„Humory księcia”
Simon
Wbiegam do biblioteki za Erykiem, ale jestem ignorowany. Chłopak zajmuje się pracą, a na mnie nawet nie spojrzy. Przed chwilą całowaliśmy się w samochodzie. Właśnie, całowaliśmy się... Przedtem to ja go całowałem, ale tym razem było inaczej. Odwzajemnił pocałunek. Najdelikatniejszy i najbardziej podniecający pocałunek w moim życiu... Dokładnie taki, o jaki od zawsze go podejrzewałem. I to ciche westchnienie... Zelektryzowało mnie. Poczułem je pod skórą... Półprzymknięte powieki, lekko rozchylone usta... Rozkoszny i słodko roznamiętniony...
Chciałem odpiąć go z
pasów bezpieczeństwa, by był bliżej. Rozebrać, dotykać...
Sprawić, by wydał z siebie więcej kuszących dźwięków. Choć
bardzo się starałem, znowu zrobiłem coś, co go wystraszyło. W
jednej chwili poddał mi się, a w drugiej zostałem odepchnięty.
Teraz też mnie unika. Dam mu czas, jeśli tak woli, ale niech nie
myśli, że odpuszczę. Musimy porozmawiać. Im szybciej, tym lepiej.
W szpitalu, gdy siedział
z dzieciakami przy niewielkim stoliku, a one uwiesiły się na nim
niczym winogrona, zdałem sobie sprawę, że nie robi tego na pokaz. Wyszukał i zamówił
odpowiednie gry i zabawki. Z zainteresowaniem słuchał wszystkich
historii, poznawał rodziców, zwiedzał pokoje. Nie jest więc do
końca taki zły i pozbawiony uczuć, jak wszyscy sądzą.
Kiedy podeszła do niego mała dziewczynka, która przez większość wizyty trzymała się z boku i podała mu kartkę z własnoręcznie nabazgranym kotem, spojrzał na nią i uśmiechnął się. Nie złośliwie, czy ironicznie. Naprawdę się do niej uśmiechnął. Jego oczy przez kilka sekund wyrażały czystą radość. Rozbłysły srebrnym światłem. Nie umiem ich zapomnieć. Zawsze uważałem, że jest piękny, lecz w tamtej chwili... Bardzo bym chciał, aby kiedyś uśmiechnął się do mnie w taki sam sposób. Nie raz, ale wiele razy. A najlepiej, gdyby był wtedy nagi, w moim łóżku i pozwalał mi się pieścić...
Kiedy podeszła do niego mała dziewczynka, która przez większość wizyty trzymała się z boku i podała mu kartkę z własnoręcznie nabazgranym kotem, spojrzał na nią i uśmiechnął się. Nie złośliwie, czy ironicznie. Naprawdę się do niej uśmiechnął. Jego oczy przez kilka sekund wyrażały czystą radość. Rozbłysły srebrnym światłem. Nie umiem ich zapomnieć. Zawsze uważałem, że jest piękny, lecz w tamtej chwili... Bardzo bym chciał, aby kiedyś uśmiechnął się do mnie w taki sam sposób. Nie raz, ale wiele razy. A najlepiej, gdyby był wtedy nagi, w moim łóżku i pozwalał mi się pieścić...
Mija kilka godzin
wypełnionych milczeniem. Udaje mi się
prześwietlić życie Rogera. Syn hrabiego ma trzydzieści osiem lat.
Studiował zarządzanie na królewskim uniwersytecie. Odbył dwa
staże zagraniczne, lecz nie zapoczątkowało to jego błyskotliwej
kariery. Wrócił więc do domu. Dwa lata temu żona od niego
odeszła. Ich rozwód był tematem numer jeden plotkarskich brukowców
w całym kraju. Roger twierdził, że powodem rozstania była zdrada
małżonki. Tej wersji nie potwierdził żaden z wynajętych przez
niego prywatnych detektywów. Oskarżał ją głównie po to, aby
przedłużyć sprawę sądową. Mimo to po siedmiu miesiącach walki
i publicznym praniu brudów, rozwód stał się faktem. Krótko po tym
kobieta przeprowadziła się do Europy. Nie mieli dzieci.
Przez jakiś czas prowadził własną firmę. Dosyć szybko zbankrutował, co wcale mnie nie dziwi. Ojciec musiał spłacić jego długi, które nie były małe. By wyjść z sytuacji z twarzą i nie stać się pośmiewiskiem, wymusił 20% udziałów w rodzinnej firmie. Odkąd jest w zarządzie, rodzinny biznes zaczął podupadać. Anna twierdziła, że chce wysłać ojca na emeryturę. W tym wypadku prognozy Eryka dotyczące rychłego upadku szybko znajdą odzwierciedlenie w rzeczywistości.
Przez jakiś czas prowadził własną firmę. Dosyć szybko zbankrutował, co wcale mnie nie dziwi. Ojciec musiał spłacić jego długi, które nie były małe. By wyjść z sytuacji z twarzą i nie stać się pośmiewiskiem, wymusił 20% udziałów w rodzinnej firmie. Odkąd jest w zarządzie, rodzinny biznes zaczął podupadać. Anna twierdziła, że chce wysłać ojca na emeryturę. W tym wypadku prognozy Eryka dotyczące rychłego upadku szybko znajdą odzwierciedlenie w rzeczywistości.
Czy ma motyw, by
skrzywdzić księcia? Dzieciak chce im pomóc i to nie pierwszy raz.
Jego rozwiązania nie niosą większego ryzyka, może poza urażoną
dumą Rogera. Czy to jest powód, by mścić się na małym geniuszu?
Czy Roger jest w stanie zabić?
Gdy ogłaszał bankructwo,
Eryk przebywał za granicą. Pomaga dziadkowi na pełen etat dopiero
od czasu powrotu do kraju. Przedtem zajmował się tylko rodzinną wytwórnią ołówków. Nie miał nic wspólnego z nietrafionymi decyzjami,
czy wielomilionowym długiem.
Eryk nie popiera pomysłu,
by przekazać dziedzicowi pakiet kontrolny. Nikt przy zdrowych
zmysłach by tego nie zrobił. Poza hrabią. Tego samego zdania jest
także stary książę, Anna i jej mąż, Konrad. Mimo to decyzja
zależy od hrabiego, a nie srebrnookiego. Dziwi mnie jego postępowanie. Musi
mieć świadomość, że wybory syna przyczyniają się do powolnej
katastrofy, a jednak uparcie brnie dalej.
Anna była przekonana o
winie brata. Jego agresywne zachowanie przy kolacji nie świadczy na
jego korzyść. Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć. Kobieta
wspominała, że niedługo ich odwiedzimy. Postaram się baczniej
obserwować całą rodzinę. Chciałbym także porozmawiać na ten
temat ze starym księciem i Erykiem. Dziadziuś musi przestać
rozpowiadać o wszystkim na prawo i lewo. Jeśli Roger jest „złym
gościem” w tej historii, to lepiej by było mówić mu jak
najmniej. Póki co trafia na moją czarną listę.
Nadchodzi wieczór, który
dla odmiany spędzam w towarzystwie starego księcia, a Eryk sam w
bibliotece. Na szczęście zjadł kolację. To był dzisiaj jego
jedyny posiłek. Nigdy nie widziałem, aby ktoś zareagował w taki
sposób na zwykły koszmar... Co takiego mu się śni? Może nieudana
zemsta, którą planuje na Alanie? Chłopak znacznie łatwiej zdobywa
wrogów, niż przyjaciół.
Wspólne picie zbyt dużej
ilości alkoholu powoli staje się naszym zwyczajem. Nie przepadam za
tym, ale zauważyłem, że po kilku głębszych stary książę staje się
bardziej rozmowny. Opowiada mi o swoim przyjacielu i
jego kłopotach z krnąbrnym synem, potwierdzając tym samym
wszystkie zdobyte przeze mnie informacje.
Przed pójściem spać
zaglądam do biblioteki. W środku panuje ciemność. Eryk musiał skończyć pracę i poszedł się położyć. Też
jestem zmęczony, mimo to liczyłem na choćby krótką rozmowę z humorzastym księciem.
Wracam na górę. Drzwi w
jego pokoju są zamknięte od środka, zupełnie jakby przewidział
moje zamiary. Nie szkodzi. Biorę prysznic i kładę się na łóżku.
Czekam. Gdy mam stuprocentową pewność, że zapada idealna cisza, wracam uzbrojony w mój niezawodny sprzęt, którym bez
problemu otwieram zamek.
Nie zgasił światła. Być może boi się ciemności. Podchodzę bliżej łóżka.
Śpi jak aniołek. Musiało być mu zimno, bo oprócz piżamy ma na
sobie sweter z długimi rękawami. Chyba jest mu nieco za duży, bo
wystają z nich tylko opuszki palców. Wygląda tak spokojnie.
Zupełnie inaczej niż dzisiaj rano. Nie powinienem tego robić,
ale... Nie nacieszyłem się jeszcze jego widokiem. Poza tym nie chcę, aby śniły mu się koszmary, z których
nie umie się wybudzić. Przynajmniej tak tłumaczę sobie własne postępowanie. Odsuwam kołdrę i kładę się obok chłopaka. Nawet
nie drgnął.
Wyciągam rękę w jego stronę i przesuwam jasne kosmyki włosów do tyłu, by odsłonić policzek. Wciąż jest nieco chłodny. Co prawda spaliśmy już ze sobą, ale przez całą noc musiałem go mocno trzymać, aby nie uciekł. A ja pragnę czegoś innego. Chcę, aby mi zaufał, pozwolił się objąć. Pozwolił ogrzać swoim ciepłem... Sprawić, że poczuje się bezpiecznie.
Leżę tak jakiś czas, a potem wracam do swojego pokoju. Rano wpadłby w szał, gdyby mnie tu zobaczył. Musiałbym go uciszyć, a to niepotrzebnie by go rozdrażniło. Same z nim kłopoty...
Wyciągam rękę w jego stronę i przesuwam jasne kosmyki włosów do tyłu, by odsłonić policzek. Wciąż jest nieco chłodny. Co prawda spaliśmy już ze sobą, ale przez całą noc musiałem go mocno trzymać, aby nie uciekł. A ja pragnę czegoś innego. Chcę, aby mi zaufał, pozwolił się objąć. Pozwolił ogrzać swoim ciepłem... Sprawić, że poczuje się bezpiecznie.
Leżę tak jakiś czas, a potem wracam do swojego pokoju. Rano wpadłby w szał, gdyby mnie tu zobaczył. Musiałbym go uciszyć, a to niepotrzebnie by go rozdrażniło. Same z nim kłopoty...
Zasypiam rozważając
różne scenariusze dotyczące mieszanki anonimów, wybuchów i
trudnego charakteru mojego podopiecznego.
- Simon! Wstawaj!
Słyszysz?! Simon! - drobna ręka Eryka szarpie mnie za ramię –
Już po szóstej rano! - Co tu robisz? - niechętnie otwieram oczy.
- Pukałem, ale nie słyszałeś. Znowu piłeś z dziadkiem – ledwo świta, a on już jest niezadowolony.
- Czemu budzisz mnie tak wcześnie? - mamroczę sennie.
- Idziemy biegać! - mały jest już ubrany.
- Jak to się stało, że wstałeś przede mną? - pytam księcia zaspanym głosem.
- Nastawiłem budzik – odpowiada rzeczowo.
- Już wstaję... Albo nie, uszczypnij mnie – wyciągam rękę w jego stronę.
- Oszalałeś?! Sam się uszczypnij! Tylko szybko, za chwilę szósta trzydzieści!
- Dlaczego tak nagle zależy ci na bieganiu? Przecież tego nie lubisz - pytam wciąż mocno zdziwiony jego zachowaniem.
- Dziadek powiedział, że to mój obowiązek. Jeśli nie będę wypełniał obowiązków, zabierze mi książki.
- Co?! Kiedy ci to powiedział?
- Wczoraj.
- Nie może tego zrobić! - oburzam się. Przecież te zakurzone tomy to jego jedyna przyjemność...
- Dziadek może wszystko. To jego dom. Simon, wstajesz czy nie? Jak nie chcesz, to sam pójdę - jego determinacja łapie mnie za serce.
- I co zrobi z tyloma książkami? Zamknie je w pokoju za karę?
- Nie. Spali – posmutniał, zdradzając mi jego plany.
- Już idę. Daj mi pięć minut - zrywam się z pościeli.
- Będę czekał przed domem.
Żal mi dzieciaka. Ledwo
się za mną wlecze. Wybrałem najkrótszą trasę, ale na niewiele
się to zdaje. Jest wyczerpany. Aż tak
bardzo zależy mu na książkach, czy też chce udowodnić staremu księciu, że nie podda się bez walki?
- Może trochę
odpoczniemy? - proponuję, gdy z trudem łapie oddech. Żaden z niego
sportowiec. Nie wiem po co tak go męczy.
- Żebyś naskarżył
na mnie dziadkowi przy śniadaniu? Nie, dziękuję. Poradzę sobie... - dyszy.
- Właśnie widzę jak
świetnie sobie radzisz. Zaraz zemdlejesz i skończy się tym, że
będę musiał zanieść cię do domu. Usiądź na chwilę.
- Nie chcę.
- Siadaj! - krzyczę.
Patrzy na mnie wściekły, ale wykonuje polecenie. - Nic mu nie powiem, więc możesz chwilę odpocząć, jasne?
Chłopak obejmuje nogi
ramionami i opiera głowę na kolanach. Oddech powoli mu się
uspokaja.
- Lepiej?
- Tak – odpowiada
niechętnie.
- Nie wierzę, że
dziadek spaliłby twoje książki - wracam do naszej poprzedniej rozmowy, bo nie daje mi to spokoju.
Eryk zaczyna się
złośliwie śmiać.
- Simon, czasami jesteś
taki naiwny. Jakim cudem byłeś szpiegiem?
- Sam często zadaję
sobie to pytanie.
- To dlaczego wstąpiłeś
do szkoły wojskowej?
- Nie wierzę! Książę
chce poznać jakieś fakty z mojego życia?
- Nie chcesz, to nie
mów - natychmiast się wycofuje.
- Zróbmy tak. Ja
odpowiem na twoje pytanie, jeśli ty powiesz mi dlaczego mieszkasz z
dziadkiem, dobrze?
- Dobrze, ale ty
pierwszy – łatwo poszło.
- Zostałem szpiegiem,
bo lubię ryzyko. Moi rodzice mieszkają obecnie w Londynie, tak
samo jak starszy brat. Wiodą nudne życie. Praca, dwa tygodnie
urlopu, spotkania ze znajomymi. Brat się ożenił, ma dwójkę
dzieci. Wydawało mi się, że jeśli czegoś nie zrobię, nie
zaryzykuję, skończę tak jak oni, grillując w ogródku. Wojsko
pozwoliło mi rozwinąć skrzydła. Niestety, ta przygoda szybko się
skończyła. To zajęcie też nie jest złe - uśmiecham się, bo cieszy mnie przebywanie w jego towarzystwie.
- Nie masz innych
marzeń? Rzeczy, które chciałbyś robić?
- Oczywiście, że mam,
ale to już drugie pytanie – śmieję się. - Jesteś pewny, że
chcesz poznać odpowiedź? Jeśli ci powiem, będziesz musiał zdradzić mi kolejny z twoich sekretów.
-Na przykład?
- Opowiesz mi o
Klaudii. Tym razem całą prawdę, zwłaszcza jeśli zawierała jakieś
pikantne szczegóły, jasne? - puszczam do niego oko.
- Jak seks na biurku? -
pyta mnie konspiracyjnym szeptem.
- Zgadzasz się?
- Tylko pod warunkiem,
że powiesz prawdę – Eryk to twardy
negocjator.
- Ok. Tylko się ze
mnie nie śmiej – ostrzegam księcia – chciałbym malować
obrazy. Najlepiej zachody słońca.
Eryk przez kilka sekund
wygląda na zdziwionego, po czym odwraca głowę i parska śmiechem.
- Obiecałeś! - bronię
się.
- Daj spokój. I ja mam
w to uwierzyć? Wymyśliłeś to na poczekaniu.
- Wcale nie! Sam
zobacz – wyciągam telefon i odszukuję folder ze
zdjęciami wśród aplikacji. - To moje obrazy.
Siadam bliżej chłopaka
i pokazuję mu moje skarby. Spogląda na ekran z
niedowierzaniem.
- Ty je namalowałeś?
- pyta, oglądając zdjęcia. Nie śpieszy się. Dziwnie się czuję.
Nigdy nikomu ich nie pokazywałem.
- Tak. Jeśli
koniecznie musisz wiedzieć, to zamierzam kupić dom, o tutaj –
odbieram mu telefon z ręki i pokazuję zdjęcia, które zrobiłem
podczas ostatnich wakacji – i codziennie malować zachody słońca.
Uśmiecham się widząc
minę księcia, gdy zafascynowany chłonie widok białego piasku i
krystalicznej, turkusowej wody.
- Podoba ci się? -
pytam z nadzieją w głosie.
- Tak, bardzo ładne
miejsce.
- Chciałbyś tam ze
mną pojechać?
- Pojechać? -
zdziwienie maluje się na jego idealnej twarzy.
- A czemu nie? Ja malowałbym
obrazy, a ty mógłbyś... Co lubisz robić najbardziej?
- Czytać.
- Kłamiesz.
- Nie kłamię! - broni
się. Widzę to w jego oczach. Książki nie są dla niego
tak ważne jak dla mnie malowanie.
- Chodziło mi raczej o
rzecz, która sprawiałby ci największą przyjemność, przy której
czas przestawałby istnieć. Wiesz o czym mówię?
Eryk odwraca głowę w
moją stronę. Jego oczy wyrażają niespotykany smutek.
- Nie ma takiej rzeczy
– powtarza cicho. - Wracajmy już. Nie mogę się spóźnić.
- Może zamiast biegać
przejdziemy się do domu? - proponuję, widząc jaki jest
zmęczony.
- Ty decydujesz.
- Nie odpowiedziałeś
na moje pytania – przypominam, gdy idziemy leśną ścieżką w
stronę posiadłości.
- Mieszkam z dziadkiem,
bo nie byłem pełnoletni, gdy rodzice mnie wyrzucili, ale jestem
pewny, że o tym wiesz. Wszyscy o tym wiedzą. Zawarliśmy umowę. Ja będę pracował,
a on zapewni mi opiekę tak długo, jak będę gościem w jego domu.
- To także twój dom –
przerywam mu.
- Simon... To nie jest
i nigdy nie będzie mój dom, więc nawet tak nie żartuj. Mógł
mnie oddać do sierocińca. Nie zrobił tego. Powinienem być
mu wdzięczny.
- Dziadek wywiązuje
się ze swojej części umowy? - chciałbym sformułować to pytanie
inaczej, ale boję się jego odpowiedzi. Z resztą codziennie widzę
jak go traktuje. Chyba nie ma sensu jeszcze bardziej go dołować.
- Tak. Przecież
zatrudnił ciebie - „najlepszego specjalistę w swojej dziedzinie”.
List polecający twojego bezpośredniego przełożonego z wojska,
strona druga, akapit pierwszy – recytuje z pamięci.
- Masz fotograficzną
pamięć? - jestem lekko zszokowany.
- Nie odpowiem na to
pytanie.
- Dlaczego?
- Bo drugie pytanie
dotyczyło Klaudii. Chcesz zamienić pytania? - uważnie mi się przygląda.
- Nie. Opowiedz mi o
Klaudii – proszę.
- Zaczęła ze mną
pracować, bo dziadek ją wybrał. Nie miałem nic do powiedzenia w
tej sprawie. Nie przepadałem za nią, nie ukrywam. Bardzo mi się
narzucała. Pewnego dnia zaproponowała mi seks. Odmówiłem.
Wybuchła płaczem i poszła na skargę, twierdząc, że
to ja chciałem ją uwieść.
- Klaudia zaproponowała
ci seks? Nie wierzę!
- Nie musisz mi
wierzyć. Nie zmienia to faktu, że taka jest prawda.
Klaudia to piękna
kobieta. Elegancka i dojrzała, jak na swój młody wiek. Wierzyć
mi się nie chce, że była zainteresowana chłopcem. Eryk z wyglądu
przypomina raczej młodszego brata, a nie kochanka...
- Nie obraź się
książę, ale nie wydaje mi się, że byłeś w jej typie.
- Simon... Ty naprawdę
nic nie rozumiesz? - zatrzymuje się na środku drogi – Jestem
księciem. To niesie za sobą różnego rodzaju przywileje. Tytuł,
pieniądze... Gdyby się ze mną związała, zostałaby księżną.
To działało na jej wyobraźnię znacznie bardziej, niż bycie żoną
bankiera, co czeka ją już niedługo. Jestem pewny, że spróbowałaby
uwieść nawet dziadka, byleby tylko zrealizować swoje cele.
Niestety, on nie zwraca uwagi na kobiety. Ma inne potrzeby.
- Skoro o tym
wiedziałeś, mogłeś wykorzystać Klaudię.
- Za kogo ty mnie
masz?! - oburza się. - Jak mógłbym zrobić coś takiego
kobiecie?! Nie jestem tobą! – odcina się ostro.
- A Jane?
- A co ona ma z tym
wspólnego? - mimowolnie broni swojej ulubienicy.
- Podoba ci się
bardziej niż Klaudia, prawda?
- Tak. Jane jest
urocza - delikatny uśmiech sięga kącików jego ust.
- A ja? - to pytanie
wymyka mi się pod wpływem emocji i ukłucia zazdrości.
- Ty? - unosi brwi
ze zdziwienia – Przepraszam, ale nie rozumiem.
Wcale się nie dziwię, że
nie rozumie. Sam siebie nie rozumiem. Głupio palnąłem, a teraz nie
dam rady tego odkręcić.
- Podobam ci się,
Eryku?
Książę przygląda mi
się przez chwilę w milczeniu, jakby musiał zastanowić się nad sensem wypowiedzianych przeze mnie słów.
- Nie!
Wybucham śmiechem, bo
szczerze rozbawiła mnie jego reakcja.
- Ani trochę? - upewniam się.
- Ani trochę – jest śmiertelnie poważny.
- Za to ty mi się podobasz. Bardzo...
- Simon! - uwielbiam,
gdy jest wzburzony. Jego oczy skrzą się wtedy milionami srebrnych
drobinek.
- Nic na to nie
poradzę. Jesteś piękny. Mam ochotę mocno cię przytulić i
całować bez opamiętania – ton mojego głosu brzmi lekko, lecz tak naprawdę badam jego reakcję. Szok i niedowierzanie w srebrzystych oczach, różany kolor policzków... Kuszący
widok...
- Zbyt długo
przebywałeś na słońcu i chyba masz udar - jego słowa stanowią surową ocenę sytuacji.
- To oznacza, że nic z
tego? - jest mi smutno.
- Przykro mi.
- Wcale nie jest ci
przykro, a ja nie zamierzam rezygnować – zbliżamy się powoli do
wejścia.
- Powinieneś –
odpowiada enigmatycznie, wchodząc do domu.
Jestem prawie pewny,
zwłaszcza po ostatnim pocałunku, że Eryk mija się z prawdą. Być
może sam nie zdaje sobie z tego sprawy. Musi coś do mnie czuć.
Nie mogę być mu obojętny... Nie zatraciłby się aż tak bardzo całując pierwszego lepszego mężczyznę.