie próbuje wymusić na mnie jakąś reakcję, ale niby jak mam na to wszystko zareagować?! Nigdy się z nikim nie całowałem... Aż do tej chwili.
Jestem jak sparaliżowany. Boję się drgnąć. Natarczywie próbuje wymusić na mnie jakąś reakcję, ale niby jak mam na to wszystko zareagować?! Nigdy się z nikim nie całowałem... Aż do tej chwili.
W końcu przestaje, puszcza moje dłonie i zaczyna dotykać policzka.
Jest delikatny. Nie rozumiem, nic nie rozumiem...
- Nie bój się – stara się mnie uspokoić. Serce wali mi tak mocno,
dolna warga drży... Co on właśnie zrobił? I dlaczego?
Chcę uciec daleko od niego i wszystko przemyśleć, zanalizować,
opracować plan działania, lecz nie mogę się ruszyć.
- Powiedz coś – prosi, ale co mam mu powiedzieć? Jestem
zbyt... Zbyt... Nawet słów zaczyna mi brakować.
- Puść mnie - udaje mi się w końcu wydusić.
- Nie – w porównaniu ze mną jest bardzo spokojny i opanowany.
- Proszę – skomlę cicho.
- Jesteś taki piękny – szepcze tuż nad moją twarzą.
- Simon... Nie możesz – mój głos brzmi niemal błagalnie.
- Masz pojęcie jak niesamowicie teraz wyglądasz?
- Simon...
Mężczyzna wreszcie zmienia pozycję, co przyjmuję z prawdziwą ulgą.
Wolny, za chwilę będę wolny... Kładzie się obok mnie na boku. Teraz!
Próbuję wstać i uciec, ale on dawno przewidział, że tak zrobię.
Jego ramię owija się szczelnie wokół mojego pasa. Przysuwa mnie bliżej siebie. Z takiej odległości wydaje mi się jeszcze większy.
- Zamknij oczy i śpij – chyba żartuje! Jak miałbym zasnąć po tym
wszystkim?!
- Ty podły...! - krzyczę zdesperowany.
- Nie zmuszaj mnie, abym cię uciszył... - ostrzega z tajemniczym błyskiem w oczach.
Jestem załamany. Nie chcę spać w jego łóżku. Z drugiej strony boję
się sposobu, w jaki mógłby spełnić groźbę...
Szybko zasypia, lecz nie zwalnia uścisku. Staram się zachować spokój. Ciepły oddech łaskocze mnie w kark. Jest mi gorąco. Przynajmniej mam czas, by wszystko przemyśleć... Pocałował mnie. Spodziewałem się po nim wszystkiego, ale pocałunek? Chciał wymóc moją uległość. Dotykał mnie tak czule. Nie tak, jak w bibliotece. Sprawił mi wtedy ból...
Szybko zasypia, lecz nie zwalnia uścisku. Staram się zachować spokój. Ciepły oddech łaskocze mnie w kark. Jest mi gorąco. Przynajmniej mam czas, by wszystko przemyśleć... Pocałował mnie. Spodziewałem się po nim wszystkiego, ale pocałunek? Chciał wymóc moją uległość. Dotykał mnie tak czule. Nie tak, jak w bibliotece. Sprawił mi wtedy ból...
Co powinienem teraz zrobić? Nie wiem. Mam mętlik w głowie. Myśli
uderzają we mnie niczym fale wzburzonego oceanu. Jestem taki zagubiony...
Umęczony sytuacją, zasypiam.
Śnią mi się znajome koszmary. Znowu jestem dzieckiem. Błądzę po ciemnym lesie, nie mogąc odnaleźć drogi do domu. Wołam i wołam.
Boję się ciemności. Dziadek... Dziadek mnie wtedy uratował... Gdzie on teraz
jest? Niech mi pomoże... Proszę...!
- Eryku, obudź się – ktoś mnie woła – Obudź się, słyszysz mnie?!
Otwieram oczy. Jest jasno. Za jasno jak na tamten las... Simon...
Potrząsa mną... Simon? Co on tu robi?
- Miałeś zły sen – jego głos jest cichy. Opadam na poduszki. Boli
mnie głowa. Zły sen... Teraz to tylko sen, ale wtedy... Wtedy oddałbym
wszystko, aby to był tylko zły sen...
- Co tu robisz? - pytam.
- Spałeś ze mną. Już nie pamiętasz?
To nie jest moje łóżko! Przyniósł mnie tu w nocy, a potem
pocałował i ściskał jakbym był pluszowym misiem! Koszmar, ból głowy, a teraz
to! Czy może być jeszcze gorzej?
Uciekam stamtąd i staram się jak najszybciej wrócić do siebie.
- Poczekaj – łapie mnie za ramię i odwraca. Nie mam na to siły...
- Wszystko w porządku? - znowu ta troska w jego głosie.
- Nie. Nic nie jest w porządku. Zostaw mnie.
- Nie mogę. Nie umiem po tym jak krzyczałeś przez sen – to całe jego wyjaśnienie?
- Chcę wrócić do swojego pokoju – mój głos brzmi niczym rozkaz.
- Pozwolę ci odejść, jeśli powiesz mi, co ci się śniło.
Patrzę na niego morderczym wzrokiem.
- To tylko koszmar. Byłem pewny, że zapytasz czy doszedłem już do
siebie po tym, jak mnie pocałowałeś, nie pytając o pozwolenie.
- Eryku...
- Książę Eryku – upominam go, bo widzę, że moje poprzednie słowa
spowodowały, iż jest nieco zawstydzony.
- Masz rację. Nie zapytałem. Pozwolisz mi się pocałować, książę? - naigrywa się ze mnie, szczerząc zęby.
- Zabraniam ci dotykać mnie pod jakimkolwiek pozorem!
- I to ma mnie powstrzymać? Jesteś taki zabawny. - uśmiecha się.
Wyrywam mu się i wybiegam na korytarz. Docieram do swojego pokoju i zamykam drzwi na klucz. Simon jest silniejszy i jeśli będzie chciał, wyważy je, aby tu
wejść.
Czas mija, ale nikt nie przychodzi, jakby zupełnie zapomnieli o
moim istnieniu. Chowam się w łóżku, gdzie udaje mi się zasnąć. Dopiero późnym popołudniem puka do drzwi.
- Otwórz drzwi, książę. Przyniosłem herbatę.
Nie odzywam się. Może pomyśli, że śpię i sobie pójdzie?
- Książę Eryku, wiem, że nie śpisz... Bądź łaskaw otworzyć.
Już!
Nie chcę go widzieć, więc uchylam niewielką szparę, aby nie miał
możliwości wejścia do środka.
- Odsuń się – każe mi, wpychając nogę do środka.
- Nie życzę sobie twojej obecności w moim pokoju.
- Przyniosłem herbatę - dodaje pojednawczo.
Herbata... Mam na nią wielką ochotę, mimo to, nie przesuwam się
nawet o milimetr.
- Postaw tacę na ziemi i odejdź.
- Nie wygłupiaj się. Nic dziś nie jadłeś, niewiele spałeś. Pozwól
mi się sobą zająć. Obiecuję, że nie dotknę cię palcem – wydaje się być szczery,
a ja nie czuję się najlepiej.
Nie jestem dla niego żadną przeszkodą.
Pozwalam mu wejść do środka i obserwuję, jak nalewa parujący napar do
filiżanki, którą stawia przede mną na stole.
- Proszę.
- Dziękuję – odpowiadam, lecz nie sięgam w jej kierunku.
- Wypij – znowu zaczyna...
- Później.
- Teraz.
Mierzymy się wzrokiem.
- Książę... Czemu wszystko tak bardzo utrudniasz? Wypij
cholerną herbatę, bo wyglądasz jak duch!
Nie mam ochoty się z nim spierać. I tak go nie przekonam...
Podchodzi bliżej i przysuwa filiżankę, abym nie miał możliwości dłużej jej ignorować. Wyciągam dłoń. Nasze palce niechcący
się muskają. Od razu cofam rękę, ale on jest szybszy.
- Masz takie zimne dłonie – martwi się o mnie. Jego są ciepłe i
duże. Jest tak blisko, że nawet bez okularów dostrzegam ciemne plamki w
zielonych oczach. Czuję dziwny dreszcz, gdy przesuwa kciukiem po wierzchu mojej
dłoni. Chowam ją, unikając dalszego kontaktu.
- Przestań – proszę cicho, bo peszy mnie sposób, w jaki na mnie
patrzy.
- Nie mogę. Podobasz mi się i chcę się tobą opiekować – moje oczy
robią się okrągłe niczym spodki.
- Opiekować? Nie mówisz tego poważnie...
- Dlaczego nie? - Simon jest taki pewny swego.
Przysuwa się bliżej i wpatruje w moje oczy. Wyciąga rękę i
zaczyna dotykać mojego policzka. Nie umiem ukryć drżenia.
- Nie bój się, książę – powtarza wczorajsze słowa. - Pij herbatę.
Sięgam po filiżankę. Herbata smakuje wybornie. Od razu jestem
spokojniejszy.
- Lepiej? - pyta, kierując dłoń w stronę mojej. Znowu chce mnie
dotykać... Nie daję mu takiej szansy.
- Tak – odpowiadam niechętnie, bo nie lubię kłamać.
- Zjedz coś, to zabiorę cię ze sobą do miasta.
- Nie jestem głodny.
- Możesz zjeść tosta i jechać ze mną, albo zostać tutaj, a wiem,
że dziadek uszykował ci sporą stertę papierów do przejrzenia.
- Praca to mój obowiązek – oburzam się.
- Nadal kiepsko wyglądasz. Naprawdę wolisz siedzenie w bibliotece,
niż przejażdżkę? Rzadko wychodzisz z domu.
- Dziadek mnie nie puści – odpowiadam zrezygnowany. Za dobrze go
znam...
- A kto powiedział, że będziemy go pytać? Poza tym przed chwilą
gdzieś wyjechał – nie zamierza prosić dziadka o pozwolenie? To coś nowego.
- Nie jestem głodny – spoglądam na jedzenie z niechęcią. - Wciąż
boli mnie brzuch.
Simon nie jest zadowolony.
- Musisz jeść.
- Proszę, nie zmuszaj mnie.
Wygląda na to, że wracamy do punktu wyjścia. Ja tego nie zjem, a
on nie zabierze mnie ze sobą.
- Zaufam ci ten jeden raz – spoglądam zaskoczony na Simona. -
Jeden raz, książę Eryku, jasne? I zjesz kolację, gdy wrócimy do domu. A teraz
pośpiesz się. Wychodzimy.
Idziemy do garażu, w którym dziadek trzyma swoje samochody. Simon
otwiera pilotem bramę, ale w środku jest pusto!
- No nie wierzę! Zabrali wszystkie?! - irytuje się. - Przecież
przed chwilą jeszcze tu były. Niech to szlag!
Zirytowany ochroniarz jest taki zabawny... Rzuca się jak dziecko, bo
ktoś mu zabrał autko. Cóż za strata...
- Wygląda na to, że z naszej wycieczki nici... Nie zamówiłem jeszcze
nowego samochodu, ale nawet
gdybym to zrobił, to dostarczą go dopiero za kilka dni – żali się. Chyba nie
mam innego wyjścia. Muszę wkroczyć do akcji.
- Chodź ze mną – proszę, po czym wychodzę na zewnątrz. Simon jest
zdziwiony, ale nie zadaje zbędnych pytań. I bardzo dobrze.
Obchodzimy budynek. Mało kto wie, że garaż zbudowany jest jak
lustrzane odbicie. On też chyba nie wiedział... Wyjmuję z kieszeni telefon i
szukam odpowiedniej aplikacji. Po chwili garażowa brama unosi się do góry. W
środku stoją trzy auta, przykryte plandekami.
- Wybieraj – zwracam się do mężczyzny, który patrzy na mnie
niepewnie. Podchodzi do pierwszego i zagląda pod spód.
- Tegoroczny model audi... Niezły.
- A obok zeszłoroczne porsche i mercedes.
- Należą do twojego dziadka?
- Nie, są moje – wreszcie udaje mi się go zszokować.
- Twoje?
- Tak. Dostałem na ukończenie studiów. Po jednym za każdy
kierunek. Uznałem, że dalsze studiowanie zwróci na mnie zbyt dużą uwagę, więc
wróciłem do domu. Którym jedziemy? -
Simon wygląda trochę jak dziecko w sklepie z zabawkami. Odkrywa pozostałe
plandeki i przygląda się im z bliska.
- Może być porsche? - pyta mnie z nadzieją w głosie.
- Wszystko mi jedno – odpowiadam zgodnie z prawdą i otwieram sobie
drzwi od strony pasażera.
- Nie chcesz prowadzić? Przecież to twoje samochody! – jest mocno
zdziwiony moim zachowaniem.
- Nie mam prawa jazdy. Zdaniem dziadka to zbyt niebezpieczne.
- Masz trzy sportowe auta i nie umiesz prowadzić?!
- Witaj w moim świecie – odpowiadam ironicznie i zapinam pasy. -
Jedziemy czy nie? - popędzam mężczyznę.
- Jedziemy. Zdecydowanie jedziemy – odpala silnik i uśmiecha się
od ucha do ucha. I kto by pomyślał, że tak łatwo zadowolić dorosłego faceta...