Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Grzech". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Grzech". Pokaż wszystkie posty

środa, 1 maja 2019

Prawdziwy Romantyk, część XVIII


Mam za sobą nieprzespaną noc i jeszcze gorszy dzień. Obecność Wilbura staje się nie do zniesienia. Ten natręt tysiące razy pyta o te same szczegóły. Każe mi wszędzie sobie towarzyszyć, a jeśli mam szczęście i udaje mi się wyrwać chociaż na chwilę, obserwują mnie jego szpiedzy. Uśmiecham się pod nosem, ignorując zaczepki oraz nieprzyjemne aluzje. Chwilowo nie interesuje mnie śledztwo, które umknęło w martwym punkcie z braku jakichkolwiek dowodów oraz szerząca się fala pogłosek o moich bliskich relacjach z wampirami. Skupiam się wyłącznie na barierze, która ma zapewnić bezpieczeństwo Nefrytowi.
Nastaje wieczór. Żegnam się z dręczycielem i wracam do sypialni. Z prawdziwą przyjemnością podchodzę do wielkiego łoża, gdzie wśród licznych poduszek, śpi moje największe szczęście. Nagie ciało niebieskookiego okryte jest jedynie białym prześcieradłem. Pozbywam się ciężkiej zbroi i czekam, aż mój anioł otworzy oczy. Powinien był obudzić się kilka godzin temu. Dlaczego tego nie zrobił?
- Tęsknię... – Skarżę się nieśmiertelnemu, przysiadając na brzegu łóżka. Sięgam po pasmo jego długich włosów. Nefryt marszczy brwi, mrucząc coś niezrozumiałego. Rozpinam guziki koszuli, by jak najszybciej nakarmić moją miłość. Niechciana część garderoby szybko ląduje na podłodze. – Skarbie, wiem, że mnie słyszysz… – Muskam blady policzek, żebrząc o uwagę. – Obudź się – ponawiam prośbę.
- Za chwilę…
- To twoja ostateczna odpowiedź? – Zaczynam się śmiać, kładąc obok wampira. W ten sposób mogę objąć go ramieniem, czego od dawna pragnąłem.
- Cassianie… Jeszcze wcześnie… –  Nefryt zmienia ułożenie swojego ciała. Opiera głowę na moim ramieniu, tuląc się. Prawą dłonią sunie leniwie po moim umięśnionym brzuchu. Ten prosty gest wystarczy, by pobudzić stęsknione serce do intensywniejszej pracy. – Mam przestać? – Pyta niewinnie, lecz nie cofa ręki.
- To zależy – wstrzymuję oddech. Trudno mi się skupić na rozmowie, gdy przebiega ona w tak niecodziennych warunkach.
- Od czego?
Długowłosy wydaje się pewny siebie. Początkowo jedynie drażnił moją skórę samymi opuszkami, lecz teraz chce więcej. Smukłe palce dokładnie badają każdy milimetr obnażonej klatki piersiowej. Wampir się nie spieszy. Podchodzi do swojego zadania w sposób merytoryczny. Konsekwentnie doprowadza mnie do szaleństwa. Najpierw przesuwa rękę w górę, a następnie w dół. Gdy zaczyna smyrać mnie po dolnej części brzucha, muszę zareagować i go powstrzymać.
- Dość! – Łapię go za nadgarstek. – Nie odwracaj mojej uwagi. Miałeś mi powiedzieć gdzie byłeś, pamiętasz?
- Znowu chcesz tracić czas na takie bzdury? – Wywraca oczami, starając się uwolnić.
- Szukałem cię! Norman i ja przetrząsnęliśmy zamek kilkadziesiąt razy!
- Musiałem pobyć przez chwilę sam.
- Przez chwilę? Nie było cię kilka dni! – Żalę się, splatając nasze dłonie.
- Czasami potrzebuję odrobiny prywatności. – Nefryt ucieka wzrokiem, wpatrując się w zagniecenia na poduszkach. Zanim związała nas przysięga zdarzało mu się znikać na kilka dni, ale teraz… Nie wyobrażam sobie życia bez niego!
- Wybacz mi to, co powiedziałem. Nie chciałem cię ranić. Dobrze wiesz, że wcale tak nie myślę. - Skruszony, staram się wyjednać akt łaski.
- Nie wracajmy do przeszłości. – Wampir uśmiecha się smutno, wtulając szczelniej w moje ramiona.
- Kocham cię i dam wszystko, czego zapragniesz, tylko nie zostawiaj mnie więcej samego.
- Chcę twojej krwi. Jestem głodny, mój panie. – Nieśmiertelny w przeciągu sekundy zmienia ułożenie swojego ciała. Jest szybki i zwinny. Opiera lewą dłoń o poduszki, a prawą układa na moim policzku. – Mogę? – Upewnia się, że nie zostanie odepchnięty. Chłód, który od niego bije, przyprawia mnie o drżenie.
- Proszę – zachęcam, by przysunął się bliżej i wbił kły w moją szyję.
- Zamknij oczy – prosi zmysłowym szeptem. Z prawdziwą przyjemnością spełniam jego prośbę. Czuję dreszcze, gdy przytula się do mojego ciała. Oplatam go ramieniem w pasie. Nieśmiertelny chichocze, a następnie odchyla moją głowę do tyłu i przesuwa językiem po pulsującej tętnicy szyjnej.
- Zrób to – ponaglam go. – Ugryź mnie.
Ostre jak igły kły przebijają skórę. Mój ukochany wzdycha, po czym zlizuje życiodajne krople. Wplatam palce w jego włosy, poddając się fali przyjemności.
- W taki sposób nie zaspokoisz pragnienia - rugam wampira, który zawsze jest wobec mnie wyjątkowo delikatny.
- Być może – odpowiada, lekko się przy tym uśmiechając.
- Więc przestań się bawić i zacznij pić.
- Zbyt łatwo zapominasz o dzielących nas różnicach, mój panie. Gdybym się nie kontrolował, mógłbym niechcący wyrządzić ci krzywdę.
- Ty? – Dziwię się. – Jesteś najbardziej wrażliwym stworzeniem, jakie znam.
- Jestem również dzieckiem nocy.
- To nie ma żadnego znaczenia! – Chwytam Nefryta za kark, by móc go pocałować. Mój wybranek przymyka powieki, rozkoszując się powolną pieszczotą. Gdy zaczynam ssać jego dolną wargę, odsuwa się ode mnie, dawkując przyjemności. – A teraz pij. Jesteś głodny.
- Żyjemy razem tak długo, a ty nadal nie potrafisz pogodzić się z rzeczywistością, Cassianie.
- Co masz na myśli, ukochany? – Dopytuję.
- Pochodzimy z dwóch różnych światów.
- Kocham cię, a ty kochasz mnie. Nic innego się nie liczy. – Przytulam dłoń do wampirzego policzka.
- Właśnie dlatego, że kocham cię tak mocno, nie mogę ignorować faktu, że jesteś człowiekiem. – Ton jego głosu przepełniony jest rozsądkiem. Najwyraźniej z tego powodu obchodzi się ze mną jak z jajkiem.
- A gdybym był wampirem?
- Jesteś demonem, wasza wysokość.
- Czy gdybym był wampirem, traktowałbyś mnie inaczej? – Drążę temat, bo wydaje mi się, że odpowiedź może okazać się kluczem do rozwiązania naszych problemów.
- Gdybyś był wampirem… – Nefryt zamyśla się na chwilę. Rozsiada się wygodnie na moich biodrach. Rozpuszczone włosy spływają po jego nagich ramionach. Częściowo owinięty jest w pomięte prześcieradło. Wygląda tak słodko, że mam ochotę go zjeść.
- Nie patrz tak na mnie, bo nie ręczę za siebie – ostrzegam długowiecznego.
- Mi też jest trudno pozostać wstrzemięźliwym, ale jakoś nad sobą panuję.
- Wstrzemięźliwym? – Prycham.
- Cassianie, ty nadal niczego nie rozumiesz I nie słuchasz tego, co do ciebie mówię. – Wampir krzyżuje ramiona, po czym rzuca mi zniecierpliwione spojrzenie. – Twoja krew zbyt silnie działa na moje zmysły. Dla ciebie fizyczna bliskość to wyłącznie zabawa. Sposób na zaspokojenie i cielesną satysfakcję, a ja jestem inny. Pożądanie wzmaga chęć krwi. To cecha wspólna wszystkich wampirów.
- Przecież moja krew należy wyłącznie do ciebie. Możesz wziąć tyle, ile zechcesz.
- Cassianie – Nefryt gra na czas, szukając odpowiednich słów. – Cokolwiek sobie o mnie myślisz, jestem drapieżcą. Nie masz pojęcia, ile wysiłku wkładam w to, by się  pohamować. Na twoje szczęście mam już swoje lata, więc prędzej czy później…
- Wolałbym prędzej – komentuję cierpko, sięgając po pasmo różowych włosów. Trzymanie rąk przy sobie w jego obecności nie wchodzi w grę.
- Trzeba było o tym pomyśleć przed złożeniem przysięgi – wypomina mi.
- Powiedz to mojemu sercu. Od samego początku kochało i kocha wyłącznie ciebie.
- Demon i wampir. Dziwna z nas para.
- Nasz przypadek jest wyjątkowy, zupełnie tak jak ty – mruczę z zadowoleniem.
Nie wiem jak to się dzieje, ale moje dłonie samoistnie przesuwają się w kierunku szczupłych ud. Koniecznie chcą pozbyć się prześcieradła, którym są owinięte. Widok nagiego ciała ukochanego silnie działa na moje zmysły. A gdy pozwala się dotykać…
- Przekraczasz granicę – niebieskooki karci mnie pozbawionym emocji tonem. Jego wzrok błądzi po mojej dłoni, którą piszczę idealnie gładką skórę. Wszystko jest w nim doskonałe. Wąskie biodra, wcięcie w talii, płaski brzuch.
- Wcale nie – protestuję, broniąc swojej „zdobyczy”.
- Niepotrzebnie komplikujesz sytuację – Nefryt minimalnie odchyla głowę do tyłu. Jego tęczówki ciemnieją. Przygryza dolną wargę, by nie wymsknęło mu się choćby  najcichsze westchnienie.
- No wiesz… Jestem grzeczny i potulny jak…
Niespodziewanie zostaję zaatakowany. Wampir blokuje moje ruchy. Choć jest drobniejszy ode mnie, bez problemu popycha mnie na poduszki. Z siłą, której się po nim zupełnie nie spodziewałem, unieruchamia moje dłonie, chwytając za nadgarstki. Zaczynam się szczerze śmiać.
- Trzeba było powiedzieć, że mam ci się poddać – udaję uległego. Tymczasem z mocno bijącym sercem czekam na efekty „agresji”, której się wobec mnie dopuścił.
Ku mojemu zaskoczeniu, usta wampira zaczynają całować mnie po szyi. Są przyjemnie chłodne i kontrastują z buchającym wewnątrz mnie ogniem. Po chwili zabawy wbija we mnie kły i drażni ranę czubkiem języka. Już mam powiedzieć, żeby się nie hamował, lecz  Nefryt ma zupełnie inny plan. Porzuca wybrane przez siebie miejsce i przenosi się niżej. Skubie moją skórę malutkimi kłami. Poruszam się niespokojnie, bo moje ciało nie jest w stanie znieść napięcia, które mi funduje. Wampir przytrzymuje mnie w miejscu i ponownie gryzie, tym razem z pierś.
- Ach! – Ze ściśniętego gardła wyrywa mi się jęk rozkoszy. Mam nieodparte wrażenie, że właśnie na to czekał. Puszcza więc moje nadgarstki i ciasno splata nasze palce. Jego oddech studzi moją żarzącą się skórę. Unosi głowę i posyła w moją stronę figlarne spojrzenie.
- Mam przestać? – Pyta, kusząco oblizując usta.
- Nie – szepczę, zahipnotyzowany tak erotycznym widokiem. Nefryt uśmiecha się do siebie, po czym zlizuje ze mnie cienką stróżkę krwi. Co ciekawe, nie zamierza poprzestać na dwóch ukąszeniach. Po jego minie wiem, że szuka kolejnego miejsca, by ucztować. Tym razem za cel obiera mój brzuch. – Aniele… Może już wystarczy. – Z trudem panuję nad swoim oddechem. Wydawało mi się, że wytrzymam, ale to ponad moje siły. Pierwszy raz Nefryt poczyna sobie ze mną w taki sposób. Podoba mi się, gdy tak robi, jednak moja silna wola powoli słabnie. Zastępuje ją kumulujące się w podbrzuszu napięcie.
- Pomogę ci… – Szept wampira mami moje zmysły. – Ufasz mi?
- Tak, ale…
- Nie sądziłem, że potrafisz być uroczy, mój panie – Nefryt uśmiecha się lekko. Gdzie się podziało jego zawstydzenie?
- Bo zwykle nie jesteś taki – syczę, wstrzymując oddech.
- Chciałeś wiedzieć, jak jest między wampirami, prawda? Pokażę ci…
Obietnica małego krwiopijcy ma dość frywolny podtekst.
- Pozbądź się ubrań – rozkazuje mi. Nie wiem, co zrobić. Czy on tylko się mną bawi, czy też serio zamierza oddać? – Cassianie… – Ponagla mnie do działania.
- Pragnę cię, aniele. Tak bardzo cię pragnę… – Zatapiam palce we włosach Nefryta i wymuszam na nim namiętny pocałunek. Nie jest on niewinny i delikatny. Wprost przeciwnie. Smakuje pasją oraz od dawna skrywanymi marzeniami. Obejmuję kochanka w pasie i przyciągam bliżej. Chcę całym sobą czuć jego bliskość. Magia również działa na moją korzyść. Moje ubrania po prostu rozpływają się w powietrzu. Znikają razem w prześcieradłem wampira. – Chodź do mnie – niecierpliwię się.
- Chcę krwi. – Nieśmiertelny wtula twarz w moją szyję, ponownie się w nią wgryzając. Jest rozpustny i odważny, co bardzo mnie kręci. Ociera się o mnie niczym kot. Na samą myśl, że za chwilę będziemy się kochać, cały dygoczę. Nefryt bezbłędnie odczytuje moje myśli i postanawia troszeczkę się nade mną poznęcać. Z wielką wprawą zaciska palce na moim pobudzonym członku. Nie mam pojęcia skąd wie, jak należy to robić, lecz mało mnie to obchodzi. Może ze mną robić co zechce. 
Zimne wargi błądzą po ranie na mojej szyi. Krew go oszałamia. Przysysa się do rany. Spazm rozkoszy rozchodzi się po całym moim ciele. W mojej głowie pojawiają się wizje, których doświadczam dzięki ukochanemu. Ściany pokoju zaczynają wirować. Czuję się tak, jakbym leciał z olbrzymią szybkością, co zdarzało mi się bardzo dawno temu, gdy uczyłem się poskramiać czarną moc. Zbyt dużo bodźców. Zbyt silne napięcie. Nie chcę z tym walczyć. Wolę się poddać. Spełnienie jest milimetry ode mnie.
- Cass…
Orgazm jest jak porażenie piorunem. Wydaje mi się, że krzyczę, lecz nie słyszę własnego głosu. Każdą komórkę mojego ciała wypełnia obezwładniające szczęście. Nie jestem w stanie oddychać. Duszę się, przygnieciony uczuciami, o istnieniu których nawet mi się nie śniło. I jest mi dobrze… Tak dobrze…
- Cassianie… – Do moich uszu dociera zmartwiony głos ukochanego. Chciałbym mu odpowiedzieć, lecz nie mogę. Jestem zbyt zmęczony.

***

Uwięziony między jawą i snem… Gdzie jestem? Moje ciało wydaje się bardzo odprężone. Błogi uśmiech sam ciśnie się na usta. Czuję ciepło, które krąży tuż pod skórą.
Nie… To nie ciepło, tylko miłość.
Jestem zakochany.
Nefryt…
Widzę szumiący las, który pachnie deszczem. Korony wielkich, rozłożystych drzew poruszają się z gracją, jakby tańczyły. Bezszelestne podmuchy wiatru. Zapach igliwia. Szybko bijące serce…
Gdzie jest Nefryt?!
Otwieram oczy, zaalarmowany ciszą, która wokół mnie panuje. W ustach czuję smak krwi. Wokół mnie panuje ciemność.
- Dobrze się czujesz, ukochany?
Obracam się niespokojnie, podążając za znajomym głosem. Magia, którą w sobie noszę, rozpala drobne kryształy, zamocowane tuż przy suficie. Ich przytłumione światło rozjaśnia mrok panujący w sypialni.
Obok mnie na łóżku siedzi wampir, ubrany w elegancką, jedwabną suknię. Jego widok najpierw zapiera mi dech, a potem uspokaja.
- Jesteś… - Oddycham z ulgą.
- Zawsze przy tobie będę – odpowiada nieco naburmuszonym tonem. – Dobrze się czujesz?
- Bardzo dobrze. – By to podkreślić, siadam na łóżku. Dotykam dłonią ust, na których czuję metaliczny smak.
- Przepraszam. – Mój wybranek jest pełen skruchy. Przez chwilę uważnie mi się przygląda, po czym gryzie się w palec i podsuwa mi go, abym dalej pił. Dopiero ten gest uświadamia mi, dlaczego tak dziwnie się zachowuje. Mieliśmy się kochać, a ja… zemdlałem?!
- Dlaczego? – Jęczę niepocieszony, rzucając się na poduszki.
- To moja wina. – Nefryt spuszcza głowę. – Nie wziąłem pod uwagę, że jesteś przemęczony.
- Skarbie, nie mów takich rzeczy. Łamiesz mi serce. – Pocieram skronie, zastanawiając się, co dalej powinienem zrobić. Nefryt jest smutny. Pewnie mu się wydaje, że zrobił mi krzywdę. A co, jeśli nigdy więcej nie zechce mnie dotknąć? Ta myśl napawa mnie strachem i bólem. – Aniele… – Spoglądam w oczy mojego wybranka, po czym podrywam się ze swojego miejsca i mocno go obejmuję.
- Cassianie! – Piszczy przestraszony.
- Nie uciekaj – powstrzymuję go, gdy dyskretnie próbuje się odsunąć. – Kocham cię i akceptuję takim, jaki jesteś.
- Z mojej winy zemdlałeś.
- Skarbie, to nie ma żadnego znaczenia – bagatelizuję problem, gładząc Nefryta po włosach.
- Mówiłem, że to zbyt wcześnie! Potrzebujemy więcej czasu i… – Przerywam potok słów pocałunkiem. Wampir od razu mi ulega. Poddaje się słodkim pieszczotom, chętnie rozchylając wargi.
- Chcę spróbować jeszcze raz, a ty? – W napięciu czekam na odpowiedź. Nefryt unosi ociężałe powieki, po czum dotyka mojej twarzy.
- Ja też, ale nie dzisiaj. Niedługo wstanie słońce. – Zerkam w kierunku okna. Ma rację. Niebo powoli się rozjaśnia.
- Będą inne noce, prawda? – Uśmiecham się, pełen nadziei.
- Skorzystajmy z uroków tej, która jest nam dana i przejdźmy się po ogrodzie. – Nefryt zmienia temat naszej rozmowy, po czym uwalnia się z moich objęć i poprawia suknię.
- Teraz? – Dziwię się jego nietypowej prośbie.
- Nie masz ochoty na spacer?
Tysiąc razy bardziej wolałbym zostać w łóżku i poprzytulać ukochanego. Cięgle jest mi go mało. Czuję się nienasycony, stęskniony, a jednocześnie szczęśliwy. Czekałem ponad sto lat, by Nefryt był tylko mój.
Przenosimy na dziedziniec, skąd zaledwie kilka kroków dzieli nas od prywatnych ogrodów królewskich. Wstęp do tego miejsca ma zaledwie kilka osób. Jedną z nich jest Norman, który niespodziewanie pojawia się przy moim boku.
- Widzę, że odnalazłeś swoją zgubę, wasza wysokość. – Mężczyzna przez chwilę przygląda się mojemu towarzyszowi z dużą uwagą. Jego przenikliwy wzrok sonduje drobną postać, schowaną pod czarną peleryną. Nefrytowi nie podoba się ta nagła atencja ze strony opiekuna. Uśmiecha się kwaśno, obnażając kły.
- Tęskniłeś? – Rzuca od niechcenia, naciągając na głowę kaptur. – A może liczysz na pochwałę za nieudolne poszukiwania?
- Jeśli o mnie chodzi, to nie miałbym nic przeciwko, gdybyś przez kolejne tysiąclecia siedział w mysiej norze, gdzie twoje miejsce, paskudo – służący celowo prowokuje kolejne starcie.
- Norman! – Piorunuję go wzrokiem.
- Marny z ciebie pożytek. Nie dość, że na polu bitwy nie umiesz się w żaden sposób wykazać, to jeszcze paradujesz po zamku z zabawnych kieckach. – Mój opiekun nie przepuści okazji, by „wymienić serdeczności” nielubianym wampirem.
- Dość! – Próbuję się go pozbyć, zanim rozpęta prawdziwe piekło.
- Gdyby nie fakt, że twoje szczęście uzależnione jest od tej różowej przybłędy, królu Cassianie, to nawet siłą nie zmusiłbyś mnie do poszukiwań!
- Nie przejmuj się, ukochany. To tylko brednie starzejącego się frustrata – komentuje Nefryt, opierając jednocześnie głowę o moje ramię. – A teraz idź sobie tam, skąd przyszedłeś. Chcemy pobyć sami.
- Panie, w obecnej sytuacji to dość nierozsądne. – Norman, między słowami, próbuje mnie ostrzec. Jestem mu wdzięczny za troskę i dobre rady, ale… Między Nefrytem i mną dokonuje się właśnie ważny przełom. Nie chcę zepsuć tak pięknych. Tak rzadko mam okazję, by sprawić ukochanemu radość. Spacer po ogrodzie tuż przed świtem to bardzo romantyczny pomysł. Cieszę się, że możemy pobyć razem, jak zwyczajna para.
- Nie bądź śmieszny! – Oburza się wampir. – Nie naraziłbym go na niebezpieczeństwo! W przeciwieństwie do ciebie znam przyszłość i wiem, co jest nam przeznaczone. Cassianie? – Nefryt wyciąga do mnie dłoń odzianą w czarną rękawiczkę. – Nie marnujmy czasu, którego tak niewiele nam pozostało…
Słowa niebieskookiego wydają mi dość dwuznaczne. Słysząc je, przeszywa mnie dziwny dreszcz. Spoglądam na Nefryta. On również wydaje się odrobinę zmieszany, zupełnie jakby nieświadomie wypowiedział o jedno zdanie za dużo. Już mam go wypytać o szczegóły, lecz wampir uśmiecha się promiennie, świętując swój sukces nad Normanem, który rozpłynął się w ciemności.
- Chodźmy tędy – Nefryt wybiera jedną z alejek, która prowadzi do najbardziej odległej części ogrodu. – Dawno razem nie spacerowaliśmy.
- A ty dawno nie byłeś aż tak radosny – zauważam subtelną zmianę w jego zachowaniu.
- Jestem zakochany. To chyba normalne.
- Ja też jestem zakochany – przechwalam się.
- Cassianie... – Mój anioł przytula się do mnie, zadowolony z komplementu. – Pocałuj mnie – prosi niespodziewanie.
- Z prawdziwą przyjemnością – odpowiadam, pochylając się, by złączyć nasze usta. Obejmuję Nefryta ramieniem. Jego bliskość wprawia mnie w szampański nastrój.
- Mamy towarzystwo… – szepcze wampir, niechętnie się ode mnie odsuwając.
- Kogo znowu licho niesie? – Obracam się, by odszukać intruza, lecz nikogo nie widzę.
- Chowa się wśród drzew i nie ma przyjaznych zamiarów…

czwartek, 25 kwietnia 2019

Prawdziwy Romantyk, część XVII


W pierwszej chwili chcę biec za Nefrytem, lecz postanawiam dać nam obydwu chwilę oddechu. Tu nawet nie chodzi o niego, a o mnie. To ja muszę jak najszybciej zapanować nad emocjami, bo jestem w totalnej rozsypce.
Dlaczego powiedziałem mu te przykre rzeczy? Przecież wcale tak nie myślę. Kocham go. Czemu więc celowo zraniłem jego uczucia? Zadałem ból, choć dobrze wiem, że Nefryt jest wyjątkowo wrażliwy. Moim obowiązkiem jest chronienie go, a co zrobiłem? Okazałem się draniem bez uczuć.
Resztę nocy spędzam wpatrując się w granatowe niebo. Nie widać gwiazd. Nefryt od zawsze był moją gwiazdą. Przełamał ciemność, która mnie otaczała. Co by się ze mną stało, gdyby nie pojawił się w moim życiu? Mój mały, srebrny płomyczek…
Do świtu pozostaje jedynie kilka minut. Z niepokojem obserwuję drzwi prowadzące do naszej sypialni. Powinien za chwilę tu być. Czy zdążę go przeprosić za swoje zachowanie? Czy mi wybaczy, jeśli przysięgnę, że nigdy więcej nie skrzywdzę go w taki sposób?
Wstrzymuję oddech, gdy pierwsze promienie jasnego słońca przebijają się przez nocne chmury.
Nie wrócił… Nie wybaczył mi…
Nakładam zbroję i ruszam do apartamentów, które dawniej należały do mojego ukochanego. Uwielbiał spędzać w nich czas. Zazwyczaj czytał książki lub szkicował mapy. Nie zliczę, ile nocy spędziłem w jego towarzystwie. Obserwowanie zwyczajów nieśmiertelnego od zawsze wydawało mi się fascynującym zajęciem. Udawałem, że uczę się zaklęć. Tymczasem całą swoją uwagę poświęcałem wyłącznie niebieskookiemu. Wtulał się w ulubiony welurowy fotel. Jego długie włosy spływały po szczupłych ramionach. Skóra była blada i chłodna. Za każdym razem, gdy mnie dotykał, a robił to wyjątkowo rzadko, jeszcze długo czułem przyjemne mrowienie. Chciałem wiecznie trzymać go za rękę. Przytulić. Pocałować. Jednak Nefryt nie wykazywał zainteresowania tak przyziemnymi sprawami. Był milczący i zdystansowany. Mimo to pozwalał mi przesiadywać w swoich pokojach, zupełnie jakby było to czymś naturalnym. Już wtedy wiedział, że będziemy razem.
Razem…
Gdzie jesteś, ukochany?
Zdenerwowany i zmartwiony, przemierzam zamek w poszukiwaniu mojej zguby. Wysyłam niewielkie cząstki czarnej energii, by pomogły mi znaleźć śpiącego wampira. Czuję go. Wiem, że jest gdzieś blisko.
- Norman! – Przywołuję sługę, który natychmiast pojawia się u mego boku. – Znajdź Nefryta! – Rozkazuję, nie tracąc czasu na zbędne tłumaczenia.
- Jak sobie życzysz, panie. – Mężczyzna kłania się nisko. O nic nie pyta. Słowa wydają się zbędne. Doskonale wie, że wampir jest dla mnie wszystkim.
Znamię, które pojawiło się na moim ciele w chwili złożenia przysięgi, zaczyna lekko szczypać. Sam już nie wiem, czy to wina rozbuchanej wyobraźni, która karmi się strasznymi wizjami, potęgowanymi niedawną kłótnią z moim aniołem, czy też stało mu się coś złego. Odchodzę od zmysłów, czekając na powrót Normana.
Mój opiekun potrzebuje mniej więcej godziny, by ponownie przeszukać cały zamek. Gdy powraca do sali tronowej bezradnie rozkładając ręce, wpadam we wściekłość.
- Mówiłem, że masz go znaleźć!
- Wasza wysokość, wybacz śmiałość, ale jedyne miejsce, do którego nie mam dostępu, to twoja sypialnia.
- Uważasz, że przeoczyłbym Nefryta, gdyby spał w naszym łóżku?! – Posyłam podwładnemu zszokowane spojrzenie.
- Nie wiem, panie. Zwykle nie masz problemu, by go zlokalizować. Dlaczego powierzyłeś mi to zadanie?
- Bo pomimo łączącej nas więzi ten mały wrażliwiec zapadł się pod ziemię! – Tłumaczę krnąbrnemu opiekunowi.
 - Wrażliwiec? – Norman z zaciekawieniem powtarza po mnie to słowo. – Mogę wiedzieć co mu zrobiłeś, panie, że od ciebie uciekł?
- Zraniłem go – wyznaję szczerze. – Nie chciałem tego! Przysięgam, że nie chciałem! Sam wiesz, jak drażliwy jest na swoim punkcie. Zdenerwował mnie dziecinnym zachowaniem. Siedzimy na bombie zegarowej. Wilbur i jego spiskowcy. Niewyjaśnione morderstwa – zaczynam wyliczać. –  A on co? Drwi z niebezpieczeństwa! Bezustannie naciska, abym zdobył drugiego jednorożca. Zwykle nie mam nic przeciwko jego zachciankom i z przyjemnością kupię mu całe stado magicznych wierzchowców, ale nie będę zajmować się bzdurami w chwili, gdy wrogowie chcą polować na mojego wybranka! – Dyszę ciężko, na nowo rozdrapując świeże rany.
- Panie, nie wierzę, że potraktowałeś go aż tak brutalnie! – Norman nie ukrywa zdziwienia.
- Od kiedy los Nefryta leży ci na sercu? – Moja reakcja przepełniona jest szyderstwem. – Nie sądziłem, że doczekam dnia, w którym staniesz w obronie nieśmiertelnego.
- Wasza wysokość, znowu mnie nie rozumiesz. Nie chodzi mi o niego, lecz o ciebie. Przeklęta krew wydłuża życie.
- Nie mów tak! Zabraniam ci! Krew Nefryta nie jest przeklęta! – Norman nawet w tak trudnej dla mnie chwili nie potrafi okazać wsparcia. Nienawidzi mojego anioła, choć nigdy nie zaznał od niego niczego złego.
- Wasza wysokość, nie denerwuj się. Wampir trochę się boczy, ale szybko mu przejdzie. Wróci, gdy zgłodnieje.
- Do czego zmierzasz? – Pytam opiekuna, czując jednocześnie bardzo nieprzyjemne dreszcze. Czarna energia zaczyna się ponownie kumulować ostrzegając, że to co usłyszę może mi się bardzo, ale to bardzo nie podobać.
- Ty i on jesteście razem od niedawna. Wasza więź jest jeszcze krucha. Jeśli odmówi picia twojej krwi, osłabnie, a wtedy…
- Nie chcę tego słuchać! – Krzyczę. Oddalam od siebie ohydne wizje Normana. To prawda, że tylko ja mogę karmić Nefryta. Bez krwi będzie straszliwie cierpiał, ale to nie wszystko. Może postradać zmysły, a nawet rzucić się w ogień.
- Głodny wampir zawsze oznacza kłopoty, a tych ostatnich mamy pod dostatkiem. Będę go szukać aż do skutku – Norman klepie mnie po ramieniu. – Za bardzo cię lubię i szanuję, panie, abym mógł pozwolić, by twojej różowej księżniczce coś się stało.
- Dziękuję – mamroczę pod nosem, nieco spokojniejszym tonem.
- Nie panikuj, króli Cassianie. Poczekajmy do zachodu słońca, wtedy z pewnością wyjdzie ze swojej kryjówki.
Pokrzepiony słowami przyjaciela staram się ze wszystkich sił nie obnosić z moim smutkiem i zwątpieniem. Wprost przeciwnie. Razem z Wilburem i jego prawnikiem ponownie udajemy się do lochów, by jeszcze raz obejrzeć miejsce zbrodni. Natrętny gość ani na chwilę nie odpuszcza. Zadaje mi setki pytań i namolnie zadręcza towarzystwem. Pewnie liczy, że przebywając u mego boku dostrzeże coś niezwykłego. Ma pecha. Długie lata ukrywałem moje uczucia względem nieśmiertelnego. Mam w tym sporą wprawę. Tanie sztuczki to za mało, by mnie podejść.
Gdy słońce zaczyna zachodzić, odchodzę od zmysłów. Odprawiam Wilbura, który musi zadowolić się pospiesznie złożoną obietnicą, że wznowimy śledztwo z samego rana. Przenoszę się do sypialni i wstrzymuję oddech. Czekam, choć tak naprawdę nie wiem na co. Jak zareaguje Nefryt? Wróci? Czy będzie chciał ze mną rozmawiać? Nerwowo krążę po salonie. W głowie huczy mi od niewypowiedzianych myśli. Najpierw przeprosiny, a co później? Nie przygotowałem żadnego prezentu. Z drugiej jednak strony obawiam się, że Nefryt nie będzie chciał niczego ode mnie przyjąć. Co mam zrobić?! Co zrobić?!
Słońce znika za horyzontem, pozostawiając po sobie gasnącą łunę światła. Niebo ciemnieje. Wpatruję się w białe drzwi pokryte złoceniami. Czekam… Zamykam oczy, by łatwiej mi się było skoncentrować. Tysięczny już raz wysyłam wiązki energii, które mają mi pomóc w zlokalizowaniu wampira. Czuję go. Musi być gdzieś blisko, ale gdzie?
Załamany rzucam się w wir dalszych poszukiwań. Odwiedzam wszystkie pokoje należące w przeszłości do Nefryta. Zaglądam do każdej dziury, łącznie z lochami. Przeczesuję ogród oraz wszystkie ulubione miejsca mojego wybranka. Około północy jestem już zmęczony. Bezsilność daje mi się we znaki. Zaciskam dłonie w pięści, czując ich mimowolne drżenie.
- Norman! Pomóż mi! – Postanawiam wspomóc się mocami opiekuna, bo nie ufam już sobie i własnym zdolnościom. Przedtem wystarczyło, że pomyślałem o Nefrycie i od razu byłem przy jego boku. Co się zmieniło? Piłem jego krew. Jak to możliwe, że nie potrafię zlokalizować nieśmiertelnego?
Mój powiernik robi co może. Gdy powraca bez żadnych wieści, wpadam w otępienie. Nie jem. Nie śpię. Jedyne co do mnie dociera, to silny lęk. Boję się, że Nefryt już nigdy nie wróci. Pójdzie w ślady swojego ojca, nie dając mi szansy na odpokutowanie winy. Co się wtedy ze mną stanie?  Czy zdołam odnaleźć jego duszę dryfującą po zaświatach?
Piątej nocy dopada mnie totalne zobojętnienie. Jest mi wszystko jedno czy żyję, czy umieram. Wyobraźnia karmi się wspomnieniami o ukochanym. Wszędzie widzę jego piękną twarz. Słyszę słodki śmiech, który mami zmysły. Spanikowany Norman bezustannie przeczesuje zamek. Przeraża go myśl, że jeśli wampir się nie odnajdzie, porzucę królestwo, by popędzić za ukochanym. Ma rację. Tak właśnie zamierzam zrobić.
Około czwartej nad ranem postanawiam odwiedzić jednorożca. Magiczny ogier to oczko w głowie mojego lubego. Choć śnieżnobiały wierzchowiec ani razu nie pozwolił się dotknąć, Nefryt kocha go całym sercem. Każdej nocy rozpieszcza ulubieńca cukrowymi gwiazdkami, które hojnie rozsypuje na łące. Oswojone stworzenie rży wesoło na mój widok.
- Dobry konik… - Słyszę znajomy szept, który przyprawia mnie o miażdżący ból serca. Wstrzymuję oddech, zakradając się w kierunku rumaka. Niecałe dwa metry od niego stoi niewielka postać, ukryta pod czarną peleryną. Malutka, biała dłoń sięga do płóciennego woreczka, z którego wyciąga kolejną porcję słodkości. Zniecierpliwiony rumak nerwowo porusza łbem, dając w ten sposób do zrozumienia zakapturzonemu towarzyszowi, by ten nie tracił czasu i podzielił się z nim łakociami. Otwieram usta, chcąc zawołać ukochanego, lecz nie jestem w stanie wypowiedzieć ani słowa. Zrywam się do przodu, by pochwycić drobne ciało. Zaskoczony wampir nie jest w stanie dość szybko zareagować. Otulam go ramionami i przyciągam do siebie, by więcej nie uciekał. Uścisk jest tak mocny, że wyrządziłbym mu krzywdę, gdyby nie fakt, że na jego ciele nie pojawią się siniaki.
- Cass… - Nefryt próbuje zaprotestować, lecz nic nie może zrobić. Pod każdym względem jestem od niego silniejszy. Wykorzystuję przewagę i przenoszę nas od razu do sypialni.
Ostrożnie układam wampira na białej pościeli, a następnie odwiązuję wstążkę, by ściągnąć z jego głowy kaptur, pod którym pysznią się splątane pasma jego długich włosów. Czerń tkaniny powoduje, że skóra wampira wydaje się niezwykle jasna. Wręcz transparentna. Na jej tle wyróżniają się sine cienie, które nie dodają mu uroku. Przesuwam po nich opuszkami. Nefryt drży pod wpływem delikatnej pieszczoty. Wygląda inaczej niż kilka dni temu. Jego błękitne oczy straciły swój blask. Co gorsze, mój wybranek uparcie nie chce na mnie spojrzeć.
- Aniele… Błagam… - Proszę o odrobinę litości.
Nefryt wzdycha ciężko, po czym niechętnie unosi wzrok. Przez kilka sekund wpatrujemy się w siebie z niedowierzaniem. Szczęście gdzieś wyparowało, pozostawiając po sobie żarzące się zgliszcza. Pochylam się nad ukochanym i muskam jego usta swoimi. Już wcześniej zauważyłem, że skóra Nefryta zrobiła się znacznie zimniejsza. Czy to wina głodu, czy też bezpowrotnie złamałem mu serce? Wampir zamiera, nieprzygotowany na pocałunek. Powinien choć przymknąć powieki. Tymczasem bezustannie wpatruje się we mnie. Jest niczym bezbronne, zagubione dziecko, którym ktoś powinien się zaopiekować. To zadanie należało do mnie, ale czy po wszystkim, co miało miejsce między nami, zechce mi wybaczyć? Jest tylko jeden sposób, by to sprawdzić. Dotykam lodowatego policzka, po czym znacznie pogłębiam nasz wciąż niewinny pocałunek. Wampir mruczy coś niezrozumiałego w odpowiedzi.
- Kocham cię… Tak bardzo cię kocham! – Wyznaję łamiącym się głosem. – Zrób ze mną co zechcesz. Torturuj, wtrąć do lochów, połam kości.
- Cassianie…
- Tylko nigdy więcej nie zostawiaj samego – kończę przerwaną myśl. – Wolę umrzeć niż żyć bez ciebie.
Moje słowa budzą w nieśmiertelnym czułość. Z troską dotyka mojego policzka, muskając go opuszkami. W niebieskich tęczówkach wampira dostrzegam swoje odbicie. Ostatnie dni odcisnęły na mnie swoje piętno. Jestem szczuplejszy i przemęczony. Całe szczęście, że remedium na moje bolączki znajduje się tak blisko…
Niespodziewanie Nefryt gryzie się w palec i każe pić swoją krew. Dobrze wiem, że doskwiera mu silny głód. Dlaczego więc zdecydował się spotęgować nieprzyjemne doznania? Przecież jest całkowicie wyczerpany. Nie powinien dzielić się ze mną tak drogocennym darem, bo w ten sposób wzmaga jedynie własny głód.
- Nie. – Odsuwam dłoń różowowłosego. – Nie mogę.
- Nie chcesz… - Nefryt spuszcza wzrok, ukrywając rozczarowanie.
- Chcę – zapewniam go pospiesznie. – Jednak nie w chwili, gdy sam jesteś głodny. Proszę – podsuwam mu swój nadgarstek, lecz wampir nie reaguje. – Skarbie… - Unoszę jego podbródek do góry, by ponownie spojrzał mi w oczy.
-  Przytul mnie. – Nieśmiertelny mości się w moich ramionach. Zamyka oczy. Martwię się jego wyglądem. Nie przypominam sobie, by kiedykolwiek wcześniej prezentował się równie mizernie.
- Jeśli dobrowolnie nie zaczniesz pić, zmuszę cię do tego – ostrzegam ukochanego, gładząc go po skołtunionych włosach. Nefryt wtula twarz w zagłębienie mojej szyi. Zimnym oddechem drażni moją skórę. Przyciągam go bliżej, dając w ten sposób do zrozumienia, że zgadzam się na wszystko. Po chwili wbija we mnie ostre kły. Nie zadaje mi bólu. Wprost przeciwnie. Z gardła wyrywa mi się cichy jęk satysfakcji. – Tęskniłem za tym - zwierzam się.
Spragniony długowieczny bardzo ze sobą walczy. Instynkt każe mu zaspokoić głód, lecz wrodzona dobroć powstrzymuje mordercze zapędy. Po zaledwie kilku chwilach Nefryt ponownie gryzie się w palec, by zlikwidować rany. Podsuwa mi go także do ust, dzieląc się ze mną nieśmiertelnością. Jego krew ma dziś wyjątkowy smak. Pobudza mnie do życia. Napełnia energią. Kilka minut temu byłem wrakiem człowieka. Po tej krótkiej sesji jestem jak nowy.
- Kocham cię – szepczę, szukając jego oczu. Nefryt niespiesznie unosi się do góry. Chwytam go za kark i przysuwam bliżej. Namiętny pocałunek po tak długiej rozłące jest wszystkim, czego potrzebuję. Mój wybranek nieśmiało rozchyla usta pozwalając, by zawładnęło nami pożądanie.
- Jestem zmęczony. – Wampir odsuwa się ode mnie, pozostawiając niedosyt. Ukradkiem zerkam na tarczę zegara. Za wcześnie na spanie.
- Aniele…
- Jutro porozmawiamy – ucina temat. – Ty także powinieneś odpocząć. – Nefryt uśmiecha się do mnie blado. Moje zbolałe serce przypomina sobie o brutalnej rozłące. By zapobiec kolejnym ucieczkom postanawiam wzmocnić barierę wokół naszej sypialni. Teraz nie tylko nikt nie będzie mógł tu wejść. Nefryt nie zdoła jej sforsować. Nie wyjdzie stąd, jeśli tak postanowię.
- Nie zasnę wiedząc, że znowu możesz zniknąć – tłumaczę swoje postępowanie.
- Cassianie, tylko śmierć jest w stanie uwolnić cię ode mnie. Nie oznacza to jednak, że zawsze musimy przebywać razem. – Niebieskooki bagatelizuje sytuację.
- Twoje miejsce jest przy mnie! – Wypominam mu. – Masz być zawsze blisko!
- Przez cały czas byłem blisko. Czułeś moją obecność, prawda?
- Czułem się porzucony i opuszczony! Dlaczego zostawiłeś mnie na tak długo?! Zraniłem cię nieprzemyślanymi słowami. Nie masz pojęcia jak silne wyrzuty sumienia odczuwałem i odczuwam. Jednak twoje zniknięcie… - Nabieram gwałtownie powietrza, by zneutralizować paraliżujący mnie ból. – Nefrycie, nie umiem i nie chcę bez ciebie żyć! – Desperacja i żal w moim głosie sprawiają, że w moim kochanku zachodzi jakaś zmiana. Zaczyna patrzeć na mnie inaczej. Stara się zachować kamienną twarz, lecz przychodzi mu to w trudem.
- Akurat o to nie musisz się martwić, wasza wysokość. Dzięki przysiędze masz mnie na własność. Należę tylko do ciebie. – Wampir uśmiecha się do mnie, walcząc z opadającymi powiekami. Jest wyczerpany, a jego ciało bezwładne.
- Śpij, piękny – zaczynam gładzić go po głowie. – Jutrzejszej nocy opowiesz mi ze szczegółami o tym, gdzie byłeś. Jeśli odmówisz, zostaniesz uwięziony…

poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Prawdziwy Romantyk, część XVI


Tragiczna śmierć barona oraz jego dzieci przysparza mi zarówno sprzymierzeńców, jak i wrogów. Ci pierwsi uważają, że dosięgła ich ręka sprawiedliwości. Zdradzili króla, więc w konsekwencji ponieśli zasłużoną karę. Druga grupa nie jest już tak łaskawa. Ich zdaniem własnoręcznie dopuściłem się brutalnego mordu. A jeśli nie zrobiłem tego sam, to wyręczył mnie wampir.
Wilbur DiMarone, który od ponad tygodnia jest moim honorowym gościem, opłacił naprawdę wiele osób, by te niecne pomówienia rozprzestrzeniały się od domu do domu. Jego szpiedzy są niczym plaga, która rozprzestrzenia się po wszystkich zakamarkach. Ludzie plotkują zarówno w zamku, jak i na targu. Chora pasja zatruwa umysły służby, arystokracji, mieszczan, a nawet wojsko. Podejrzewam, że w promilu kilkuset kilometrów nie znalazłbym nikogo, kto „z pierwszej ręki” nie usłyszał o bestii wysysającej z ludzi krew. Potwór czeka, by król skinął palcem, aby dalej zabijać. Muszę być wyjątkowo czujny, by nie dać się złapać w lepką pajęczynę pomówień i oskarżeń. Jeśli mądrze tego nie rozegram, nie zdołam się uwolnić. Przylgnie do mnie łatka króla-mordercy, nie mówiąc już o polowaniu na sługę nocy.
Właśnie, wampir… Oprócz szpiegów, którzy bezustannie krążą wokół mnie, sen z powiek spędza mi przedziwne zachowanie Nefryta. Codziennie zaraz po przebudzeniu zakłada jedną ze swoich pięknych sukni, a następnie spaceruje po zamku, zabawiając rozmową napotkanych gości. Dorobił się pokaźnego grona adoratorów, których onieśmiela swoim blaskiem i urodą. To moja wina, że nie potrafią oderwać od niego wzroku. Ubrany z przepychem, obczepiony klejnotami, swoim wyglądem przypomina porcelanową laleczkę. Jak dotąd nie miałem nic przeciwko jego zachciankom i kupowałem wszystko, czego zapragnął. Nie sądziłem, że nadejdzie dzień, w którym hojność obróci się przeciwko mnie…
Ukochany po raz kolejny poddaje moją cierpliwość bardzo ciężkiej próbie. Trudno jest mi się pogodzić z myślą, że Nefryt kokietuje obcych, na których wcześniej nie raczył choćby zerknąć. Zwykle unikał ludzi. Wolał się trzymać na uboczu, bo drażniły go wizje, których często doświadczał z ich powodu. Jak więc mam go poskromić, by zechciał być odrobinę ostrożniejszy? I pozwolił się dotknąć?
- Mój drogi… - Zwracam się do wybranka, który upina włosy przy pomocy ulubionych spinek, wysadzanych diamentami.
- Tak? – Wampir unosi na mnie wzrok, posyłając słodki uśmiech, który mogę obserwować dzięki odbiciu w lustrze.
- Dokąd się wybierasz? – Pytam, zachodząc go od tyłu i kładąc ręce na szczupłych ramionach.
- Jestem umówiony – odpowiada lekko podekscytowanym tonem, którego dawno u niego nie słyszałem.
- Umówiony? – Dziwię się, pochylając nieco niżej, by złożyć pocałunek na odsłoniętym ramieniu.
- Cassianie… - Nefryt mruży groźnie oczy. Dawki bliskości są mi precyzyjnie wydzielane. Mogę go przytulić wyłącznie wtedy, gdy pije moją krew. Pozwala mi także na drobny pocałunek na dobranoc i na tym koniec. Biorąc pod uwagę, że kocham go bezgranicznie mocno i marzę wyłącznie o tym, by móc go dotykać, to gorsze niż tortury!
- Proszę… – Wydaje z siebie jęk frustracji. – Ta kara jest zbyt sroga! Nie wytrzymam dłużej! – Skarżę się, ciasno oplatając filigranowe ciało ramionami.
- A co z moim jednorożcem? – Niebieskooki przypomina mi o kolejnej zachciance.
- Skarbie… Nie wiem, czy zauważyłeś, ale w zamku roi się od szpiegów i wrogów, którzy lada chwila mogę spróbować wyrządzić ci krzywdę. Wilbur rozpowiada plotki, a…
- Wilbur? A nie Norman? – Prycha wściekły, sięgając w stronę kuferka z biżuterią.
- Aniele, to nie są żarty. Oni celowo mnie prowokują, a ty jesteś zupełnie bezbronny – przytaczam najbardziej oczywiste argumenty. Nawet dziecko zrozumiałoby ich przesłanie. Dlaczego więc Nefryt ma z tym kłopot?
- Chcesz mi przez to powiedzieć, że to była kolejna obietnica bez pokrycia, tak?
Na idealnej twarzy mojego oblubieńca pojawia się grymas zawodu.
- Nie, oczywiście, że nie! Dam ci wszystko, czego zapragniesz. – Wzdycham ciężko, kapitulując.
- Dziękuję. – Nefryt uśmiecha się do mnie w taki sposób, że zapominam o wszystkich problemach. – Mógłbyś mi pomóc?
- Co mam zrobić? – Bez chwili zawahania ruszam mu z odsieczą.
- Chciałbym, abyś połączył pozostałe nefryty, by stopiły się z medalionem. – Długowieczny otwiera niewielką szkatułkę, z której wyciąga swój największy skarb. Należą do nich bransoletka, którą mu podarowałem, spinka do włosów od Sina, a także kilka mniejszych kamieni. Wszystkie one mienią się niezwykłym blaskiem. Mój wybranek twierdzi, że były prezentem od jego ojca. Co ciekawe, na dnie szkatułki znajduje się łańcuszek z przywieszką, którego wcześniej nie widziałem.
- Skąd to masz? – Pytam, sięgając w kierunku złotej błyskotki.
- To? – Nefryt wyjmuje wisior i dotyka go z czułością. – Dostałem.
- Od kogo?
- Jesteś zazdrosny? – Wampir uśmiecha się z wyrozumieniem.
- Bardzo! – Przytakuję, czując jednocześnie, jak opanowuje mnie ciemność. Nefryt unosi wzrok i z niedowierzaniem odkrywa, że mówię prawdę.
- To prezent od ojca. Widzisz? – Sięga po moją dłoń, na której układa swój wisiorek. Splot jest wyjątkowo skomplikowany. Złoto również wydaje się stare. Poza tym na medalionie wygrawerowana jest litera „N”.
- Od ojca… – Moje serce powoli zwalnia swój szaleńczy bieg.
- O mojego ojca też będziesz zazdrosny? – Ukochany brutalnie ze mnie drwi.
- Tak – mamroczę pod nosem, odkładając medalion na blat toaletki, a następnie przytulając do siebie różowowłosego. – Aniele, nie zdajesz sobie sprawy, jak wiele dla mnie znaczysz – szepczę. – Kocham cię tak bardzo, że…
- Ja kocham cię mocniej. Nigdy o tym nie zapominaj. – Wampir oplata moją klatkę piersiową, a następnie delikatnie ociera się wargami o moje usta. Chłód jego skóry wprawia mnie w przyjemne drżenie. Nie dane jest mi cieszyć się jego bliskością. Nefryt odsuwa się ode mnie. Z ekscytacją czeka na efekt końcowy scalenia. Czarna energia otula kamienie, a następnie miażdży je na drobne cząsteczki, które rozlewają się po złotej blaszce.
- Zadowolony? – pytam wybranka, pokazując mu gotowe dzieło.
- Bardzo – cieszy się mój ukochany. – Mógłbyś mi go zapiąć? – Nefryt odsuwa swoje bujne włosy na bok, odsłaniając smukłą szyję, po której od razu zaczynam go całować, próbując jednocześnie uporać się z powierzonym zadaniem. Gdy wisiorek znajduje się na swoim miejscu, wampir obraca się do mnie przodem i wpija w moje wargi. Czuję gorący dreszcz przenikający przez całe ciało. Ta malutka pijawka w przeciągu kilku sekund pozbawia mnie resztek samokontroli. Przytulam go silnie i zaborczo, przenosząc nas bezpośrednio do łóżka. Wampir mruczy przeciągle, aprobując ten wybór. Oplata mnie ramionami i chętnie rozchyla usta. Jego język ociera się o mój wymuszając, abym lekko przystopował. Gdy rozpinam kilka perłowych guziczków, by pozbyć się sukni, ucieka z moich objąć.
- Jesteś niegrzeczny – upomina mnie, z trudem łapiąc oddech.
- Wracaj! – Wydaję z siebie żałosny jęk dezaprobaty.
- Panuj nad sobą, mój panie! – Nieco urażony nieśmiertelny potępiająco grozi mi palcem.
- Proszę, wróć do łóżka. – Siadam na posłaniu. Mimowolnie zaciskam palce na pościeli, by uporać się z narastającym gniewem.
- Nie. – Nefryt odwraca się do mnie tyłem, po czym znika w garderobie. – Podziękowałem za medalion, prawda? Na nic więcej nie licz.
- Ta zabawa źle się dla ciebie skończy! – Ostrzegam. – Celowo podsycasz we mnie pożar! I bez tego jest mi wystarczająco ciężko – narzekam, wyładowując furię na poduszkach, które rozrzucam po pokoju.
- Cassianie, musisz się jeszcze tak wiele nauczyć… - Słodki głosik z wnętrza garderoby jest jak kubeł zimnej wody. Udusiłbym go, gdyby nie fakt, że nie można go zabić!
- Ty mały, wredny, upierdliwy… - mamroczę pod nosem, wyruszając na poszukiwania mojej pijawki. – Piękny… - komplementuję nowy strój, który dla siebie wybrał. Srebrna, atłasowa suknia opina perfekcyjne ciało. Jej lejący się materiał oraz bogato naszyte klejnoty sprawiają, że Nefryt aż lśni.
- Wredny i upierdliwy wampir nie ma już dla ciebie czasu. – Różowowłosy wymownie spogląda na zegar. – Spieszę się.
- Nie odchodź! – Błagam, łapiąc go za nadgarstek. – Powiedziałem także, że jesteś piękny – dodaję, licząc na łagodniejszy wymiar kary. – Najpiękniejszy…
- To ci nie pomoże, Cassianie. Nie będziemy się kochać. – Nefryt mruży oczy i rzuca mi oziębłe spojrzenie.
- Dlaczego mnie nie chcesz? – Pytam, nie potrafiąc pogodzić się z przegraną. Męska duma cierpi z powodu odrzucenia.
- Nigdy nie powiedziałem, że cię nie chcę. – Na twarzy mojego ukochanego pojawia się przelotny uśmiech. – Jednak zanim ci się oddam, musisz się nauczyć bardziej mi ufać, mój panie.
- Ufam ci! – Zapewniam żarliwie. – Ufam ci bardziej niż komukolwiek!
- Bardziej niż Normanowi? – Wampir krzyżuje ramiona na piersi, lecz po chwili znowu zaczyna poprawiać suknię. Czuję się jak zbędny natręt, od którego za chwilę będzie chciał się uwolnić. Wiedziałem, że prędzej czy później nawiąże do mojego opiekuna. Nie byłby sobą, gdyby tego nie zrobił.
- Skarbie, rozmawialiśmy o tym tysiące razy… On i ty… Błagam, nie stawiaj mnie w tak niezręcznej sytuacji. Od samego początku wiedziałeś kim jestem i jaką rolę pełni Norman. Nie mogę się go pozbyć.
- Cassianie, ty nadal nie rozumiesz. Chcę, abyś zaufał mi w równym stopniu, w jakim ufasz jemu. I nauczył się mnie słuchać – dodaje po chwili. – Tymczasem zachowujesz się tak, jakbyś zawsze miał we wszystkim rację. Narzucasz swoje zdanie, nie licząc się z moimi uczuciami. Nie oddam ci się tak długo, aż nie zaczniesz traktować mnie jak na prawdziwego wybranka przystało!
Przemowa Nefryta wprawia mnie w osłupienie. Te oskarżenia są zupełnie niedorzeczne! Nie słucham go? Nie robię tego, czego chce? A kto przed chwilą przemienił jego wisiorek? Przez większość czasu pozwalam wodzić się za nos! Spełniam niedorzeczne zachcianki, kupuję prezenty. Robię wszystko, co mi każe, a i tak wychodzi na to, że to nic nie znaczy.
- A kiedy ty zaczniesz się liczyć z moim zdaniem? Wiesz, że na zamku roi się od szpiegów. Musisz ich dodatkowo prowokować, paradując w takim stroju?! – Wskazuję na drogą suknię, którą bezustannie poprawia.
- Tak się składa, że muszę – odpowiada spokojnie. – Nie rozumiesz tego, lecz w ten sposób zapewnię ci bezpieczeństwo. – Nefryt uśmiecha się smutno.
- Ty?! Jestem władcą demonów! Nie masz pojęcia, jak silną mocą dysponuję! – Mój wzburzony głos odbija się od ścian naszej sypialni.
- Nie unoś się tak, bo zburzysz zamek – niebieskooki od razu mnie strofuje, bagatelizując problem. – Może i nie dysponuję niekończącymi się pokładami czarnej mocy, mój panie, lecz nie zapominaj, że żyję znacznie dłużej niż ty. Umiem o siebie zadbać.
- Nie bądź śmieszny! Ojciec o ciebie dbał, a gdy go zabrakło, zamieszkałeś w zamku!
- Powtarzam, że potrafię o siebie zadbać. – Nefryt wykrzywia perfekcyjne usta w kwaśny uśmiech.
- Niby jak? – Nie powinienem traktować go tak brutalnie, lecz sam się o to prosił. Nie będę dłużej udawać, że każda sekunda, której nie spędza w moim towarzystwie, wywołuje silny stres. Jestem zakochany na zabój i boję się o mojego anioła.
- Pokazałbym ci, ale to wymaga fizycznej bliskości, na którą nie mam obecnie ochoty. – Nieśmiertelny uśmiecha się z wyższością.
- A na co masz ochotę? Lubisz mnie dręczyć? Sprawia ci to przyjemność? – Nie żałuję mu przykrych słów.
- Jesteś porywczy i małostkowy, wasza wysokość. Nie dorosłeś do bycia w związku.
- A ty niby tak? Przecież nikogo poza mną nie kochałeś.
- Masz rację. Właśnie dlatego przedkładam twoje dobro nad własne, najdroższy. Teraz tego nie rozumiesz, bo zaślepia cię żądza.
- Świetnie nad sobą panuję! – Prycham, rozjuszony tym niecodziennym oskarżeniem. – Od wielu lat cierpliwie czekałem, abyś zechciał zwrócić na mnie uwagę. Nie masz pojęcia, jak zabiegałem o każde twoje spojrzenie, każdy uśmiech. Nie mów mi więc, że to poświęcenie nic nie znaczy! Zawsze robiłem co chciałeś. Rozpieszczałem cię, a ty mi mówisz, że nie kocham cię dość mocno?!
- Miłość nie ma ceny, Cassianie – komentuje smutno Nefryt.
- W twoim wypadku chyba ma! Czy nowy jednorożec wystarczy, abyś zechciał przychylniej na mnie spojrzeć? – Zaciskając dłonie w pięści, by poskromić energię.
Wampir wygląda na zagubionego. Jego oczy wypełniają się szkarłatnymi łzami. Ich widok sprawia, że moje serce zamiera, paraliżowane falą bólu.
- No cóż… Skoro tak stawiasz sprawę… - Głos Nefryta drży, gdy wypowiada te słowa. Znika mi z oczy w przeciągu sekundy, pozostawiając za sobą jedynie silny podmuch wiatru.