Spóźnię się! Pośpiesznie przemierzam korytarze, by
jak najszybciej znaleźć się w swoim gabinecie, gdzie od kilku minut czekają na
mnie przybyli goście. Odkąd Nefryt i ja jesteśmy razem, chcę poświęcać mu jak
najwięcej czasu. Mój ukochany musiał pójść spać i obudzi się dopiero za kilka godzin.
Trudno być dobrym królem zarywając noce… Mógłbym skorzystać ze swojej mocy i od
razu przenieść się w wybrane miejsce, lecz wolę nie prowokować losu. Powody tak
nagłego poselstwa nie do końca są dla mnie jasne. To może być pułapka, co wcale
by mnie nie zdziwiło.
- A ja ci mówię, że jego wysokość nie ma pojęcia o
tych sprawach – chichot młodej kobiety, dobiegający zza rogu sprawia, że
postanawiam zwolnić kroku.
- Przecież jest królem – oburza się druga.
- No i co z tego? Król, nie król, moim zdaniem jest
po prostu odpychający. Ktoś tak brutalny z pewnością pozbawiony jest wszelkich
uczuć – wyrokuje. Nie umiem dłużej powstrzymać ciekawości i sprawdzam, kto
wyrobił sobie o mnie aż tak złe zdanie. – Widziałaś jak zachowuje się wobec
kobiet? Zupełnie je lekceważy! Ostatnio jego najbardziej zaufany doradca dwoił
się i troił, spraszając na bal wiele dobrze urodzonych kobiet, by nasz monarcha
wybrał spośród nich żonę i co? Nawet nie raczył spojrzeć w kierunku tych
piękności – prycha gniewnie. Znam ją. To jedna z pokojówek. – Uśmiechnął się
tylko raz, witając się z tym odrażającym wampirem, który tak często mu
towarzyszy.
- A ty chciałabyś wiązać się z kimś bez miłości?
Nasz król ma za sobą ciężkie chwile. Na jego miejscu ja również nie
podejmowałabym żadnych pochopnych decyzji, zwłaszcza dotyczących przyszłości. - Jasnowłosą również znam. Pracuje na zamku od blisko roku. Skoro przebywa na tym
piętrze, najprawdopodobniej awansowała.
- Bzdury! Król może i udawać miłego, lecz ja swoje
wiem! To typ zimnego drania. Zamiast serca, ma w środku kawał magicznej blachy,
równie twardej, jak jego zbroja, której nigdy nie zdejmuje. – Wysoka szatynka
kończy przecieranie porcelanowych waz i odkłada ściereczkę do koszyka, przyglądając
się efektom swojej pracy. – Król Cassian nie ma pojęcia o prawdziwej miłości.
Nie wiedziałby jak oczarować damę swego serca – beztrosko ze mnie szydzi.
- A ja uważam, że się mylisz. Może nie jest typem
romantyka i nie umie okazać uczuć, lecz dobry z niego człowiek.
Nie umiem okazywać uczuć? Nie jestem romantykiem? To
krzywdzące obelgi, drogie panie. Niestety, nie mam czasu, by wdać się z wami w
dyskusję. Żadna z was, choćby najpiękniejsza z pięknych, nie może równać się z
moim ukochanym.
Po kilku godzinach wysłuchiwania nieustannych kłótni
pomiędzy różnymi dygnitarzami, myślami wracam do dzisiejszego poranka. Może te
młode kobiety miały rację? Całe dnie spędzam otoczony ludźmi, którzy
bezustannie czegoś ode mnie chcą. Liczą na moje wsparcie, radę, żołnierzy. Mam
karać przestępców, bronić granic, dbać o rozwój kraju. Moje obowiązki nie mają końca.
Najgorsze są jednak potajemne sojusze tych, którzy liczą na to, że zepchną mnie
z tronu – bezustannie muszę się z nimi zmagać. Zatruwają mnie od środka swoim
jadem. Przygnieciony tym wszystkim marzę jedynie by tulić do siebie mojego
anioła. Chciałbym jak najszybciej spojrzeć w oczy ukochanego i wyczytać z nich prawdę o sobie. Schowałem go w
naszej sypialni, do której nikt prócz mnie nie ma dostępu. Magiczna bariera
chroni to kruche stworzenie nie tylko przed promieniami słońca. Nie życzę
sobie, by ktokolwiek, poza mną, mógł patrzeć na niego, gdy śpi.
Słońce ma się ku zachodowi. Przepraszam moich gości
i oddalam się na górę. Podchodzę do olbrzymiego łoża, by nacieszyć oczy jakże
drogocennym widokiem. Złoto-czerwone promienie odbijają się od witrażowych
szybek, oświetlając jego postać. Jest cudowny.
Rozsiadam się wygodnie i zsuwam z niego ciepłe
okrycie. Nefryt ma na sobie jedwabny szlafrok w intensywnym odcieniu zieleni.
Rozwiązuję supeł i odsuwam materiał na boki. Uwielbiam, gdy jest nagi. Pochylam
się, by móc pieścić go po obnażonej skórze. Z prawdziwą czcią całuję znamię,
które znajduje się na wysokości serca. Moje sanktuarium. Najdroższy, tak bardzo
cię potrzebuję…
Demon nie może związać się z wampirem. Taki związek
rodzi wiele niebezpieczeństw, w tym to najgorsze, mówiące o wzajemnej
destrukcji. Pradawne prawo stanowi, iż jedna strona musi ulec drugiej. Tak od
zawsze wyglądał nasz świat. Słabszy ulega silniejszemu. W naszym wypadku to
niemożliwe. Nefryt nie może uważać się za mojego stwórcę, a ja nie przekażę mu
części mojej mocy, choć bardzo bym chciał. Zamiast zagłębiać się w te zagadnienia,
przesuwam językiem po jasnoróżowym sutku. Błękitnooki marszczy nieco czoło.
Wkrótce się obudzi. Ostrożnie rozsuwam mu nogi i zaczynam głaskać po wewnętrznej
stronie ud. Mój skarb nieznacznie się porusza i mruczy coś niezrozumiałego.
Doskonale wiem o co mu chodzi, ale nie mam ochoty przestawać. Chcę go. Chcę, by
w końcu był mój…
- Cassian… - szepcze, unosząc nieznacznie
powieki. Właśnie na to od tak dawna czekałem. Atakuję jego usta z zaborczością,
o którą dawniej nawet się nie podejrzewałem. Z całych sił zaciskam palce na
pościeli, by dać upust frustracji, która powiększa się z minuty na minutę. –
Kocham cię… - przerywa pocałunek i wtula się we mnie, błogo uśmiechając.
- Udowodnij – zachęcam nieśmiertelnego. Błękitne tęczówki rzucają
mi rozbawione spojrzenie.
- Znowu mnie rozebrałeś… - karci mnie delikatnie,
opatulając się szczelnie ręcznie malowanym materiałem.
- Dziwisz mi się? Jesteś tak piękny, że zakrywanie
tego ciała stanowi brutalną torturę.
- Proszę, nie mów tak. Dobrze wiesz, że nie chcę cię
ranić… - Nefryt wpatruje się we mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Nie chcesz mnie ranić, ale od wczoraj nic się nie
zmieniło, prawda? Nadal nie chcesz mi się oddać… - wzdycham, siadając na skraju
łóżka.
- To nie tak – mój najdroższy protestuje pośpiesznie, wstając i
obejmując mnie od tyłu za szyję. – Kocham cię ponad wszystko, ale potrzebuję
więcej czasu i…
- Oszaleję przez ciebie, wiesz o tym? – ponownie
spoglądam mu w oczy, szukając zrozumienia.
- Przepraszam – wampir zwalnia uścisk i zaczyna wpatrywać
się w delikatny, złoty wzór, naniesiony na jedwab ręką prawdziwego mistrza.
- Nie przepraszaj – unoszę jego brodę do góry. – Po
prostu przyrzeknij, że ten dzień w końcu nadejdzie.
- Oczywiście, że tak – Nefryt wdrapuje się na moje kolana i
układa głowę na moim ramieniu. – Jesteśmy ze sobą dopiero dwa miesiące, więc…
- Jesteśmy ze sobą ponad sto lat – przypominam mu,
okręcając pasmo pastelowych włosów wokół palców.
- Chodziło mi o to, że nasz związek…
- Dobrze wiem, o co ci chodziło – całuję go w skroń.
– Po części jestem człowiekiem i postrzegam czas inaczej niż ty.
- Wiele rzeczy postrzegasz zupełnie inaczej –
wypomina mi.
- Kocham cię jak szalony. To chyba nic dziwnego, że
chcę, abyśmy…
- Nie jestem na to gotowy – mój anioł ucina temat. Korzysta ze
swojej wampirze szybkości i uwalnia się z moich objęć, znikając w olbrzymiej
garderobie. Naciskanie na niewiele się zda, ale nie rozumiem, czemu
jest tak uparty? Tłumaczyłem mu setki, nie, tysiące razy, że nie zrobię mu nic
złego, a jedyne, co udało mi się osiągnąć, to dystans. Nefryt tak bardzo
przestraszył się swoich uczuć, że poza pocałunkami, nie zgadza się na bardziej
poufałą intymność. To po części moja wina. Gdybym nie skorzystał z magii i nie
unieruchomił go na tych kilka słodkich chwil, zapewne nie uciekałby z krzykiem
za każdym razem, gdy próbuję jakoś się do niego zbliżyć! Skąd mogłem wiedzieć,
że okaże się taki płochliwy? Byłem pewny, że mając za sobą kilka stuleci, seks
nie będzie stanowił żadnego problemu. Tymczasem wszystko mocno się
skomplikowało…
- Skarbie… - Wchodzę za nim do jego królestwa i
przez chwilę obserwuję, jak wybiera odpowiednią suknię.
- Która bardziej ci się podoba? – Waha się pomiędzy
kobaltową, której dół zdobiony jest kryształkami, a ciemnozieloną, idealnie
pasującą do jego ulubionej biżuterii. Ze względu na wartość sentymentalną
nefrytów, niechętnie się z nią rozstaje.
- Obie są piękne – zapewniam go, układając dłonie na
szczupłej talii mojego wampira. – Wiesz, że podobasz mi się we wszystkim.
- Jesteś kochany – Nefryt uśmiecha się radośnie. – Ta ma
więcej zdobień – zachwyca się kryształkami. Od zawsze uwielbia nosić suknie. Jestem
święcie przekonany, że zakłada je wyłącznie po to, by zawrócić mi mocniej w
głowie. Nie musi się tak starać. Od urodzenia patrzyłem i patrzę wyłącznie na
niego. Obecnie zakłada je głównie wtedy, gdy na zamek mają przybyć ważni goście.
Jego zdaniem damski ubiór pozwala mu wtopić się w tłum, nie wzbudzając niczyich
podejrzeń. Nie wszyscy są przychylni wampirom. Poza tym ukochany kazał mi przysiąc, że
nikomu nie pisnę ani słowem o naszym kontrakcie. Ma to coś wspólnego z moim
bezpieczeństwem. Przyznaję, że nie słuchałem zbyt uważnie. Byłem zaabsorbowany
innymi detalami, takimi jak miękkie i chętne do pocałunków usta mojego
wybranka.
Wystarczy chwila, by Nefryt zaczął wirować po
pomieszczeniu w swojej eleganckiej kreacji, zapierając mi dech w piersiach. Gdy
w końcu siada przed lustrem i zaczyna upinać włosy, podchodzę bliżej i nakładam
mu na szyję kolię wysadzaną setkami malutkich diamentów.
- Cassian! – z niedowierzaniem wpatruje się w mój
nowy prezent.
- Podoba ci się? – upewniam się, jakby nie
wystarczyły mi srebrne iskierki w jego cudownych oczach. – Błyszczą bardziej
niż kryształki. Jedno twoje słowo i każę je zastąpić diamentami.
- Jest piękna, ale ja…
- Ty jesteś najpiękniejszy. Kocham cię – całuję go w
obie dłonie. – Postaram się lepiej nad sobą panować.
- To nie twoja wina, a moja… - Nefryt kolejny raz spuszcza
wzrok, przygryzając jednocześnie dolną wargę.
- Wiem, że wydaję ci się bardzo napastliwy, ale
poczekam tyle, ile będziesz chciał. Nigdy więcej niczego na tobie nie wymuszę.
Dałem ci słowo i go dotrzymam. Przysięgam.
- Jesteś dla mnie taki dobry – broda zaczyna mi się
trząść, a po policzku spływa pojedyncza, krwawa łza, którą od razu ścieram
kciukiem, a następnie zlizuję ze swojego palca. Jego krew jest zbyt cenna, by
ją marnować. Od razu uderza we mnie jedno z licznych wspomnień mojego wybranka.
Kilka sekund, które z nadnaturalną siłą wciąga mnie niczym wir i pozwala obejrzeć
skrawek jego dawnego życia. Tym razem jest to olbrzymie wrzosowisko,
rozciągające się aż po horyzont. Wizja jest krótka, lecz to nie ma znaczenia.
Liczy się to, że po raz kolejny odsłonił przede mną swoją wrażliwość. – I nie
mów więcej, że coś na mnie wymusiłeś – dodaje zawstydzony. – Gdybym chciał,
uwolniłbym się spod wpływu twoich czarów – przechwala się, pociągając nosem.
- Skarbie, nie płacz już, błagam – bezradny wobec
takiego obrotu sprawy, przytulam go do siebie, by łatwiej się uspokoił. Gdyby
chciał… To drobne ciałko nie należy do zbyt silnych. Wprost przeciwnie. To
jedne z najbardziej bezbronnych wampirów, jakie kiedykolwiek spotkałem. Jego
siła objawia się w uczuciach i emocjach, z których bezbłędnie czyta, lecz
fizycznie nie stanowi żadnego zagrożenia. W magicznym świecie oznacza to tyle,
co nic. Dlatego tym bardziej muszę go chronić.
- Dziękuję.
- Kogo, poza mną, zamierzasz oczarować dzisiejszej
nocy? – dyskretnie zmieniam temat.
- O świcie przybyli posłańcy, prawda? – Mały
spryciarz… Nic z tego. Nie pozwolę, abyś się dla mnie narażał.
- Nie musisz się nimi przejmować. Wkrótce odjadą –
bagatelizuję sprawę, by odwrócić uwagę Nefryta od stada węży, którzy próbują
udawać moich sprzymierzeńców.
- Ach tak? – rzuca lekko. – Obiecałeś im wspólną
ucztę, która niedługo się rozpocznie. Idź, nie pozwól, by na ciebie czekali.
- Już mnie wyganiasz? Wolę zostać z tobą – pochylam
się, by pocałować go w odsłonięty kark.
- Nigdzie ci nie ucieknę. Gdy wrócisz, zasnę w
twoich ramionach, jak każdej nocy… - nieśmiertelny obniża głos, by brzmiał bardziej zmysłowo.
- Obiecaj mi, że poczekasz tu na mnie aż nie wrócę.
- Nie mogę tego zrobić, dobrze wiesz – niebieskooki sięga po
długie pasmo swoich włosów i upina je za pomocą srebrnej spinki.
- Możesz. – W skrytości marzę o tym, by choć raz mnie
posłuchał. – Wystarczy, że nawet na chwilę nie opuścisz naszej sypialni.
- Nie jestem twoim więźniem. – Nefryt wykorzystuje naszą
bliskość i całuje mnie przelotnie w żuchwę. – Mam swoje plany.
- Od czasu do czasu mógłbyś być bardziej… - gryzę
się w język, by nie użyć tego zakazanego słowa.
- Jaki? Jaki mam być? – podchwytuje temat, ocierając
się o mnie niczym kot.
- Jeszcze chwilę i stracę resztki
cierpliwości… - ostrzegam go, warcząc groźnie. Wampir nic sobie z tego nie robi
i kontynuuje swoją grę.
- Przestanę, gdy odpowiesz na moje pytanie. Jaki mam
być, Cassianie? – udaje niewiniątko. Jego oczy ciemnieją. Wodzi mnie na
pokuszenie, oblizując wargi…
- Sam chciałeś! – rzucam się na jego usta,
popychając go na toaletkę i przewracając kryształowe flakoniki perfum.
Różowowłosy opiera dłonie na moich ramionach, oddając namiętne pocałunki. –
Pragnę cię… - dyszę miedzy pocałunkami, przyciągając go jeszcze bliżej. Wydaje
mi się, że tylko na to czekał, bo w ułamku sekundy znajduje się po drugiej
stronie komnaty, chytrze się przy tym uśmiechając.
- Ojej, czyżbym był dla ciebie zbyt szybki? – śmieje
się ze swojego żartu.
- Proszę, przestań mnie prowokować, bo to się źle
skończy… - grożę mu palcem.
- Co mi zrobisz, gdy już mnie złapiesz? – dopytuje,
zachowując się niczym rozkapryszone dziecko, któremu rodzice pozwalali na
zdecydowanie zbyt wiele.
- Chodź tu i sam się przekonaj – dumnie układam
dłonie na biodrach, czekając na jego kolejny ruch.
- Groźba z ust samego króla… Brzmi bardzo poważnie…
- wampir teatralnie zasłania usta dłonią, grając zatrwożonego.
- Błagam cię, nie igraj ze mną – cedzę przez
zaciśnięte zęby.
- Dlaczego? Myślałem, że lubisz się ze mną droczyć…
- Ty się ze mną nie droczysz. Pewnego dnia
przekroczysz granicę, a wtedy…
- Użyjesz swojej mocy, by zrobić ze mnie seksualnego
niewolnika? – zgaduje, zamyślając się.
- Nie, zrobię ci coś znacznie gorszego… - Na samą
myśl, że miałbym go posiąść, kręci mi się w głowie z pożądania. To ideał w
każdym calu. To ciało, skóra, zapach… Wymaga specjalnego traktowania.
- Będziesz się ze mną kochał za karę czy w nagrodę?
- Wasza wysokość… – przerywa nam ciche pukanie do
drzwi. – Najmocniej przepraszam, że przeszkadzam, ale dochodzi dwudziesta…
Przyszedłem pomóc ci się przygotować, panie… - Głos mego doradcy jeszcze
bardziej mnie rozsierdza.
- Spójrz, jak już późno… - Mój ukochany sięga po
czarną pelerynę, którą zarzuca sobie na ramiona.
- Błagam cię. Zostań tu! - To moja ostatnia
szansa, by coś wskórać. – Dobrze wiesz, kim są ci ludzie. Nie chcę, abyś
cierpiał…
- Nie mi nie będzie – Nefryt naciąga kaptur, a
następnie sięga po swoje rękawiczki. – Umiem o siebie zadbać.
- Panie… - doradca ponownie domaga się, abym
otworzył drzwi.
- Do zobaczenia później – szepcze wampir, podchodząc
do tajemnego przejścia. – I jeszcze jedno – odwraca się w moją stronę. – Jeśli wpuścisz
go do naszej sypialni, przez kolejny wiek będziesz sypiać samotnie – posyła mi
całusa, po czym znika w ciemności.
- Nefryt! – wołam za nim, lecz na darmo.
Podczas balu wszystkie moje myśli krążą wokół tajemniczych
planów małego złośliwca, za którym
zaczynam okrutnie tęsknić. Zegar wskazuje już północ… Mając do dyspozycji nową
suknię oraz bezcenną kolię, od dawna powinien krążyć wśród dam, by wzbudzać w nich
gniew. Jego uroda sprawia, że trudno odwrócić od niego wzrok. Kobiety mu
zazdroszczą. Mężczyźni marzą, by zaszczycił ich choć jednym spojrzeniem… Jeśli
przyłapię cię w towarzystwie któregoś z nich… Nie, nie chcę nawet o tym myśleć!
Zamiast wyruszyć na poszukiwania, zmuszony jestem to
dotrzymywania towarzystwa mym gościom.
- Wasza wysokość – fałszywy uśmiech pojawia się na
twarzy barona diMarone. – Czekasz na kogoś?
- Nie – odpowiadam bez zastanowienia.
Nefryt zwykle gardzi balami. Jego sarkazm sprawia, iż obcy od razu zauważają, że bije od niego aura nocy, z którą się nie kryje. Poza tym nie tknie niczego, co stoi na stole. Jest wampirem od tak dawna, iż nie pamięta smaku zwykłego jedzenia. Podczas jednego z ostatnich przyjęć, mężczyźni prześcigali się miedzy sobą, znosząc mu masę smakołyków. Nie mam ochoty powtarzać tego doświadczenia, nie mówiąc już o uczuciach wrogości, jakie we mnie wywołali... Ciastko z kremem to za mało, by zdobyć jego serce.
Nefryt zwykle gardzi balami. Jego sarkazm sprawia, iż obcy od razu zauważają, że bije od niego aura nocy, z którą się nie kryje. Poza tym nie tknie niczego, co stoi na stole. Jest wampirem od tak dawna, iż nie pamięta smaku zwykłego jedzenia. Podczas jednego z ostatnich przyjęć, mężczyźni prześcigali się miedzy sobą, znosząc mu masę smakołyków. Nie mam ochoty powtarzać tego doświadczenia, nie mówiąc już o uczuciach wrogości, jakie we mnie wywołali... Ciastko z kremem to za mało, by zdobyć jego serce.
- Już dawniej zauważyłem, że bezustannie szukasz
kogoś wzrokiem. Czy to oznacza, że wśród tych piękności znajduje się przyszła
królowa? – mój rozmówca drąży temat.
- Przyszła królowa? - dziwię się. – Liczysz na to,
że podzielę się z kimś władzą? – wybucham śmiechem, szczerze rozbawiony.
- No cóż, władza to silny afrodyzjak… - rozmarza
się baron.
- Nie dla mnie – zaczynam obracać w dłoni
kryształowy kieliszek wina, do którego mój doradca bezustannie dolewa
szkarłatnego trunku.
- Czekałem na taką odpowiedź. Twoje panowanie
rozpoczęło się dość krwawo, o czym wszyscy dobrze pamiętamy. Królowa musiałaby
być naprawdę silną kobietą, by poradzić sobie z tak wielką presją. Wieczne
konflikty, zdrady, egzekucje… - wylicza usłużnie diMarone, przysuwając się nieznacznie,
aby nasza rozmowa miała bardziej poufny charakter. – Z odpowiednią osobą u boku…
Oczywiście taką, która rozumiałaby twoje brzemię, byłoby ci łatwiej, nie
sądzisz, panie? Nie wykluczam także, że musi to być kobieta…
- Skąd pewność, że nie znalazłem już takiej osoby? –
mimowolnie wracam myślami do ukochanego. Tak bym chciał, by był tu ze mną…
Potrzebuję go…
- Wasza wysokość, jesteś urodzonym przywódcą,
przyznaję, lecz romanse – mężczyzna spogląda na mnie z pobłażaniem. – Zaciągnięcie do
łóżka pierwszej lepszej służki czy stajennego to żadna sztuka, wierz mi. Ja mam
na myśli kogoś, kto zrobi dla ciebie wszystko, ale co ważniejsze, da ci syna…
- Syna? – wymieniam porozumiewawcze spojrzenia z
moim doradcą, który jak na zawołanie, zostawia nas samych.
- Poznałeś dziś moją córkę, panie. Ma na imię Zana i gotowa jest w każdej chwili,
by służyć swemu królowi w dowolny sposób.
Więc o to mu chodzi? Chce mieć wpływ na królestwo i
samego króla, manipulując mną za pomocą dziewczyny? Sądziłem, że tego typu
podchody rozpoczną się za jakieś sto, czy dwieście lat. Ostatecznie młody ze
mnie demon. Królem zostałem niespełna trzy miesiące temu. Czemu mój rozmówca aż
tak się śpieszy?
- Wybacz, baronie. Nie jestem obecnie w nastroju do
amorów – próbuję jak najszybciej zakończyć naszą rozmowę.
- Wydaje mi się, że nie przedstawiłem mojej oferty w
taki sposób, by wydała ci się interesująca – mężczyzna zamyśla się na chwilę,
szukają odpowiednich słów. Nie ma zamiaru pozwolić, abym mu się wymknął. –
Jestem pewny, że zyskam więcej twojej uwagi jeśli powiem, że znam nazwisko
osoby, która rozpoczęła bunt przeciwko twemu ojcu.
- Mój ojciec został już pomszczony! – odpowiadam gniewnie,
z impetem odstawiając kieliszek na stół.
- Jesteś tego pewny, królu Cassianie? A może
zechcesz wysłuchać tego, co mam ci do powiedzenia? Jeśli zmienisz zdanie, będę
czekał w twoim gabinecie dokładnie za godzinę – natręt bezszelestnie podnosi się ze
swojego miejsca, poprawiając przy tym bogato wyszywany złotem frak.
- A jeśli nie zmienię? – rzucam chłodno, z trudem
panując nad swoimi mocami, które tylko czekają, by zetrzeć mu z twarzy ten
perfidny uśmieszek.
- Są inni, gotowi wysłuchać mej historii… Proszę,
nie spóźnij się… - baron żegna się ze mną, usłużnie kłaniając.
***
Tęskniłyście za mną, moje Gąski? Ja za Wami bardzo :)
Oto pierwsza część przygód Nefryta i Cassiana. Co prawda tekst z założenia miał być dłuższy, ale kiepsko się czuję. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie.
W chwili obecnej nie wiem czy zakończę to na części drugiej, czy pociągnę dalej. Zobaczymy. Czasami tak to jest, że zamiast starych opowiadań, wolę te nowe. Nie oznacza to, że porzucę Najlepszego lub Bezsenne Noce. Tak dobrze nie ma :D Po prostu liczyłem na to, że jesienią pojawi się "coś magicznego", ale nic z tego nie wyjdzie, dlatego muszę to sobie jakoś odbić.
Wasz Kitsune