Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wampiry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wampiry. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 października 2021

Prawdziwy Romantyk, część XIX

 

- Przedstawisz mnie swojej wybrance, wasza wysokość? – Drwiący ton Wilbura mrozi krew w moich żyłach.

Nefryt ukrywa się za moimi plecami nie pozwalając, by dosięgnął go bazyliszkowaty wzrok mojego zaprzysiężonego wroga.

- Przeszkadzasz nam… – Warczę ostrzegawczo, starając się nastraszyć przeciwnika.

- Muszę przyznać, że po raz kolejny udało ci się mnie zaskoczyć, wasza wysokość. – Mężczyzna powolnym krokiem zbliża się w naszym kierunku. Podejrzewam, że chce przyjrzeć się twarzy Nefryta z bliska, lecz uniemożliwia mu to panująca ciemność oraz czarna peleryna z kapturem, która spowija drobne ciało. – Nie sądziłem, że spędzasz noce w taki sposób – kpi, podchodząc coraz bliżej.

- Jestem bardzo zajęty w ciągu dnia, o czym doskonale wiesz, panie. – Zaciskam dłonie w pięści. Jeśli Wilbur zaatakuje, nie okażę mu litości.

- Przestawisz mnie swojej wybrance? Nie wypada, aby młoda dama była ignorowana – Wilbur zaczyna na mnie naciskać.

- Nie – ucinam temat.

- Dlaczego? – Zdrajca sili się na melodramatyczny ton.

- Nie życzymy sobie zbędnego rozgłosu.

- Ciemna noc. Królewski ogród, do którego ma wstęp jedynie garstka nielicznych. Musisz przyznać, panie, że okoliczności, w których się spotkaliśmy, są dość dwuznaczne.

- Wyłącznie w twoich oczach, panie – odpieram atak.

- Czyżby? – Wilbur zachowuje się tak, jakby tylko na to czekał. – W takim razie przedstaw mnie.

Nastaje chwila niezręcznej ciszy. Gorączkowo rozważam, jak wybrnąć z kłopotliwej sytuacji. Najprościej byłoby skłamać i powiedzieć, że Nefryt jest kobietą. Jeśli to zrobię, zranię uczucia ukochanego. Stracę też szacunek do samego siebie. Jednak w obecnej chwili nie mam innego wyjścia. Przyznając się do związku z nieśmiertelnym, wydałbym na niego wyrok. Wolę więc zataić prawdę. Nefryt to rozumie. Wyraźnie czuję, jak przywiera się mojego boku, okazując mi swoje wsparcie. Norman codziennie między słowami wspomina, że złożona przeze mnie przysięga nie zostałaby źle odebrana przez poddanych pod warunkiem, że Nefryt nie byłby wampirem. Poddani chcą mojego szczęścia. Mogę kochać i być kochanym, ale nie za wszelką cenę. Ostatecznie to jeden z powodów, dla których demony nie wiążą się z nocnymi krwiopijcami.

- Nie obawiaj się, królu Cassianie. Nikomu nie zdradzę twojego sekretu. Chcę się na własne oczy przekonać kim jest ta piękna panna. Pokażesz mi swoją twarz, przyszła królowo? – Mężczyzna wykrzywia się w dziwny sposób. Podejrzewam, że próbuje się uśmiechnąć na przełamanie lodów, lecz kiepsko mu idzie. W pewnym sensie triumfuje. W pocie czoła szukał kompromitujących mnie informacji. Tymczasem ja sam mu się podłożyłem, spacerując z Nefrytem w środku nocy. – Damy będą wielce niepocieszone na wieść, że twoje serce jest już zajęte – sączy swój jad, by bardziej mi dopiec.  

- To jeden z powodów, dla których zdecydowałem się trzymać nasz związek w tajemnicy. Moim priorytetem jest znalezienie mordercy twoich krewnych, panie, a także dalszy rozwój królestwa. Gdybym ogłosił zaręczyny poddani mogliby pomyśleć, że miłość jest dla mnie ważniejsza. Mam nadzieję, że to rozumiesz oraz uszanujesz moją decyzję – dyplomatycznie staram się wyjść z twarzą z tej kłopotliwej sytuacji.

- Mistrz dyskrecji… – Sarkastyczny komentarz oznacza, że Wilbur znudził się rozmową na temat mojego życia miłosnego.

- Chronię to, co dla mnie najcenniejsze – odpowiadam z dumą.

- Masz na myśli wampira? – Tak jak przypuszczałem, czas wymiany uprzejmości mamy już za sobą. –  Twój ojciec wielokrotnie podkreślał, że trzyma na dworze krwiożerczą bestię, która mu usługuje. Zaprzeczysz? – Prowokuje mnie, obrzucając Nefryta obelgami, których nie puszczę mu płazem.

- Nie jestem taki, jak mój ojciec. Nie zauważyłeś, że w wielu kwestiach znacznie się różnimy? On działał impulsywnie i od razu atakował swoich wrogów. Ja wolę poczekać. – Poważny ton mojego głosu brzmi szczerze. Wilbura dopadają niechciane wątpliwości. Nie rozumie mojej postawy, za to dobrze pojął aluzję. Z pewnością zastanawia się ile wiem i czy blefuję.

- Czyli nie wypierasz się tego, co o was mówią? Twój ojciec i ty sprzyjacie z wampirami! Splamiliście swój honor! – Podchwytliwie łapie mnie za słowa.

- Rozmawialiśmy już o tym, prawda? Ojciec współpracował ze wszystkimi, którzy gotowi byli nieść pomoc królestwu. Łącznie z wampirami – dodaję pospiesznie, by wytrącić DiMarone kolejne argumenty.

- A czy przypadkiem nie było tak, że to wampir rządził za niego?! Podejmował decyzje, kierował wojskiem! Skazał nasz kraj na długotrwałą, wyniszczającą wojnę! Opętał jego, a potem ciebie! I na domiar złego zabił moich krewnych!

- Te pomówienia są równie prawdziwe, jak to, że jesteś w posiadaniu pewnej bardzo zakazanej księgi, prawda? – Szepcze Nefryt, zwracając na siebie jeszcze większą uwagę Wilbura.

- Wampir! – Krzyczy, tracąc resztki panowania. Jego głos niesie się po ogrodzie, wieszcząc kolejne nieszczęścia.

- Boisz się? – Tym razem to drobny Nefryt boleśnie drwi z naszego oponenta. Do tego wychodzi zza moich pleców i odważnie staje u mego boku.

- Śmiej się póki możesz, morderco! Jutro całe królestwo dowie się o twoim istnieniu. Zobaczymy, czy będziesz równie odważny w obliczu płomieni!

- Morderco? – Ta obelga zdaje się nieco dziwić różowowłosego, który podkreśla to lekkim uśmieszkiem, obnażając jednocześnie swoje ostre kły. – Powinienem się obrazić, lecz biorąc pod uwagę co sam masz na sumieniu… Może opowiesz Cassianowi o tym, jak dorobiłeś się majątku. Jestem pewny, że nie zna tej historii. Kopalnie złota należały przecież do twojego przyrodniego brata. Co się z nim stało? – Nefryt udaje, że zastanawia się nad szczegółami, chociaż obydwaj dobrze wiemy, że ma perfekcyjną pamięć. – To co uznajesz za swój największy skarb, także nie należało do ciebie. Odebrałeś to siłą i naznaczyłeś krwią. Nawet teraz naiwnie sądzisz, że twój głupi plan ma cień szansy na sukces? Tymczasem czeka cię jedynie potępienie. Czy taka nagroda cię satysfakcjonuje, panie?

- Zamilcz! – Rozwścieczony Wilbur puszcza w kierunku Nefryta wiązkę dziwnej energii, lecz wampir robi unik, odskakując w tył.

- Spudłowałeś – mój ukochany cicho chichocze, rozpływając się w ciemności.

- Poczekaj, jeszcze cię dopadnę, bestio! – Odgraża się Wilbur, ponownie kumulując dziwną energię, nad którą z trudem panuje.  Tym razem to ja jestem szybszy i neutralizuję jego atak.

- Tknij go palcem, a zmiażdżę cię jak robaka. To moje pierwsze i ostatnie ostrzeżenie. – Staję w obronie ukochanego, który materializuje się na wprost mnie, tuż za plecami Wilbura.

- Widzisz, Cassianie. To właśnie w taki sposób pozbył się kolejnych członków rodziny. Opanował kilka zaklęć i wydaje mu się, że jest panem świata. Nieładnie. – Nefryt grozi mu palcem.

- Ta magia jest w naszej rodzinie od pokoleń! – Wilbur zaciekle broni swojego zdania.

- Zgadzam się. Od pokoleń pozbywacie się w podobny sposób wszystkich, którzy stają na waszej drodze, łącznie z ojcem Cassiana. Niestety, tym razem odrobinę się przeliczyłeś. Korzystanie z zakazanych ksiąg karane jest śmiercią. Jesteś gotowy umrzeć za dokumenty, które ukrywasz?

- Zakradłeś się do mojej komnaty?! Pewnie mnie także chciałeś zabić! Przyznaj się, podły wampirze! Straż! Gdzie jest straż! – Wilbur nerwowo rozgląda się po otoczeniu. Nie zauważył, że ogród otoczony jest barierą. Dziwne. Nawet dziecko, używające mocy, wyczułoby energię, która wokół nas krąży. Czemu więc on tego nie czuje?

- Przyznasz, że to nie było zbyt trudne, biorąc pod uwagę stan, w jakim się znajdowałeś. – Nefryt dalej prowokuje DiMarone, śmiejąc mu się prosto w twarz. – To alkohol czy kiepskiej jakości eliksir tak na ciebie działa?

W ogrodzie zapada śmiertelna cisza, która wywołuje gęsią skórkę na mojej skórze. Wilbur zamierza zaprezentować swoje możliwości? I czemu Nefryt ani przez chwilę nie jest zdziwiony jego zachowaniem? Prawdopodobnie już od dawna był na to przygotowany. Żałuję, że nie wtajemniczył mnie w swoje plany i nie powiedział co robił w jego komnatach. Mężczyzna wykorzystuje swoją moc i zrzuca kaptur z głowy nieśmiertelnego. Nefryt uśmiecha się w odpowiedzi.

- Kolejna pełnia księżyca napełni światłem dusze wojowników. Położą oni kres nieprawości i przywrócą triumf prawdzie. Przykre jest to, że nikt nawet nie wspomni o twojej porażce – wampir wpada w trans i dzieli się z Wilburem wizją, która nie zapowiada się dla niego zbyt pomyślnie.

- Na twoim miejscu martwiłbym się raczej o siebie, wampirze. – Tym razem to Wilbur zaczyna się śmiać. Jego śmiech brzmi złowrogo i groźnie. Przeraża mnie. Chcę go uciszyć. Najlepiej na zawsze, dlatego sięgam po miecz, którym zamierzam przeszyć serce mojego przeciwnika. Jakiś głos wewnątrz mnie nakazuje, abym się nie wahał i zrobił to jak najszybciej. Tymczasem ten szaleniec rzuca się na Nefryta. Szepcze jakieś stare zaklęcie. Jego ręce stają się długie i przezroczyste. Chwyta nimi wampira za gardło i zaczyna go dusić.

- Nefrycie! – Dopadam do ukochanego, lecz zanim udaje mi się go uwolnić, Wilbur rozpływa się w powietrzu. Srebrne ostrze tnie jedynie ciemność, która nas otacza.

- Wracaj! – Krzyczę, próbując odciąć  mu drogę ucieczki.

Ostatnie czyny Wilbura sprawiają, że coś we mnie pęka. Przez moje serce przelewa się fala nienawiści, która musi znaleźć ujście. Przy moim boku pojawia się Norman oraz inni żołnierze, gotowi do walki.

- Przeszukać zamek! Macie natychmiast znaleźć tego zdrajcę! – Rozkazuję moim ludziom.

- Cassianie… – Rozdygotany Nefryt niezgrabnie próbuje schować twarz pod kapturem. Jego dłonie dygoczą. Podchodzę do ukochanego i chowam go w swoich ramionach.

- Nic ci nie jest, najdroższy? – Pytam, jednocześnie próbując rozpiąć czarną pelerynę. Wolę osobiście sprawdzić, czy Wilbur nie wyrządził Nefrytowi krzywdy.

- Panie, ja się nim zajmę. Jeśli się nie pospieszysz, ucieknie nam! – Norman nalega, abym dołączył do poszukiwań. Ignoruję go. Moim priorytetem jest obecnie zapewnienie bezpieczeństwa mojemu wybrakowi, którego biorę na ręce i przenoszę do bezpiecznej sypialni. Niedługo wstanie słońce, a siły wampira ewidentnie osłabły.

- Idź, czekają na ciebie. – Nefryt popędza mnie do działania.

- Za chwilę. – Maksymalnie wzmacniam barierę, która otacza naszą komnatę. Pozbywam się także przeklętej peleryny, aby móc na własne oczy przekonać się, czy mój anioł nie ucierpiał. Widząc sino-czerwone pręgi, które „zdobią” alabastrową skórę, mam ochotę własnoręcznie ukatrupić tego podłego zwyrodnialca.

- Wilbur popełnił niewybaczalny błąd rzucając się na ciebie – cedzę przez zęby.

- Nic mi nie jest – Nefryt sięga po moją dłoń, którą badałem ślady na jego szyi i przykłada ją do swojego policzka. – Znikną zanim się obudzę.

- Proszę, napij się – podtykam rózowowłosemu mój nadgarstek. – Nie wiem, czy wrócę przez zmierzchem.

- Cassianie, nic mi nie jest. – Nefryt jak zwykle bagatelizuje sytuację.

Czuję się rozdarty. Z jednej strony chcę zostać z Nefrytem i się nim zająć, ale z drugiej… Widok Wilbura, którego wtrącam do lochu, poprawi mi humor na bardzo, bardzo długo.

- Zobaczymy się, gdy zajdzie słońce – Nefryt uśmiecha się do mnie czule.

- Obiecaj, że nie opuścisz naszej sypialni.

- Przecież wiesz, że w dzień nie mogę tego zrobić.

- Przysięgnij. Jesteś tu chroniony. Nie wiem co bym zrobił, gdyby coś ci się stało.

- Będę tu na ciebie czekał, obiecuję. Nie szukaj Wilbura, bo to strata czasu. W zamku nadal przebywa jego adwokat. Schwytaj go, póki jest jeszcze czas. Ten mężczyzna… On ma przy sobie pewną listę… Musisz ją zdobyć za wszelką cenę.

- Dobrze. Zrobię, jak mówisz.

- A teraz daruj. Jestem zmęczony. – Nefryt zamyka oczy. Zmusił się do ostatniej wizji, aby mi pomóc. W takich chwilach nigdy nie myśli o sobie.

- Mój piękny… – Gładzę wampira po włosach. – Śpij spokojnie.

***

Kolejne godziny są dla mnie wyjątkowo pracowite. Przy pomocy Normana udaje się nam schwytać wszystkich mężczyzn, którzy towarzyszyli Wilburowi w zamku. Z początku nie chcą z nami współpracować. Naiwnie sądzą, że ich przywódca po nich wróci. Tymczasem nic takiego się nie dzieje. Aby nieco zmiękczyć ich zatwardziałe serca, wtrącamy ich do najodleglejszej części królewskiego więzienia. Mój przejaw „gościnności” nieco ich ośmiela. Pierwszym krokiem w tym kierunku jest zdobycie listy, o której wspominał Nefryt. Dokument podzielony jest na trzy kolumny. W pierwszej wypisano nazwiska popleczników, w drugiej szpiegów. Natomiast trzecia kolumna, najdłuższa, zawiera spis tych, którzy próbowali sprzeciwić się Wilburowi. Zdaniem Normana większość z nich nie żyje.

Późnym popołudniem pokazuję ten dokument moim ministrom, jako dowód świadczący o tym, że to DiMarone winny jest zabójstwa barona oraz jego dzieci.

Mężczyźni szepczą między sobą, bojąc się wypowiedzieć na głos to, o czym wszyscy doskonale wiedzą.

- Śmiało. Co powinienem zrobić? – Pytam zebranych, czekając na ich propozycje.

- Panie, jesteśmy z tobą – odważnie oświadcza sir Nolan, który cieszy się największym szacunkiem wśród królewskich ministrów i przedstawicieli najznamienitszych rodów.

- Zamierzam schwytać zdrajców, stłumić bunt i osądzić ich przywódcę, Wilbura DiMarone – dzielę się z zebranymi moimi planami. – Kazałem zebrać wojsko. Ogłoście ludziom, by mieli się na baczności i nie wychodzili z domów po zmroku. Normanie – zwracam się do mojego opiekuna. – Wyznacz sowitą nagrodę w zamian za pomoc i współpracę. Może dzięki temu uda się nam uniknąć najgorszego.

- To dobra decyzja, królu Cassianie. Masz nasze pełne wsparcie. My także uważamy, że najwyższa pora zrobić porządek z tymi patałachami. – Sir Nolan jest pełen wigoru. Podejrzewam, że pierwszy rzuciłby się na pole walki, choć jego sędziwy wiek wskazuje, że powinien doglądać wnuków.

- Nefryt powiedział, że odniesiemy zwycięstwo w czasie najbliższej pełni księżyca – przytaczam zebranym słowa wampira.

- Nefryt? – Po sali znowu roznosi się szum szeptów. – To wampir… Jego wysokość powinien się go pozbyć… Ponoć to on odpowiada na śmierć barona…

Przez kilka chwil wsłuchuję się w komentarze towarzyszących mi ministrów. Jedne z nich są agresywne, inne stonowane. Część mężczyzn doskonale zna Nefryta, który często towarzyszył mojemu ojcu.

Ojciec… On nigdy nie przejmował się zdaniem innych. Zawsze robił wyłącznie to co sam uważał za słuszne. Nie bał się podejmować decyzji, bo zawsze był gotowy ponieść ich konsekwencje. Jakiś czas temu ja także podjąłem pewną decyzję. Postanowiłem związać się z wampirem.

Wstaję ze swojego miejsca i pozbywam się czarnej zbroi. Moje nietypowe zachowanie sprawia, że szepty i dyskusje natychmiast milkną. Dziesiątki par oczu wpatrują się we mnie czekając na to, co chcę im obwieścić.

- To nie Nefryt odpowiada za śmierć barona i jego dzieci – wcielam się w rolę obrońcy. – Tak, jest wampirem. Nie potrafi przenikać przez ściany. Nie rzuca zaklęć. Nawet gdyby chciał, nie byłby w stanie sforsować zabezpieczeń królewskich lochów. Nie muszę wam tego tłumaczyć, bo doskonale o tym wiecie. Ojciec od lat korzystał ze specjalnych zdolności Nefryta i nigdy tego przed wami nie ukrywał.

- Panie, przecież to wampir! Pewnie zabił ich dla krwi! – Odzywa się daleki kuzyn sir Nolana. To młody mężczyzna, który dopiero od niedawna należy do ścisłego grona notabli. Przyglądam mu się przez chwilę. Młody dziedzic wpatruje się we mnie z lekkim przestrachem.

- Nefryt nie stanowił i nie stanowi zagrożenia. Zwłaszcza teraz. Jeśli kłamię, niech odezwie się ktoś, kto został przez niego zaatakowany lub słyszał od innych o podobnym incydencie.

- Wasza wysokość, czy nie sądzisz, że rozsądniej byłoby pozbyć się go z pałacu? – Tym razem głos zabiera ministr żeglugi.

- Nie mogę tego zrobić – odpowiadam zgodnie z prawdą.

- Daruj śmiałość, królu Cassianie – wtrąca się sir Nolan. – Wielokrotnie podkreślałeś, że twój sposób rządzenia różni się od poprzedniego władcy. Wampir w bliskim otoczeniu króla stanowi zagrożenie. Chyba wszyscy się ze mną zgodzą w tej kwestii. Może więc mógłbyś rozważyć odesłanie Nefryta i…

- Nie zrobię tego – wchodzę generałowi w słowo. – Nie mogę tego zrobić.

- Dlaczego? – Sir Nolan nalega, abym wyjawił powód swojej decyzji.

- No cóż – podwijam rękaw koszuli, aby pokazać im znamię. – Wolę, abyście dowiedzieli się ode mnie niż snuli niekończące się domysły.

- Panie, nie rób tego! – Norman wpada w panikę i próbuje mnie powstrzymać.

- Nie. Mam dość życia w zakłamaniu. Wymieniłem z Nefrytem przysięgę – podnoszę rękę do góry. Nie boję się reakcji zebranych. Wprost przeciwnie. Cieszy mnie, że nie będę musiał dłużej dźwigać tego ciężaru. – Nefryt jest mój, a ja należy wyłącznie do niego. Kocham go. W imię tej miłości jestem gotowy wyrzec się korony.

- Król związał się z wampirem… Oszalał! Postradał zmysły… Król chce nas zostawić w przededniu wojny…. Biada nam wszystkim… – Komentarze rzucane przez zebranych przybierają na sile. Ponownie nakładam na siebie zbroję. Jestem gotowy do starcia z każdym, kto wypowie mi posłuszeństwo. Póki co zebrani zerkają jeden na drugiego, lecz nikt nie jest na tyle odważny, by rzucić mi wyzwanie.

- Pokochałem Nefryta zaraz po urodzeniu. Został mi przeznaczony. Jeśli mi nie wierzycie, możecie zapytać Normana. Gwarantuję, że potwierdzi moje słowa. Mój ojciec także o tym wiedział. Co więcej, zostawił mi to – wyciągam z kieszeni niewielkie pudełeczko, które jakiś czas temu zabrałem ze skarbca. – To obrączki, które wymienił z moją matką w czasie zaślubin. Były jego najcenniejszą pamiątką. Obejrzyjcie je. Własnoręcznie naniósł na nich nasze imiona. Moje i Nefryta. Nie zrobiłby tego, gdyby nie akceptował naszego związku. – Podaję pudełko sir Nolanowi. – Nefryt nie wie o tym, że jestem gotowy oddać koronę. Z pewnością próbowałby mnie powstrzymać. Część z was go nie zna, lecz zapewniam was, że ma dobre i szlachetne serce. Dzięki niemu jestem szczęśliwy. Nie wyrzeknę się ukochanego, nawet za cenę dziedzictwa, którego brzemię wcale nie jest tak lekkie, jak się wam wszystkim wydaje.


***

Niespodzianka :D

Wiem, nie tego się spodziewaliście, prawda? 

Zainteresowanych tematem mpreg polecam zerknąć do poprzedniego posta. Zależy mi na Waszym zdaniu. 

Pozdrawiam,

Wasz Kitsune 

środa, 1 maja 2019

Prawdziwy Romantyk, część XVIII


Mam za sobą nieprzespaną noc i jeszcze gorszy dzień. Obecność Wilbura staje się nie do zniesienia. Ten natręt tysiące razy pyta o te same szczegóły. Każe mi wszędzie sobie towarzyszyć, a jeśli mam szczęście i udaje mi się wyrwać chociaż na chwilę, obserwują mnie jego szpiedzy. Uśmiecham się pod nosem, ignorując zaczepki oraz nieprzyjemne aluzje. Chwilowo nie interesuje mnie śledztwo, które umknęło w martwym punkcie z braku jakichkolwiek dowodów oraz szerząca się fala pogłosek o moich bliskich relacjach z wampirami. Skupiam się wyłącznie na barierze, która ma zapewnić bezpieczeństwo Nefrytowi.
Nastaje wieczór. Żegnam się z dręczycielem i wracam do sypialni. Z prawdziwą przyjemnością podchodzę do wielkiego łoża, gdzie wśród licznych poduszek, śpi moje największe szczęście. Nagie ciało niebieskookiego okryte jest jedynie białym prześcieradłem. Pozbywam się ciężkiej zbroi i czekam, aż mój anioł otworzy oczy. Powinien był obudzić się kilka godzin temu. Dlaczego tego nie zrobił?
- Tęsknię... – Skarżę się nieśmiertelnemu, przysiadając na brzegu łóżka. Sięgam po pasmo jego długich włosów. Nefryt marszczy brwi, mrucząc coś niezrozumiałego. Rozpinam guziki koszuli, by jak najszybciej nakarmić moją miłość. Niechciana część garderoby szybko ląduje na podłodze. – Skarbie, wiem, że mnie słyszysz… – Muskam blady policzek, żebrząc o uwagę. – Obudź się – ponawiam prośbę.
- Za chwilę…
- To twoja ostateczna odpowiedź? – Zaczynam się śmiać, kładąc obok wampira. W ten sposób mogę objąć go ramieniem, czego od dawna pragnąłem.
- Cassianie… Jeszcze wcześnie… –  Nefryt zmienia ułożenie swojego ciała. Opiera głowę na moim ramieniu, tuląc się. Prawą dłonią sunie leniwie po moim umięśnionym brzuchu. Ten prosty gest wystarczy, by pobudzić stęsknione serce do intensywniejszej pracy. – Mam przestać? – Pyta niewinnie, lecz nie cofa ręki.
- To zależy – wstrzymuję oddech. Trudno mi się skupić na rozmowie, gdy przebiega ona w tak niecodziennych warunkach.
- Od czego?
Długowłosy wydaje się pewny siebie. Początkowo jedynie drażnił moją skórę samymi opuszkami, lecz teraz chce więcej. Smukłe palce dokładnie badają każdy milimetr obnażonej klatki piersiowej. Wampir się nie spieszy. Podchodzi do swojego zadania w sposób merytoryczny. Konsekwentnie doprowadza mnie do szaleństwa. Najpierw przesuwa rękę w górę, a następnie w dół. Gdy zaczyna smyrać mnie po dolnej części brzucha, muszę zareagować i go powstrzymać.
- Dość! – Łapię go za nadgarstek. – Nie odwracaj mojej uwagi. Miałeś mi powiedzieć gdzie byłeś, pamiętasz?
- Znowu chcesz tracić czas na takie bzdury? – Wywraca oczami, starając się uwolnić.
- Szukałem cię! Norman i ja przetrząsnęliśmy zamek kilkadziesiąt razy!
- Musiałem pobyć przez chwilę sam.
- Przez chwilę? Nie było cię kilka dni! – Żalę się, splatając nasze dłonie.
- Czasami potrzebuję odrobiny prywatności. – Nefryt ucieka wzrokiem, wpatrując się w zagniecenia na poduszkach. Zanim związała nas przysięga zdarzało mu się znikać na kilka dni, ale teraz… Nie wyobrażam sobie życia bez niego!
- Wybacz mi to, co powiedziałem. Nie chciałem cię ranić. Dobrze wiesz, że wcale tak nie myślę. - Skruszony, staram się wyjednać akt łaski.
- Nie wracajmy do przeszłości. – Wampir uśmiecha się smutno, wtulając szczelniej w moje ramiona.
- Kocham cię i dam wszystko, czego zapragniesz, tylko nie zostawiaj mnie więcej samego.
- Chcę twojej krwi. Jestem głodny, mój panie. – Nieśmiertelny w przeciągu sekundy zmienia ułożenie swojego ciała. Jest szybki i zwinny. Opiera lewą dłoń o poduszki, a prawą układa na moim policzku. – Mogę? – Upewnia się, że nie zostanie odepchnięty. Chłód, który od niego bije, przyprawia mnie o drżenie.
- Proszę – zachęcam, by przysunął się bliżej i wbił kły w moją szyję.
- Zamknij oczy – prosi zmysłowym szeptem. Z prawdziwą przyjemnością spełniam jego prośbę. Czuję dreszcze, gdy przytula się do mojego ciała. Oplatam go ramieniem w pasie. Nieśmiertelny chichocze, a następnie odchyla moją głowę do tyłu i przesuwa językiem po pulsującej tętnicy szyjnej.
- Zrób to – ponaglam go. – Ugryź mnie.
Ostre jak igły kły przebijają skórę. Mój ukochany wzdycha, po czym zlizuje życiodajne krople. Wplatam palce w jego włosy, poddając się fali przyjemności.
- W taki sposób nie zaspokoisz pragnienia - rugam wampira, który zawsze jest wobec mnie wyjątkowo delikatny.
- Być może – odpowiada, lekko się przy tym uśmiechając.
- Więc przestań się bawić i zacznij pić.
- Zbyt łatwo zapominasz o dzielących nas różnicach, mój panie. Gdybym się nie kontrolował, mógłbym niechcący wyrządzić ci krzywdę.
- Ty? – Dziwię się. – Jesteś najbardziej wrażliwym stworzeniem, jakie znam.
- Jestem również dzieckiem nocy.
- To nie ma żadnego znaczenia! – Chwytam Nefryta za kark, by móc go pocałować. Mój wybranek przymyka powieki, rozkoszując się powolną pieszczotą. Gdy zaczynam ssać jego dolną wargę, odsuwa się ode mnie, dawkując przyjemności. – A teraz pij. Jesteś głodny.
- Żyjemy razem tak długo, a ty nadal nie potrafisz pogodzić się z rzeczywistością, Cassianie.
- Co masz na myśli, ukochany? – Dopytuję.
- Pochodzimy z dwóch różnych światów.
- Kocham cię, a ty kochasz mnie. Nic innego się nie liczy. – Przytulam dłoń do wampirzego policzka.
- Właśnie dlatego, że kocham cię tak mocno, nie mogę ignorować faktu, że jesteś człowiekiem. – Ton jego głosu przepełniony jest rozsądkiem. Najwyraźniej z tego powodu obchodzi się ze mną jak z jajkiem.
- A gdybym był wampirem?
- Jesteś demonem, wasza wysokość.
- Czy gdybym był wampirem, traktowałbyś mnie inaczej? – Drążę temat, bo wydaje mi się, że odpowiedź może okazać się kluczem do rozwiązania naszych problemów.
- Gdybyś był wampirem… – Nefryt zamyśla się na chwilę. Rozsiada się wygodnie na moich biodrach. Rozpuszczone włosy spływają po jego nagich ramionach. Częściowo owinięty jest w pomięte prześcieradło. Wygląda tak słodko, że mam ochotę go zjeść.
- Nie patrz tak na mnie, bo nie ręczę za siebie – ostrzegam długowiecznego.
- Mi też jest trudno pozostać wstrzemięźliwym, ale jakoś nad sobą panuję.
- Wstrzemięźliwym? – Prycham.
- Cassianie, ty nadal niczego nie rozumiesz I nie słuchasz tego, co do ciebie mówię. – Wampir krzyżuje ramiona, po czym rzuca mi zniecierpliwione spojrzenie. – Twoja krew zbyt silnie działa na moje zmysły. Dla ciebie fizyczna bliskość to wyłącznie zabawa. Sposób na zaspokojenie i cielesną satysfakcję, a ja jestem inny. Pożądanie wzmaga chęć krwi. To cecha wspólna wszystkich wampirów.
- Przecież moja krew należy wyłącznie do ciebie. Możesz wziąć tyle, ile zechcesz.
- Cassianie – Nefryt gra na czas, szukając odpowiednich słów. – Cokolwiek sobie o mnie myślisz, jestem drapieżcą. Nie masz pojęcia, ile wysiłku wkładam w to, by się  pohamować. Na twoje szczęście mam już swoje lata, więc prędzej czy później…
- Wolałbym prędzej – komentuję cierpko, sięgając po pasmo różowych włosów. Trzymanie rąk przy sobie w jego obecności nie wchodzi w grę.
- Trzeba było o tym pomyśleć przed złożeniem przysięgi – wypomina mi.
- Powiedz to mojemu sercu. Od samego początku kochało i kocha wyłącznie ciebie.
- Demon i wampir. Dziwna z nas para.
- Nasz przypadek jest wyjątkowy, zupełnie tak jak ty – mruczę z zadowoleniem.
Nie wiem jak to się dzieje, ale moje dłonie samoistnie przesuwają się w kierunku szczupłych ud. Koniecznie chcą pozbyć się prześcieradła, którym są owinięte. Widok nagiego ciała ukochanego silnie działa na moje zmysły. A gdy pozwala się dotykać…
- Przekraczasz granicę – niebieskooki karci mnie pozbawionym emocji tonem. Jego wzrok błądzi po mojej dłoni, którą piszczę idealnie gładką skórę. Wszystko jest w nim doskonałe. Wąskie biodra, wcięcie w talii, płaski brzuch.
- Wcale nie – protestuję, broniąc swojej „zdobyczy”.
- Niepotrzebnie komplikujesz sytuację – Nefryt minimalnie odchyla głowę do tyłu. Jego tęczówki ciemnieją. Przygryza dolną wargę, by nie wymsknęło mu się choćby  najcichsze westchnienie.
- No wiesz… Jestem grzeczny i potulny jak…
Niespodziewanie zostaję zaatakowany. Wampir blokuje moje ruchy. Choć jest drobniejszy ode mnie, bez problemu popycha mnie na poduszki. Z siłą, której się po nim zupełnie nie spodziewałem, unieruchamia moje dłonie, chwytając za nadgarstki. Zaczynam się szczerze śmiać.
- Trzeba było powiedzieć, że mam ci się poddać – udaję uległego. Tymczasem z mocno bijącym sercem czekam na efekty „agresji”, której się wobec mnie dopuścił.
Ku mojemu zaskoczeniu, usta wampira zaczynają całować mnie po szyi. Są przyjemnie chłodne i kontrastują z buchającym wewnątrz mnie ogniem. Po chwili zabawy wbija we mnie kły i drażni ranę czubkiem języka. Już mam powiedzieć, żeby się nie hamował, lecz  Nefryt ma zupełnie inny plan. Porzuca wybrane przez siebie miejsce i przenosi się niżej. Skubie moją skórę malutkimi kłami. Poruszam się niespokojnie, bo moje ciało nie jest w stanie znieść napięcia, które mi funduje. Wampir przytrzymuje mnie w miejscu i ponownie gryzie, tym razem z pierś.
- Ach! – Ze ściśniętego gardła wyrywa mi się jęk rozkoszy. Mam nieodparte wrażenie, że właśnie na to czekał. Puszcza więc moje nadgarstki i ciasno splata nasze palce. Jego oddech studzi moją żarzącą się skórę. Unosi głowę i posyła w moją stronę figlarne spojrzenie.
- Mam przestać? – Pyta, kusząco oblizując usta.
- Nie – szepczę, zahipnotyzowany tak erotycznym widokiem. Nefryt uśmiecha się do siebie, po czym zlizuje ze mnie cienką stróżkę krwi. Co ciekawe, nie zamierza poprzestać na dwóch ukąszeniach. Po jego minie wiem, że szuka kolejnego miejsca, by ucztować. Tym razem za cel obiera mój brzuch. – Aniele… Może już wystarczy. – Z trudem panuję nad swoim oddechem. Wydawało mi się, że wytrzymam, ale to ponad moje siły. Pierwszy raz Nefryt poczyna sobie ze mną w taki sposób. Podoba mi się, gdy tak robi, jednak moja silna wola powoli słabnie. Zastępuje ją kumulujące się w podbrzuszu napięcie.
- Pomogę ci… – Szept wampira mami moje zmysły. – Ufasz mi?
- Tak, ale…
- Nie sądziłem, że potrafisz być uroczy, mój panie – Nefryt uśmiecha się lekko. Gdzie się podziało jego zawstydzenie?
- Bo zwykle nie jesteś taki – syczę, wstrzymując oddech.
- Chciałeś wiedzieć, jak jest między wampirami, prawda? Pokażę ci…
Obietnica małego krwiopijcy ma dość frywolny podtekst.
- Pozbądź się ubrań – rozkazuje mi. Nie wiem, co zrobić. Czy on tylko się mną bawi, czy też serio zamierza oddać? – Cassianie… – Ponagla mnie do działania.
- Pragnę cię, aniele. Tak bardzo cię pragnę… – Zatapiam palce we włosach Nefryta i wymuszam na nim namiętny pocałunek. Nie jest on niewinny i delikatny. Wprost przeciwnie. Smakuje pasją oraz od dawna skrywanymi marzeniami. Obejmuję kochanka w pasie i przyciągam bliżej. Chcę całym sobą czuć jego bliskość. Magia również działa na moją korzyść. Moje ubrania po prostu rozpływają się w powietrzu. Znikają razem w prześcieradłem wampira. – Chodź do mnie – niecierpliwię się.
- Chcę krwi. – Nieśmiertelny wtula twarz w moją szyję, ponownie się w nią wgryzając. Jest rozpustny i odważny, co bardzo mnie kręci. Ociera się o mnie niczym kot. Na samą myśl, że za chwilę będziemy się kochać, cały dygoczę. Nefryt bezbłędnie odczytuje moje myśli i postanawia troszeczkę się nade mną poznęcać. Z wielką wprawą zaciska palce na moim pobudzonym członku. Nie mam pojęcia skąd wie, jak należy to robić, lecz mało mnie to obchodzi. Może ze mną robić co zechce. 
Zimne wargi błądzą po ranie na mojej szyi. Krew go oszałamia. Przysysa się do rany. Spazm rozkoszy rozchodzi się po całym moim ciele. W mojej głowie pojawiają się wizje, których doświadczam dzięki ukochanemu. Ściany pokoju zaczynają wirować. Czuję się tak, jakbym leciał z olbrzymią szybkością, co zdarzało mi się bardzo dawno temu, gdy uczyłem się poskramiać czarną moc. Zbyt dużo bodźców. Zbyt silne napięcie. Nie chcę z tym walczyć. Wolę się poddać. Spełnienie jest milimetry ode mnie.
- Cass…
Orgazm jest jak porażenie piorunem. Wydaje mi się, że krzyczę, lecz nie słyszę własnego głosu. Każdą komórkę mojego ciała wypełnia obezwładniające szczęście. Nie jestem w stanie oddychać. Duszę się, przygnieciony uczuciami, o istnieniu których nawet mi się nie śniło. I jest mi dobrze… Tak dobrze…
- Cassianie… – Do moich uszu dociera zmartwiony głos ukochanego. Chciałbym mu odpowiedzieć, lecz nie mogę. Jestem zbyt zmęczony.

***

Uwięziony między jawą i snem… Gdzie jestem? Moje ciało wydaje się bardzo odprężone. Błogi uśmiech sam ciśnie się na usta. Czuję ciepło, które krąży tuż pod skórą.
Nie… To nie ciepło, tylko miłość.
Jestem zakochany.
Nefryt…
Widzę szumiący las, który pachnie deszczem. Korony wielkich, rozłożystych drzew poruszają się z gracją, jakby tańczyły. Bezszelestne podmuchy wiatru. Zapach igliwia. Szybko bijące serce…
Gdzie jest Nefryt?!
Otwieram oczy, zaalarmowany ciszą, która wokół mnie panuje. W ustach czuję smak krwi. Wokół mnie panuje ciemność.
- Dobrze się czujesz, ukochany?
Obracam się niespokojnie, podążając za znajomym głosem. Magia, którą w sobie noszę, rozpala drobne kryształy, zamocowane tuż przy suficie. Ich przytłumione światło rozjaśnia mrok panujący w sypialni.
Obok mnie na łóżku siedzi wampir, ubrany w elegancką, jedwabną suknię. Jego widok najpierw zapiera mi dech, a potem uspokaja.
- Jesteś… - Oddycham z ulgą.
- Zawsze przy tobie będę – odpowiada nieco naburmuszonym tonem. – Dobrze się czujesz?
- Bardzo dobrze. – By to podkreślić, siadam na łóżku. Dotykam dłonią ust, na których czuję metaliczny smak.
- Przepraszam. – Mój wybranek jest pełen skruchy. Przez chwilę uważnie mi się przygląda, po czym gryzie się w palec i podsuwa mi go, abym dalej pił. Dopiero ten gest uświadamia mi, dlaczego tak dziwnie się zachowuje. Mieliśmy się kochać, a ja… zemdlałem?!
- Dlaczego? – Jęczę niepocieszony, rzucając się na poduszki.
- To moja wina. – Nefryt spuszcza głowę. – Nie wziąłem pod uwagę, że jesteś przemęczony.
- Skarbie, nie mów takich rzeczy. Łamiesz mi serce. – Pocieram skronie, zastanawiając się, co dalej powinienem zrobić. Nefryt jest smutny. Pewnie mu się wydaje, że zrobił mi krzywdę. A co, jeśli nigdy więcej nie zechce mnie dotknąć? Ta myśl napawa mnie strachem i bólem. – Aniele… – Spoglądam w oczy mojego wybranka, po czym podrywam się ze swojego miejsca i mocno go obejmuję.
- Cassianie! – Piszczy przestraszony.
- Nie uciekaj – powstrzymuję go, gdy dyskretnie próbuje się odsunąć. – Kocham cię i akceptuję takim, jaki jesteś.
- Z mojej winy zemdlałeś.
- Skarbie, to nie ma żadnego znaczenia – bagatelizuję problem, gładząc Nefryta po włosach.
- Mówiłem, że to zbyt wcześnie! Potrzebujemy więcej czasu i… – Przerywam potok słów pocałunkiem. Wampir od razu mi ulega. Poddaje się słodkim pieszczotom, chętnie rozchylając wargi.
- Chcę spróbować jeszcze raz, a ty? – W napięciu czekam na odpowiedź. Nefryt unosi ociężałe powieki, po czum dotyka mojej twarzy.
- Ja też, ale nie dzisiaj. Niedługo wstanie słońce. – Zerkam w kierunku okna. Ma rację. Niebo powoli się rozjaśnia.
- Będą inne noce, prawda? – Uśmiecham się, pełen nadziei.
- Skorzystajmy z uroków tej, która jest nam dana i przejdźmy się po ogrodzie. – Nefryt zmienia temat naszej rozmowy, po czym uwalnia się z moich objęć i poprawia suknię.
- Teraz? – Dziwię się jego nietypowej prośbie.
- Nie masz ochoty na spacer?
Tysiąc razy bardziej wolałbym zostać w łóżku i poprzytulać ukochanego. Cięgle jest mi go mało. Czuję się nienasycony, stęskniony, a jednocześnie szczęśliwy. Czekałem ponad sto lat, by Nefryt był tylko mój.
Przenosimy na dziedziniec, skąd zaledwie kilka kroków dzieli nas od prywatnych ogrodów królewskich. Wstęp do tego miejsca ma zaledwie kilka osób. Jedną z nich jest Norman, który niespodziewanie pojawia się przy moim boku.
- Widzę, że odnalazłeś swoją zgubę, wasza wysokość. – Mężczyzna przez chwilę przygląda się mojemu towarzyszowi z dużą uwagą. Jego przenikliwy wzrok sonduje drobną postać, schowaną pod czarną peleryną. Nefrytowi nie podoba się ta nagła atencja ze strony opiekuna. Uśmiecha się kwaśno, obnażając kły.
- Tęskniłeś? – Rzuca od niechcenia, naciągając na głowę kaptur. – A może liczysz na pochwałę za nieudolne poszukiwania?
- Jeśli o mnie chodzi, to nie miałbym nic przeciwko, gdybyś przez kolejne tysiąclecia siedział w mysiej norze, gdzie twoje miejsce, paskudo – służący celowo prowokuje kolejne starcie.
- Norman! – Piorunuję go wzrokiem.
- Marny z ciebie pożytek. Nie dość, że na polu bitwy nie umiesz się w żaden sposób wykazać, to jeszcze paradujesz po zamku z zabawnych kieckach. – Mój opiekun nie przepuści okazji, by „wymienić serdeczności” nielubianym wampirem.
- Dość! – Próbuję się go pozbyć, zanim rozpęta prawdziwe piekło.
- Gdyby nie fakt, że twoje szczęście uzależnione jest od tej różowej przybłędy, królu Cassianie, to nawet siłą nie zmusiłbyś mnie do poszukiwań!
- Nie przejmuj się, ukochany. To tylko brednie starzejącego się frustrata – komentuje Nefryt, opierając jednocześnie głowę o moje ramię. – A teraz idź sobie tam, skąd przyszedłeś. Chcemy pobyć sami.
- Panie, w obecnej sytuacji to dość nierozsądne. – Norman, między słowami, próbuje mnie ostrzec. Jestem mu wdzięczny za troskę i dobre rady, ale… Między Nefrytem i mną dokonuje się właśnie ważny przełom. Nie chcę zepsuć tak pięknych. Tak rzadko mam okazję, by sprawić ukochanemu radość. Spacer po ogrodzie tuż przed świtem to bardzo romantyczny pomysł. Cieszę się, że możemy pobyć razem, jak zwyczajna para.
- Nie bądź śmieszny! – Oburza się wampir. – Nie naraziłbym go na niebezpieczeństwo! W przeciwieństwie do ciebie znam przyszłość i wiem, co jest nam przeznaczone. Cassianie? – Nefryt wyciąga do mnie dłoń odzianą w czarną rękawiczkę. – Nie marnujmy czasu, którego tak niewiele nam pozostało…
Słowa niebieskookiego wydają mi dość dwuznaczne. Słysząc je, przeszywa mnie dziwny dreszcz. Spoglądam na Nefryta. On również wydaje się odrobinę zmieszany, zupełnie jakby nieświadomie wypowiedział o jedno zdanie za dużo. Już mam go wypytać o szczegóły, lecz wampir uśmiecha się promiennie, świętując swój sukces nad Normanem, który rozpłynął się w ciemności.
- Chodźmy tędy – Nefryt wybiera jedną z alejek, która prowadzi do najbardziej odległej części ogrodu. – Dawno razem nie spacerowaliśmy.
- A ty dawno nie byłeś aż tak radosny – zauważam subtelną zmianę w jego zachowaniu.
- Jestem zakochany. To chyba normalne.
- Ja też jestem zakochany – przechwalam się.
- Cassianie... – Mój anioł przytula się do mnie, zadowolony z komplementu. – Pocałuj mnie – prosi niespodziewanie.
- Z prawdziwą przyjemnością – odpowiadam, pochylając się, by złączyć nasze usta. Obejmuję Nefryta ramieniem. Jego bliskość wprawia mnie w szampański nastrój.
- Mamy towarzystwo… – szepcze wampir, niechętnie się ode mnie odsuwając.
- Kogo znowu licho niesie? – Obracam się, by odszukać intruza, lecz nikogo nie widzę.
- Chowa się wśród drzew i nie ma przyjaznych zamiarów…

czwartek, 25 kwietnia 2019

Prawdziwy Romantyk, część XVII


W pierwszej chwili chcę biec za Nefrytem, lecz postanawiam dać nam obydwu chwilę oddechu. Tu nawet nie chodzi o niego, a o mnie. To ja muszę jak najszybciej zapanować nad emocjami, bo jestem w totalnej rozsypce.
Dlaczego powiedziałem mu te przykre rzeczy? Przecież wcale tak nie myślę. Kocham go. Czemu więc celowo zraniłem jego uczucia? Zadałem ból, choć dobrze wiem, że Nefryt jest wyjątkowo wrażliwy. Moim obowiązkiem jest chronienie go, a co zrobiłem? Okazałem się draniem bez uczuć.
Resztę nocy spędzam wpatrując się w granatowe niebo. Nie widać gwiazd. Nefryt od zawsze był moją gwiazdą. Przełamał ciemność, która mnie otaczała. Co by się ze mną stało, gdyby nie pojawił się w moim życiu? Mój mały, srebrny płomyczek…
Do świtu pozostaje jedynie kilka minut. Z niepokojem obserwuję drzwi prowadzące do naszej sypialni. Powinien za chwilę tu być. Czy zdążę go przeprosić za swoje zachowanie? Czy mi wybaczy, jeśli przysięgnę, że nigdy więcej nie skrzywdzę go w taki sposób?
Wstrzymuję oddech, gdy pierwsze promienie jasnego słońca przebijają się przez nocne chmury.
Nie wrócił… Nie wybaczył mi…
Nakładam zbroję i ruszam do apartamentów, które dawniej należały do mojego ukochanego. Uwielbiał spędzać w nich czas. Zazwyczaj czytał książki lub szkicował mapy. Nie zliczę, ile nocy spędziłem w jego towarzystwie. Obserwowanie zwyczajów nieśmiertelnego od zawsze wydawało mi się fascynującym zajęciem. Udawałem, że uczę się zaklęć. Tymczasem całą swoją uwagę poświęcałem wyłącznie niebieskookiemu. Wtulał się w ulubiony welurowy fotel. Jego długie włosy spływały po szczupłych ramionach. Skóra była blada i chłodna. Za każdym razem, gdy mnie dotykał, a robił to wyjątkowo rzadko, jeszcze długo czułem przyjemne mrowienie. Chciałem wiecznie trzymać go za rękę. Przytulić. Pocałować. Jednak Nefryt nie wykazywał zainteresowania tak przyziemnymi sprawami. Był milczący i zdystansowany. Mimo to pozwalał mi przesiadywać w swoich pokojach, zupełnie jakby było to czymś naturalnym. Już wtedy wiedział, że będziemy razem.
Razem…
Gdzie jesteś, ukochany?
Zdenerwowany i zmartwiony, przemierzam zamek w poszukiwaniu mojej zguby. Wysyłam niewielkie cząstki czarnej energii, by pomogły mi znaleźć śpiącego wampira. Czuję go. Wiem, że jest gdzieś blisko.
- Norman! – Przywołuję sługę, który natychmiast pojawia się u mego boku. – Znajdź Nefryta! – Rozkazuję, nie tracąc czasu na zbędne tłumaczenia.
- Jak sobie życzysz, panie. – Mężczyzna kłania się nisko. O nic nie pyta. Słowa wydają się zbędne. Doskonale wie, że wampir jest dla mnie wszystkim.
Znamię, które pojawiło się na moim ciele w chwili złożenia przysięgi, zaczyna lekko szczypać. Sam już nie wiem, czy to wina rozbuchanej wyobraźni, która karmi się strasznymi wizjami, potęgowanymi niedawną kłótnią z moim aniołem, czy też stało mu się coś złego. Odchodzę od zmysłów, czekając na powrót Normana.
Mój opiekun potrzebuje mniej więcej godziny, by ponownie przeszukać cały zamek. Gdy powraca do sali tronowej bezradnie rozkładając ręce, wpadam we wściekłość.
- Mówiłem, że masz go znaleźć!
- Wasza wysokość, wybacz śmiałość, ale jedyne miejsce, do którego nie mam dostępu, to twoja sypialnia.
- Uważasz, że przeoczyłbym Nefryta, gdyby spał w naszym łóżku?! – Posyłam podwładnemu zszokowane spojrzenie.
- Nie wiem, panie. Zwykle nie masz problemu, by go zlokalizować. Dlaczego powierzyłeś mi to zadanie?
- Bo pomimo łączącej nas więzi ten mały wrażliwiec zapadł się pod ziemię! – Tłumaczę krnąbrnemu opiekunowi.
 - Wrażliwiec? – Norman z zaciekawieniem powtarza po mnie to słowo. – Mogę wiedzieć co mu zrobiłeś, panie, że od ciebie uciekł?
- Zraniłem go – wyznaję szczerze. – Nie chciałem tego! Przysięgam, że nie chciałem! Sam wiesz, jak drażliwy jest na swoim punkcie. Zdenerwował mnie dziecinnym zachowaniem. Siedzimy na bombie zegarowej. Wilbur i jego spiskowcy. Niewyjaśnione morderstwa – zaczynam wyliczać. –  A on co? Drwi z niebezpieczeństwa! Bezustannie naciska, abym zdobył drugiego jednorożca. Zwykle nie mam nic przeciwko jego zachciankom i z przyjemnością kupię mu całe stado magicznych wierzchowców, ale nie będę zajmować się bzdurami w chwili, gdy wrogowie chcą polować na mojego wybranka! – Dyszę ciężko, na nowo rozdrapując świeże rany.
- Panie, nie wierzę, że potraktowałeś go aż tak brutalnie! – Norman nie ukrywa zdziwienia.
- Od kiedy los Nefryta leży ci na sercu? – Moja reakcja przepełniona jest szyderstwem. – Nie sądziłem, że doczekam dnia, w którym staniesz w obronie nieśmiertelnego.
- Wasza wysokość, znowu mnie nie rozumiesz. Nie chodzi mi o niego, lecz o ciebie. Przeklęta krew wydłuża życie.
- Nie mów tak! Zabraniam ci! Krew Nefryta nie jest przeklęta! – Norman nawet w tak trudnej dla mnie chwili nie potrafi okazać wsparcia. Nienawidzi mojego anioła, choć nigdy nie zaznał od niego niczego złego.
- Wasza wysokość, nie denerwuj się. Wampir trochę się boczy, ale szybko mu przejdzie. Wróci, gdy zgłodnieje.
- Do czego zmierzasz? – Pytam opiekuna, czując jednocześnie bardzo nieprzyjemne dreszcze. Czarna energia zaczyna się ponownie kumulować ostrzegając, że to co usłyszę może mi się bardzo, ale to bardzo nie podobać.
- Ty i on jesteście razem od niedawna. Wasza więź jest jeszcze krucha. Jeśli odmówi picia twojej krwi, osłabnie, a wtedy…
- Nie chcę tego słuchać! – Krzyczę. Oddalam od siebie ohydne wizje Normana. To prawda, że tylko ja mogę karmić Nefryta. Bez krwi będzie straszliwie cierpiał, ale to nie wszystko. Może postradać zmysły, a nawet rzucić się w ogień.
- Głodny wampir zawsze oznacza kłopoty, a tych ostatnich mamy pod dostatkiem. Będę go szukać aż do skutku – Norman klepie mnie po ramieniu. – Za bardzo cię lubię i szanuję, panie, abym mógł pozwolić, by twojej różowej księżniczce coś się stało.
- Dziękuję – mamroczę pod nosem, nieco spokojniejszym tonem.
- Nie panikuj, króli Cassianie. Poczekajmy do zachodu słońca, wtedy z pewnością wyjdzie ze swojej kryjówki.
Pokrzepiony słowami przyjaciela staram się ze wszystkich sił nie obnosić z moim smutkiem i zwątpieniem. Wprost przeciwnie. Razem z Wilburem i jego prawnikiem ponownie udajemy się do lochów, by jeszcze raz obejrzeć miejsce zbrodni. Natrętny gość ani na chwilę nie odpuszcza. Zadaje mi setki pytań i namolnie zadręcza towarzystwem. Pewnie liczy, że przebywając u mego boku dostrzeże coś niezwykłego. Ma pecha. Długie lata ukrywałem moje uczucia względem nieśmiertelnego. Mam w tym sporą wprawę. Tanie sztuczki to za mało, by mnie podejść.
Gdy słońce zaczyna zachodzić, odchodzę od zmysłów. Odprawiam Wilbura, który musi zadowolić się pospiesznie złożoną obietnicą, że wznowimy śledztwo z samego rana. Przenoszę się do sypialni i wstrzymuję oddech. Czekam, choć tak naprawdę nie wiem na co. Jak zareaguje Nefryt? Wróci? Czy będzie chciał ze mną rozmawiać? Nerwowo krążę po salonie. W głowie huczy mi od niewypowiedzianych myśli. Najpierw przeprosiny, a co później? Nie przygotowałem żadnego prezentu. Z drugiej jednak strony obawiam się, że Nefryt nie będzie chciał niczego ode mnie przyjąć. Co mam zrobić?! Co zrobić?!
Słońce znika za horyzontem, pozostawiając po sobie gasnącą łunę światła. Niebo ciemnieje. Wpatruję się w białe drzwi pokryte złoceniami. Czekam… Zamykam oczy, by łatwiej mi się było skoncentrować. Tysięczny już raz wysyłam wiązki energii, które mają mi pomóc w zlokalizowaniu wampira. Czuję go. Musi być gdzieś blisko, ale gdzie?
Załamany rzucam się w wir dalszych poszukiwań. Odwiedzam wszystkie pokoje należące w przeszłości do Nefryta. Zaglądam do każdej dziury, łącznie z lochami. Przeczesuję ogród oraz wszystkie ulubione miejsca mojego wybranka. Około północy jestem już zmęczony. Bezsilność daje mi się we znaki. Zaciskam dłonie w pięści, czując ich mimowolne drżenie.
- Norman! Pomóż mi! – Postanawiam wspomóc się mocami opiekuna, bo nie ufam już sobie i własnym zdolnościom. Przedtem wystarczyło, że pomyślałem o Nefrycie i od razu byłem przy jego boku. Co się zmieniło? Piłem jego krew. Jak to możliwe, że nie potrafię zlokalizować nieśmiertelnego?
Mój powiernik robi co może. Gdy powraca bez żadnych wieści, wpadam w otępienie. Nie jem. Nie śpię. Jedyne co do mnie dociera, to silny lęk. Boję się, że Nefryt już nigdy nie wróci. Pójdzie w ślady swojego ojca, nie dając mi szansy na odpokutowanie winy. Co się wtedy ze mną stanie?  Czy zdołam odnaleźć jego duszę dryfującą po zaświatach?
Piątej nocy dopada mnie totalne zobojętnienie. Jest mi wszystko jedno czy żyję, czy umieram. Wyobraźnia karmi się wspomnieniami o ukochanym. Wszędzie widzę jego piękną twarz. Słyszę słodki śmiech, który mami zmysły. Spanikowany Norman bezustannie przeczesuje zamek. Przeraża go myśl, że jeśli wampir się nie odnajdzie, porzucę królestwo, by popędzić za ukochanym. Ma rację. Tak właśnie zamierzam zrobić.
Około czwartej nad ranem postanawiam odwiedzić jednorożca. Magiczny ogier to oczko w głowie mojego lubego. Choć śnieżnobiały wierzchowiec ani razu nie pozwolił się dotknąć, Nefryt kocha go całym sercem. Każdej nocy rozpieszcza ulubieńca cukrowymi gwiazdkami, które hojnie rozsypuje na łące. Oswojone stworzenie rży wesoło na mój widok.
- Dobry konik… - Słyszę znajomy szept, który przyprawia mnie o miażdżący ból serca. Wstrzymuję oddech, zakradając się w kierunku rumaka. Niecałe dwa metry od niego stoi niewielka postać, ukryta pod czarną peleryną. Malutka, biała dłoń sięga do płóciennego woreczka, z którego wyciąga kolejną porcję słodkości. Zniecierpliwiony rumak nerwowo porusza łbem, dając w ten sposób do zrozumienia zakapturzonemu towarzyszowi, by ten nie tracił czasu i podzielił się z nim łakociami. Otwieram usta, chcąc zawołać ukochanego, lecz nie jestem w stanie wypowiedzieć ani słowa. Zrywam się do przodu, by pochwycić drobne ciało. Zaskoczony wampir nie jest w stanie dość szybko zareagować. Otulam go ramionami i przyciągam do siebie, by więcej nie uciekał. Uścisk jest tak mocny, że wyrządziłbym mu krzywdę, gdyby nie fakt, że na jego ciele nie pojawią się siniaki.
- Cass… - Nefryt próbuje zaprotestować, lecz nic nie może zrobić. Pod każdym względem jestem od niego silniejszy. Wykorzystuję przewagę i przenoszę nas od razu do sypialni.
Ostrożnie układam wampira na białej pościeli, a następnie odwiązuję wstążkę, by ściągnąć z jego głowy kaptur, pod którym pysznią się splątane pasma jego długich włosów. Czerń tkaniny powoduje, że skóra wampira wydaje się niezwykle jasna. Wręcz transparentna. Na jej tle wyróżniają się sine cienie, które nie dodają mu uroku. Przesuwam po nich opuszkami. Nefryt drży pod wpływem delikatnej pieszczoty. Wygląda inaczej niż kilka dni temu. Jego błękitne oczy straciły swój blask. Co gorsze, mój wybranek uparcie nie chce na mnie spojrzeć.
- Aniele… Błagam… - Proszę o odrobinę litości.
Nefryt wzdycha ciężko, po czym niechętnie unosi wzrok. Przez kilka sekund wpatrujemy się w siebie z niedowierzaniem. Szczęście gdzieś wyparowało, pozostawiając po sobie żarzące się zgliszcza. Pochylam się nad ukochanym i muskam jego usta swoimi. Już wcześniej zauważyłem, że skóra Nefryta zrobiła się znacznie zimniejsza. Czy to wina głodu, czy też bezpowrotnie złamałem mu serce? Wampir zamiera, nieprzygotowany na pocałunek. Powinien choć przymknąć powieki. Tymczasem bezustannie wpatruje się we mnie. Jest niczym bezbronne, zagubione dziecko, którym ktoś powinien się zaopiekować. To zadanie należało do mnie, ale czy po wszystkim, co miało miejsce między nami, zechce mi wybaczyć? Jest tylko jeden sposób, by to sprawdzić. Dotykam lodowatego policzka, po czym znacznie pogłębiam nasz wciąż niewinny pocałunek. Wampir mruczy coś niezrozumiałego w odpowiedzi.
- Kocham cię… Tak bardzo cię kocham! – Wyznaję łamiącym się głosem. – Zrób ze mną co zechcesz. Torturuj, wtrąć do lochów, połam kości.
- Cassianie…
- Tylko nigdy więcej nie zostawiaj samego – kończę przerwaną myśl. – Wolę umrzeć niż żyć bez ciebie.
Moje słowa budzą w nieśmiertelnym czułość. Z troską dotyka mojego policzka, muskając go opuszkami. W niebieskich tęczówkach wampira dostrzegam swoje odbicie. Ostatnie dni odcisnęły na mnie swoje piętno. Jestem szczuplejszy i przemęczony. Całe szczęście, że remedium na moje bolączki znajduje się tak blisko…
Niespodziewanie Nefryt gryzie się w palec i każe pić swoją krew. Dobrze wiem, że doskwiera mu silny głód. Dlaczego więc zdecydował się spotęgować nieprzyjemne doznania? Przecież jest całkowicie wyczerpany. Nie powinien dzielić się ze mną tak drogocennym darem, bo w ten sposób wzmaga jedynie własny głód.
- Nie. – Odsuwam dłoń różowowłosego. – Nie mogę.
- Nie chcesz… - Nefryt spuszcza wzrok, ukrywając rozczarowanie.
- Chcę – zapewniam go pospiesznie. – Jednak nie w chwili, gdy sam jesteś głodny. Proszę – podsuwam mu swój nadgarstek, lecz wampir nie reaguje. – Skarbie… - Unoszę jego podbródek do góry, by ponownie spojrzał mi w oczy.
-  Przytul mnie. – Nieśmiertelny mości się w moich ramionach. Zamyka oczy. Martwię się jego wyglądem. Nie przypominam sobie, by kiedykolwiek wcześniej prezentował się równie mizernie.
- Jeśli dobrowolnie nie zaczniesz pić, zmuszę cię do tego – ostrzegam ukochanego, gładząc go po skołtunionych włosach. Nefryt wtula twarz w zagłębienie mojej szyi. Zimnym oddechem drażni moją skórę. Przyciągam go bliżej, dając w ten sposób do zrozumienia, że zgadzam się na wszystko. Po chwili wbija we mnie ostre kły. Nie zadaje mi bólu. Wprost przeciwnie. Z gardła wyrywa mi się cichy jęk satysfakcji. – Tęskniłem za tym - zwierzam się.
Spragniony długowieczny bardzo ze sobą walczy. Instynkt każe mu zaspokoić głód, lecz wrodzona dobroć powstrzymuje mordercze zapędy. Po zaledwie kilku chwilach Nefryt ponownie gryzie się w palec, by zlikwidować rany. Podsuwa mi go także do ust, dzieląc się ze mną nieśmiertelnością. Jego krew ma dziś wyjątkowy smak. Pobudza mnie do życia. Napełnia energią. Kilka minut temu byłem wrakiem człowieka. Po tej krótkiej sesji jestem jak nowy.
- Kocham cię – szepczę, szukając jego oczu. Nefryt niespiesznie unosi się do góry. Chwytam go za kark i przysuwam bliżej. Namiętny pocałunek po tak długiej rozłące jest wszystkim, czego potrzebuję. Mój wybranek nieśmiało rozchyla usta pozwalając, by zawładnęło nami pożądanie.
- Jestem zmęczony. – Wampir odsuwa się ode mnie, pozostawiając niedosyt. Ukradkiem zerkam na tarczę zegara. Za wcześnie na spanie.
- Aniele…
- Jutro porozmawiamy – ucina temat. – Ty także powinieneś odpocząć. – Nefryt uśmiecha się do mnie blado. Moje zbolałe serce przypomina sobie o brutalnej rozłące. By zapobiec kolejnym ucieczkom postanawiam wzmocnić barierę wokół naszej sypialni. Teraz nie tylko nikt nie będzie mógł tu wejść. Nefryt nie zdoła jej sforsować. Nie wyjdzie stąd, jeśli tak postanowię.
- Nie zasnę wiedząc, że znowu możesz zniknąć – tłumaczę swoje postępowanie.
- Cassianie, tylko śmierć jest w stanie uwolnić cię ode mnie. Nie oznacza to jednak, że zawsze musimy przebywać razem. – Niebieskooki bagatelizuje sytuację.
- Twoje miejsce jest przy mnie! – Wypominam mu. – Masz być zawsze blisko!
- Przez cały czas byłem blisko. Czułeś moją obecność, prawda?
- Czułem się porzucony i opuszczony! Dlaczego zostawiłeś mnie na tak długo?! Zraniłem cię nieprzemyślanymi słowami. Nie masz pojęcia jak silne wyrzuty sumienia odczuwałem i odczuwam. Jednak twoje zniknięcie… - Nabieram gwałtownie powietrza, by zneutralizować paraliżujący mnie ból. – Nefrycie, nie umiem i nie chcę bez ciebie żyć! – Desperacja i żal w moim głosie sprawiają, że w moim kochanku zachodzi jakaś zmiana. Zaczyna patrzeć na mnie inaczej. Stara się zachować kamienną twarz, lecz przychodzi mu to w trudem.
- Akurat o to nie musisz się martwić, wasza wysokość. Dzięki przysiędze masz mnie na własność. Należę tylko do ciebie. – Wampir uśmiecha się do mnie, walcząc z opadającymi powiekami. Jest wyczerpany, a jego ciało bezwładne.
- Śpij, piękny – zaczynam gładzić go po głowie. – Jutrzejszej nocy opowiesz mi ze szczegółami o tym, gdzie byłeś. Jeśli odmówisz, zostaniesz uwięziony…