Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prawdziwy Romantyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prawdziwy Romantyk. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 listopada 2021

Prawdziwy Romantyk, część XXI

 

- Weźmiemy ślub tak szybko, jak to tylko będzie możliwe. Każę Normanowi rozpocząć przygotowania. – Ze wszystkich sił staram się przekonać Nefryta do rychłego zamążpójścia. Nie jest to proste zadanie. Wymaga dyplomacji. Przytoczenia odpowiednich argumentów, które udowodnią, że mam rację. W obecnej chwili nie przytoczę żadnego z nich. Słyszę weselne dzwony. Widzę też neon z olbrzymim napisem „ŚLUB”. Obie te rzeczy całkowicie przysłaniają mi rzeczywistość.

- Są ważniejsze sprawy – wampir boleśnie sprowadza mnie na ziemię.

- Niby jakie? – Prycham, kładąc się obok nieśmiertelnego, który za chwilę zaśnie.

- Wilbur. Musimy go pokonać.

- Nie wypowiadaj imienia obcego mężczyzny w naszym łóżku, bo robię się zazdrosny.

- O Wilbura? – Nefryt uśmiecha się sennie. – Jeszcze godzinę temu nie zachowywałeś się w taki sposób.

- Bo godzinę temu nie byłem zaręczony. – Z dumą spoglądam na drobną dłoń, na której błyszczy olbrzymi brylant.

- Zaręczyny są dla ciebie aż tak ważne?

- Wszystko co związane jest z tobą jest dla mnie bardzo ważne.

- Jesteś kochany – Nefryt uśmiecha się uroczo.

- Jestem szczęśliwy. Dzięki tobie, mój przyszły mężu. – Z czułością dotykam twarzy ukochanego.

- W naszym wypadku ślub to tylko formalność.

- Nieprawda – nieco urażony, bronię swojego zdania. – Ślub to symbol naszej wiecznej miłości.

- Symbolem naszej wiecznej miłości są znaki przysięgi. O tutaj – Nefryt wskazuję na mój lewy nadgarstek, na którym widnieje mój znak.

Dla wampira przysięga jest czymś szczególnym. Wymiana krwi sprawia, że w pełni oddaje się swojemu wybrakowi. Będzie z nim na dobre i na złe. Aż do samego końca. Nie dziwi mnie, że nie reaguje zbyt entuzjastycznie na weselne plany. Lubi życie w cieniu. Tymczasem ja marzę o olbrzymim przyjęciu, podczas którego przedstawię go poddanym. Chcę, aby stał przy moim boku. Mam dosyć ukrywania się lub zbywania pytań dotyczących przyszłej królowej. Nie pozwolę, aby swatano mnie z kimś, na kogo nawet nie spojrzę. Kłamstwa zawsze kończą się katastrofą. Nie zamierzam dłużej udawać kogoś kim nie jestem tylko po to, aby zadowolić innych.

- Weźmiemy ślub – ogłaszam tonem nie znoszącym sprzeciwu.

- Cassianie, pośpiech jest złym doradcą.

- Zgodziłeś się – przypominam wampirowi.

- Nie zmienię zdania. – Nefryt próbuje załagodzić sytuację. – Proszę jedynie, abyśmy się skupili na Wilburze. Dopiero potem pomyślimy o ślubie.

- Nie lubię, gdy do wszystkiego podchodzisz tak racjonalnie – żalę się. – Powinieneś odrobinę odpuścić i pomyśleć o przyjemnościach.

- Przyjemności… – Rózowowłosy tłumi śmiech. – Chodzi ci o noc poślubną, prawda?

Skubany! Za każdym razem trafia w samo sedno! Przyłapany na gorącym uczynku, wpatruję się w błękitne oczy czując jednocześnie, jak moja twarz mocno się czerwieni. Nic na to nie poradzę. Pragnę go.

- Może… – odpowiadam wymijająco.

- Nie ukryjesz przede mną prawdy, mój panie. Pragniesz mnie.

- Oczywiście, że cię pragnę! Masz pojęcie, jak kusi mnie twój wygląd, zapach skóry? Tak długo o tobie marzyłem.

Moja ognista przemowa sprawia, że Nefryt wpatruje się we mnie błękitnymi oczami, w których dostrzegam jedynie bezgraniczną miłość. Biorę głęboki wdech, bo muszę się uspokoić. Obiecałem, że poczekam. Nie powinienem na niego naciskać przy każdej okazji. Nie chcę, aby pomyślał, że zależy mi wyłącznie na seksie.

- Ja czekałem na ciebie znacznie dłużej.

- Czyżby? – Komentuję z lekkim powątpiewaniem.

- Traktujesz mnie jak dziecko, które nie ma pojęcia o pożądaniu. Z góry założyłeś, że jestem zdystansowany, oziębły i będziesz musiał mnie długo przekonywać lub wprost zmuszać do pewnych rzeczy.

- Nie, to nie tak! – Szybko protestuję, bo nie chcę sprawiać Nefrytowi przykrości.

- Cassianie, ciągle zapominasz, że jestem od ciebie dużo starszy. Dobrze wiem czego chcę. Znam siebie i znam smak namiętności. Nauczyłem się ukrywać emocje, bo tego ode mnie oczekiwano. Nie oznacza to jednak, że tylko tobie jest ciężko. Ja także muszę wykazać się cierpliwością, bo łączy nas więź. Jack z pewnością lepiej by ci to wytłumaczył. Ma porównanie, bo spał z wampirem przed i po przemianie. Z tobą będzie inaczej. Jesteś demonem. Twoja krew naznaczona jest magią. Zareagujesz inaczej.

- Inaczej? – Nie potrafię poskromić ciekawości. – Co masz na myśli? Znowu zemdleję? – Niechętnie wracam do chwili, gdy Nefryt próbował zaznajomić mnie z wampirzymi zwyczajami. Skończyło się na tym, że orgazm dosłownie zwalił mnie z nóg.

- Dowiesz się w swoim czasie, mój panie. – Tajemniczy uśmiech rozświetla twarz mojego przyszłego kochanka.  

- Powiedz mi – błagam ukochanego. – Za chwilę zaśniesz, a ja nie będę mógł myśleć o niczym innym.

- To dobrze. Lubię, gdy o mnie myślisz. Zwłaszcza, że najbliższe dni spędzisz dość intensywnie, z daleka ode mnie.

- Skarbie… Jesteś okrutny… – Żalę się. – Nie możesz wiecznie trzymać mnie w zawieszeniu!

- Nie mogę? – Nefryt udaje niewiniątko. – Bezustannie mnie uwodzisz. Ja też nie mogę się doczekać aż będziemy się kochać. Bardzo tego chcę. Chcę, abyś mnie całował i pieścił przez wiele, wiele nocy…

- Błagam, przestań – skomlę o odrobinę zrozumienia.

- Dlaczego mam przestać? Czeka cię dzień pełen wrażeń. Będziesz patrolować granice, szukać Wilbura. Tymczasem ja… Chcesz wiedzieć o czym będę śnić?

Nefryt hipnotyzuje mnie na kilka sekund, pokazując swoją wizję – on i ja, splątani w miłosnym uścisku.

- Nie jestem tak zimny, jak ci się wydaje. W środku cały płonę. Nie martw się, Cassianie. Potrafię nad sobą zapanować. Zatroszczę się o ciebie, abyś się zbytnio nie zatracił. – Wampir przez chwilę uważnie mi się przygląda. – Podobało ci się?

- Poczekam aż się obudzisz, a potem zerwę z ciebie…

- Nic ze mnie nie zerwiesz. Szybciej Norman wyważy drzwi i rozbije barierę niż pozwoli, abyś marnował czas leżąc ze mną w łóżku.

Czasami bycie królem niesie za sobą przykre obowiązki. Czemu muszę przekonywać się o tym w chwilach takich, jak ta? Mam ochotę wyć z frustracji, co zapewne i tak nic nie da.

- Sądziłem, że to moje zadanie. – Pochylam się nad wampirem, który z coraz większym trudem unosi powieki. – Obiecaj, że zostaniesz tu aż do mojego powrotu. – Smutny i pokonany, poprawiam pościel, aby zapewnić maksymalny komfort mojemu wybrakowi.

- Obiecuję, że dobrowolnie nie opuszczę naszej sypialni.

- Kocham cię, aniele. Kocham cię bardzo, bardzo mocno – szepczę, obserwując, jak Nefryt zamyka oczy.

- Ja też cię kocham. – Wampir zapada w letarg.

Gdy tylko pierwsze promienie słońca wyglądają zza widnokręgu, mój doradca od razu zaczyna walić w drzwi.

- Wasza wysokość, powinniśmy ruszać. Nie ma chwili do stracenia!

Niechętnie wstaję z łóżka. Spod ciepłego okrycia wyciągam lewą rękę Nefryta i po raz ostatni spoglądam na pierścionek zaręczynowy. Delikatnie przesuwam opuszkami po grzbiecie dłoni mojego narzeczonego.

- Będziemy razem bardzo szczęśliwi. Śpij spokojnie, mój przyszły mężu.

Podczas gdy ja żegnam się z Nefrytem, wściekły Norman wydeptuje równie wściekłą ścieżkę drepcząc po zamkowym korytarzu. Jego ślady naznaczone są magią.

- Próbujesz złamać barierę? – Pytam, opierając się o drzwi, których nikomu oprócz mnie nie wolno otwierać.  

- Nie, panie. Mam ważniejsze rzeczy na głowie. Nasi ludzie donoszą, że powinniśmy udać się na południe.

- Dobrze. Zróbmy tak – przytakuję.

Norman uważnie mi się przygląda, zupełnie jakby wwiercał się we mnie wzrokiem.

- Zbroja też ci przeszkadza? – Żartuję, kierując się w stronę dziedzińca.

- Jesteś dziś jakiś inny, panie.

- Tak sądzisz? – Nie powinienem się z nim droczyć, lecz to silniejsze ode mnie. Chciałbym podzielić się swoją radością. Ostatecznie Norman nie jest jedynie moim sługą. Jest rodziną. – To zasługa Nefryta – uchylam rąbek tajemnicy.

- Zahipnotyzował cię?!

- Nie – zaprzeczam. – Nie musiał. Dobrze wiesz, że od lat żyję poddając się jego urokowi. Poprosiłem go o rękę.

- Zgodził się?

- Dziwi cię to?! – Przyznaję, że nie takiej reakcji się spodziewałem. Norman zwykle się gniewa, gdy mówię o Nefrycie. Tym razem wydaje się nieco przygnębiony.

- Gratuluję, panie. – Doradca wyciąga rękę w moją stronę. Ściskam ją automatycznie, przyjmując jego gest za dobrą monetę. – O co chodzi, królu Cassianie? Powiedziałem coś nie tak?

- Nie. Po prostu nie sądziłem, że mi pogratulujesz.

- Jesteśmy przyjaciółmi. To chyba nic niezwykłego.

- Twój przyjaciel już niedługo poślubi wampira – przechwalam się, pękając z dumy. – Nie masz pojęcia, jakie to uczucie. Składając przysięgę zaskoczyłem Nefryta podejmując za niego decyzję, ale teraz… Zapytałem, czy za mnie wyjdzie, a on tak na mnie spojrzał… A potem się zgodził! – Popadam w euforię, streszczając wszystko ze szczegółami.

- Wampir zostanie królową… – Kpiący ton Normana sprawia, że robi mi się przykro.

- Mógłbyś chociaż raz okazać mi swoje wsparcie! – Rozżalony i zły, wymijam opiekuna, pędząc w kierunku czekających na nas żołnierzy.

- Panie, poczekaj proszę. – Norman chwyta mnie za ramię. – Przepraszam. Wiem, jakie to dla ciebie ważne. Dogryzać będę wyłącznie wampirowi, bo znając życie to mnie obarczysz odpowiedzialnością za zorganizowanie bajkowego ślubu.

- To prawda – uśmiecham się. – Będę ci bardzo wdzięczny za wszelką pomoc.

- Pomogę. Nie licz jednak na jakąkolwiek taryfę ulgową względem Nefryta. Wyśmieję go, jeśli zdecyduje się założyć suknię ślubną lub zażąda klejnotów twojej matki.

- Będę to miał na uwadze – kończę temat.

- Ślub z wampirem… Nasz świat chyli się ku upadkowi…

Ten mało optymistyczny komentarz Normana jeszcze dłuższy czas brzęczy mi w uszach. Z początku potraktowałem go jako obrazę. Potem jednak doszedłem do wniosku, że Norman ma rację. Dawny świat odchodzi. Nadchodzi nowa era. Era pokoju i dobrych decyzji. Akurat w tej dziedzinie mogę być spokojny. Idzie mi świetnie. Mając Nefryta u boku niczego się nie boję.

***

Upływający czas utwierdza mnie w przekonaniu, że jedyną przeszkodą, która może zachwiać moim szczęściem, jest Wilbur DiMarone. Chociaż pędzę po królestwie niczym wiatr, ten przebiegły spryciarz zawsze jest o krok przede mną. Jego szeregi topnieją z każdą minutą. Część knujących przeciwko mnie zdrajców sama się poddała. Inni zostali przez nas schwytani. Całkiem liczna grupa postanowiła błagać mnie o wybaczenie. Staram się zachowywać rozsądne i sprawiedliwie. Nie zamierzam się mścić. Nie jestem też naiwniakiem, który nabierze się na krokodyle łzy. Postanowiłem, że wszystkie sprawy zostaną potraktowane indywidualnie. Królewscy sędziowie zdecydują co stanie się ze zdrajcami. Niektórzy trafią do więzienia, inni poniosą kary finansowe. Rozmawiałem na ten temat z sir Nolanem oraz królewskimi ministrami. Po burzliwej dyskusji, przyznali mi rację. Sir Nolan jest zdania, że zdrajcy nie zasługują na łaskę. Zamiast pod sąd, powinni trafić od razu na gilotynę. Gdyby mój ojciec nadal zasiadał na tronie, nie zawahałby się ani chwili. Nie tolerował podstępów i zdrady. Zabicie sporej grupy możnowładców nie przywróci mu życia. Nie chcę także, aby kojarzono mnie jako krwawego egzekutora. Zwłaszcza, że za kilkanaście dni oficjalnie ogłoszone zostaną moje zaślubiny. Poprzedzanie ślubu serią morderstw oznaczałoby nienawiść i bunt. Zawiązałyby się kolejne spiski przeciwko mnie. Znowu mogłaby wybuchnąć wojna. Nie takiej przyszłości pragnę. Dlatego lwią część czasu spędzam w siodle, sprawdzając każdy trop, każdą plotkę, która pomogłaby mi złapać Wilbura.

Prosiłem Nefryta o pomoc, lecz za każdym razem jego wizje dotyczą jedynie dnia pełni. Mój ukochany nie jest w stanie określić, gdzie Wilbur się ukrywa lub jakie są jego kolejne kroki. Oznacza to, że mój wróg nie podjął ostatecznej decyzji. Waha się. Jego dziwne zachowanie zaczyna mi ciążyć. Zmuszony jestem uganiać się za nim po całym królestwie, zamiast spędzać czas w domu, w towarzystwie narzeczonego, którego rzadko widuję.

- Aniele… – Wpadam do naszej sypialni jak po ogień. Widok nieśmiertelnego, który wita mnie uśmiechem, jest jak balsam dla duszy.

- Chodź do mnie, odpocznij. – Nefryt zachęca, abym położył się obok niego.

- Nie mogę. Przyjechałem do zamku wyłącznie po to, aby podpisać dokumenty.

- Przyjechałeś też po to, aby sprawdzić, czy dotrzymałem obietnicy. – Różowowłosy uśmiecha się wyrozumiale.

- Tęsknię za tobą – szepczę, porywając go w ramiona. – Mam wrażenie, że nie widziałem cię całą wieczność.

- Widziałeś mnie wczoraj, mój panie.

- Spałeś, gdy tu byłem.

- Cassianie, do pełni pozostały trzy dni. Wytrzymasz tyle, prawda?

Słowa Nefryta nie brzmią pocieszająco. Jestem zmęczony. Naprawdę zmęczony. Nie pamiętam kiedy ostatnio spałem czy jadłem. Mimo to całym sobą czuję, że Wilbur jest już na wyciągnięcie ręki. Odcięliśmy mu drogi prowadzące do jego rodzinnych posiadłości. Zbrojne oddziały, którymi planował zaatakować zamek, zostały przejęte i rozbrojone. Bilans świadczy wyłącznie na jego niekorzyść. Przegrał z kretesem starcie, które nawet się nie rozpoczęło.

- Trzy dni – powtarzam, przygotowując się mentalnie na kolejne, wielogodzinne rozstanie. – Kiedy to wszystko minie, nie wypuszczę cię z moich objęć nawet na chwilę.

- Proszę – Nefryt gryzie się w palec. – Moja krew sprawi, że nabierzesz sił.

- A co z tobą? – Łapię za dłoń wampira i scałowuję bezcenny dar. – Ostatnio prawie nic nie wypiłeś. Nie jesteś głodny?

- Nie jestem. Żyję miłością do mojego przyszłego męża.

- Twój przyszły mąż szaleje z niepokoju o ciebie.

- Cassianie, nic mi nie będzie. Pokazałem ci przyszłość. Mamy przed sobą setki wspólnych lat.

- Znam cię, mój piękny. Kiedy jesteś głodny, robisz się nerwowy. Zupełnie jak teraz. – Ponownie podsuwam Nefrytowi mój nadgarstek. Mały uparciuch odwraca głowę.

- Nie marnuj sił. Będą ci potrzebne.

- Jeśli sądzisz, że pozwolę, abyś przez kolejne dni tak się męczył to…

Narzeczony nie słucha moich wywodów. Oplata ramiona wokół mojej szyi i zmusza do pocałunku.

- Nie kłóć się ze mną, bo i tak nie wygrasz – szepcze mi do ucha.

- Tak sądzisz? – Łapię Nefryta za pośladki i unoszę w górę. Wampir ignoruje te nieco barbarzyńskie zaloty. Przesuwa moje dłonie wyżej, po czym układa głowę na ramieniu. – Co się dzieje, mój piękny? Przecież wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć.

Nefryt przez chwilę milczy. Wyraz jego twarzy także się zmienia Smutek mojego anioła łamie mi serce.

- Skarbie… – Niosę ukochanego do łóżka. Gdy kładę go na pościeli, wtula się we mnie zaborczo.

- To z tęsknoty – duka cicho, bo jego gardło wydaje się ściśnięte. – Za chwilę przyjdzie Norman i znowu się rozstaniemy.

- Nie odejdę dopóki nie poczujesz się lepiej – zaczynam gładzić Nefryta po głowie.

- Już jest mi lepiej. Bardzo cię kocham. Wiesz o tym?

- Ja też bardzo cię kocham. Jesteś dla mnie najważniejszy.

- Ty dla mnie też. Właśnie dlatego muszę cię chronić.

- Aniele… – Wzrusza mnie dobroć mojego wybranka.

- Panie? – Pukanie do drzwi oznacza, że Norman przygotował wszystko do dalszej podróży.

- Idź. Nic mi nie jest – zostaję pocałowany w policzek na pożegnanie.

- Trzy dni, mój najdroższy. Jeszcze trzy dni i nikt więcej nas nie rozdzieli. Przysięgam.

- Masz rację. Za trzy dni wszystko będzie inaczej. Wszystko się zmieni.

- Do zobaczenia, mój skarbie – z wielką czułością całuję wampira w usta. Nasz pocałunek wydaje mi się jakiś inny. Smakuje miłością. Oddaniem i czymś jeszcze. Co to za uczucie? Zupełnie jakbym stanowił jedność z Nefrytem. Moje serce łączy się z jego sercem. Przepełnia mnie radość, którą chcę się z nim podzielić. Tymczasem Nefryt… Dlaczego się nie cieszy? Wokół niego wyczuwam strach i determinację. Momentalnie odsuwam się od ukochanego. Wampir mruży oczy. Coś do mnie mówi, lecz nie mam pojęcia co. Nie rozróżniam słów. Moje ciało samoistnie się porusza. Chcę krzyknąć, zaprotestować, lecz nie mogę. Wydarzenia minionych minut rozpływają się niczym poranna mgła.

- Dobrze się czujesz, panie? – Mój opiekun pojawia się przy moim boku.

Rozglądam się wokół siebie. Jestem w gabinecie. Siedzę na fotelu, przy swoim biurku. W dłoni trzymam pióro. Podpisuję dokumenty. Po to tu przyjechałem, prawda?

- Tak. To tylko zmęczenie. – Odsuwam od siebie mętne wizje i wspomnienia.

- Chcesz odpocząć? – Zatroskany służący ponownie mi się przygląda.

- Nie. Nic mi nie jest. – Wstaję z fotela. – Chcę mieć to już za sobą.

- Jak sobie życzysz.

Oby te trzy dni szybko minęły. 

środa, 27 października 2021

Prawdziwy Romantyk, część XX

 

- Panie, jak mogłeś?! Zaryzykowałeś utratę korony dla wampira! – Oburzony Norman nerwowo krąży po moim gabinecie. – Wiesz co mogło się stać?! To niesłychane! Po prostu niesłychane!

Krzyki i lamenty opiekuna nie robią na mnie żadnego wrażenia. Nigdy więcej nie cofnę się choćby o milimetr jeśli chodzi o mój związek. Tak, zaryzykowałem utratę korony. Byłem gotowy się jej wyrzec. Mimo to nie znalazł się ani jeden chętny, aby pozbawić mnie władzy. Wprost przeciwnie. Nigdy nie zapomnę serdecznych słów, które wygłosił sir Nolan, gratulując mi rychłych zaręczyn. Za jego śladem poszli inni. Pierwszy raz poczułem się akceptowany. Zaufałem miłości, która jest dla mnie najważniejsza. Nawet jeśli wężowe języki ohydnych wrogów rozpowiadają właśnie okropne plotki na mój temat, nie zmienię zdania. Gdy tylko rozprawię się z Wilburem, zamierzam zorganizować wielką ucztę dla wszystkich mieszkańców królestwa, na której oficjalnie przedstawię poddanym mojego wybranka.

- Nie panikuj. Wszystko dobrze się układa – próbuję uspokoić rozdrażnionego Normana. – Pojmaliśmy prawnika oraz wszystkich wspólników Wilbura. Jestem pewien, że gdy tylko zaznają gościnnej atmosfery, panującej w królewskich lochach, będą bardziej skłonni do współpracy. Wystarczy, że jeden ze złapanych przez nas ptaszków zacznie śpiewać – uśmiecham się, rozbawiony własnym żartem. – Poza tym Nefryt powiedział, że…

- Panie, błagam cię! Przestań kpić! – Norman wchodzi mi w słowo. – Jesteś całkowicie zaślepiony! Nie pamiętasz, jak to się wszystko zaczęło? To Nefryt jest temu winny! Zaatakował barona i jego dzieci. Sprowokował Wilbura. Do tego zniknął na kilka dni i do tej pory nie wiemy co wtedy robił!

- Baron i Wilbur zawsze knuli przeciwko nam. Przyczynili się do zamordowania mojego ojca – przypominam. – Gdyby nie pomoc Nefryta, nikczemny plan barona z pewnością by się powiódł. Nie wiem jak ty, ale ja nie chciałbym żyć ze świadomością, że spłodziłem dziecko z obcą kobietą.

- Wampir nie urodzi dziecka. Nie będziesz miał dziedzica – Norman złośliwie mi dogryza.

- Za to mam miłość Nefryta. Jego przyjaźń. Oddanie. Naprawdę uważasz, że to mało?

- Uważam, że Nefryt od początku tobą manipuluje. Wykorzystuje do swoich celów. Jest rządny wpływów i bogactwa, którym tak hojnie go obsypujesz. Owszem, od czasu do czasu zdarza mu się bąknąć zdanie lub dwa dotyczące przyszłości. Panie, czy jego wizje naprawdę są tego warte? Nie znam nikogo, kto dysponowałby równie potężną mocą. Szczerze wątpię, czy kiedykolwiek spotkasz na swojej drodze równie potężnego przeciwnika. Nie potrzebuję jego wizji, aby stwierdzić z całą stanowczością, że pokonasz wrogów. Nawet twój ojciec nie byłby w stanie ci dorównać.

Ojciec… Słowa Normana sprawiają, że niechętnie wracam do przeszłości. Tak, ojciec był potężnym demonem, a ja jestem od niego znacznie silniejszy. Opanowałem więcej zaklęć. Udało mi się zakończyć wojnę. Wszystko to zrobiłem dla niego. On jest słaby, więc ja chciałem być silny. Wykorzystywano go na polu bitwy, więc ja podarowałem mu pokój. Chcę, aby żył spokojnie u mego boku, bo bardzo go kocham.

- Nie zaszedłbym tak daleko, gdyby nie Nefryt. Dobrze o tym wiesz. Jesteś ze mną od chwili moich narodzin. Znasz mnie lepiej niż ktokolwiek. Dlaczego nie możesz cieszyć się moim szczęściem?

- Panie… – Normanowi zaczyna brakować argumentów.

- Nefryt jest dla mnie wszystkim. Tylko w nim widzę sens życia. Kiedy się uśmiecha lub kiedy się na mnie złości… Wszystko co robi i mówi. Wszystko o czym marzy i czego pragnie. To wszystko jest teraz moje. Nie rozumiesz tego? Nefryt jest całym moim światem. Czemu tego nie rozumiesz?

Brak zrozumienia ze strony Normana boli mnie równie mocno, jak brak wiary ojca w to, że w naszym świecie można żyć bez wojen.

- Szykujmy się do drogi – rozkazuję, kończąc tym samym rozmowę o uczuciach.

Norman widzi we mnie wyłącznie króla. W oczach Nefryta jestem jego mężczyzną. Moja wcześniejsza radość była odrobinę przedwczesna. Najwidoczniej nie da się pogodzić dwóch tak odrębnych ról. W sali tronowej będę więc królem. W sypialni ukochanym. Żałuję, że nie dane mi będzie być po prostu sobą, ale cóż. Życie nie zawsze układa się tak, jakbyśmy tego chcieli.

***

Do późnych godzin nocnych razem z wojskiem patroluję teren królestwa. Używając magii, przemierzamy spore odległości, pilnując granic oraz dbając o bezpieczeństwo poddanych. Jest to także okazja, aby na własne oczy przekonać się, czy wrogie oddziały nie szykują się do ataku. Noc jest wyjątkowo ciepła i spokojna. Mimo to czuję w sobie lęk i niepokój. Związane są one ze skarbem, który z taką starannością ukryłem w strzeżonej wieży. Czy rzucone przeze mnie zaklęcia są wystarczająco silne, aby nikt nie skrzywdził mojego Nefryta? Czy wampir nie złamie danego mi słowa? A co, jeśli jakimś cudem wyszedł z komnat? Jeśli Wilbur ponownie go zaatakuje, kto stanie w jego obronie? Drżę na samą myśl, że mógłby ponownie do skrzywdzić.

Czarne scenariusze. Niepokój. Setki pytań bez odpowiedzi. Co powinienem zrobić? Czy trzymać się bliżej zamku, czy też bardziej się od niego oddalać? Czy zostaniemy zaatakowani? A może to ja powinienem zaatakować pierwszy? Kiedy? Gdzie? Kto jeszcze okaże się wrogo nastawiony? Kto mnie zdradzi? Kto jest sojusznikiem? Przez chwilę mam wrażenie, że mój mózg nie jest w stanie przetworzyć więcej informacji. Czuję jedynie bolesne pulsowanie, które sprawia, że nie potrafię na niczym się skoncentrować.

- Wracamy! – Decyduję. Nie oglądam się za siebie. Nie dbam o to, czy wojsko za mną podąża. Chcę do domu. Do Nefryta.

Gdy przekraczam zamkowe mury, noc nadal okrywa niebo swoim aksamitnym kocem. Do świtu pozostały zaledwie dwie godziny. Pozostawiam mojego ogiera samemu sobie i od razu przenoszę się do sypialni.

- Już wróciłeś? – Zaskoczony Nefryt odwraca twarz w moją stronę.

Nic nie odpowiadam. Pozbywam się zbroi, aby móc przytulić ukochanego, który zajęty był podziwianiem nocnej panoramy królestwa.

- Martwiłem się, że nie dotrzymasz słowa – szepczę, bawiąc się puklem różowych włosów.

- Obiecałem, że nie opuszczę sypialni.

Oplatam Nefryta ramionami. Wampir nakrywa moje dłonie swoimi. Zapach jego skóry. Miękkość włosów. Równy oddech. To drobiazgi, lecz dzięki nim odzyskuję spokój i równowagę.

- Nie ufasz mi, mój panie? – Nieśmiertelny postanawia pobawić się moim kosztem. Odchyla głowę i spogląda mi prosto w oczy.

- W obecnej sytuacji nie ufam nikomu – odpowiadam wymijająco.

- Bariera, którą otoczyłeś nasze pokoje jest wyjątkowo silna.

- To prawda – przytakuję. – Zależy mi na tym, aby nikt tu nie wchodził.

- Więc chodzi o to, aby nikt nie mógł tu wejść? – Lekko kpiący ton Nefryta silnie działa na moje zmysły.

- Twoje bezpieczeństwo to obecnie mój największy priorytet.

- Mam spędzać czas w niewoli, podczas gdy na zamku dzieje się tak wiele?

Błękitnooki obraca się twarzą do mnie. Jego drobne dłonie suną po moich ramionach. Pod wpływem dotyku wampira, moje mięśnie boleśnie się spinają. Muszę nad sobą panować, choć wymaga to ode mnie żelaznej dyscypliny. Jeśli stracę nad sobą kontrolę, Nefryt i ja za chwilę wylądujemy w łóżku. Nadzy.

- Zamknąłem cię tu z zupełnie innych powodów – szepczę, wpatrując się w bladoróżowe usta.

- Za chwilę powiesz, że to dla mojego dobra… – Nefryt dalej bawi się moim kosztem. Rozchyla wargi. Jego słodki oddech jest jak dodatkowa porcja afrodyzjaku. Zamykam oczy. Pokusa jest zbyt silna. Nie oprę się, jeśli dalej będzie tak robić. – Gdybym naprawdę chciał się stąd wydostać, zrobiłbym to.

- Co?! – Słowa mojego wybranka całkowicie mnie otrzeźwiają.

Nefryt zaczyna cicho chichotać, rozbawiony moją reakcją. Zasłania usta dłonią, tłumiąc swój uroczy śmiech.

- Cieszę się, że tak cię to bawi, aniele. – Naburmuszony, uwalniam wampira z uścisku. Podchodzę do fotela i opadam na aksamitne poduszki.

Nefryt nadal jest w dobrym humorze. Uśmiecha się do mnie słodko, odsłaniając swoje kły. Postanawiam trochę się z nim podroczyć. Niewielka porcja mojej mocy spowija jego filigranowe ciało. Zaskoczony wampir ulega mojej woli. Sadzam go sobie na kolanach. Na tym jednak nie poprzestaję. Odsuwam długie pasma jego rozpuszczonych włosów do tyłu. Rozwiązuję także fantazyjnie zawiązaną kokardę, która utrudniała mi dostęp do jego szyi.

- Co robisz, mój panie? – Ukochany pochyla się nade mną. Opiera dłonie na mojej klatce piersiowej. Chłód bijący od jego skóry przyprawia mnie o dreszcze. Nie jest mi zimno. Wprost przeciwnie. Cały płonę.

- Upewniam się, że Wilbur nie zostawił śladów na twoim ciele.

Za pomocą magii rozpinam pierwsze dwa guziki wampirzej koszuli. Jasna, alabastrowa skóra, zdaje się mienić pod wpływem blasku, który rzuca na nią palący się w kominku ogień.

- Mówiłem ci, że znikną zanim się obudzę.

- To prawda. Mówiłeś. – Unoszę się odrobinę w górę, by całować wampira po odsłoniętej szyi. Nefryt wzdycha, gdy odchylam jego głowę i unieruchamiam ręce. Za pomocą magii układam je na udach wampira. Nie chcę, aby jego dotyk mnie rozpraszał.

- Cassianie… – W błękitnych oczach dostrzegam żądzę.

- Gdybym był taki jak ty, poprosiłbyś, abym cię ugryzł. – Skubię zębami wrażliwą skórę, napawając się przy okazji subtelną reakcją małego krwiopijcy.

- Tak sądzisz?

Nefryt nawet nie drgnie. Spogląda na mnie spod wachlarza gęstych rzęs. Dobrze wie, że nie zrobię niczego wbrew jego woli.

- Opowiesz mi co dziś robiłeś? – Udaję, że pomimo mocno erotycznej atmosfery, nadal możemy swobodnie rozmawiać.

- Ponieważ wiedziałem, że nie będzie cię przy mnie, gdy się obudzę, postanowiłem więc, że dłużej pośpię.

- Jesteś głodny? – Podsuwam wampirowi swój nadgarstek, godząc się, aby mnie ugryzł.

- Jeszcze nie. – Nefryt subtelnie odwraca głowę. Być może wolałby napić się z innego miejsca. Mam dylemat. Jeśli pozwolę mu wybrać, będę musiał uwolnić go spod wpływu czarów. Nie chcę tego robić. Lubię, gdy ulega mojej magii. To daje mi chwilowe poczucie władzy. Nie chodzi mi o to, aby go zdominować lub udowodnić, że jestem silniejszy. Wprost przeciwnie. Chcę się nim opiekować. Nefryt nie lubi czuć się zależny od innych. Nie lubi też, gdy zamykam go w naszej sypialni.

- Obudziłeś się i co było dalej? – Namawiam go do zwierzeń.

- Zewsząd docierały do mnie głosy. Miałem wrażenie, że wszyscy mieszkańcy zamku powtarzają jedno i to samo zdanie. Ich zaaferowanie, emocje… Nie masz pojęcia, jakie to było męczące! – Żali się.

- Moje kochanie... – Z czułością gładzę nieśmiertelnego po policzku. – Chciałbym być przy tobie cały czas. Czuwać, aby nikt nie zakłócał twojego odpoczynku.

- Uśmiechasz się, chociaż to ty spowodowałeś lawinę plotek. – Nefryt marszczy brwi, okazując w ten sposób swoją dezaprobatę.

- Ja? – Udaję zdziwienie. – Nie wiem o czym mówisz.

- Miałeś wyłapać ludzi, którzy knuli przeciwko tobie razem z Wilburem. Tymczasem zastraszyłeś ministrów. Nie przypominam sobie, aby moja wizja dotyczyła abdykacji króla. A już z pewnością nie było w niej mowy o zaręczynach.

W chwilach takich jak ta wolałbym, aby Nefryt pozwolił się zaskoczyć. Nie dość, że bez przeszkód potrafi zajrzeć w przyszłość, to na dodatek obdarzony jest wyjątkowo czułym słuchem. Starałem się nie myśleć o zaręczynach, bo w chwili, w której zdecydowałbym się poprosić go o rękę, on od dawna by o tym wiedział. Odkładałem więc decyzję na później, ale dłużej nie zniosę tej udręki.

- Postanowiłem skupić się na mojej wizji przyszłości. Zatrzymam koronę, a ty będziesz u stał u mego boku. Nikt i nic nas nie rozdzieli.

- Naprawdę tego chcesz? – Chociaż to co za chwilę zrobię nie jest już dla Nefryta niespodzianką, wydaje się bardzo wzruszony.

- Zawsze tego chciałem. Każdego dnia, odkąd spojrzałem w twoje oczy.

- Jesteś pełen sprzeczności, mój panie. – Wampir ponownie się uśmiecha. – Latami snułeś romantyczne plany, a teraz zamierzasz się oświadczyć trzymając mnie siłą na swoich kolanach?

Nefryt ma rację. Nie tak miały wyglądać nasze zaręczyny. Chciałem obsypać go kwiatami. Zabrać w jakieś piękne miejsce. Uklęknąć i zadać to jakże ważne pytanie. Gdy złączyłem nasz los za pomocą przysięgi, sceneria również nie była romantyczna. Nefryt umierał na moich rękach. Nie chcę, aby wszystkie ważne wydarzenia w naszym życiu przebiegały tak, jakbyśmy nie mieli na nie żadnego wpływu.

Zamykam oczy i przenoszę nas na królewską łąkę. To ulubione miejsce mojego anioła. Odkąd zamieszkał w zamku, spędza tu naprawdę sporo czasu. Rosną tu wyjątkowo rzadkie kwiaty, które specjalnie dla niego wyczarowałem. Zależało mi na tym, aby kwitły w nocy, a nie w dzień. Chciałem, aby mój ukochany mógł się nimi cieszyć niezależnie od pory dnia.

- Najdroższy… – Wyciągam z kieszeni przygotowane wcześniej pudełko. – Nie sądziłem, że to będzie taki trudne. – Moje serce szaleje. Łomocze tak głośno, że ledwo słyszę wypowiadane przez siebie słowa.

Nefryt zamiera. Wpatruje się we mnie szeroko otwartymi oczami.

- Poczekaj! – Powstrzymuje mnie gdy chcę przed nim uklęknąć. – Porozmawiajmy.

- Nie będę dłużej czekać. Chcę, abyś był mój.

Przyznaję, że nie takiej reakcji oczekiwałem. Spodziewałem się, że Nefryt chociaż odrobinę się wzruszy. A potem rzuci mi się w ramiona i pozwoli pocałować. Odpowie wyznaniem na moje wyznanie. Obieca, że spędzimy razem wieczność. Co jest aż tak ważne, aby przerywać tą jakże podniosłą chwilę?  

- Cassianie, jestem twój. Wymieniliśmy przysięgę, pamiętasz?

- To nie ma nic do rzeczy. Musimy się pobrać.

- Zaręczyny to poważna sprawa. Powinniśmy się zastanowić. Przedyskutować wszystko na spokojnie.

- Kocham cię i chcę, aby wszyscy o tym wiedzieli. To za mało? – Zachowanie Nefryta wzbudza we mnie lęk. Czemu reaguje w taki sposób? Nie jest mnie pewny? Nie podoba mu się biżuteria, którą dla niego wybrałem? Co prawda nie zdążyłem otworzyć pudełka, więc szansa na to, że nie widział pierścionka, bo nie zajrzał jeszcze w przyszłość.

- Cassianie, ja też cię kocham, ale jest rzecz, której nie bierzesz pod uwagę. Unikanie tego tematu nie sprawi, że samoistnie zniknie. – Nefryt bierze głęboki wdech. – Jesteś królem, a ja nie dam ci dziedzica.

- To nie ma żadnego znaczenia – prycham gniewnie.

- Owszem, ma. Jestem wampirem. Moje ciało jest martwe.

- Nie mów tak! – Nieświadomie unoszę głos, strasząc przy okazji ptaki, które uciekają w popłochu.

- Cassianie, przysięga jest wieczna. Tylko śmierć może ją zerwać.

- Wiem o tym! Wszyscy o tym wiedzą!

- Przysięga nie oznacza, że to mnie powinieneś prosić o rękę. Mógłbyś przecież ożenić się z kimś, kto da ci dziecko.

- Oszalałeś?! Nigdy! – Jestem bezgranicznie wściekły. Ziemia pod moimi stopami niebezpiecznie drży. Powietrze gęstnieje od demonicznej mocy.

Wampir milczy. Pomimo szału, jaki odczuwam, nie boi się podejść bliżej. Wyciąga rękę i dotyka mojej twarzy. Jego dotyk koi zszargane nerwy. Zaborczo przytulam Nefryta.

- Nie mógłbym cię zdradzić, słyszysz? Nie mógłbym...

- To nie zdrada, Cassianie. Jesteś młody. Zafascynowany naszym związkiem, który trwa bardzo krótko. Za sto lub dwieście lat możesz inaczej spojrzeć na przeszłość i…

- Dość! – Przerywam mu.

Odchylam głowę Nefryta do tyłu i wymuszam namiętny pocałunek. Nie chcę być brutalny. Mimo to siłą rozsuwam jego wargi. Nieśmiertelny przez chwilę walczy, lecz w końcu mi się poddaje.

- Jesteś mój… Tylko mój… Mając ciebie, nie pragnę niczego więcej… Kocham cię… Kocham cię tak bardzo…

- Ja też cię kocham, mój panie. – Nefryt w końcu się uśmiecha.

Potrzebuję chwili czasu, aby odzyskać równowagę. Kładziemy się więc na trawie i wpatrujemy w niebo usłane gwiazdami. Obok nas spaceruje jednorożec, który wykorzystuje okazję i wymusza na wampirze sutą porcję ulubionych przysmaków.

- Chciałbym wiedzieć co jeszcze przede mną ukrywasz – przerywam ciszę.

Nefryt obraca głowę. Unosi wzrok i spogląda mi prosto w oczy.

- Pytasz o moje sekrety?

- Pytam o nas. Pytam o to, czego się boisz. I o to, czego nigdy mi nie mówisz. Dlaczego wcześniej nie zapytałeś mnie o dziecko?

- Nie było okazji.

- Kłamiesz. Miałeś całe mnóstwo okazji. Mimo to nie zrobiłeś tego. Dlaczego? – Drążę temat, który chciałbym wyjaśnić zanim nadejdzie świt.

- Moje wizje zwykle nie dotyczą bardzo dalekiej przyszłości. Mógłbym do niej zajrzeć, gdybym chciał. Nie robię tego, bo to mnie bardzo męczy. Gdybym zaryzykował i odkrył, że jesteś ze mną nieszczęśliwy, złamałoby mi to serce.

- To niemożliwe.

- Cassianie, nie zrozum mnie źle. Jeśli zapragnąłbyś dziecka, pozwoliłbym ci je mieć. Może nie teraz, gdy nasza miłość jest jeszcze tak świeża. Nie spaliśmy jeszcze ze sobą. Oszalałbym, gdyby ktoś obcy dotykał cię przede mną. Nasz czas jeszcze nie nastał i pewnie wydrapałbym oczy każdemu, kto ośmieliłby się do ciebie zbliżyć. Nie nacieszyliśmy się sobą. Łącząca nas więź nie osłabnie. Wprost przeciwnie. Dopiero gdy oswoimy wzajemne pożądanie... Tak, dopiero wtedy mógłbyś spróbować postarać się o dziedzica. Nie wcześniej – zastrzega.

Wierzyć mi się nie chce, że tak dokładnie to przemyślał. Jest gotowy podzielić się mną z kimś innym tylko po to, abym miał dziecko? To szlachetne z jego strony, bo mnie z pewnością nie będzie stać na taki gest.

- To się nigdy nie stanie! Nigdy! – Pewny swego sięgam po dłoń Nefryta, którą z wielką czcią całuję. – Byłeś, jesteś i będziesz jedyny.

- Nie wiem, jak kochają demony. Wiem za to, jak kochają wampiry. To nie jest zwykła miłość, wierz mi. Nie zawsze będziesz rozumiał moje postępowanie. Dopiero czas… Gdy upłynie go wystarczająco dużo… Zrozumiesz, jak bardzo cię kocham… – Oczy Nefryta zachodzą łzami.

- Nie płacz. – Scałowuję krwawe łzy. – Błagam, nie płacz.

- Wszystko co zrobiłem i co zrobię… Tak musi być, Cassianie… – Nefryt zaczyna szlochać. – Takie jest przeznaczenie… Taka jest moja miłość…

- Ugryź mnie – żądam od ukochanego, aby naznaczył moje ciało swoimi kłami. Jego krew już buzuje w moich żyłach. Pod jej wpływem moje odczucia przybierają na sile. Kotłujące się emocje potrzebują ujścia. Jeśli Nefryt szybko nie zareaguje, eksploduję.

Błękitnooki doskonale rozumie mój stan. Przyciąga moją dłoń do ust, uwalniając mnie od niebezpiecznego napięcia. Po chwili popycha mnie na trawę, rozrywa koszulę i gryzie na wysokości serca.

- Ten ślad nie zniknie tak od razu. – Mój ukochany zmienia się we frywolną bestię, którą chciałbym poskromić. – To na wypadek, gdybyś zapomniał do kogo należysz.

- Skoro tak chcesz się bawić…  – Łapię Nefryta za biodra i zamieniam się z nim miejscami, przyjmując wyzwanie. Długowieczny zaczyna się śmiać.

- Znowu mnie więzisz, mój panie?

- Nie chcę, abyś uciekł, gdy będę cię prosić o rękę.

Za pomocą magii wybrany przeze mnie klejnot pojawia się na serdecznym palcu lewej dłoni mojego anioła.

- Nefrycie – poważnieję. – Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moim mężem?

- I już? – Mój wybranek wydaje się odrobinę rozczarowany.

- A czego się spodziewałeś? Tego? – Rozświetlam nocne niebo setkami srebrnych ogników, by wyglądały jak spadające gwiazdy. – Znasz przyszłość, więc wiesz, że zrobię dla ciebie wszystko. Oddałem ci moje serce, życie i królestwo. Będę cię kochał przez wieczność. Spełnię wszystkie twoje marzenia. Będę się przy tobie budził i przy tobie zasypiał.

- Nie o to mi chodziło. Bałem się tej chwili, a ona jest taka…

- Idealna? – podpowiadam.

- Tak. Jest idealna.

- Więc odpowiedz. Ukróć moje męki i powiedz, że zostaniesz moim mężem. Powiedz, że wymienisz się ze mną obrączkami, które zostawił nam mój ojciec. Powiedz, że będziesz trwał przy moim boku.

- Tak – szczerze wzruszony Nefryt rzuca mi się na szyję. – Tak, wyjdę za ciebie. Zostanę twoim mężem.

niedziela, 10 października 2021

Prawdziwy Romantyk, część XIX

 

- Przedstawisz mnie swojej wybrance, wasza wysokość? – Drwiący ton Wilbura mrozi krew w moich żyłach.

Nefryt ukrywa się za moimi plecami nie pozwalając, by dosięgnął go bazyliszkowaty wzrok mojego zaprzysiężonego wroga.

- Przeszkadzasz nam… – Warczę ostrzegawczo, starając się nastraszyć przeciwnika.

- Muszę przyznać, że po raz kolejny udało ci się mnie zaskoczyć, wasza wysokość. – Mężczyzna powolnym krokiem zbliża się w naszym kierunku. Podejrzewam, że chce przyjrzeć się twarzy Nefryta z bliska, lecz uniemożliwia mu to panująca ciemność oraz czarna peleryna z kapturem, która spowija drobne ciało. – Nie sądziłem, że spędzasz noce w taki sposób – kpi, podchodząc coraz bliżej.

- Jestem bardzo zajęty w ciągu dnia, o czym doskonale wiesz, panie. – Zaciskam dłonie w pięści. Jeśli Wilbur zaatakuje, nie okażę mu litości.

- Przestawisz mnie swojej wybrance? Nie wypada, aby młoda dama była ignorowana – Wilbur zaczyna na mnie naciskać.

- Nie – ucinam temat.

- Dlaczego? – Zdrajca sili się na melodramatyczny ton.

- Nie życzymy sobie zbędnego rozgłosu.

- Ciemna noc. Królewski ogród, do którego ma wstęp jedynie garstka nielicznych. Musisz przyznać, panie, że okoliczności, w których się spotkaliśmy, są dość dwuznaczne.

- Wyłącznie w twoich oczach, panie – odpieram atak.

- Czyżby? – Wilbur zachowuje się tak, jakby tylko na to czekał. – W takim razie przedstaw mnie.

Nastaje chwila niezręcznej ciszy. Gorączkowo rozważam, jak wybrnąć z kłopotliwej sytuacji. Najprościej byłoby skłamać i powiedzieć, że Nefryt jest kobietą. Jeśli to zrobię, zranię uczucia ukochanego. Stracę też szacunek do samego siebie. Jednak w obecnej chwili nie mam innego wyjścia. Przyznając się do związku z nieśmiertelnym, wydałbym na niego wyrok. Wolę więc zataić prawdę. Nefryt to rozumie. Wyraźnie czuję, jak przywiera się mojego boku, okazując mi swoje wsparcie. Norman codziennie między słowami wspomina, że złożona przeze mnie przysięga nie zostałaby źle odebrana przez poddanych pod warunkiem, że Nefryt nie byłby wampirem. Poddani chcą mojego szczęścia. Mogę kochać i być kochanym, ale nie za wszelką cenę. Ostatecznie to jeden z powodów, dla których demony nie wiążą się z nocnymi krwiopijcami.

- Nie obawiaj się, królu Cassianie. Nikomu nie zdradzę twojego sekretu. Chcę się na własne oczy przekonać kim jest ta piękna panna. Pokażesz mi swoją twarz, przyszła królowo? – Mężczyzna wykrzywia się w dziwny sposób. Podejrzewam, że próbuje się uśmiechnąć na przełamanie lodów, lecz kiepsko mu idzie. W pewnym sensie triumfuje. W pocie czoła szukał kompromitujących mnie informacji. Tymczasem ja sam mu się podłożyłem, spacerując z Nefrytem w środku nocy. – Damy będą wielce niepocieszone na wieść, że twoje serce jest już zajęte – sączy swój jad, by bardziej mi dopiec.  

- To jeden z powodów, dla których zdecydowałem się trzymać nasz związek w tajemnicy. Moim priorytetem jest znalezienie mordercy twoich krewnych, panie, a także dalszy rozwój królestwa. Gdybym ogłosił zaręczyny poddani mogliby pomyśleć, że miłość jest dla mnie ważniejsza. Mam nadzieję, że to rozumiesz oraz uszanujesz moją decyzję – dyplomatycznie staram się wyjść z twarzą z tej kłopotliwej sytuacji.

- Mistrz dyskrecji… – Sarkastyczny komentarz oznacza, że Wilbur znudził się rozmową na temat mojego życia miłosnego.

- Chronię to, co dla mnie najcenniejsze – odpowiadam z dumą.

- Masz na myśli wampira? – Tak jak przypuszczałem, czas wymiany uprzejmości mamy już za sobą. –  Twój ojciec wielokrotnie podkreślał, że trzyma na dworze krwiożerczą bestię, która mu usługuje. Zaprzeczysz? – Prowokuje mnie, obrzucając Nefryta obelgami, których nie puszczę mu płazem.

- Nie jestem taki, jak mój ojciec. Nie zauważyłeś, że w wielu kwestiach znacznie się różnimy? On działał impulsywnie i od razu atakował swoich wrogów. Ja wolę poczekać. – Poważny ton mojego głosu brzmi szczerze. Wilbura dopadają niechciane wątpliwości. Nie rozumie mojej postawy, za to dobrze pojął aluzję. Z pewnością zastanawia się ile wiem i czy blefuję.

- Czyli nie wypierasz się tego, co o was mówią? Twój ojciec i ty sprzyjacie z wampirami! Splamiliście swój honor! – Podchwytliwie łapie mnie za słowa.

- Rozmawialiśmy już o tym, prawda? Ojciec współpracował ze wszystkimi, którzy gotowi byli nieść pomoc królestwu. Łącznie z wampirami – dodaję pospiesznie, by wytrącić DiMarone kolejne argumenty.

- A czy przypadkiem nie było tak, że to wampir rządził za niego?! Podejmował decyzje, kierował wojskiem! Skazał nasz kraj na długotrwałą, wyniszczającą wojnę! Opętał jego, a potem ciebie! I na domiar złego zabił moich krewnych!

- Te pomówienia są równie prawdziwe, jak to, że jesteś w posiadaniu pewnej bardzo zakazanej księgi, prawda? – Szepcze Nefryt, zwracając na siebie jeszcze większą uwagę Wilbura.

- Wampir! – Krzyczy, tracąc resztki panowania. Jego głos niesie się po ogrodzie, wieszcząc kolejne nieszczęścia.

- Boisz się? – Tym razem to drobny Nefryt boleśnie drwi z naszego oponenta. Do tego wychodzi zza moich pleców i odważnie staje u mego boku.

- Śmiej się póki możesz, morderco! Jutro całe królestwo dowie się o twoim istnieniu. Zobaczymy, czy będziesz równie odważny w obliczu płomieni!

- Morderco? – Ta obelga zdaje się nieco dziwić różowowłosego, który podkreśla to lekkim uśmieszkiem, obnażając jednocześnie swoje ostre kły. – Powinienem się obrazić, lecz biorąc pod uwagę co sam masz na sumieniu… Może opowiesz Cassianowi o tym, jak dorobiłeś się majątku. Jestem pewny, że nie zna tej historii. Kopalnie złota należały przecież do twojego przyrodniego brata. Co się z nim stało? – Nefryt udaje, że zastanawia się nad szczegółami, chociaż obydwaj dobrze wiemy, że ma perfekcyjną pamięć. – To co uznajesz za swój największy skarb, także nie należało do ciebie. Odebrałeś to siłą i naznaczyłeś krwią. Nawet teraz naiwnie sądzisz, że twój głupi plan ma cień szansy na sukces? Tymczasem czeka cię jedynie potępienie. Czy taka nagroda cię satysfakcjonuje, panie?

- Zamilcz! – Rozwścieczony Wilbur puszcza w kierunku Nefryta wiązkę dziwnej energii, lecz wampir robi unik, odskakując w tył.

- Spudłowałeś – mój ukochany cicho chichocze, rozpływając się w ciemności.

- Poczekaj, jeszcze cię dopadnę, bestio! – Odgraża się Wilbur, ponownie kumulując dziwną energię, nad którą z trudem panuje.  Tym razem to ja jestem szybszy i neutralizuję jego atak.

- Tknij go palcem, a zmiażdżę cię jak robaka. To moje pierwsze i ostatnie ostrzeżenie. – Staję w obronie ukochanego, który materializuje się na wprost mnie, tuż za plecami Wilbura.

- Widzisz, Cassianie. To właśnie w taki sposób pozbył się kolejnych członków rodziny. Opanował kilka zaklęć i wydaje mu się, że jest panem świata. Nieładnie. – Nefryt grozi mu palcem.

- Ta magia jest w naszej rodzinie od pokoleń! – Wilbur zaciekle broni swojego zdania.

- Zgadzam się. Od pokoleń pozbywacie się w podobny sposób wszystkich, którzy stają na waszej drodze, łącznie z ojcem Cassiana. Niestety, tym razem odrobinę się przeliczyłeś. Korzystanie z zakazanych ksiąg karane jest śmiercią. Jesteś gotowy umrzeć za dokumenty, które ukrywasz?

- Zakradłeś się do mojej komnaty?! Pewnie mnie także chciałeś zabić! Przyznaj się, podły wampirze! Straż! Gdzie jest straż! – Wilbur nerwowo rozgląda się po otoczeniu. Nie zauważył, że ogród otoczony jest barierą. Dziwne. Nawet dziecko, używające mocy, wyczułoby energię, która wokół nas krąży. Czemu więc on tego nie czuje?

- Przyznasz, że to nie było zbyt trudne, biorąc pod uwagę stan, w jakim się znajdowałeś. – Nefryt dalej prowokuje DiMarone, śmiejąc mu się prosto w twarz. – To alkohol czy kiepskiej jakości eliksir tak na ciebie działa?

W ogrodzie zapada śmiertelna cisza, która wywołuje gęsią skórkę na mojej skórze. Wilbur zamierza zaprezentować swoje możliwości? I czemu Nefryt ani przez chwilę nie jest zdziwiony jego zachowaniem? Prawdopodobnie już od dawna był na to przygotowany. Żałuję, że nie wtajemniczył mnie w swoje plany i nie powiedział co robił w jego komnatach. Mężczyzna wykorzystuje swoją moc i zrzuca kaptur z głowy nieśmiertelnego. Nefryt uśmiecha się w odpowiedzi.

- Kolejna pełnia księżyca napełni światłem dusze wojowników. Położą oni kres nieprawości i przywrócą triumf prawdzie. Przykre jest to, że nikt nawet nie wspomni o twojej porażce – wampir wpada w trans i dzieli się z Wilburem wizją, która nie zapowiada się dla niego zbyt pomyślnie.

- Na twoim miejscu martwiłbym się raczej o siebie, wampirze. – Tym razem to Wilbur zaczyna się śmiać. Jego śmiech brzmi złowrogo i groźnie. Przeraża mnie. Chcę go uciszyć. Najlepiej na zawsze, dlatego sięgam po miecz, którym zamierzam przeszyć serce mojego przeciwnika. Jakiś głos wewnątrz mnie nakazuje, abym się nie wahał i zrobił to jak najszybciej. Tymczasem ten szaleniec rzuca się na Nefryta. Szepcze jakieś stare zaklęcie. Jego ręce stają się długie i przezroczyste. Chwyta nimi wampira za gardło i zaczyna go dusić.

- Nefrycie! – Dopadam do ukochanego, lecz zanim udaje mi się go uwolnić, Wilbur rozpływa się w powietrzu. Srebrne ostrze tnie jedynie ciemność, która nas otacza.

- Wracaj! – Krzyczę, próbując odciąć  mu drogę ucieczki.

Ostatnie czyny Wilbura sprawiają, że coś we mnie pęka. Przez moje serce przelewa się fala nienawiści, która musi znaleźć ujście. Przy moim boku pojawia się Norman oraz inni żołnierze, gotowi do walki.

- Przeszukać zamek! Macie natychmiast znaleźć tego zdrajcę! – Rozkazuję moim ludziom.

- Cassianie… – Rozdygotany Nefryt niezgrabnie próbuje schować twarz pod kapturem. Jego dłonie dygoczą. Podchodzę do ukochanego i chowam go w swoich ramionach.

- Nic ci nie jest, najdroższy? – Pytam, jednocześnie próbując rozpiąć czarną pelerynę. Wolę osobiście sprawdzić, czy Wilbur nie wyrządził Nefrytowi krzywdy.

- Panie, ja się nim zajmę. Jeśli się nie pospieszysz, ucieknie nam! – Norman nalega, abym dołączył do poszukiwań. Ignoruję go. Moim priorytetem jest obecnie zapewnienie bezpieczeństwa mojemu wybrakowi, którego biorę na ręce i przenoszę do bezpiecznej sypialni. Niedługo wstanie słońce, a siły wampira ewidentnie osłabły.

- Idź, czekają na ciebie. – Nefryt popędza mnie do działania.

- Za chwilę. – Maksymalnie wzmacniam barierę, która otacza naszą komnatę. Pozbywam się także przeklętej peleryny, aby móc na własne oczy przekonać się, czy mój anioł nie ucierpiał. Widząc sino-czerwone pręgi, które „zdobią” alabastrową skórę, mam ochotę własnoręcznie ukatrupić tego podłego zwyrodnialca.

- Wilbur popełnił niewybaczalny błąd rzucając się na ciebie – cedzę przez zęby.

- Nic mi nie jest – Nefryt sięga po moją dłoń, którą badałem ślady na jego szyi i przykłada ją do swojego policzka. – Znikną zanim się obudzę.

- Proszę, napij się – podtykam rózowowłosemu mój nadgarstek. – Nie wiem, czy wrócę przez zmierzchem.

- Cassianie, nic mi nie jest. – Nefryt jak zwykle bagatelizuje sytuację.

Czuję się rozdarty. Z jednej strony chcę zostać z Nefrytem i się nim zająć, ale z drugiej… Widok Wilbura, którego wtrącam do lochu, poprawi mi humor na bardzo, bardzo długo.

- Zobaczymy się, gdy zajdzie słońce – Nefryt uśmiecha się do mnie czule.

- Obiecaj, że nie opuścisz naszej sypialni.

- Przecież wiesz, że w dzień nie mogę tego zrobić.

- Przysięgnij. Jesteś tu chroniony. Nie wiem co bym zrobił, gdyby coś ci się stało.

- Będę tu na ciebie czekał, obiecuję. Nie szukaj Wilbura, bo to strata czasu. W zamku nadal przebywa jego adwokat. Schwytaj go, póki jest jeszcze czas. Ten mężczyzna… On ma przy sobie pewną listę… Musisz ją zdobyć za wszelką cenę.

- Dobrze. Zrobię, jak mówisz.

- A teraz daruj. Jestem zmęczony. – Nefryt zamyka oczy. Zmusił się do ostatniej wizji, aby mi pomóc. W takich chwilach nigdy nie myśli o sobie.

- Mój piękny… – Gładzę wampira po włosach. – Śpij spokojnie.

***

Kolejne godziny są dla mnie wyjątkowo pracowite. Przy pomocy Normana udaje się nam schwytać wszystkich mężczyzn, którzy towarzyszyli Wilburowi w zamku. Z początku nie chcą z nami współpracować. Naiwnie sądzą, że ich przywódca po nich wróci. Tymczasem nic takiego się nie dzieje. Aby nieco zmiękczyć ich zatwardziałe serca, wtrącamy ich do najodleglejszej części królewskiego więzienia. Mój przejaw „gościnności” nieco ich ośmiela. Pierwszym krokiem w tym kierunku jest zdobycie listy, o której wspominał Nefryt. Dokument podzielony jest na trzy kolumny. W pierwszej wypisano nazwiska popleczników, w drugiej szpiegów. Natomiast trzecia kolumna, najdłuższa, zawiera spis tych, którzy próbowali sprzeciwić się Wilburowi. Zdaniem Normana większość z nich nie żyje.

Późnym popołudniem pokazuję ten dokument moim ministrom, jako dowód świadczący o tym, że to DiMarone winny jest zabójstwa barona oraz jego dzieci.

Mężczyźni szepczą między sobą, bojąc się wypowiedzieć na głos to, o czym wszyscy doskonale wiedzą.

- Śmiało. Co powinienem zrobić? – Pytam zebranych, czekając na ich propozycje.

- Panie, jesteśmy z tobą – odważnie oświadcza sir Nolan, który cieszy się największym szacunkiem wśród królewskich ministrów i przedstawicieli najznamienitszych rodów.

- Zamierzam schwytać zdrajców, stłumić bunt i osądzić ich przywódcę, Wilbura DiMarone – dzielę się z zebranymi moimi planami. – Kazałem zebrać wojsko. Ogłoście ludziom, by mieli się na baczności i nie wychodzili z domów po zmroku. Normanie – zwracam się do mojego opiekuna. – Wyznacz sowitą nagrodę w zamian za pomoc i współpracę. Może dzięki temu uda się nam uniknąć najgorszego.

- To dobra decyzja, królu Cassianie. Masz nasze pełne wsparcie. My także uważamy, że najwyższa pora zrobić porządek z tymi patałachami. – Sir Nolan jest pełen wigoru. Podejrzewam, że pierwszy rzuciłby się na pole walki, choć jego sędziwy wiek wskazuje, że powinien doglądać wnuków.

- Nefryt powiedział, że odniesiemy zwycięstwo w czasie najbliższej pełni księżyca – przytaczam zebranym słowa wampira.

- Nefryt? – Po sali znowu roznosi się szum szeptów. – To wampir… Jego wysokość powinien się go pozbyć… Ponoć to on odpowiada na śmierć barona…

Przez kilka chwil wsłuchuję się w komentarze towarzyszących mi ministrów. Jedne z nich są agresywne, inne stonowane. Część mężczyzn doskonale zna Nefryta, który często towarzyszył mojemu ojcu.

Ojciec… On nigdy nie przejmował się zdaniem innych. Zawsze robił wyłącznie to co sam uważał za słuszne. Nie bał się podejmować decyzji, bo zawsze był gotowy ponieść ich konsekwencje. Jakiś czas temu ja także podjąłem pewną decyzję. Postanowiłem związać się z wampirem.

Wstaję ze swojego miejsca i pozbywam się czarnej zbroi. Moje nietypowe zachowanie sprawia, że szepty i dyskusje natychmiast milkną. Dziesiątki par oczu wpatrują się we mnie czekając na to, co chcę im obwieścić.

- To nie Nefryt odpowiada za śmierć barona i jego dzieci – wcielam się w rolę obrońcy. – Tak, jest wampirem. Nie potrafi przenikać przez ściany. Nie rzuca zaklęć. Nawet gdyby chciał, nie byłby w stanie sforsować zabezpieczeń królewskich lochów. Nie muszę wam tego tłumaczyć, bo doskonale o tym wiecie. Ojciec od lat korzystał ze specjalnych zdolności Nefryta i nigdy tego przed wami nie ukrywał.

- Panie, przecież to wampir! Pewnie zabił ich dla krwi! – Odzywa się daleki kuzyn sir Nolana. To młody mężczyzna, który dopiero od niedawna należy do ścisłego grona notabli. Przyglądam mu się przez chwilę. Młody dziedzic wpatruje się we mnie z lekkim przestrachem.

- Nefryt nie stanowił i nie stanowi zagrożenia. Zwłaszcza teraz. Jeśli kłamię, niech odezwie się ktoś, kto został przez niego zaatakowany lub słyszał od innych o podobnym incydencie.

- Wasza wysokość, czy nie sądzisz, że rozsądniej byłoby pozbyć się go z pałacu? – Tym razem głos zabiera ministr żeglugi.

- Nie mogę tego zrobić – odpowiadam zgodnie z prawdą.

- Daruj śmiałość, królu Cassianie – wtrąca się sir Nolan. – Wielokrotnie podkreślałeś, że twój sposób rządzenia różni się od poprzedniego władcy. Wampir w bliskim otoczeniu króla stanowi zagrożenie. Chyba wszyscy się ze mną zgodzą w tej kwestii. Może więc mógłbyś rozważyć odesłanie Nefryta i…

- Nie zrobię tego – wchodzę generałowi w słowo. – Nie mogę tego zrobić.

- Dlaczego? – Sir Nolan nalega, abym wyjawił powód swojej decyzji.

- No cóż – podwijam rękaw koszuli, aby pokazać im znamię. – Wolę, abyście dowiedzieli się ode mnie niż snuli niekończące się domysły.

- Panie, nie rób tego! – Norman wpada w panikę i próbuje mnie powstrzymać.

- Nie. Mam dość życia w zakłamaniu. Wymieniłem z Nefrytem przysięgę – podnoszę rękę do góry. Nie boję się reakcji zebranych. Wprost przeciwnie. Cieszy mnie, że nie będę musiał dłużej dźwigać tego ciężaru. – Nefryt jest mój, a ja należy wyłącznie do niego. Kocham go. W imię tej miłości jestem gotowy wyrzec się korony.

- Król związał się z wampirem… Oszalał! Postradał zmysły… Król chce nas zostawić w przededniu wojny…. Biada nam wszystkim… – Komentarze rzucane przez zebranych przybierają na sile. Ponownie nakładam na siebie zbroję. Jestem gotowy do starcia z każdym, kto wypowie mi posłuszeństwo. Póki co zebrani zerkają jeden na drugiego, lecz nikt nie jest na tyle odważny, by rzucić mi wyzwanie.

- Pokochałem Nefryta zaraz po urodzeniu. Został mi przeznaczony. Jeśli mi nie wierzycie, możecie zapytać Normana. Gwarantuję, że potwierdzi moje słowa. Mój ojciec także o tym wiedział. Co więcej, zostawił mi to – wyciągam z kieszeni niewielkie pudełeczko, które jakiś czas temu zabrałem ze skarbca. – To obrączki, które wymienił z moją matką w czasie zaślubin. Były jego najcenniejszą pamiątką. Obejrzyjcie je. Własnoręcznie naniósł na nich nasze imiona. Moje i Nefryta. Nie zrobiłby tego, gdyby nie akceptował naszego związku. – Podaję pudełko sir Nolanowi. – Nefryt nie wie o tym, że jestem gotowy oddać koronę. Z pewnością próbowałby mnie powstrzymać. Część z was go nie zna, lecz zapewniam was, że ma dobre i szlachetne serce. Dzięki niemu jestem szczęśliwy. Nie wyrzeknę się ukochanego, nawet za cenę dziedzictwa, którego brzemię wcale nie jest tak lekkie, jak się wam wszystkim wydaje.


***

Niespodzianka :D

Wiem, nie tego się spodziewaliście, prawda? 

Zainteresowanych tematem mpreg polecam zerknąć do poprzedniego posta. Zależy mi na Waszym zdaniu. 

Pozdrawiam,

Wasz Kitsune