piątek, 22 września 2017

Prawdziwy Romantyk, część I


Spóźnię się! Pośpiesznie przemierzam korytarze, by jak najszybciej znaleźć się w swoim gabinecie, gdzie od kilku minut czekają na mnie przybyli goście. Odkąd Nefryt i ja jesteśmy razem, chcę poświęcać mu jak najwięcej czasu. Mój ukochany musiał pójść spać i obudzi się dopiero za kilka godzin. Trudno być dobrym królem zarywając noce… Mógłbym skorzystać ze swojej mocy i od razu przenieść się w wybrane miejsce, lecz wolę nie prowokować losu. Powody tak nagłego poselstwa nie do końca są dla mnie jasne. To może być pułapka, co wcale by mnie nie zdziwiło.
- A ja ci mówię, że jego wysokość nie ma pojęcia o tych sprawach – chichot młodej kobiety, dobiegający zza rogu sprawia, że postanawiam zwolnić kroku.
- Przecież jest królem – oburza się druga.
- No i co z tego? Król, nie król, moim zdaniem jest po prostu odpychający. Ktoś tak brutalny z pewnością pozbawiony jest wszelkich uczuć – wyrokuje. Nie umiem dłużej powstrzymać ciekawości i sprawdzam, kto wyrobił sobie o mnie aż tak złe zdanie. – Widziałaś jak zachowuje się wobec kobiet? Zupełnie je lekceważy! Ostatnio jego najbardziej zaufany doradca dwoił się i troił, spraszając na bal wiele dobrze urodzonych kobiet, by nasz monarcha wybrał spośród nich żonę i co? Nawet nie raczył spojrzeć w kierunku tych piękności – prycha gniewnie. Znam ją. To jedna z pokojówek. – Uśmiechnął się tylko raz, witając się z tym odrażającym wampirem, który tak często mu towarzyszy.
- A ty chciałabyś wiązać się z kimś bez miłości? Nasz król ma za sobą ciężkie chwile. Na jego miejscu ja również nie podejmowałabym żadnych pochopnych decyzji, zwłaszcza dotyczących przyszłości. - Jasnowłosą również znam. Pracuje na zamku od blisko roku. Skoro przebywa na tym piętrze, najprawdopodobniej awansowała.
- Bzdury! Król może i udawać miłego, lecz ja swoje wiem! To typ zimnego drania. Zamiast serca, ma w środku kawał magicznej blachy, równie twardej, jak jego zbroja, której nigdy nie zdejmuje. – Wysoka szatynka kończy przecieranie porcelanowych waz i odkłada ściereczkę do koszyka, przyglądając się efektom swojej pracy. – Król Cassian nie ma pojęcia o prawdziwej miłości. Nie wiedziałby jak oczarować damę swego serca – beztrosko ze mnie szydzi.
- A ja uważam, że się mylisz. Może nie jest typem romantyka i nie umie okazać uczuć, lecz dobry z niego człowiek.
Nie umiem okazywać uczuć? Nie jestem romantykiem? To krzywdzące obelgi, drogie panie. Niestety, nie mam czasu, by wdać się z wami w dyskusję. Żadna z was, choćby najpiękniejsza z pięknych, nie może równać się z moim ukochanym.

Po kilku godzinach wysłuchiwania nieustannych kłótni pomiędzy różnymi dygnitarzami, myślami wracam do dzisiejszego poranka. Może te młode kobiety miały rację? Całe dnie spędzam otoczony ludźmi, którzy bezustannie czegoś ode mnie chcą. Liczą na moje wsparcie, radę, żołnierzy. Mam karać przestępców, bronić granic, dbać o rozwój kraju. Moje obowiązki nie mają końca. Najgorsze są jednak potajemne sojusze tych, którzy liczą na to, że zepchną mnie z tronu – bezustannie muszę się z nimi zmagać. Zatruwają mnie od środka swoim jadem. Przygnieciony tym wszystkim marzę jedynie by tulić do siebie mojego anioła. Chciałbym jak najszybciej spojrzeć w oczy ukochanego i  wyczytać z nich prawdę o sobie. Schowałem go w naszej sypialni, do której nikt prócz mnie nie ma dostępu. Magiczna bariera chroni to kruche stworzenie nie tylko przed promieniami słońca. Nie życzę sobie, by ktokolwiek, poza mną, mógł patrzeć na niego, gdy śpi.
Słońce ma się ku zachodowi. Przepraszam moich gości i oddalam się na górę. Podchodzę do olbrzymiego łoża, by nacieszyć oczy jakże drogocennym widokiem. Złoto-czerwone promienie odbijają się od witrażowych szybek, oświetlając jego postać. Jest cudowny.
Rozsiadam się wygodnie i zsuwam z niego ciepłe okrycie. Nefryt ma na sobie jedwabny szlafrok w intensywnym odcieniu zieleni. Rozwiązuję supeł i odsuwam materiał na boki. Uwielbiam, gdy jest nagi. Pochylam się, by móc pieścić go po obnażonej skórze. Z prawdziwą czcią całuję znamię, które znajduje się na wysokości serca. Moje sanktuarium. Najdroższy, tak bardzo cię potrzebuję…
Demon nie może związać się z wampirem. Taki związek rodzi wiele niebezpieczeństw, w tym to najgorsze, mówiące o wzajemnej destrukcji. Pradawne prawo stanowi, iż jedna strona musi ulec drugiej. Tak od zawsze wyglądał nasz świat. Słabszy ulega silniejszemu. W naszym wypadku to niemożliwe. Nefryt nie może uważać się za mojego stwórcę, a ja nie przekażę mu części mojej mocy, choć bardzo bym chciał. Zamiast zagłębiać się w te zagadnienia, przesuwam językiem po jasnoróżowym sutku. Błękitnooki marszczy nieco czoło. Wkrótce się obudzi. Ostrożnie rozsuwam mu nogi i zaczynam głaskać po wewnętrznej stronie ud. Mój skarb nieznacznie się porusza i mruczy coś niezrozumiałego. Doskonale wiem o co mu chodzi, ale nie mam ochoty przestawać. Chcę go. Chcę, by w końcu był mój…
- Cassian… - szepcze, unosząc nieznacznie powieki. Właśnie na to od tak dawna czekałem. Atakuję jego usta z zaborczością, o którą dawniej nawet się nie podejrzewałem. Z całych sił zaciskam palce na pościeli, by dać upust frustracji, która powiększa się z minuty na minutę. – Kocham cię… - przerywa pocałunek i wtula się we mnie, błogo uśmiechając.
- Udowodnij – zachęcam nieśmiertelnego. Błękitne tęczówki rzucają mi rozbawione spojrzenie.
- Znowu mnie rozebrałeś… - karci mnie delikatnie, opatulając się szczelnie ręcznie malowanym materiałem.
- Dziwisz mi się? Jesteś tak piękny, że zakrywanie tego ciała stanowi brutalną torturę.
- Proszę, nie mów tak. Dobrze wiesz, że nie chcę cię ranić… - Nefryt wpatruje się we mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Nie chcesz mnie ranić, ale od wczoraj nic się nie zmieniło, prawda? Nadal nie chcesz mi się oddać… - wzdycham, siadając na skraju łóżka.
- To nie tak – mój najdroższy protestuje pośpiesznie, wstając i obejmując mnie od tyłu za szyję. – Kocham cię ponad wszystko, ale potrzebuję więcej czasu i…
- Oszaleję przez ciebie, wiesz o tym? – ponownie spoglądam mu w oczy, szukając zrozumienia.
- Przepraszam – wampir zwalnia uścisk i zaczyna wpatrywać się w delikatny, złoty wzór, naniesiony na jedwab ręką prawdziwego mistrza.
- Nie przepraszaj – unoszę jego brodę do góry. – Po prostu przyrzeknij, że ten dzień w końcu nadejdzie.
- Oczywiście, że tak – Nefryt wdrapuje się na moje kolana i układa głowę na moim ramieniu. – Jesteśmy ze sobą dopiero dwa miesiące, więc…
- Jesteśmy ze sobą ponad sto lat – przypominam mu, okręcając pasmo pastelowych włosów wokół palców.
- Chodziło mi o to, że nasz związek…
- Dobrze wiem, o co ci chodziło – całuję go w skroń. – Po części jestem człowiekiem i postrzegam czas inaczej niż ty.
- Wiele rzeczy postrzegasz zupełnie inaczej – wypomina mi.
- Kocham cię jak szalony. To chyba nic dziwnego, że chcę, abyśmy…
- Nie jestem na to gotowy – mój anioł ucina temat. Korzysta ze swojej wampirze szybkości i uwalnia się z moich objęć, znikając w olbrzymiej garderobie. Naciskanie na niewiele się zda, ale nie rozumiem, czemu jest tak uparty? Tłumaczyłem mu setki, nie, tysiące razy, że nie zrobię mu nic złego, a jedyne, co udało mi się osiągnąć, to dystans. Nefryt tak bardzo przestraszył się swoich uczuć, że poza pocałunkami, nie zgadza się na bardziej poufałą intymność. To po części moja wina. Gdybym nie skorzystał z magii i nie unieruchomił go na tych kilka słodkich chwil, zapewne nie uciekałby z krzykiem za każdym razem, gdy próbuję jakoś się do niego zbliżyć! Skąd mogłem wiedzieć, że okaże się taki płochliwy? Byłem pewny, że mając za sobą kilka stuleci, seks nie będzie stanowił żadnego problemu. Tymczasem wszystko mocno się skomplikowało…
- Skarbie… - Wchodzę za nim do jego królestwa i przez chwilę obserwuję, jak wybiera odpowiednią suknię.
- Która bardziej ci się podoba? – Waha się pomiędzy kobaltową, której dół zdobiony jest kryształkami, a ciemnozieloną, idealnie pasującą do jego ulubionej biżuterii. Ze względu na wartość sentymentalną nefrytów, niechętnie się z nią rozstaje.
- Obie są piękne – zapewniam go, układając dłonie na szczupłej talii mojego wampira. – Wiesz, że podobasz mi się we wszystkim.
- Jesteś kochany – Nefryt uśmiecha się radośnie. – Ta ma więcej zdobień – zachwyca się kryształkami. Od zawsze uwielbia nosić suknie. Jestem święcie przekonany, że zakłada je wyłącznie po to, by zawrócić mi mocniej w głowie. Nie musi się tak starać. Od urodzenia patrzyłem i patrzę wyłącznie na niego. Obecnie zakłada je głównie wtedy, gdy na zamek mają przybyć ważni goście. Jego zdaniem damski ubiór pozwala mu wtopić się w tłum, nie wzbudzając niczyich podejrzeń. Nie wszyscy są przychylni wampirom. Poza tym ukochany kazał mi przysiąc, że nikomu nie pisnę ani słowem o naszym kontrakcie. Ma to coś wspólnego z moim bezpieczeństwem. Przyznaję, że nie słuchałem zbyt uważnie. Byłem zaabsorbowany innymi detalami, takimi jak miękkie i chętne do pocałunków usta mojego wybranka.
Wystarczy chwila, by Nefryt zaczął wirować po pomieszczeniu w swojej eleganckiej kreacji, zapierając mi dech w piersiach. Gdy w końcu siada przed lustrem i zaczyna upinać włosy, podchodzę bliżej i nakładam mu na szyję kolię wysadzaną setkami malutkich diamentów.
- Cassian! – z niedowierzaniem wpatruje się w mój nowy prezent.
- Podoba ci się? – upewniam się, jakby nie wystarczyły mi srebrne iskierki w jego cudownych oczach. – Błyszczą bardziej niż kryształki. Jedno twoje słowo i każę je zastąpić diamentami.
- Jest piękna, ale ja…
- Ty jesteś najpiękniejszy. Kocham cię – całuję go w obie dłonie. – Postaram się lepiej nad sobą panować.
- To nie twoja wina, a moja… - Nefryt kolejny raz spuszcza wzrok, przygryzając jednocześnie dolną wargę.
- Wiem, że wydaję ci się bardzo napastliwy, ale poczekam tyle, ile będziesz chciał. Nigdy więcej niczego na tobie nie wymuszę. Dałem ci słowo i go dotrzymam. Przysięgam.
- Jesteś dla mnie taki dobry – broda zaczyna mi się trząść, a po policzku spływa pojedyncza, krwawa łza, którą od razu ścieram kciukiem, a następnie zlizuję ze swojego palca. Jego krew jest zbyt cenna, by ją marnować. Od razu uderza we mnie jedno z licznych wspomnień mojego wybranka. Kilka sekund, które z nadnaturalną siłą wciąga mnie niczym wir i pozwala obejrzeć skrawek jego dawnego życia. Tym razem jest to olbrzymie wrzosowisko, rozciągające się aż po horyzont. Wizja jest krótka, lecz to nie ma znaczenia. Liczy się to, że po raz kolejny odsłonił przede mną swoją wrażliwość. – I nie mów więcej, że coś na mnie wymusiłeś – dodaje zawstydzony. – Gdybym chciał, uwolniłbym się spod wpływu twoich czarów – przechwala się, pociągając nosem.
- Skarbie, nie płacz już, błagam – bezradny wobec takiego obrotu sprawy, przytulam go do siebie, by łatwiej się uspokoił. Gdyby chciał… To drobne ciałko nie należy do zbyt silnych. Wprost przeciwnie. To jedne z najbardziej bezbronnych wampirów, jakie kiedykolwiek spotkałem. Jego siła objawia się w uczuciach i emocjach, z których bezbłędnie czyta, lecz fizycznie nie stanowi żadnego zagrożenia. W magicznym świecie oznacza to tyle, co nic. Dlatego tym bardziej muszę go chronić.
- Dziękuję.
- Kogo, poza mną, zamierzasz oczarować dzisiejszej nocy? – dyskretnie zmieniam temat.
- O świcie przybyli posłańcy, prawda? – Mały spryciarz… Nic z tego. Nie pozwolę, abyś się dla mnie narażał.
- Nie musisz się nimi przejmować. Wkrótce odjadą – bagatelizuję sprawę, by odwrócić uwagę Nefryta od stada węży, którzy próbują udawać moich sprzymierzeńców.
- Ach tak? – rzuca lekko. – Obiecałeś im wspólną ucztę, która niedługo się rozpocznie. Idź, nie pozwól, by na ciebie czekali.
- Już mnie wyganiasz? Wolę zostać z tobą – pochylam się, by pocałować go w odsłonięty kark.
- Nigdzie ci nie ucieknę. Gdy wrócisz, zasnę w twoich ramionach, jak każdej nocy… - nieśmiertelny obniża głos, by brzmiał bardziej zmysłowo.
- Obiecaj mi, że poczekasz tu na mnie aż nie wrócę.
- Nie mogę tego zrobić, dobrze wiesz – niebieskooki sięga po długie pasmo swoich włosów i upina je za pomocą srebrnej spinki.
- Możesz. – W skrytości marzę o tym, by choć raz mnie posłuchał. – Wystarczy, że nawet na chwilę nie opuścisz naszej sypialni.
- Nie jestem twoim więźniem. – Nefryt wykorzystuje naszą bliskość i całuje mnie przelotnie w żuchwę. – Mam swoje plany.
- Od czasu do czasu mógłbyś być bardziej… - gryzę się w język, by nie użyć tego zakazanego słowa.
- Jaki? Jaki mam być? – podchwytuje temat, ocierając się o mnie niczym kot.
- Jeszcze chwilę i stracę resztki cierpliwości… - ostrzegam go, warcząc groźnie. Wampir nic sobie z tego nie robi i kontynuuje swoją grę.
- Przestanę, gdy odpowiesz na moje pytanie. Jaki mam być, Cassianie? – udaje niewiniątko. Jego oczy ciemnieją. Wodzi mnie na pokuszenie, oblizując wargi…
- Sam chciałeś! – rzucam się na jego usta, popychając go na toaletkę i przewracając kryształowe flakoniki perfum. Różowowłosy opiera dłonie na moich ramionach, oddając namiętne pocałunki. – Pragnę cię… - dyszę miedzy pocałunkami, przyciągając go jeszcze bliżej. Wydaje mi się, że tylko na to czekał, bo w ułamku sekundy znajduje się po drugiej stronie komnaty, chytrze się przy tym uśmiechając.
- Ojej, czyżbym był dla ciebie zbyt szybki? – śmieje się ze swojego żartu.
- Proszę, przestań mnie prowokować, bo to się źle skończy… - grożę mu palcem.
- Co mi zrobisz, gdy już mnie złapiesz? – dopytuje, zachowując się niczym rozkapryszone dziecko, któremu rodzice pozwalali na zdecydowanie zbyt wiele.
- Chodź tu i sam się przekonaj – dumnie układam dłonie na biodrach, czekając na jego kolejny ruch.
- Groźba z ust samego króla… Brzmi bardzo poważnie… - wampir teatralnie zasłania usta dłonią, grając zatrwożonego.
- Błagam cię, nie igraj ze mną – cedzę przez zaciśnięte zęby.
- Dlaczego? Myślałem, że lubisz się ze mną droczyć…
- Ty się ze mną nie droczysz. Pewnego dnia przekroczysz granicę, a wtedy…
- Użyjesz swojej mocy, by zrobić ze mnie seksualnego niewolnika? – zgaduje, zamyślając się.
- Nie, zrobię ci coś znacznie gorszego… - Na samą myśl, że miałbym go posiąść, kręci mi się w głowie z pożądania. To ideał w każdym calu. To ciało, skóra, zapach… Wymaga specjalnego traktowania.
- Będziesz się ze mną kochał za karę czy w nagrodę?
- Wasza wysokość… – przerywa nam ciche pukanie do drzwi. – Najmocniej przepraszam, że przeszkadzam, ale dochodzi dwudziesta… Przyszedłem pomóc ci się przygotować, panie… - Głos mego doradcy jeszcze bardziej mnie rozsierdza.
- Spójrz, jak już późno… - Mój ukochany sięga po czarną pelerynę, którą zarzuca sobie na ramiona.
- Błagam cię. Zostań tu! - To moja ostatnia szansa, by coś wskórać. – Dobrze wiesz, kim są ci ludzie. Nie chcę, abyś cierpiał…
- Nie mi nie będzie – Nefryt naciąga kaptur, a następnie sięga po swoje rękawiczki. – Umiem o siebie zadbać.  
- Panie… - doradca ponownie domaga się, abym otworzył drzwi.
- Do zobaczenia później – szepcze wampir, podchodząc do tajemnego przejścia. – I jeszcze jedno – odwraca się w moją stronę. – Jeśli wpuścisz go do naszej sypialni, przez kolejny wiek będziesz sypiać samotnie – posyła mi całusa, po czym znika w ciemności.
- Nefryt! – wołam za nim, lecz na darmo.

Podczas balu wszystkie moje myśli krążą wokół tajemniczych planów  małego złośliwca, za którym zaczynam okrutnie tęsknić. Zegar wskazuje już północ… Mając do dyspozycji nową suknię oraz bezcenną kolię, od dawna powinien krążyć wśród dam, by wzbudzać w nich gniew. Jego uroda sprawia, że trudno odwrócić od niego wzrok. Kobiety mu zazdroszczą. Mężczyźni marzą, by zaszczycił ich choć jednym spojrzeniem… Jeśli przyłapię cię w towarzystwie któregoś z nich… Nie, nie chcę nawet o tym myśleć!
Zamiast wyruszyć na poszukiwania, zmuszony jestem to dotrzymywania towarzystwa mym gościom.
- Wasza wysokość – fałszywy uśmiech pojawia się na twarzy barona diMarone. – Czekasz na kogoś?
- Nie – odpowiadam bez zastanowienia. 
Nefryt zwykle gardzi balami. Jego sarkazm sprawia, iż obcy od razu zauważają, że bije od niego aura nocy, z którą się nie kryje. Poza tym nie tknie niczego, co stoi na stole. Jest wampirem od tak dawna, iż nie pamięta smaku zwykłego jedzenia. Podczas jednego z ostatnich przyjęć, mężczyźni prześcigali się miedzy sobą, znosząc mu masę smakołyków. Nie mam ochoty powtarzać tego doświadczenia, nie mówiąc już o uczuciach wrogości, jakie we mnie wywołali... Ciastko z kremem to za mało, by zdobyć jego serce.
- Już dawniej zauważyłem, że bezustannie szukasz kogoś wzrokiem. Czy to oznacza, że wśród tych piękności znajduje się przyszła królowa? – mój rozmówca drąży temat.
- Przyszła królowa? - dziwię się. – Liczysz na to, że podzielę się z kimś władzą? – wybucham śmiechem, szczerze rozbawiony.
- No cóż, władza to silny afrodyzjak… - rozmarza się baron.
- Nie dla mnie – zaczynam obracać w dłoni kryształowy kieliszek wina, do którego mój doradca bezustannie dolewa szkarłatnego trunku.
- Czekałem na taką odpowiedź. Twoje panowanie rozpoczęło się dość krwawo, o czym wszyscy dobrze pamiętamy. Królowa musiałaby być naprawdę silną kobietą, by poradzić sobie z tak wielką presją. Wieczne konflikty, zdrady, egzekucje… - wylicza usłużnie diMarone, przysuwając się nieznacznie, aby nasza rozmowa miała bardziej poufny charakter. – Z odpowiednią osobą u boku… Oczywiście taką, która rozumiałaby twoje brzemię, byłoby ci łatwiej, nie sądzisz, panie? Nie wykluczam także, że musi to być kobieta…
- Skąd pewność, że nie znalazłem już takiej osoby? – mimowolnie wracam myślami do ukochanego. Tak bym chciał, by był tu ze mną… Potrzebuję go…
- Wasza wysokość, jesteś urodzonym przywódcą, przyznaję, lecz romanse – mężczyzna spogląda na mnie z pobłażaniem. – Zaciągnięcie do łóżka pierwszej lepszej służki czy stajennego to żadna sztuka, wierz mi. Ja mam na myśli kogoś, kto zrobi dla ciebie wszystko, ale co ważniejsze, da ci syna…
- Syna? – wymieniam porozumiewawcze spojrzenia z moim doradcą, który jak na zawołanie, zostawia nas samych.
- Poznałeś dziś moją córkę, panie. Ma na imię Zana i gotowa jest w każdej chwili, by służyć swemu królowi w dowolny sposób.
Więc o to mu chodzi? Chce mieć wpływ na królestwo i samego króla, manipulując mną za pomocą dziewczyny? Sądziłem, że tego typu podchody rozpoczną się za jakieś sto, czy dwieście lat. Ostatecznie młody ze mnie demon. Królem zostałem niespełna trzy miesiące temu. Czemu mój rozmówca aż tak się śpieszy?
- Wybacz, baronie. Nie jestem obecnie w nastroju do amorów – próbuję jak najszybciej zakończyć naszą rozmowę.
- Wydaje mi się, że nie przedstawiłem mojej oferty w taki sposób, by wydała ci się interesująca – mężczyzna zamyśla się na chwilę, szukają odpowiednich słów. Nie ma zamiaru pozwolić, abym mu się wymknął. – Jestem pewny, że zyskam więcej twojej uwagi jeśli powiem, że znam nazwisko osoby, która rozpoczęła bunt przeciwko twemu ojcu.
- Mój ojciec został już pomszczony! – odpowiadam gniewnie, z impetem odstawiając kieliszek na stół.
- Jesteś tego pewny, królu Cassianie? A może zechcesz wysłuchać tego, co mam ci do powiedzenia? Jeśli zmienisz zdanie, będę czekał w twoim gabinecie dokładnie za godzinę – natręt bezszelestnie podnosi się ze swojego miejsca, poprawiając przy tym bogato wyszywany złotem frak.
- A jeśli nie zmienię? – rzucam chłodno, z trudem panując nad swoimi mocami, które tylko czekają, by zetrzeć mu z twarzy ten perfidny uśmieszek.
- Są inni, gotowi wysłuchać mej historii… Proszę, nie spóźnij się… - baron żegna się ze mną, usłużnie kłaniając. 

 ***

Tęskniłyście za mną, moje Gąski? Ja za Wami bardzo :)
Oto pierwsza część przygód Nefryta i Cassiana. Co prawda tekst z założenia miał być dłuższy, ale kiepsko się czuję. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie.
W chwili obecnej nie wiem czy zakończę to na części drugiej, czy pociągnę dalej. Zobaczymy. Czasami tak to jest, że zamiast starych opowiadań, wolę te nowe. Nie oznacza to, że porzucę Najlepszego lub Bezsenne Noce. Tak dobrze nie ma :D Po prostu liczyłem na to, że jesienią pojawi się "coś magicznego", ale nic z tego nie wyjdzie, dlatego muszę to sobie jakoś odbić. 

Wasz Kitsune