niedziela, 1 maja 2016

Rozdział XI

    „Humory księcia 

     

    Simon

     
Najpierw porwanie, potem wybuch, a teraz anonim... Robi się coraz ciekawiej... Wszyscy wokół się denerwują, a Eryk zachowuje stoicki spokój. Powiedział, że to nie pierwszy list z pogróżkami. Muszę to koniecznie sprawdzić. Stary książę ani słowem o tym nie wspominał. Szukam go, lecz jest zajęty. Zabawia przybyłych gości. Przyglądam się im z daleka, zastanawiając kim są. 
- Mężczyzna obok dziadka to hrabia Ryszard. Jego najlepszy przyjaciel z dzieciństwa – Eryk materializuje się tuż przy moim boku.
- A dwaj pozostali? - korzystam z okazji, by dowiedzieć się jak najwięcej. 
- Ten wysoki, który z nimi rozmawia, to Roger, przemądrzały idiota, syn hrabiego. Powoli doprowadza rodzinę na skraj bankructwa swoimi „genialnymi pomysłami” - jasnowłosy jest świetnie poinformowany. 
- A ten drugi? - wskazuję na niższego z przybyłych mężczyzn. 
- To zięć hrabiego, Konrad. Nie pochodzi z arystokracji, choć jest niezłym prawnikiem. Ma swoją kancelarię w centrum i żadnego wpływu na rodzinny biznes, o czym pewnie sam się przekonasz w czasie kolacji. 
- Hrabia zdaje się liczyć z jego zdaniem - zauważam.
- Hrabia liczy się wyłącznie ze zdaniem swego syna, co będzie miało opłakane konsekwencje. 
- Zapowiada się interesujący wieczór - zauważam.
- Już teraz życzę ci miłej zabawy – Eryk nie kryje złośliwości. - Zanim zaczniesz pławić się w tej rodzinnej sielance, coś ci poradzę. Cokolwiek będzie się działo, nie wchodź w dyskusję z Rogerem – ostrzega mnie. 
- Dlaczego? 
- Sam się przekonasz. Nie chcę psuć ci wieczoru – patrzy na mnie wymownie. 
- Wiedziałam, że tu będziesz – podchodzi do nas atrakcyjna brunetka, która przytula się do Eryka i całuje go w policzek. – Tęskniłeś za ciocią? - Uśmiecha się do nas przyjaźnie, obejmując księcia ramieniem.
- Witaj, ciociu – odpowiada jej grzecznie chłopak. 
- Mam nadzieję, że jesteś w formie, bo mój ojciec i brat znowu mają problemy – patrzy na niego przepraszająco. - Nie wyglądasz najlepiej, skarbie. Dziadek mówił, że ktoś ci grozi. 
- Dziadek jak zawsze przesadza – Eryk bagatelizuje problem.
- Przedstaw mnie swojemu koledze – prosi kobieta, która dopiero teraz zauważa moją obecność. 
- Jak sobie życzysz, ciociu. To Simon, nowy pieszczoszek dziadka – uśmiech natychmiast gaśnie mi na ustach... Co za wredny bachor. Użył tych samych słów co ja, gdy przedstawiłem go Grace. Pamiętliwy typ... 
- Pieszczoszek... - kobieta przygląda mi się przez chwilę – pasuje do niego – jestem Anna, przyszywana ciotka Eryka. 
- Bardzo mi miło panią poznać.
- Nie wątpię. Rozumiem, że sytuacja jest poważna, skoro dziadek wynajął profesjonalistę do ochrony - błyskotliwie łączy fakty w jedną całość, ignorując zapewnienia jasnowłosego.
- Książę Eryk jest innego zdania – odbijam piłeczkę, drażniąc chłopaka.
- W firmie też źle się dzieje, dlatego nawet Roger zaszczycił nas swoją obecnością – w jej głosie słychać politowanie na samo wspomnienie imienia brata.
- Znowu kredyt, prawda? - Eryk odgaduje jej myśli w przeciągu sekund.
- Skąd wiedziałeś? - jest zaskoczona przenikliwością srebrnookiego.
- Kochani, chodźcie do stołu, bo jesteśmy głodni – podstarzały monarcha idealnie odgrywa rolę gospodarza, uśmiechając się promiennie do swych gości.
- Już idziemy, wujku – Anna odpowiada mu tym samym – zapowiada się długi wieczór – szepcze cicho do Eryka, po czym otula go ramieniem i prowadzi w stronę stołu. 
Stary książę przedstawia mnie pozostałym mężczyznom. Hrabia sprawia wrażenie nieco zamyślonego. Ożywia się w chwili, gdy przyjaciel obiecuje mu bezcenną pomoc wnuka. Z kolei syn hrabiego to potworny nudziarz, przekonany o swoich racjach. Lady Anna oraz jej mąż są bardzo sympatyczni, lecz nie mają prawa głosu jeżeli chodzi o finansowe problemy hrabiego. Rozmowa przy stole dotyczy głównie nietrafionych decyzji syna. Dziadek Eryka oraz jego przyjaciel starają się przeanalizować sytuację, wybierając najlepszą opcję.
- Powtarzam ci, Ryszardzie, sprzedaj część akcji, jak radził ci Eryk. Dzięki temu nie będziesz miał problemów z płynnością finansową. Ukończysz rozpoczęte zamówienia, a potem je odkupisz - zachęca monarcha.
- Nie zgadzam się, wujku. Nie ma mowy o sprzedaży akcji! - oburza się Roger – Weźmiemy kredyt w banku. 
- Kredyt nie jest najlepszym rozwiązaniem – Konrad próbuje załagodzić coraz bardziej napiętą sytuację. 
- A ciebie kto pytał o zdanie? Nie należysz do zarządu - próba prawnika, by zaistnieć w rozmowie szybko zostaje ucięta. Posyła więc wymowne spojrzenie w kierunku żony. - Poza tym zanalizowałem rynek i uważam, że kredyt to najlepsze rozwiązanie - upiera się przy swoim zdaniu. W tej samej chwili Eryk krztusi się podczas jedzenia. Moim zdaniem próbował pohamować śmiech.
- Wszystko w porządku, kochanie? - ciotka jest wobec niego bardzo troskliwa. 
- Tak, przepraszam – wystarczy jedno spojrzenie młodego księcia, by zrozumieli się bez słów. 
- Nalegam na kredyt, ojcze – Roger nie ustaje w forsowaniu swoich racji. 
- Nie jestem przekonany. Odsetki zjedzą cały zysk z inwestycji. A co ty sądzisz, Eryku? Co zrobiłbyś na moim miejscu? - pyta hrabia, który nie odzywał się przez całą kolację. 
- Zwolniłbym Rogera, wujku – odpowiada mu, nie wahając się ani chwili.
- Co takiego?! - Roger wali pięścią w stół. 
- Synu, uspokój się – prosi go ojciec, choć jego słowa są ignorowane.
- Ja mam się uspokoić?! Słyszałeś co on powiedział?! - wstaje z miejsca i podchodzi do młodego księcia, kipiąc nienawiścią. - Kim jesteś, by mówić o mnie takie rzeczy?! - chwyta go za marynarkę i unosi do góry. Natychmiast próbuję zareagować, podrywając się od stołu, ale jego dziadek gestem każe mi usiąść. 
- Roger! Zostaw go – prosi Ryszard. Na to jest już trochę za późno. Syn nie zamierza ustąpić. 
- Myślisz, że możesz nam mówić, co mamy robić? Za kogo ty się masz, co? Jesteś nikim. Rodzina cię wyklęła, a teraz chcesz zniszczyć naszą? Nie pozwolę na to, słyszysz?! Twoje dni i tak są policzone! Oby ten morderca jak najszybciej cię dopadł i rozszarpał na kawałki! – popycha Eryka z powrotem na krzesło i wychodzi, trzaskając drzwiami. 
W jadalni panuje grobowa cisza. Serce wali mi jak oszalałe. Co to było do cholery? Eryk musiał dobrze wiedzieć do czego Roger jest zdolny. Dlaczego nie posłuchał własnej rady, którą dał mi przed kolacją?
- Nic ci nie jest? - lady Anna lustruje swojego ulubieńca, gdy ten poprawia ubranie.
- Tak, ciociu. Wszystko w porządku. 
- Skoro najgorsze już za nami, możemy kontynuować. Mów dalej, Eryku – prosi hrabia, kontynuując przerwany wątek. 
- Roger nie nadaje się do zarządzania. Jego błędne analizy doprowadziły cię do sytuacji kryzysowej. Najdalej za pięć lat będziesz musiał zamknąć firmę i ogłosić bankructwo. Kredyt nie jest rozwiązaniem. Musisz w pierwszej kolejności ukończyć inwestycje. Są kluczowe. Na twoim miejscu, hrabio, ponownie rozważyłbym sprzedanie 10-15% akcji zewnętrznemu inwestorowi. To i tak za mało, by ktoś obcy przejął firmę. Twój głos wciąż będzie decydujący, ale dzięki temu odzyskasz płynność finansową - wsłuchuje się w słowa Eryka z niekłamanym podziwem. Chłopak rzeczywiście zna się na rzeczy. Tłumaczy hrabiemu wszystkie zawiłości, odpowiada na pytania i udzielał konkretnych porad. Dopuszczono także do głosu Konrada, który stara się jak może wspierać teścia w trudnych chwilach.
Gdy podano kawę, siadam razem z Anną na sofie. Obserwujemy pracę Eryka, który przegląda z hrabią przyniesione przez niego dokumenty i podpowiada mu, jak ograniczyć szkody, których dopuścił się wyrodny syn. 
- Przepraszam za zachowanie brata. Jest nieobliczalny, a ojciec pozwala mu na wszystko. Nadal się łudzi, że tylko on zapewni firmie przetrwanie - zakłopotana lady Anna uśmiecha się do mnie smutno.
- Nie musi mnie pani przepraszać. Doskonale rozumiem.
- Eryk bardzo chce pomóc ojcu, lecz to nic nie da. Jutro Roger znowu zacznie bojkotować wszystkie jego pomysły. Niepotrzebnie zabierają mu czas.
- Przykro mi – staram się, by moje słowa zabrzmiały jak najszczerzej, gdyż chciałbym zyskać jej zaufanie. 
- Wkrótce powierzy mu kierowanie zarządem. Upadek jest kwestią czasu. 
- Może nie będzie tak źle? Nic nie jest jeszcze przesądzone, a hrabia nie podjął ostatecznej decyzji.  
- Od jak dawna tu pracujesz, Simonie? - niespodziewanie zmienia temat. 
- Niecałe dwa miesiące. 
- Mój brat powinien być waszym głównym podejrzanym. Nienawidzi Eryka odkąd pamiętam - nie kryje swojej antypatii do najbliższego członka rodziny.
- Pytałem Eryka, czy ma wrogów, ale powiedział, że nie.
- Bo dla Eryka Roger nie jest żadnym przeciwnikiem. Gdyby chciał, zniszczyłby go w przeciągu pięciu minut. Wystarczyłaby jedna decyzja, która zrujnowałaby firmę.
- A rodzice księcia? - kobieta patrzy na mnie zaskoczona. 
- Rodzice... Rodzice nigdy go nie rozumieli - unika odpowiedzi wprost, lecz doskonale rozumie, do czego zmierzam.
- Kochanie, uważam, że powinniśmy już wracać. Mam dosyć jak na jeden wieczór - naszą pogawędkę przerywa prawnik Konrad. Po jego minie wiem, iż pragnie znaleźć się jak najdalej od wpływowego teścia.
- Idealne wyczucie czasu, mężu – lady uśmiecha się do mnie figlarnie. No cóż, wygląda na to, że muszę się przyzwyczaić do rodzinnych sekretów i tajemnic. - Żal mi Eryka. Posiedzi jeszcze ładnych kilka godzin – dodaje ponuro – Dobranoc Simonie. Miło było cię poznać. 
- Dobranoc - kłaniam się lady. 
- Niedługo znowu się zobaczymy. Organizuję rodzinny obiad w przyszłym tygodniu. Mam nadzieję, że nas odwiedzisz. 
- Chętnie, dziękuję – uśmiecham się do Anny i jej małżonka.
- Dobranoc, wujku – kobieta całuje starego księcia w policzek. 
- Dobranoc, dzieciaki. Jedźcie ostrożnie - hrabia Ryszard nie odrywa wzroku od analiz i wykresów, które Eryk pokazuje mu na swoim komputerze.
Gdy Anna i Konrad wychodzą, stary książę wreszcie znajduje dla mnie chwilę czasu.
- Wasza wysokość, czy to prawda, że dzisiejszy anonim nie był pierwszym? - od razu zadaję najważniejsze pytanie, na które powinienem poznać odpowiedź dawno temu.
- Kto ci o tym powiedział? Eryk?
- Tak.
- Zgadza się. Mam ich cały karton. Wszystkie zostały sprawdzone przez policję, ale to nic ważnego. Głupie żarty i  tyle.
- Mógłbym je obejrzeć? - nie zamierzam odpuszczać w tak ważnej sprawie.
- Naturalnie. Przypomnij mi jutro, żebym ci je pokazał.
- Dziękuję. Tak zrobię - zapewniam go.
- Możesz iść już spać. My musimy tu jeszcze posiedzieć. Sytuacja Ryszarda jest znacznie bardziej skomplikowana niż ostatnim razem - wzdycha ciężko, widząc nietęgi wyraz twarzy swego przyjaciela.
- Dziękuję, wasza wysokość. Dobranoc. 
- Dobranoc, Simonie.
Korzystam z okazji i wracam do swojego pokoju. Biorę prysznic i kładę się do łóżka. Trudno uznać dzisiejszy dzień za udany. Rozmowa ze starym księciem, anonim i kolacja to za dużo wrażeń jak na jeden dzień. Spoglądam na zegarek. Jest kilka minut po północy. Chciałem zapytać lady Annę o tyle różnych rzeczy. Miałem także nadzieję, że porozmawiam z Erykiem na osobności. Pierwszy raz widziałem, aby ktoś był z nim tak blisko. Ciotka pocałowała go w policzek, przytulała. Nie przeszkadzał mu jej dotyk. Z pewnością dużo wie o jego przeszłości. Mogłaby mi pomóc wypełnić chociaż część luk w tej układance, ale ewidentnie nie chce tego robić. Nie zapytałem także starego księcia o dziwne zachowanie Rogera przy kolacji. Muszę go sprawdzić z samego rana... Zasypiam, zanim udaje mi się ułożyć listę zadań na kolejny dzień.