niedziela, 11 czerwca 2017

mpreg 9

„Bezsenne Noce


Czy ja wyglądam na perfekcyjną panią domu?! Nie pamiętam kiedy ostatnio tak ciężko harowałem... Jeśli nie sprostam oczekiwaniom mamy, gotowa wystawić mnie za drzwi. Najwyższy czas pomyśleć o zatrudnieniu kogoś do sprzątania.
Wieszając pranie w ogrodzie, spoglądam w kierunku werandy. Skupiony Eli zajęty jest rysowaniem. Co pewien czas uśmiecha się i porusza ustami, lecz nie słyszę tego, co mówi. Prawdopodobnie szepcze coś do dziecka.
Wracam do domu i rozglądam się po otoczeniu. Czy powinienem zrobić coś jeszcze? Na górze wszystko lśni. Wolę to sprawdzić, bo jeśli mama zorganizuje test białej rękawiczki, moja przyszłość może zostać zagrożona... Jeszcze tylko zakupy. Oprócz listy, zostawionej przez moją rodzicielkę, muszę zorganizować sobie coś do ubrania, skoro zdecydowałem się tu przeprowadzić. No i zapytać Eli o składniki na obiad. Spokojnie, tylko spokojnie... Nie wolno go denerwować...
Idąc przez trawnik, który wkrótce będę musiał skosić zauważam, iż jedna ze ścian jest biało-zielona. Wygląda to tak, jakby ktoś pobrudził ją farbą. Jeśli to ojciec, to nie chciałbym być w jego skórze... Obchodzę budynek, by sprawdzić skalę zniszczeń, lecz to co widzę, przerasta moje najśmielsze oczekiwania. Tylna ściana wygląda jak łąka, na której dopiero co zakwitły setki maków. Są tak idealnie wkomponowane w resztę ogrodu, iż patrząc na nie z tej perspektywy, wydają się trójwymiarowe. Zaskoczony tym odkryciem spędzam kilka długich minut podziwiając jego pracę. W końcu przypominam sobie o zakupach. Nabieram powietrza do płuc, by nabrać sił przed kolejną konfrontacją.
- Widziałem kwiaty, które namalowałeś dla mamy. Są piękne - dobrze Max. Tak trzymaj. Może dzięki komplementom zdobędziesz przewagę.
- To drobiazg - odpowiada automatycznie. Nie zaszczyca mnie ani jednym spojrzeniem. Wpatrzony jest w swoje najnowsze dzieło. Stara się ukończyć jak najwięcej prac, które pan Robinson z pewnością szybko sprzeda.
- Jadę do sklepu.
- To jedź.
- Potrzebujesz czegoś?
- Nie od ciebie.
- Eli! - mój podniesiony głos sprawia, iż pędzelek, którym poprawiał kontury, wypada mu z ręki i robi czarną plamę na jasnozielonych listkach gałązki brzoskwiniowej.
- O nie! - próbuje ratować zniszczoną akwarelę, lecz jest już za późno.
- Przepraszam, nie chciałem - kajam się, widząc jego smutne spojrzenie.
- Trudno... Muszę zacząć od początku - sięga po nową kartkę.
- Spójrz na mnie - nie wytrzymuję napięcia. Przysuwam sobie jedno z wolnych krzeseł, by usiąść jak najbliżej niego. - Musimy porozmawiać.
- Nie mam czasu. Zmarnowałeś godzinę mojej pracy.
- To potrwa chwilę, obiecuję - chłopak opiera się o krzesło i otula brzuch ramionami.
- Mów - zakłada za ucho dłuższe kosmyki jasnych włosów, które rozwiewa mu wiatr.
- Powinniśmy, dla dobra dziecka, jakoś się dogadać - przerywam, czekając na jego reakcję.
- To wszystko?
- A czego się jeszcze spodziewałeś?
- Przeprosin - wypala.
- Ja?! Mam cię przepraszać? Za co? - irytuję się. - Jeśli chodzi o misia, to powiedziałem przecież, że go odkupię!
- Tu nie chodzi o maskotkę, lecz całokształt twojego postępowania.
- Całokształt czego...?! Czy ty się słyszysz?! Od samego początku staram się...
- Max, nie chce tego słuchać - przerywa mi. - Ty nadal niczego nie rozumiesz - wzdycha.
- A ty niby tak?
- To się nazywa dojrzałość. Potrafię wyciągnąć wnioski, a ty nie.
- No teraz to sobie pojechałeś po bandzie! Jestem prawie dwa razy starszy od ciebie!
- Ale nie mądrzejszy. Wybacz, mam sporo pracy.
- Nie skończyliśmy naszej rozmowy!
- Rozmowa opiera się na dialogu, a ty mnie nie słuchasz.
- Chcę mieć udział w życiu dziecka!
- A ja chcę święty spokój. Męczysz mnie - podnosi się ze swojego miejsca, po czym zaczyna sobie rozmasowywać dół pleców.
- Męczę?! To ty mnie męczysz! Zrobiłbym wszystko, bylebyś zniknął z mojego życia raz na zawsze! Jesteś jak pasożyt, który przyssał się do mojego życia! Psujesz moje relacje z synem, z rodzicami! Nie jestem w stanie skończyć nowej książki! A ty... - ogarnia mnie szał, nad którym nie mam kontroli. Bezskutecznie szukam czegoś, czym mógłbym mu jeszcze dopiec. Eli przez chwilę patrzy mi prosto w oczy, a potem... Po jego policzkach zaczynają spływać łzy. Zostawia mnie samego i idzie w kierunku domu.
Zaciskam palce na oparciu krzesła, a po chwili szarpię nim, przewracając część mebli. Co ja zrobiłem?! Co ja najlepszego zrobiłem?!
Siadam na sofie i chowam twarz w dłoniach. I co, Max? Cieszysz się, że udało ci się go złamać? To nie było specjalnie trudne, nie? Szlag by to trafił! Wrażliwiec cholerny! Mógł mi się odciąć. Albo uderzyć. A ten co? Zaczął ryczeć, jak baba!
Powinienem sprawdzić, czy wszystko z nim w porządku. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby dziecku coś się stało.
Zaglądam do salonu, a potem do kuchni. Nie ma go. Pewnie poszedł na górę. Po cichu wchodzę po schodach. Drzwi od pokoju są uchylone. Tu też go nie ma? Gdzie mógł pójść?
- Eli? - waham się przed otwarciem łazienki. Gdy odpowiada mi cisza, zaczynam się mocno niepokoić. Popycham drzwi. Tu też go nie ma?!
Coraz bardziej zdenerwowany przeszukuję cały dom. Wołam go i wołam, lecz nic to nie daje. Idioto, masz jego numer! Wyciągam z kieszeni swój telefon i wybieram numer.
- Abonent chwilowo niedostępny...
Spokojnie, Max... Za chwilę się znajdzie. Ostatecznie dokąd mógł pójść? Nikogo tu nie zna. To mała miejscowość. Przejadę się po głównych ulicach i po kłopocie.
Odpalam silnik mojego mercedesa i z piskiem opon opuszczam podjazd. Krążę i krążę po całej okolicy, lecz po Eli ani śladu. Nie zapadł się pod ziemię! Nie ma tu taksówek, pociągów, czy metra. Autobus też się tu nie zatrzymuje. Gdzie on jest?!
Moje rozmyślania przerywa telefon od ojca.
- Halo? Tato? Jesteś w domu? - zarzucam go pytaniami.
- Tak, właśnie wróciłem. A ty? Zrobiłeś już zakupy?
- Jeszcze nie - pytać go o Eli czy nie? Jeśli powiem, że przeze mnie uciekł, ojciec przerobi mnie na miazgę, lecz jeśli nie powiem, a jemu coś się stanie... - Tato, jest z tobą Eli? - dukam zdenerwowany.
- Eli? Nie, nie ma go. Dzwonił do mnie jakiś czas temu. Powiedział, że idzie na spacer.
- Mówił dokąd?
- Max... To nie jest nasz więzień. Jeśli chce wyjść z domu, to...
- Powiedział ci, gdzie idzie? - przerywam mu, by wydobyć bezcenną informację. Mój puls zdaje się wariować. Uspokoję się, gdy tylko odnajdę tę beksę.
- Nie. Wspominał tylko, że wróci wieczorem.
- Freddy! On będzie wiedział gdzie poszedł! - przypominam sobie o jego jedynym znajomym.
- Freddy pojechał na spotkanie hotelarzy. Wróci za kilka dni.
- Ach tak? - wredny dupek! Musiał wyjeżdżać akurat teraz?!
- Max, prosiłem cię, prawda? Zostaw go w spokoju. Czasami każdy potrzebuje pobyć trochę sam ze sobą. Eli lubi spacerować. Jak zgłodnieje, to wróci - jego słowa stanowią kiepskie pocieszenie, lecz prawda jest taka, że ojciec zna go znacznie lepiej niż ja. - Jedź do sklepu, albo skup się na swojej pracy - radzi mi.
- Tato...
- Wiem o waszej kłótni - skraca moje męki.
- Ja to naprawię, obiecuję, tylko powiedz mi, gdzie on jest!
- Nie powiem, bo nie wiem. Wiem za to, że wróci wieczorem.
- Ale...
- Zajmij się swoimi obowiązkami. I kup coś na obiad. Przez ciebie straciłem okazję, by zjeść coś orientalnego - w jego głosie słychać rozdrażnienie.
- Dobrze, jak sobie życzysz - nie chcę zaogniać sprawy, więc się rozłączam.

By opanować emocje, postanawiam posłuchać ojca i udaję się do wielkiego centrum handlowego, skąd przywożę masę ubrań, tony jedzenia, a także nowego, puchatego niedźwiedzia. Układam go na łóżku Eli razem z landrynkami.
Siadam blisko okna i zaczynam wprowadzać poprawki do scenariusza. Pracuję nieprzerwanie przez kilka godzin. Około dwudziestej jestem u kresu wytrzymałości. Schodzę na dół. Rodzice oglądają telewizję.
- Dzwonię na policję! - oświadczam im.
- Na policję? Nie ma takiej potrzeby - tata odkłada gazetę na stolik.
- Nie ma go cały dzień!
- Synku, uspokój się - mama stara się nieco mnie wyciszyć, lecz jest na to zdecydowanie za późno!
- Nie mogę! Jeśli wiecie gdzie on jest, macie mi natychmiast powiedzieć!
- Maxwell... Napij się czegoś na uspokojenie, bo niepotrzebnie panikujesz. Pamelo, daj mu coś, bo jego huśtawki nastrojów świętego wyprowadziłyby z równowagi!
I kto tu kogo prowokuje?! Na uspokojenie, tak... Ciekawe, czy będąc na moim miejscu, siedziałby teraz beztrosko przed telewizorem... Myśli, że jest taki mądry, bo jego syn jest już dorosłym mężczyzną, a mój nie ma jak poprosić o pomoc... Nie martw się synku, tata cię odnajdzie i ochroni, zobaczysz... A gdy tylko Eli wróci do domu, przywiążę go do...
- Dobry wieczór - uciekinier, jakby nigdy nic, wchodzi do salonu. Ma na sobie te same ciuchy, które miał ubrane rano, a także swoją torbę, przewieszoną przez ramię. Nic mu nie jest!
- Mówiłem - szepcze do mnie ojciec. - Czekaliśmy na ciebie - uśmiecha się do niego.
- Chodź, skarbie. Zrobię ci coś do zjedzenia - proponuje mama.
- Dziękuję, nie jestem głodny. Zostawiłem swoje rysunki w ogrodzie. Muszę po nie pójść.
- Ulżyło ci? - ojciec staje za moimi plecami, gdy obserwuję chłopaka wpatrując się w przeszklone drzwi, prowadzące na taras.
- Nawet nie wiesz jak bardzo - mamroczę pod nosem. - Myślałem, że zapadł się pod ziemię, albo jeszcze gorzej - po raz pierwszy głośno mówię o moich obawach.
- Max, sam już nie wie jak mam do ciebie dotrzeć. Mam nadzieję, że ta sytuacja czegoś cię nauczy. Jeśli nie zmienisz swojego postępowania, bezpowrotnie pogrzebiesz szansę, by wszystko naprawić. Rozumiesz?
- Tak - przyznaję niechętnie.
- A jeśli jeszcze raz podniesiesz na niego głos, pofatyguję się do sądu i załatwię ci zakaz zbliżania się, a gdy dziecko się urodzi, zeznam pod przysięgą, że nie nadajesz się na ojca. Zostaniesz pozbawiony praw i nigdy więcej nie zobaczysz ani jego, ani maleństwa - szokujące słowa ojca działają na mnie jak kubeł zimnej wody.
- Nie zrobiłbyś tego... - spanikowany wpatruję się w jego twarz. Jest poważny i opanowany, co oznacza, iż dobrze to sobie przemyślał.
- Chcesz się przekonać? - pyta, klepiąc mnie po policzku, po czym wraca na swój fotel.
Tymczasem blondyn wraca z ogrodu i kieruje się wprost na górę.
- Dobranoc - żegna się.
- Nie chcesz z nami posiedzieć? Zrobię ci kakao - kusi go mama. Dokładnie widzę, jak przesuwa palcami po brzuchu. Dziecko z pewnością ma na nie ochotę.
- Może innym razem - spogląda na mnie wymownie. O nie mój drogi, tak nie będziemy robić. Idę do kuchni i otwieram lodówkę. Wyciągam mleko, które planuję podgrzać.
- Pomogę ci - mama zabiera mi karton z ręki.
- Dziękuję.
- Przypilnuj, żeby coś zjadł, dobrze? - układa na talerzyku malutkie rogaliki, które specjalnie dla niego kupiła.
Gdy kakao jest gotowe, zabieram tacę na górę. Tak jak przypuszczałem, Eli siedzi przy stole i przegląda plik prac, których nie zdążył jeszcze spakować.
- Proszę - podsuwam mu kubek. Ignoruje mnie, jakbym był niewidzialny. Misia i landrynek też nie chce, bo odłożył je na moje łóżko. Przeczesuję włosy palcami, bo nie wiem co teraz. - Pomóc ci? - sięgam po szkice, które odłożył.
- Nie dotykaj - zabiera mi je.
- Przepraszam... Nie chcę cię denerwować. Za tamto też przepraszam - jestem szczery i wkładam w te słowa całego siebie. Chłopak wpatruje się we mnie fiołkowymi tęczówkami. Jest zmęczony. Jestem pewny, iż marzy o tym, by położyć się do łóżka. - Pomogę ci - ponownie oferuję mu swoje usługi przy pakowaniu.
- Nie chcę.
- Obiecuję, że postaram się lepiej nad sobą panować - sięgam po kubek, który przed nim stawiam. - Mama to zrobiła, nie ja. Nie wiedziałem, że lubisz takie rzeczy. A właściwie nie ty, tylko on - uśmiecham się. Obłaskawienie go jest trudne. To jak próba pogłaskania skorpiona. Jeden nieprzemyślany ruch i po mnie... Z prawdziwą satysfakcją obserwuję, jak wyciąga drobną dłoń w kierunku kubka. Właśnie tak, napij się. Wiem, że chcesz...
- Dzidziuś lubi cukier... - jak zahipnotyzowany wpatruje się w unoszącą się nad napojem stróżkę pary. W końcu przyciąga go do siebie i ostrożnie moczy usta. - Nie jest słodkie... - rozczarowany spogląda na swój brzuch. Rzeczywiście, mama nie dosypała cukru. Być może zrobiła to dlatego, że stałem obok...
- Przyniosę cukierniczkę - wreszcie mam szansę, by się wykazać. Synek lubi słodkie kakao, to tatuś mu je da.
Zbiegam po schodach i wpadam do kuchni. Przeglądam wszystkie szafki w kredensie.
- Mamo, gdzie jest cukier?
- Nie ma.
- Nie mamy cukru? Dlaczego? - dziwię się.
- Jak to dlaczego? Zasypywałeś mnie wiadomościami o cukrzycy ciążowej, więc by nie kusić losu, oddałam mój zapas sąsiadce.
- Żartujesz, prawda? - Max, powinieneś się teraz sam kopnąć w tyłek...
- Po co ci cukier, synku? Ty nie słodzisz, a Eli nie wolno. Sam tak mówiłeś.
- Nie ma cukru - oświadczam po powrocie na górę. - Może jeszcze zdążę do sklepu - spoglądam na zegarek. - Zamykają za dziesięć minut. Jeśli zignoruję ograniczenia prędkości, powinno się udać.
- Bez przesady. Wypiję to i idę spać - teraz ja również jestem rozczarowany. Taka prosta rzecz i okazała się być poza moim zasięgiem.
- To może zjedz rogalika? - proponuję.
- Nie, dziękuję. I tobie też nie radzę ich jeść. Są ze sklepu ze zdrową żywnością - wtajemnicza mnie.
- Nie może być aż tak źle - sięgam po jedno z ciastek. Gryzę, a po chwili żałuję, iż nie mam go jak wypluć. - Co to ma być?! Chcą nas zabić?
- Jedna z koleżanek twojej mamy stwierdziła, że weźmie z niej przykład i ruszyła z nowym biznesem. Zawsze je we mnie wpycha. Zazwyczaj chowam je do torby i karmię nimi ryby w jeziorze.
Jezioro! To tam byłeś! Nie jesteś głodny, bo miałeś torbę wypchaną tym paskudztwem! Współczuję ci...
- Koniec z tym. Powiem jej, że jesteś uczulony na... - ciasteczko wygląda tak niewinnie, a smakuje jak... - cokolwiek to jest - prycham.
- Chyba otręby.
- Otręby - powtarzam po nim. W tej chwili mój wzrok zatrzymuje się na landrynkach. - Wiem, co zrobimy - rozrywam opakowanie, po czym wrzucam kilka z nich do kubka.
- Max...
- Teraz będzie słodkie - zapewniam go. - Skosztujesz?
- Nie.
- Sam mówiłeś, że dzidziuś chce cukru.
Waha się, lecz w końcu ulega dziecku. Wydawało mi się to nierealne, lecz ono naprawdę ma na niego wpływ.
- Dobre?
- Tak.
- Cieszę się.
Może to głupie, lecz przepełnia mnie radość. Improwizowałem, ale udało się. Mój synek jest zadowolony. Tak bardzo chciałbym go dotknąć. Poczuć to nowe życie, schowane pod skórą. I kto wie, może dziecko wiedziałoby, że to ja... Tatuś bardzo cię kocha, malutki.

52 komentarze:

  1. Chyba jednak są jakieś szanse dla Maxa :D
    Za landrynki ma wielkiego plusa :D.
    A ojciec Maxa jest po prostu genialny. Uwielbiam go :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przekupił Cię landrynkami? Serio? Mnie nie. Nadal uważam, że jest zły.

      Twój Kitsune

      Usuń
    2. Nie przekupił, ale widzę światełko w tunelu :D. Może wreszcie zacznie coś docierać do niego.

      Liczę, że jego ojciec jeszcze nieraz przypomni mu, jak powinien się zachowywać.

      Usuń
    3. Ja ciemność widzę. Lubię obserwować, jak Max w niej błądzi, szukając tej właściwej ścieżki :D

      Twój Kitsune

      Usuń
  2. Max twoje humorki to gorzej niż kobieta w ciąży.. Myślisz, że jak dasz cukierki to wszystko będzie już dobrze, o nie.. Na pewno cię jeszcze poniesie i wszystko zepsujesz. Tata Max'a uwielbiam gościa. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Max to Max. Na szczęście tata czuwa :D
      A co będzie dalej? Zobaczymy :)

      Twój Kitsune

      Usuń
  3. Landrynki na zawsze przestają mi się kojarzyć tylko z moją babcią! Rozdział jest słodki, Max zachowuje się jak rozkapryszony pięciolatek, a Eli jak zawsze cierpi na niedobór cukru, to właśnie lubię:P. Max jest trochę ciapowaty, ale chyba dzięki niemu po raz pierwszy czytam mpreg z tak wielkim zainteresowaniem:D
    ~Fioletowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko ma swoje wytłumaczenie, lecz nie zamierzam niczego zdradzać, bo jestem wredny :D

      Nie przeczytałem żadnego mprega. Bazuję na streszczeniach opowiedzianych przez Joleen (zaprzyjaźniona yaoista to skarb :D).

      Twój Kitsune

      Usuń
    2. Ukłon w jej stronę, musi nieźle streszczać. Hmmmm, jeśli bazujesz się na jej doświadczeniach, to znaczy, że też dzięki niej mamy to opowiadanie, a zatem WIELKIE serducho dla was ode mnie, bo mam już co robić nudnymi wieczorami:D
      ~Fioletowa

      Usuń
    3. To prawda, jest w tym świetna :)
      Polecamy się na przyszłość :)

      Twój Kitsune

      Usuń
  4. Rozdział świetny :)
    Max to taki idiota i ignorant, że aż brak słów. Eli podrzuca mu wskazówki jak mógłby trafić do jego serca, ale nie... uparty idzie pod górkę.
    Szkoda mi Eli :( Całe życie wszyscy go ranią zaczynając od jego rodziców. Czekam aż w końcu poznamy historię jego życia. Obstawiam, że przebrnął przez niezłe piekło.
    A mpregi są spoko, ja bardzo lubię je czytać :) Większość, które przeczytałam były z fandomu HP, bo tam najłatwiej wytłumaczyć męską ciążę magią/eliksirem/rytuałem etc. i nie trzeba całego świata na nowo kreować.
    Do następnego Lisku ;*

    //Mika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eli? Do serca? Nie wydaje mi się :D

      Poza książkami, temat Harrego jest mi zupełnie obcy. To nie na moje nerwy.

      Twój Kitsune

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Lubię się droczyć z chłopakami. Na prawdziwą "dobranockę" dopiero przyjdzie czas :D

      Twój Kitsune

      Usuń
    2. No ja myślę, że w końcu się doczekam ^^

      Usuń
    3. To dopiero będzie szok :D

      Twój Kitsune

      Usuń
    4. Zobaczymy czy jesteś w stanie mnie zaszokować ^^

      Usuń
    5. Jestem w stanie, wierz mi :D

      Twój Kitsune

      Usuń
  6. Szok... Max zachował się jak... hmm... nie egoista... Nie wiem jak to określić... Powinien tylko troszkę bardziej uważać na to co mówi, ponieważ może go to zgubić... Warto było czekać :)
    Zyczę ci weny do tego opowiadania... i ogólnie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozwól, że ci pomogę. Max to PALANT. Nazywajmy rzeczy po imieniu :D Taka przypadła mu rola. W każdym razie to rozwojowa historia. Jeszcze wiele rzeczy przed nami :)
      Moim priorytetem jest obecnie nowe opowiadanie, nad którym cichutko sobie pracuję :) Uwielbiam je za dynamizm i szalone pomysły, które udało mi się wpleść z fabułę :D Muszę je pisać na zmianę ze Zdrajcą, z którym chciałbym się w czerwcu pożegnać, ale co z tego wyjdzie? Zobaczymy :)

      Twój Kitsune

      Usuń
    2. Wiesz co... Nie moę się doczekać... Bardzo lubię twoją twórczość... Często zaglądam tu gdy mam problem z pisaniem... Biorę przykład z twoich tekstów jak tworzyć i budować relacje miedzy ludzikie...
      A co do Maxa to cóż... Mam pytanie... On zawsze taki był, czy coś się w jego życiu stało, że takim palantem jest?

      Usuń
    3. Max jest troszeczkę zagubiony. Liczył na to, że zapłaci za dziecko i od razu zacznie je wychowywać. Jego plan nie obejmował ciężarnego Eli, wspólnego mieszkania i gróźb ze strony ojca. Ma chłopak wielkiego pecha.

      Twój Kitsune

      Usuń
    4. Nie chce wyjśc na jaką złą osobę, czy coś, ale po tym jak traktuje Eli dobrze mu tak... :D >w<

      Usuń
    5. Ale Max ma być zły. Lubię go takiego :D

      Twój Kitsune

      Usuń
    6. I taki ci wyszedł... Gratulacje... :3

      Usuń
    7. Max jest taki, jak zaplanowałem, lecz to nie jest poziom zła, do którego dążę.
      Jeśli czas pozwoli, to za pewien czas poznacie naprawdę złego seme. Mojego króla-seme. On to dopiero będzie ZŁY :D

      Twój Kitsune

      Usuń
    8. Nie wiem czy się bać, czy cieszyć... O.o

      Usuń
    9. Ja się go boję :D

      Twój Kitsune

      Usuń
  7. Jak widzę, jest jeszcze nadzieja... Max ... ech Max....
    Ojciec Maksa to zdecydowanie debeściak:)
    Ale, ale - Max jakby w pierwszej kolejności pomyślał o Eli'm a dopiero potem o dziecku (nie piszę, że o synu, bo póki co nie znam kobiety która ma syna i która w ciąży wołałaby łakocie, znam natomiast kobiety z córkami, które w ciąży wcinały kwaśne rzeczy na potęgę), ciekawe czy się połapał... MB

    OdpowiedzUsuń
  8. aaaaa i jeszcze jedno - podzielam ocenę otrębów!
    i jeszcze drugie -intrygujesz Kitsune nowym opowiadaniem, zaczynam się niecierpliwić, więc podzielam Twoją chęć zakończenia bieżących opowiadań :))) MB

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otręby są dobre :D I zdrowe. Polecam :)

      Nowe opowiadanie... Na chwilę obecną kończę 5 rozdział. Joleen przeglądała tekst i ciągle mi powtarza, że to moja nowa perełka :) Jej słowa dodają mi wiatru w żagle i nowe strony same się piszą :)

      Twój Kitsune

      Usuń
    2. Super! Pozdrów Królową!!! MB

      Usuń
    3. Pozdrowię :) Jesteśmy umówieni na wspólne jedzenie słodyczy w weekend :D

      Twój Kitsune

      Usuń
  9. Pewnie tylko mnie wkurzył ojciec Maxa. Nie wiem do końca dlaczego. Po prostu ugh. Nie przesadził?
    A Maxa jestem w stanie zrozumieć. Tak samo Eli. (Progres! Wcześniej go nie lubiłam :P) Czuję, że Max da sobie radę. Świetnie przekazujesz emocje Kitsuś. Z niecierpliwością czekam na wszystko co napiszesz. Tylko komentuję trochę później :P

    Wegi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bejbe, tata Maxa musi być ostry. Sprawy zaszły za daleko. Prośby nic nie dały, groźby też nie. Pora na broń ostateczną :D

      Twój Kitsune

      Usuń
    2. Przeczytałam "broń biologiczną" i już się przestraszyłam, że będziesz nas wtajemniczał w jakieś ponadrządowe sprawy. Wow, jak dobrze, że to broń ostateczna :'D

      Wegi

      Usuń
    3. Broń biologiczna? Ciekawy pomysł, lecz na inne opowiadanie :D

      Twój Kitsune

      Usuń
    4. Biedny chłopak został złapany przez rząd gdzie został królikiem doświadczalnym. W końcu udało się osiągnąć sukces! Oznacza to 0% ucieczki lub wydostania się od organizacji "Organizacji" (pamiętasz? :'D)! ALE DO OPIEKI NAD NIM PRZYDZIELONO MŁODEGO ŻOŁNIERZA! CO WYDAŻY SIĘ GDY ZAKOCHAJĄ SIĘ W SOBIE?! CO STANIE SIĘ Z NOWĄ BRONIĄ BIOLOGICZNĄ?! CZY ŻOŁNIERZ ZŁAMIE PRZYSIĘGĘ?!?

      Wegi

      Usuń
    5. Jak rozumiem bierzesz się za pisanie? :D Co mi przypomina, że kiedyś, w odległej galaktyce, pewna mała kaczuszka miała nas olśnić swoim blaskiem. Wiesz coś o tym? :P

      Twój Kitsune

      Usuń
    6. Coś Ty! Może kiedyś Ty coś z tego wyskrobiesz :D A jak nie, to sobie to zapiszę :P
      A kaczuszka będzie jednak chłopakiem! I co chwilę coś zmieniam w histori więc jeszcze poczekacie... Ale kiedyś się pojawi.

      Wegi

      Usuń
  10. Wszyscy bohaterowie w tym opowiadaniu są tak bardzo antypatyczni...WRÓĆ! wszyscy bohaterowie poza Maxem są antypatyczni. Na serio, może dla niektórych jego zachowanie jest 'fufufu no jak on tak może robić i krzyczeć na biednego Eli!!!', ale dla mnie tylko jego postawa (ale nie reszty postaci) jest zrozumiała i do usprawiedliwienia. Koleś tak bardzo chciał dziecko, synka, maleńką istotkę dla której poświęci swoje życie, nie udało się normalnie, to zatrudnił surogatkę, A CO DOSTAŁ ? Lekarz spartaczył robotę i zapłodnił pierwszego lepszego chłopaka. Już za to Max powinien zgłosić go do sądu! Ale to nie o to chodzi, pal licho to że chłopak a nie baba, tu chodzi o to na JAKIEGO chłopaka padło! Nie cierpię Eliego, co za pasywno-agresywny gówniarz! Jego zachowanie przypomina mi mojego 9-latniego kuzyna. On też jak czegoś od kogoś nie dostanie to traktuje tą osobę jak powietrze, i albo się w ogóle nie odzywa albo mówi tylko pół-słówkami, i to samo jest z Elim. Wielki panicz się obraził bo mu misia zniszczono, nosz kur...! Przecież widzi że Max się stara, ale ma to oczywiście w dupie, poza tym powinien go trochę zrozumieć. W pewnym sensie życzenie Maxa się spełniło- dostał coś w podobie dziecka, najgorszego dziecka jakie tylko można dostać... Oprócz tego, co Eli będzie miał z tego dziecka ? Skoro je tak bardzo chciał to czemu nie puścił się z kimś wcześniej, tylko czekał aż mu wszczepią plemnik Maxa ? No i właśnie, gdyby Eli był mądry, to pomyślałby trochę: 'Kurcze,ten facet naprawdę chce mieć syna skoro chciał nawet wynająć surogatkę. Należy mu się to dziecko, ja i tak nie miałem zamiaru być rodzicem, w końcu to zdarzyło się tak nagle.' Ale nie nie nie, Eli myśli tylko i wyłącznie o swojej dupce. Jeszcze te ciągłe 'Dzidziuś cię nie lubi'. Tia, bardzo dobry szantażysta z niego... A rodzice Maxa wygrywają nagrodę dla Najgorszych Rodziców Roku. Co oni chcą osiągnąć przez swoje żałosne zachowanie, no co ? Na miejscu Maxa powiedziałabym do nich 'Wiecie co ? Żal mi was, pierwszy lepszy przybłęda jest ważniejszy dla was niż własny syn. Skoro tak się sprawy mają, moja noga więcej tu nie postanie! Zatrzymajcie sobie tego swojego Eliego, ja moje dziecko i tak dostanę dzięki sądowi' i trzasnęłabym drzwiami. A co do jego ojca... boże, czy autor kiedyś naprawdę spotkał takiego faceta i się na nim wzorował pisząc tę postać ? Może tak naprawdę podoba mu się Eli i chce z nim jakieś bara-bara, a reszta to tylko przykrywka ? Bo innego powodu nie widzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja i Eli? Uuu...
      A tak na poważnie to jakie to ma znaczenie, czy bohaterowie są wiarygodni, czy nie? Facet w ciąży to od początku do końca fikcja literacka, która posłużyła mi do napisania takiej, a nie innej historii. To moja wizja i tylko moja. Nie piszę dlatego, iż oczekuję, że inni będą mi klaskać. Piszę, bo lubię. Mam taki pomysł, a nie inny, więc go realizuję. Skoro uważasz bohaterów za antypatycznych - nie czytaj. Po co się męczyć i tracić czas?
      Nie mogę się odnieść do treści opowiadania, bo nie chcę zdradzać żadnych szczegółów.

      Twój Kitsune

      Usuń
    2. Po pierwsze, gdzie napisałam że bohaterowie są niewiarygodni ? Na świecie jest bardzo dużo złych rodziców i ogólnie niemiłych ludzi, ale Ty jako autor powinieneś chyba umieć uzasadnić dlaczego postacie zachowują się tak a nie inaczej ? Po drugie, chyba odebrałeś mój komentarz zbyt osobiście, co ? Zauważ że nigdzie nie obraziłam ani nie skrytykowałam Cię, pisałam tylko o bohaterach opowiadania. Trochę dystansu... Zakładam że masz problem z moim komentarzem bo mam kompletnie inne zdanie o bohaterach - Ty, jak można zauważyć w komentarzach u góry,uważasz że Eli i rodzice zasługują na poklask a Max jest zły i niedobry, i obrażasz się gdy ktoś powie inaczej.

      Usuń
    3. Aha, zapomniałabym się zapytać, a co chodzi z tym 'Ja i Eli? Uuuu...' ?

      Usuń
    4. Mylisz się. Nie odebrałem Twojego komentarza osobiście. Możesz bez przeszkód pisać to, co myślisz. Każdy ma prawo do swojego zdania.
      Nie zamierzam odnosić się do postępowania bohaterów, bo nie chcę tego robić. Wszystko ma swoje wytłumaczenie, lecz nie na tym etapie opowiadania.
      Max jest zły. Lubię tak o nim myśleć. Sam dla siebie został czarnym charakterem. Jak już wspominałem, wszystko to nie dzieje się bez powodu.

      Twój Kitsune

      Usuń
    5. Do osoby co taki długi komentarz napisała sorry bardzo ale wychodzi nato ze ty swojego kuzyna nie lubisz letko mówiąc niewiem jak możesz go porównywać do fikcyjnej postaci która jest w ciąży bez sensu
      Druga sprawa twój komentarz jest chyba zbyt emocjonalny to w końcu opowiadanie a nie prawdziwe życie
      Poco się tak spinasz człowieku

      Usuń
  11. Kitsu tydzień mija a rozdziału nima :( ja tu wyczekuje dniami i nocami nieraz :D weż się zlituj :D Paula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem... Byłem na wsi, a tam przestawili antenę transmisyjną i nie mam internetu z żadnej sieci.
      Rozdział postaram się wstawić jutro, bo pisałem dużo, ale nie tego, co trzeba :D

      Twój Kitsune

      Usuń
  12. będę czekać :D Paula

    OdpowiedzUsuń
  13. Witam witam i o jaki kolejek rozdział pytam :D
    Ale widzę że nic nie dodałeś bo pewnie coś innego pisałeś :D
    Ale na pewno go napisałeś tylko nie dodałeś bo zapomniałeś :D
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze poprawiam. Wiem, że robi się późno, lecz uparcie nastawiam się na dzisiaj :D

      Twój Kitsune

      Usuń
  14. O mam nadzieję bo już nie mam vo czytać xD

    OdpowiedzUsuń