środa, 4 maja 2016

Rozdział XIII

„Humory księcia



Simon

Wbiegam do biblioteki za Erykiem, ale jestem ignorowany. Chłopak zajmuje się pracą, a na mnie nawet nie spojrzy. Przed chwilą całowaliśmy się w samochodzie. Właśnie, całowaliśmy się... Przedtem to ja go całowałem, ale tym razem było inaczej. Odwzajemnił pocałunek. Najdelikatniejszy i najbardziej podniecający pocałunek w moim życiu... Dokładnie taki, o jaki od zawsze go podejrzewałem. I to ciche westchnienie... Zelektryzowało mnie. Poczułem je pod skórą... Półprzymknięte powieki, lekko rozchylone usta... Rozkoszny i słodko roznamiętniony...
Chciałem odpiąć go z pasów bezpieczeństwa, by był bliżej. Rozebrać, dotykać... Sprawić, by wydał z siebie więcej kuszących dźwięków. Choć bardzo się starałem, znowu zrobiłem coś, co go wystraszyło. W jednej chwili poddał mi się, a w drugiej zostałem odepchnięty. Teraz też mnie unika. Dam mu czas, jeśli tak woli, ale niech nie myśli, że odpuszczę. Musimy porozmawiać. Im szybciej, tym lepiej.
W szpitalu, gdy siedział z dzieciakami przy niewielkim stoliku, a one uwiesiły się na nim niczym winogrona, zdałem sobie sprawę, że nie robi tego na pokaz. Wyszukał i zamówił odpowiednie gry i zabawki. Z zainteresowaniem słuchał wszystkich historii, poznawał rodziców, zwiedzał pokoje. Nie jest więc do końca taki zły i pozbawiony uczuć, jak wszyscy sądzą. 
Kiedy podeszła do niego mała dziewczynka, która przez większość wizyty trzymała się z boku i podała mu kartkę z własnoręcznie nabazgranym kotem, spojrzał na nią i uśmiechnął się. Nie złośliwie, czy ironicznie. Naprawdę się do niej uśmiechnął. Jego oczy przez kilka sekund wyrażały czystą radość. Rozbłysły srebrnym światłem. Nie umiem ich zapomnieć. Zawsze uważałem, że jest piękny, lecz w tamtej chwili... Bardzo bym chciał, aby kiedyś uśmiechnął się do mnie w taki sam sposób. Nie raz, ale wiele razy. A najlepiej, gdyby był wtedy nagi, w moim łóżku i pozwalał mi się pieścić...
Mija kilka godzin wypełnionych milczeniem. Udaje mi się prześwietlić życie Rogera. Syn hrabiego ma trzydzieści osiem lat. Studiował zarządzanie na królewskim uniwersytecie. Odbył dwa staże zagraniczne, lecz nie zapoczątkowało to jego błyskotliwej kariery. Wrócił więc do domu. Dwa lata temu żona od niego odeszła. Ich rozwód był tematem numer jeden plotkarskich brukowców w całym kraju. Roger twierdził, że powodem rozstania była zdrada małżonki. Tej wersji nie potwierdził żaden z wynajętych przez niego prywatnych detektywów. Oskarżał ją głównie po to, aby przedłużyć sprawę sądową. Mimo to po siedmiu miesiącach walki i publicznym praniu brudów, rozwód stał się faktem. Krótko po tym kobieta przeprowadziła się do Europy. Nie mieli dzieci. 
Przez jakiś czas prowadził własną firmę. Dosyć szybko zbankrutował, co wcale mnie nie dziwi. Ojciec musiał spłacić jego długi, które nie były małe. By wyjść z sytuacji z twarzą i nie stać się pośmiewiskiem, wymusił 20% udziałów w rodzinnej firmie. Odkąd jest w zarządzie, rodzinny biznes zaczął podupadać. Anna twierdziła, że chce wysłać ojca na emeryturę. W tym wypadku prognozy Eryka dotyczące rychłego upadku szybko znajdą odzwierciedlenie w rzeczywistości.
Czy ma motyw, by skrzywdzić księcia? Dzieciak chce im pomóc i to nie pierwszy raz. Jego rozwiązania nie niosą większego ryzyka, może poza urażoną dumą Rogera. Czy to jest powód, by mścić się na małym geniuszu? Czy Roger jest w stanie zabić?
Gdy ogłaszał bankructwo, Eryk przebywał za granicą. Pomaga dziadkowi na pełen etat dopiero od czasu powrotu do kraju. Przedtem zajmował się tylko rodzinną wytwórnią ołówków. Nie miał nic wspólnego z nietrafionymi decyzjami, czy wielomilionowym długiem.
Eryk nie popiera pomysłu, by przekazać dziedzicowi pakiet kontrolny. Nikt przy zdrowych zmysłach by tego nie zrobił. Poza hrabią. Tego samego zdania jest także stary książę, Anna i jej mąż, Konrad. Mimo to decyzja zależy od hrabiego, a nie srebrnookiego. Dziwi mnie jego postępowanie. Musi mieć świadomość, że wybory syna przyczyniają się do powolnej katastrofy, a jednak uparcie brnie dalej.
Anna była przekonana o winie brata. Jego agresywne zachowanie przy kolacji nie świadczy na jego korzyść. Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć. Kobieta wspominała, że niedługo ich odwiedzimy. Postaram się baczniej obserwować całą rodzinę. Chciałbym także porozmawiać na ten temat ze starym księciem i Erykiem. Dziadziuś musi przestać rozpowiadać o wszystkim na prawo i lewo. Jeśli Roger jest „złym gościem” w tej historii, to lepiej by było mówić mu jak najmniej. Póki co trafia na moją czarną listę.
Nadchodzi wieczór, który dla odmiany spędzam w towarzystwie starego księcia, a Eryk sam w bibliotece. Na szczęście zjadł kolację. To był dzisiaj jego jedyny posiłek. Nigdy nie widziałem, aby ktoś zareagował w taki sposób na zwykły koszmar... Co takiego mu się śni? Może nieudana zemsta, którą planuje na Alanie? Chłopak znacznie łatwiej zdobywa wrogów, niż przyjaciół.
Wspólne picie zbyt dużej ilości alkoholu powoli staje się naszym zwyczajem. Nie przepadam za tym, ale zauważyłem, że po kilku głębszych stary książę staje się bardziej rozmowny. Opowiada mi o swoim przyjacielu i jego kłopotach z krnąbrnym synem, potwierdzając tym samym wszystkie zdobyte przeze mnie informacje.
Przed pójściem spać zaglądam do biblioteki. W środku panuje ciemność. Eryk musiał skończyć pracę i poszedł się położyć. Też jestem zmęczony, mimo to liczyłem na choćby krótką rozmowę z humorzastym księciem.
Wracam na górę. Drzwi w jego pokoju są zamknięte od środka, zupełnie jakby przewidział moje zamiary. Nie szkodzi. Biorę prysznic i kładę się na łóżku. Czekam. Gdy mam stuprocentową pewność, że zapada idealna cisza, wracam uzbrojony w mój niezawodny sprzęt, którym bez problemu otwieram zamek.
Nie zgasił światła. Być może boi się ciemności. Podchodzę bliżej łóżka. Śpi jak aniołek. Musiało być mu zimno, bo oprócz piżamy ma na sobie sweter z długimi rękawami. Chyba jest mu nieco za duży, bo wystają z nich tylko opuszki palców. Wygląda tak spokojnie. Zupełnie inaczej niż dzisiaj rano. Nie powinienem tego robić, ale... Nie nacieszyłem się jeszcze jego widokiem. Poza tym nie chcę, aby śniły mu się koszmary, z których nie umie się wybudzić. Przynajmniej tak tłumaczę sobie własne postępowanie. Odsuwam kołdrę i kładę się obok chłopaka. Nawet nie drgnął. 
Wyciągam rękę w jego stronę i przesuwam jasne kosmyki włosów do tyłu, by odsłonić policzek. Wciąż jest nieco chłodny. Co prawda spaliśmy już ze sobą, ale przez całą noc musiałem go mocno trzymać, aby nie uciekł. A ja pragnę czegoś innego. Chcę, aby mi zaufał, pozwolił się objąć. Pozwolił ogrzać swoim ciepłem... Sprawić, że poczuje się bezpiecznie. 
Leżę tak jakiś czas, a potem wracam do swojego pokoju. Rano wpadłby w szał, gdyby mnie tu zobaczył. Musiałbym go uciszyć, a to niepotrzebnie by go rozdrażniło. Same z nim kłopoty...
Zasypiam rozważając różne scenariusze dotyczące mieszanki anonimów, wybuchów i trudnego charakteru mojego podopiecznego.
- Simon! Wstawaj! Słyszysz?! Simon! - drobna ręka Eryka szarpie mnie za ramię – Już po szóstej rano! 
- Co tu robisz? - niechętnie otwieram oczy. 
- Pukałem, ale nie słyszałeś. Znowu piłeś z dziadkiem – ledwo świta, a on już jest niezadowolony. 
- Czemu budzisz mnie tak wcześnie? - mamroczę sennie.
- Idziemy biegać! - mały jest już ubrany. 
- Jak to się stało, że wstałeś przede mną? - pytam księcia zaspanym głosem. 
- Nastawiłem budzik – odpowiada rzeczowo. 
- Już wstaję... Albo nie, uszczypnij mnie – wyciągam rękę w jego stronę. 
- Oszalałeś?! Sam się uszczypnij! Tylko szybko, za chwilę szósta trzydzieści!
- Dlaczego tak nagle zależy ci na bieganiu? Przecież tego nie lubisz - pytam wciąż mocno zdziwiony jego zachowaniem.
- Dziadek powiedział, że to mój obowiązek. Jeśli nie będę wypełniał obowiązków, zabierze mi książki.
 
- Co?! Kiedy ci to powiedział? 
- Wczoraj. 
- Nie może tego zrobić! - oburzam się. Przecież te zakurzone tomy to jego jedyna przyjemność... 
- Dziadek może wszystko. To jego dom. Simon, wstajesz czy nie? Jak nie chcesz, to sam pójdę - jego determinacja łapie mnie za serce.
- I co zrobi z tyloma książkami? Zamknie je w pokoju za karę?
 
- Nie. Spali – posmutniał, zdradzając mi jego plany.
- Już idę. Daj mi pięć minut - zrywam się z pościeli.
- Będę czekał przed domem. 
Żal mi dzieciaka. Ledwo się za mną wlecze. Wybrałem najkrótszą trasę, ale na niewiele się to zdaje. Jest wyczerpany. Aż tak bardzo zależy mu na książkach, czy też chce udowodnić staremu księciu, że nie podda się bez walki?
- Może trochę odpoczniemy? - proponuję, gdy z trudem łapie oddech. Żaden z niego sportowiec. Nie wiem po co tak go męczy. 
- Żebyś naskarżył na mnie dziadkowi przy śniadaniu? Nie, dziękuję. Poradzę sobie... - dyszy.
- Właśnie widzę jak świetnie sobie radzisz. Zaraz zemdlejesz i skończy się tym, że będę musiał zanieść cię do domu. Usiądź na chwilę. 
- Nie chcę. 
- Siadaj! - krzyczę. Patrzy na mnie wściekły, ale wykonuje polecenie. - Nic mu nie powiem, więc możesz chwilę odpocząć, jasne? 
Chłopak obejmuje nogi ramionami i opiera głowę na kolanach. Oddech powoli mu się uspokaja.
- Lepiej? 
- Tak – odpowiada niechętnie. 
- Nie wierzę, że dziadek spaliłby twoje książki - wracam do naszej poprzedniej rozmowy, bo nie daje mi to spokoju. 
Eryk zaczyna się złośliwie śmiać.
- Simon, czasami jesteś taki naiwny. Jakim cudem byłeś szpiegiem? 
- Sam często zadaję sobie to pytanie. 
- To dlaczego wstąpiłeś do szkoły wojskowej? 
- Nie wierzę! Książę chce poznać jakieś fakty z mojego życia?
- Nie chcesz, to nie mów -  natychmiast się wycofuje.
- Zróbmy tak. Ja odpowiem na twoje pytanie, jeśli ty powiesz mi dlaczego mieszkasz z dziadkiem, dobrze? 
- Dobrze, ale ty pierwszy – łatwo poszło. 
- Zostałem szpiegiem, bo lubię ryzyko. Moi rodzice mieszkają obecnie w Londynie, tak samo jak starszy brat. Wiodą nudne życie. Praca, dwa tygodnie urlopu, spotkania ze znajomymi. Brat się ożenił, ma dwójkę dzieci. Wydawało mi się, że jeśli czegoś nie zrobię, nie zaryzykuję, skończę tak jak oni, grillując w ogródku. Wojsko pozwoliło mi rozwinąć skrzydła. Niestety, ta przygoda szybko się skończyła. To zajęcie też nie jest złe - uśmiecham się, bo cieszy mnie przebywanie w jego towarzystwie. 
- Nie masz innych marzeń? Rzeczy, które chciałbyś robić? 
- Oczywiście, że mam, ale to już drugie pytanie – śmieję się. - Jesteś pewny, że chcesz poznać odpowiedź? Jeśli ci powiem, będziesz musiał zdradzić mi kolejny z twoich sekretów.
-Na przykład?
- Opowiesz mi o Klaudii. Tym razem całą prawdę, zwłaszcza jeśli zawierała jakieś pikantne szczegóły, jasne? - puszczam do niego oko.
- Jak seks na biurku? - pyta mnie konspiracyjnym szeptem. 
- Zgadzasz się? 
- Tylko pod warunkiem, że powiesz prawdę – Eryk to twardy negocjator. 
- Ok. Tylko się ze mnie nie śmiej – ostrzegam księcia – chciałbym malować obrazy. Najlepiej zachody słońca. 
Eryk przez kilka sekund wygląda na zdziwionego, po czym odwraca głowę i parska śmiechem.
- Obiecałeś! - bronię się. 
- Daj spokój. I ja mam w to uwierzyć? Wymyśliłeś to na poczekaniu. 
- Wcale nie! Sam zobacz – wyciągam telefon i odszukuję folder ze zdjęciami wśród aplikacji. - To moje obrazy. 
Siadam bliżej chłopaka i pokazuję mu moje skarby. Spogląda na ekran z niedowierzaniem.
- Ty je namalowałeś? - pyta, oglądając zdjęcia. Nie śpieszy się. Dziwnie się czuję. Nigdy nikomu ich nie pokazywałem. 
- Tak. Jeśli koniecznie musisz wiedzieć, to zamierzam kupić dom, o tutaj – odbieram mu telefon z ręki i pokazuję zdjęcia, które zrobiłem podczas ostatnich wakacji – i codziennie malować zachody słońca. 
Uśmiecham się widząc minę księcia, gdy zafascynowany chłonie widok białego piasku i krystalicznej, turkusowej wody.
- Podoba ci się? - pytam z nadzieją w głosie. 
- Tak, bardzo ładne miejsce. 
- Chciałbyś tam ze mną pojechać? 
- Pojechać? - zdziwienie maluje się na jego idealnej twarzy. 
- A czemu nie? Ja malowałbym obrazy, a ty mógłbyś... Co lubisz robić najbardziej?
- Czytać.
- Kłamiesz. 
- Nie kłamię! - broni się. Widzę to w jego oczach. Książki nie są dla niego tak ważne jak dla mnie malowanie. 
- Chodziło mi raczej o rzecz, która sprawiałby ci największą przyjemność, przy której czas przestawałby istnieć. Wiesz o czym mówię? 
Eryk odwraca głowę w moją stronę. Jego oczy wyrażają niespotykany smutek.
- Nie ma takiej rzeczy – powtarza cicho. - Wracajmy już. Nie mogę się spóźnić. 
- Może zamiast biegać przejdziemy się do domu? - proponuję, widząc jaki jest zmęczony. 
- Ty decydujesz.
- Nie odpowiedziałeś na moje pytania – przypominam, gdy idziemy leśną ścieżką w stronę posiadłości. 
- Mieszkam z dziadkiem, bo nie byłem pełnoletni, gdy rodzice mnie wyrzucili, ale jestem pewny, że o tym wiesz. Wszyscy o tym wiedzą. Zawarliśmy umowę. Ja będę pracował, a on zapewni mi opiekę tak długo, jak będę gościem w jego domu. 
- To także twój dom – przerywam mu. 
- Simon... To nie jest i nigdy nie będzie mój dom, więc nawet tak nie żartuj. Mógł mnie oddać do sierocińca. Nie zrobił tego. Powinienem być mu wdzięczny. 
- Dziadek wywiązuje się ze swojej części umowy? - chciałbym sformułować to pytanie inaczej, ale boję się jego odpowiedzi. Z resztą codziennie widzę jak go traktuje. Chyba nie ma sensu jeszcze bardziej go dołować. 
- Tak. Przecież zatrudnił ciebie - „najlepszego specjalistę w swojej dziedzinie”. List polecający twojego bezpośredniego przełożonego z wojska, strona druga, akapit pierwszy – recytuje z pamięci. 
- Masz fotograficzną pamięć? - jestem lekko zszokowany. 
- Nie odpowiem na to pytanie. 
- Dlaczego? 
- Bo drugie pytanie dotyczyło Klaudii. Chcesz zamienić pytania? - uważnie mi się przygląda.
- Nie. Opowiedz mi o Klaudii – proszę. 
- Zaczęła ze mną pracować, bo dziadek ją wybrał. Nie miałem nic do powiedzenia w tej sprawie. Nie przepadałem za nią, nie ukrywam. Bardzo mi się narzucała. Pewnego dnia zaproponowała mi seks. Odmówiłem. Wybuchła płaczem i poszła na skargę, twierdząc, że to ja chciałem ją uwieść. 
- Klaudia zaproponowała ci seks? Nie wierzę! 
- Nie musisz mi wierzyć. Nie zmienia to faktu, że taka jest prawda. 
Klaudia to piękna kobieta. Elegancka i dojrzała, jak na swój młody wiek. Wierzyć mi się nie chce, że była zainteresowana chłopcem. Eryk z wyglądu przypomina raczej młodszego brata, a nie kochanka...
- Nie obraź się książę, ale nie wydaje mi się, że byłeś w jej typie. 
- Simon... Ty naprawdę nic nie rozumiesz? - zatrzymuje się na środku drogi – Jestem księciem. To niesie za sobą różnego rodzaju przywileje. Tytuł, pieniądze... Gdyby się ze mną związała, zostałaby księżną. To działało na jej wyobraźnię znacznie bardziej, niż bycie żoną bankiera, co czeka ją już niedługo. Jestem pewny, że spróbowałaby uwieść nawet dziadka, byleby tylko zrealizować swoje cele. Niestety, on  nie zwraca uwagi na kobiety. Ma inne potrzeby. 
- Skoro o tym wiedziałeś, mogłeś wykorzystać Klaudię. 
- Za kogo ty mnie masz?! - oburza się. - Jak mógłbym zrobić coś takiego kobiecie?! Nie jestem tobą! – odcina się ostro. 
- A Jane? 
- A co ona ma z tym wspólnego? - mimowolnie broni swojej ulubienicy.
- Podoba ci się bardziej niż Klaudia, prawda? 
- Tak. Jane jest urocza - delikatny uśmiech sięga kącików jego ust.
- A ja? - to pytanie wymyka mi się pod wpływem emocji i ukłucia zazdrości. 
- Ty? - unosi brwi ze zdziwienia – Przepraszam, ale nie rozumiem. 
Wcale się nie dziwię, że nie rozumie. Sam siebie nie rozumiem. Głupio palnąłem, a teraz nie dam rady tego odkręcić.
- Podobam ci się, Eryku? 
Książę przygląda mi się przez chwilę w milczeniu, jakby musiał zastanowić się nad sensem wypowiedzianych przeze mnie słów.
- Nie! 
Wybucham śmiechem, bo szczerze rozbawiła mnie jego reakcja.
- Ani trochę? - upewniam się.
- Ani trochę – jest śmiertelnie poważny. 
- Za to ty mi się podobasz. Bardzo...
- Simon! - uwielbiam, gdy jest wzburzony. Jego oczy skrzą się wtedy milionami srebrnych drobinek. 
- Nic na to nie poradzę. Jesteś piękny. Mam ochotę mocno cię przytulić i całować bez opamiętania – ton mojego głosu brzmi lekko, lecz tak naprawdę badam jego reakcję. Szok i niedowierzanie w srebrzystych oczach, różany kolor policzków... Kuszący widok...
- Zbyt długo przebywałeś na słońcu i chyba masz udar - jego słowa stanowią surową ocenę sytuacji.
- To oznacza, że nic z tego? - jest mi smutno. 
- Przykro mi. 
- Wcale nie jest ci przykro, a ja nie zamierzam rezygnować – zbliżamy się powoli do wejścia. 
- Powinieneś – odpowiada enigmatycznie, wchodząc do domu. 
Jestem prawie pewny, zwłaszcza po ostatnim pocałunku, że Eryk mija się z prawdą. Być może sam nie zdaje sobie z tego sprawy. Musi coś do mnie czuć. Nie mogę być mu obojętny... Nie zatraciłby się aż tak bardzo całując pierwszego lepszego mężczyznę.