Pokazywanie postów oznaczonych etykietą one-shot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą one-shot. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 września 2017

Prawdziwy Romantyk, część I


Spóźnię się! Pośpiesznie przemierzam korytarze, by jak najszybciej znaleźć się w swoim gabinecie, gdzie od kilku minut czekają na mnie przybyli goście. Odkąd Nefryt i ja jesteśmy razem, chcę poświęcać mu jak najwięcej czasu. Mój ukochany musiał pójść spać i obudzi się dopiero za kilka godzin. Trudno być dobrym królem zarywając noce… Mógłbym skorzystać ze swojej mocy i od razu przenieść się w wybrane miejsce, lecz wolę nie prowokować losu. Powody tak nagłego poselstwa nie do końca są dla mnie jasne. To może być pułapka, co wcale by mnie nie zdziwiło.
- A ja ci mówię, że jego wysokość nie ma pojęcia o tych sprawach – chichot młodej kobiety, dobiegający zza rogu sprawia, że postanawiam zwolnić kroku.
- Przecież jest królem – oburza się druga.
- No i co z tego? Król, nie król, moim zdaniem jest po prostu odpychający. Ktoś tak brutalny z pewnością pozbawiony jest wszelkich uczuć – wyrokuje. Nie umiem dłużej powstrzymać ciekawości i sprawdzam, kto wyrobił sobie o mnie aż tak złe zdanie. – Widziałaś jak zachowuje się wobec kobiet? Zupełnie je lekceważy! Ostatnio jego najbardziej zaufany doradca dwoił się i troił, spraszając na bal wiele dobrze urodzonych kobiet, by nasz monarcha wybrał spośród nich żonę i co? Nawet nie raczył spojrzeć w kierunku tych piękności – prycha gniewnie. Znam ją. To jedna z pokojówek. – Uśmiechnął się tylko raz, witając się z tym odrażającym wampirem, który tak często mu towarzyszy.
- A ty chciałabyś wiązać się z kimś bez miłości? Nasz król ma za sobą ciężkie chwile. Na jego miejscu ja również nie podejmowałabym żadnych pochopnych decyzji, zwłaszcza dotyczących przyszłości. - Jasnowłosą również znam. Pracuje na zamku od blisko roku. Skoro przebywa na tym piętrze, najprawdopodobniej awansowała.
- Bzdury! Król może i udawać miłego, lecz ja swoje wiem! To typ zimnego drania. Zamiast serca, ma w środku kawał magicznej blachy, równie twardej, jak jego zbroja, której nigdy nie zdejmuje. – Wysoka szatynka kończy przecieranie porcelanowych waz i odkłada ściereczkę do koszyka, przyglądając się efektom swojej pracy. – Król Cassian nie ma pojęcia o prawdziwej miłości. Nie wiedziałby jak oczarować damę swego serca – beztrosko ze mnie szydzi.
- A ja uważam, że się mylisz. Może nie jest typem romantyka i nie umie okazać uczuć, lecz dobry z niego człowiek.
Nie umiem okazywać uczuć? Nie jestem romantykiem? To krzywdzące obelgi, drogie panie. Niestety, nie mam czasu, by wdać się z wami w dyskusję. Żadna z was, choćby najpiękniejsza z pięknych, nie może równać się z moim ukochanym.

Po kilku godzinach wysłuchiwania nieustannych kłótni pomiędzy różnymi dygnitarzami, myślami wracam do dzisiejszego poranka. Może te młode kobiety miały rację? Całe dnie spędzam otoczony ludźmi, którzy bezustannie czegoś ode mnie chcą. Liczą na moje wsparcie, radę, żołnierzy. Mam karać przestępców, bronić granic, dbać o rozwój kraju. Moje obowiązki nie mają końca. Najgorsze są jednak potajemne sojusze tych, którzy liczą na to, że zepchną mnie z tronu – bezustannie muszę się z nimi zmagać. Zatruwają mnie od środka swoim jadem. Przygnieciony tym wszystkim marzę jedynie by tulić do siebie mojego anioła. Chciałbym jak najszybciej spojrzeć w oczy ukochanego i  wyczytać z nich prawdę o sobie. Schowałem go w naszej sypialni, do której nikt prócz mnie nie ma dostępu. Magiczna bariera chroni to kruche stworzenie nie tylko przed promieniami słońca. Nie życzę sobie, by ktokolwiek, poza mną, mógł patrzeć na niego, gdy śpi.
Słońce ma się ku zachodowi. Przepraszam moich gości i oddalam się na górę. Podchodzę do olbrzymiego łoża, by nacieszyć oczy jakże drogocennym widokiem. Złoto-czerwone promienie odbijają się od witrażowych szybek, oświetlając jego postać. Jest cudowny.
Rozsiadam się wygodnie i zsuwam z niego ciepłe okrycie. Nefryt ma na sobie jedwabny szlafrok w intensywnym odcieniu zieleni. Rozwiązuję supeł i odsuwam materiał na boki. Uwielbiam, gdy jest nagi. Pochylam się, by móc pieścić go po obnażonej skórze. Z prawdziwą czcią całuję znamię, które znajduje się na wysokości serca. Moje sanktuarium. Najdroższy, tak bardzo cię potrzebuję…
Demon nie może związać się z wampirem. Taki związek rodzi wiele niebezpieczeństw, w tym to najgorsze, mówiące o wzajemnej destrukcji. Pradawne prawo stanowi, iż jedna strona musi ulec drugiej. Tak od zawsze wyglądał nasz świat. Słabszy ulega silniejszemu. W naszym wypadku to niemożliwe. Nefryt nie może uważać się za mojego stwórcę, a ja nie przekażę mu części mojej mocy, choć bardzo bym chciał. Zamiast zagłębiać się w te zagadnienia, przesuwam językiem po jasnoróżowym sutku. Błękitnooki marszczy nieco czoło. Wkrótce się obudzi. Ostrożnie rozsuwam mu nogi i zaczynam głaskać po wewnętrznej stronie ud. Mój skarb nieznacznie się porusza i mruczy coś niezrozumiałego. Doskonale wiem o co mu chodzi, ale nie mam ochoty przestawać. Chcę go. Chcę, by w końcu był mój…
- Cassian… - szepcze, unosząc nieznacznie powieki. Właśnie na to od tak dawna czekałem. Atakuję jego usta z zaborczością, o którą dawniej nawet się nie podejrzewałem. Z całych sił zaciskam palce na pościeli, by dać upust frustracji, która powiększa się z minuty na minutę. – Kocham cię… - przerywa pocałunek i wtula się we mnie, błogo uśmiechając.
- Udowodnij – zachęcam nieśmiertelnego. Błękitne tęczówki rzucają mi rozbawione spojrzenie.
- Znowu mnie rozebrałeś… - karci mnie delikatnie, opatulając się szczelnie ręcznie malowanym materiałem.
- Dziwisz mi się? Jesteś tak piękny, że zakrywanie tego ciała stanowi brutalną torturę.
- Proszę, nie mów tak. Dobrze wiesz, że nie chcę cię ranić… - Nefryt wpatruje się we mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Nie chcesz mnie ranić, ale od wczoraj nic się nie zmieniło, prawda? Nadal nie chcesz mi się oddać… - wzdycham, siadając na skraju łóżka.
- To nie tak – mój najdroższy protestuje pośpiesznie, wstając i obejmując mnie od tyłu za szyję. – Kocham cię ponad wszystko, ale potrzebuję więcej czasu i…
- Oszaleję przez ciebie, wiesz o tym? – ponownie spoglądam mu w oczy, szukając zrozumienia.
- Przepraszam – wampir zwalnia uścisk i zaczyna wpatrywać się w delikatny, złoty wzór, naniesiony na jedwab ręką prawdziwego mistrza.
- Nie przepraszaj – unoszę jego brodę do góry. – Po prostu przyrzeknij, że ten dzień w końcu nadejdzie.
- Oczywiście, że tak – Nefryt wdrapuje się na moje kolana i układa głowę na moim ramieniu. – Jesteśmy ze sobą dopiero dwa miesiące, więc…
- Jesteśmy ze sobą ponad sto lat – przypominam mu, okręcając pasmo pastelowych włosów wokół palców.
- Chodziło mi o to, że nasz związek…
- Dobrze wiem, o co ci chodziło – całuję go w skroń. – Po części jestem człowiekiem i postrzegam czas inaczej niż ty.
- Wiele rzeczy postrzegasz zupełnie inaczej – wypomina mi.
- Kocham cię jak szalony. To chyba nic dziwnego, że chcę, abyśmy…
- Nie jestem na to gotowy – mój anioł ucina temat. Korzysta ze swojej wampirze szybkości i uwalnia się z moich objęć, znikając w olbrzymiej garderobie. Naciskanie na niewiele się zda, ale nie rozumiem, czemu jest tak uparty? Tłumaczyłem mu setki, nie, tysiące razy, że nie zrobię mu nic złego, a jedyne, co udało mi się osiągnąć, to dystans. Nefryt tak bardzo przestraszył się swoich uczuć, że poza pocałunkami, nie zgadza się na bardziej poufałą intymność. To po części moja wina. Gdybym nie skorzystał z magii i nie unieruchomił go na tych kilka słodkich chwil, zapewne nie uciekałby z krzykiem za każdym razem, gdy próbuję jakoś się do niego zbliżyć! Skąd mogłem wiedzieć, że okaże się taki płochliwy? Byłem pewny, że mając za sobą kilka stuleci, seks nie będzie stanowił żadnego problemu. Tymczasem wszystko mocno się skomplikowało…
- Skarbie… - Wchodzę za nim do jego królestwa i przez chwilę obserwuję, jak wybiera odpowiednią suknię.
- Która bardziej ci się podoba? – Waha się pomiędzy kobaltową, której dół zdobiony jest kryształkami, a ciemnozieloną, idealnie pasującą do jego ulubionej biżuterii. Ze względu na wartość sentymentalną nefrytów, niechętnie się z nią rozstaje.
- Obie są piękne – zapewniam go, układając dłonie na szczupłej talii mojego wampira. – Wiesz, że podobasz mi się we wszystkim.
- Jesteś kochany – Nefryt uśmiecha się radośnie. – Ta ma więcej zdobień – zachwyca się kryształkami. Od zawsze uwielbia nosić suknie. Jestem święcie przekonany, że zakłada je wyłącznie po to, by zawrócić mi mocniej w głowie. Nie musi się tak starać. Od urodzenia patrzyłem i patrzę wyłącznie na niego. Obecnie zakłada je głównie wtedy, gdy na zamek mają przybyć ważni goście. Jego zdaniem damski ubiór pozwala mu wtopić się w tłum, nie wzbudzając niczyich podejrzeń. Nie wszyscy są przychylni wampirom. Poza tym ukochany kazał mi przysiąc, że nikomu nie pisnę ani słowem o naszym kontrakcie. Ma to coś wspólnego z moim bezpieczeństwem. Przyznaję, że nie słuchałem zbyt uważnie. Byłem zaabsorbowany innymi detalami, takimi jak miękkie i chętne do pocałunków usta mojego wybranka.
Wystarczy chwila, by Nefryt zaczął wirować po pomieszczeniu w swojej eleganckiej kreacji, zapierając mi dech w piersiach. Gdy w końcu siada przed lustrem i zaczyna upinać włosy, podchodzę bliżej i nakładam mu na szyję kolię wysadzaną setkami malutkich diamentów.
- Cassian! – z niedowierzaniem wpatruje się w mój nowy prezent.
- Podoba ci się? – upewniam się, jakby nie wystarczyły mi srebrne iskierki w jego cudownych oczach. – Błyszczą bardziej niż kryształki. Jedno twoje słowo i każę je zastąpić diamentami.
- Jest piękna, ale ja…
- Ty jesteś najpiękniejszy. Kocham cię – całuję go w obie dłonie. – Postaram się lepiej nad sobą panować.
- To nie twoja wina, a moja… - Nefryt kolejny raz spuszcza wzrok, przygryzając jednocześnie dolną wargę.
- Wiem, że wydaję ci się bardzo napastliwy, ale poczekam tyle, ile będziesz chciał. Nigdy więcej niczego na tobie nie wymuszę. Dałem ci słowo i go dotrzymam. Przysięgam.
- Jesteś dla mnie taki dobry – broda zaczyna mi się trząść, a po policzku spływa pojedyncza, krwawa łza, którą od razu ścieram kciukiem, a następnie zlizuję ze swojego palca. Jego krew jest zbyt cenna, by ją marnować. Od razu uderza we mnie jedno z licznych wspomnień mojego wybranka. Kilka sekund, które z nadnaturalną siłą wciąga mnie niczym wir i pozwala obejrzeć skrawek jego dawnego życia. Tym razem jest to olbrzymie wrzosowisko, rozciągające się aż po horyzont. Wizja jest krótka, lecz to nie ma znaczenia. Liczy się to, że po raz kolejny odsłonił przede mną swoją wrażliwość. – I nie mów więcej, że coś na mnie wymusiłeś – dodaje zawstydzony. – Gdybym chciał, uwolniłbym się spod wpływu twoich czarów – przechwala się, pociągając nosem.
- Skarbie, nie płacz już, błagam – bezradny wobec takiego obrotu sprawy, przytulam go do siebie, by łatwiej się uspokoił. Gdyby chciał… To drobne ciałko nie należy do zbyt silnych. Wprost przeciwnie. To jedne z najbardziej bezbronnych wampirów, jakie kiedykolwiek spotkałem. Jego siła objawia się w uczuciach i emocjach, z których bezbłędnie czyta, lecz fizycznie nie stanowi żadnego zagrożenia. W magicznym świecie oznacza to tyle, co nic. Dlatego tym bardziej muszę go chronić.
- Dziękuję.
- Kogo, poza mną, zamierzasz oczarować dzisiejszej nocy? – dyskretnie zmieniam temat.
- O świcie przybyli posłańcy, prawda? – Mały spryciarz… Nic z tego. Nie pozwolę, abyś się dla mnie narażał.
- Nie musisz się nimi przejmować. Wkrótce odjadą – bagatelizuję sprawę, by odwrócić uwagę Nefryta od stada węży, którzy próbują udawać moich sprzymierzeńców.
- Ach tak? – rzuca lekko. – Obiecałeś im wspólną ucztę, która niedługo się rozpocznie. Idź, nie pozwól, by na ciebie czekali.
- Już mnie wyganiasz? Wolę zostać z tobą – pochylam się, by pocałować go w odsłonięty kark.
- Nigdzie ci nie ucieknę. Gdy wrócisz, zasnę w twoich ramionach, jak każdej nocy… - nieśmiertelny obniża głos, by brzmiał bardziej zmysłowo.
- Obiecaj mi, że poczekasz tu na mnie aż nie wrócę.
- Nie mogę tego zrobić, dobrze wiesz – niebieskooki sięga po długie pasmo swoich włosów i upina je za pomocą srebrnej spinki.
- Możesz. – W skrytości marzę o tym, by choć raz mnie posłuchał. – Wystarczy, że nawet na chwilę nie opuścisz naszej sypialni.
- Nie jestem twoim więźniem. – Nefryt wykorzystuje naszą bliskość i całuje mnie przelotnie w żuchwę. – Mam swoje plany.
- Od czasu do czasu mógłbyś być bardziej… - gryzę się w język, by nie użyć tego zakazanego słowa.
- Jaki? Jaki mam być? – podchwytuje temat, ocierając się o mnie niczym kot.
- Jeszcze chwilę i stracę resztki cierpliwości… - ostrzegam go, warcząc groźnie. Wampir nic sobie z tego nie robi i kontynuuje swoją grę.
- Przestanę, gdy odpowiesz na moje pytanie. Jaki mam być, Cassianie? – udaje niewiniątko. Jego oczy ciemnieją. Wodzi mnie na pokuszenie, oblizując wargi…
- Sam chciałeś! – rzucam się na jego usta, popychając go na toaletkę i przewracając kryształowe flakoniki perfum. Różowowłosy opiera dłonie na moich ramionach, oddając namiętne pocałunki. – Pragnę cię… - dyszę miedzy pocałunkami, przyciągając go jeszcze bliżej. Wydaje mi się, że tylko na to czekał, bo w ułamku sekundy znajduje się po drugiej stronie komnaty, chytrze się przy tym uśmiechając.
- Ojej, czyżbym był dla ciebie zbyt szybki? – śmieje się ze swojego żartu.
- Proszę, przestań mnie prowokować, bo to się źle skończy… - grożę mu palcem.
- Co mi zrobisz, gdy już mnie złapiesz? – dopytuje, zachowując się niczym rozkapryszone dziecko, któremu rodzice pozwalali na zdecydowanie zbyt wiele.
- Chodź tu i sam się przekonaj – dumnie układam dłonie na biodrach, czekając na jego kolejny ruch.
- Groźba z ust samego króla… Brzmi bardzo poważnie… - wampir teatralnie zasłania usta dłonią, grając zatrwożonego.
- Błagam cię, nie igraj ze mną – cedzę przez zaciśnięte zęby.
- Dlaczego? Myślałem, że lubisz się ze mną droczyć…
- Ty się ze mną nie droczysz. Pewnego dnia przekroczysz granicę, a wtedy…
- Użyjesz swojej mocy, by zrobić ze mnie seksualnego niewolnika? – zgaduje, zamyślając się.
- Nie, zrobię ci coś znacznie gorszego… - Na samą myśl, że miałbym go posiąść, kręci mi się w głowie z pożądania. To ideał w każdym calu. To ciało, skóra, zapach… Wymaga specjalnego traktowania.
- Będziesz się ze mną kochał za karę czy w nagrodę?
- Wasza wysokość… – przerywa nam ciche pukanie do drzwi. – Najmocniej przepraszam, że przeszkadzam, ale dochodzi dwudziesta… Przyszedłem pomóc ci się przygotować, panie… - Głos mego doradcy jeszcze bardziej mnie rozsierdza.
- Spójrz, jak już późno… - Mój ukochany sięga po czarną pelerynę, którą zarzuca sobie na ramiona.
- Błagam cię. Zostań tu! - To moja ostatnia szansa, by coś wskórać. – Dobrze wiesz, kim są ci ludzie. Nie chcę, abyś cierpiał…
- Nie mi nie będzie – Nefryt naciąga kaptur, a następnie sięga po swoje rękawiczki. – Umiem o siebie zadbać.  
- Panie… - doradca ponownie domaga się, abym otworzył drzwi.
- Do zobaczenia później – szepcze wampir, podchodząc do tajemnego przejścia. – I jeszcze jedno – odwraca się w moją stronę. – Jeśli wpuścisz go do naszej sypialni, przez kolejny wiek będziesz sypiać samotnie – posyła mi całusa, po czym znika w ciemności.
- Nefryt! – wołam za nim, lecz na darmo.

Podczas balu wszystkie moje myśli krążą wokół tajemniczych planów  małego złośliwca, za którym zaczynam okrutnie tęsknić. Zegar wskazuje już północ… Mając do dyspozycji nową suknię oraz bezcenną kolię, od dawna powinien krążyć wśród dam, by wzbudzać w nich gniew. Jego uroda sprawia, że trudno odwrócić od niego wzrok. Kobiety mu zazdroszczą. Mężczyźni marzą, by zaszczycił ich choć jednym spojrzeniem… Jeśli przyłapię cię w towarzystwie któregoś z nich… Nie, nie chcę nawet o tym myśleć!
Zamiast wyruszyć na poszukiwania, zmuszony jestem to dotrzymywania towarzystwa mym gościom.
- Wasza wysokość – fałszywy uśmiech pojawia się na twarzy barona diMarone. – Czekasz na kogoś?
- Nie – odpowiadam bez zastanowienia. 
Nefryt zwykle gardzi balami. Jego sarkazm sprawia, iż obcy od razu zauważają, że bije od niego aura nocy, z którą się nie kryje. Poza tym nie tknie niczego, co stoi na stole. Jest wampirem od tak dawna, iż nie pamięta smaku zwykłego jedzenia. Podczas jednego z ostatnich przyjęć, mężczyźni prześcigali się miedzy sobą, znosząc mu masę smakołyków. Nie mam ochoty powtarzać tego doświadczenia, nie mówiąc już o uczuciach wrogości, jakie we mnie wywołali... Ciastko z kremem to za mało, by zdobyć jego serce.
- Już dawniej zauważyłem, że bezustannie szukasz kogoś wzrokiem. Czy to oznacza, że wśród tych piękności znajduje się przyszła królowa? – mój rozmówca drąży temat.
- Przyszła królowa? - dziwię się. – Liczysz na to, że podzielę się z kimś władzą? – wybucham śmiechem, szczerze rozbawiony.
- No cóż, władza to silny afrodyzjak… - rozmarza się baron.
- Nie dla mnie – zaczynam obracać w dłoni kryształowy kieliszek wina, do którego mój doradca bezustannie dolewa szkarłatnego trunku.
- Czekałem na taką odpowiedź. Twoje panowanie rozpoczęło się dość krwawo, o czym wszyscy dobrze pamiętamy. Królowa musiałaby być naprawdę silną kobietą, by poradzić sobie z tak wielką presją. Wieczne konflikty, zdrady, egzekucje… - wylicza usłużnie diMarone, przysuwając się nieznacznie, aby nasza rozmowa miała bardziej poufny charakter. – Z odpowiednią osobą u boku… Oczywiście taką, która rozumiałaby twoje brzemię, byłoby ci łatwiej, nie sądzisz, panie? Nie wykluczam także, że musi to być kobieta…
- Skąd pewność, że nie znalazłem już takiej osoby? – mimowolnie wracam myślami do ukochanego. Tak bym chciał, by był tu ze mną… Potrzebuję go…
- Wasza wysokość, jesteś urodzonym przywódcą, przyznaję, lecz romanse – mężczyzna spogląda na mnie z pobłażaniem. – Zaciągnięcie do łóżka pierwszej lepszej służki czy stajennego to żadna sztuka, wierz mi. Ja mam na myśli kogoś, kto zrobi dla ciebie wszystko, ale co ważniejsze, da ci syna…
- Syna? – wymieniam porozumiewawcze spojrzenia z moim doradcą, który jak na zawołanie, zostawia nas samych.
- Poznałeś dziś moją córkę, panie. Ma na imię Zana i gotowa jest w każdej chwili, by służyć swemu królowi w dowolny sposób.
Więc o to mu chodzi? Chce mieć wpływ na królestwo i samego króla, manipulując mną za pomocą dziewczyny? Sądziłem, że tego typu podchody rozpoczną się za jakieś sto, czy dwieście lat. Ostatecznie młody ze mnie demon. Królem zostałem niespełna trzy miesiące temu. Czemu mój rozmówca aż tak się śpieszy?
- Wybacz, baronie. Nie jestem obecnie w nastroju do amorów – próbuję jak najszybciej zakończyć naszą rozmowę.
- Wydaje mi się, że nie przedstawiłem mojej oferty w taki sposób, by wydała ci się interesująca – mężczyzna zamyśla się na chwilę, szukają odpowiednich słów. Nie ma zamiaru pozwolić, abym mu się wymknął. – Jestem pewny, że zyskam więcej twojej uwagi jeśli powiem, że znam nazwisko osoby, która rozpoczęła bunt przeciwko twemu ojcu.
- Mój ojciec został już pomszczony! – odpowiadam gniewnie, z impetem odstawiając kieliszek na stół.
- Jesteś tego pewny, królu Cassianie? A może zechcesz wysłuchać tego, co mam ci do powiedzenia? Jeśli zmienisz zdanie, będę czekał w twoim gabinecie dokładnie za godzinę – natręt bezszelestnie podnosi się ze swojego miejsca, poprawiając przy tym bogato wyszywany złotem frak.
- A jeśli nie zmienię? – rzucam chłodno, z trudem panując nad swoimi mocami, które tylko czekają, by zetrzeć mu z twarzy ten perfidny uśmieszek.
- Są inni, gotowi wysłuchać mej historii… Proszę, nie spóźnij się… - baron żegna się ze mną, usłużnie kłaniając. 

 ***

Tęskniłyście za mną, moje Gąski? Ja za Wami bardzo :)
Oto pierwsza część przygód Nefryta i Cassiana. Co prawda tekst z założenia miał być dłuższy, ale kiepsko się czuję. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie.
W chwili obecnej nie wiem czy zakończę to na części drugiej, czy pociągnę dalej. Zobaczymy. Czasami tak to jest, że zamiast starych opowiadań, wolę te nowe. Nie oznacza to, że porzucę Najlepszego lub Bezsenne Noce. Tak dobrze nie ma :D Po prostu liczyłem na to, że jesienią pojawi się "coś magicznego", ale nic z tego nie wyjdzie, dlatego muszę to sobie jakoś odbić. 

Wasz Kitsune

wtorek, 22 sierpnia 2017

Beznadziejny wampir


Budzę się… Powoli… Bardzo powoli… Czuję, jak krew w moich żyłach zaczyna szybciej płynąć, zmuszając zastygłe mięśnie do pracy. Jeszcze chwilę i będę mógł otworzyć oczy. Jednak zanim to nastąpi… Moja moc zdaje się aktywować ospałe otoczenie. To, na co kilka sekund temu zupełnie nie zwróciłbym uwagi, atakuje mnie! Mam wrażenie, że dźwięki, które docierają do mnie zewsząd, mieszają się ze sobą tylko po to, by sprawić mi ból. Są jak silna wiązka energii, nad którą nie można zapanować ani jej wyłączyć. Słyszę wszystko. Każde skrzypnięcie podłogi, wywołane krokami mojego służącego. Samochody, przejeżdżające po szosie kilkanaście kilometrów stąd. Trzepot skrzydeł ptaków, skaczących po gałęziach w lesie. Chciałbym się przed nimi ukryć, schować jak najgłębiej, zakopać pod ziemią, by tylko zostawiły mnie w spokoju. Jak mam je wyłączyć? Jak od nich uciec? 
Odciąć się! Powinienem się odciąć, ale nie potrafię! Nie mam dość siły! To takie trudne!
Ostatni promień słońca chowa się przed mrokiem. Moje powieki unoszą się gwałtownie, sycąc ciemnością, która mnie otacza. Sen wreszcie dobiegł końca. Nie jestem już jego więźniem. Mogę cieszyć się pełnią życia. Wiecznego życia, które spędzę z moim ukochanym…
Odwracam się na bok, lecz jego już tu nie ma. Jest ode mnie starszy, więc potrzebuje mniej snu. Potrafi także zapanować nad wampirzymi mocami. Tymczasem ja… 
Jestem wampirem od blisko miesiąca, a nie mogę poszczycić się żadnym sukcesem. Nie potrafię poskromić nadnaturalnego słuchu, moje oczy nadal nie przyzwyczaiły się do wyostrzonej percepcji. Jestem zbyt silny i za szybki. I głodny… Tak bardzo głodny… Potrafię myśleć tylko o tym, by przyssać się do jego bladej skóry, naciąć ją swoimi kłami i sączyć życiodajny nektar. Jest taki słodki… Dorównuje jedynie jego wargom… 
Nie! Nie wolno mi tak myśleć! Nie wolno mi wykorzystywać jego miłości… Wystarczająco się dla mnie poświęca. Jest tak cierpliwy, wyrozumiały i kochający. Otacza mnie czułością. Tylko przy nim jestem w stanie jakoś nad sobą zapanować… Niech to się wreszcie skończy!
- Nie śpisz już? – Bardzo ostrożnie siada na brzegu łóżka, by nie pogarszać mojego stanu. Cichutki szelest towarzyszy każdemu ruchowi. Tylko on potrafi poruszać się w taki sposób. Ściąga za mnie kołdrę i przeczesuje moje włosy palcami. – Co się dzieje?
- Nic. Proszę, zostaw mnie samego.
- Dlaczego? – dopytuje, przytulając się do moich pleców.
- Bo… - nie chcę mu powiedzieć prawdy. Nie chcę, by wiedział, że znowu trawi mnie głód. Nie chcę brać czegoś, czego sam latami mu odmawiałem. Jeśli czuję się tak okropnie po zaledwie kilku godzinach, jak on dawał sobie radę? Głodziłem go latami. Dla chorej satysfakcji… Jestem podły! Zwijam się w kłębek, zaciskając dłonie na ramionach i podciągając kolana do klatki piersiowej.
- Już dobrze… Spróbuj się odprężyć. To za chwilę minie – zaczyna głaskać mnie po plecach. Mam ochotę rzucić mu się do stóp i błagać o wybaczenie. Powinien się na mnie gniewać. Zemścić, skoro ma okazję. A on co? Czemu jest dla mnie taki miły? Czemu mi pomaga? – Uczyłem cię, jak to się robi, prawda? Dlaczego mnie nie słuchasz?
- Bo zasługuję na cierpienie! – warczę w odpowiedzi. Mój tok rozumowania chyba nie przypadł mu do gustu, bo w ułamku sekundy zmusza mnie, abym położył się na plecach. Sam siada na moich biodrach i z wyższością spogląda mi prosto w oczy.
- Powtórz to jeszcze raz,  jeśli zależy ci, by mnie zdenerwować – jego oczy… Są niezwykłe… Mógłbym się w nie wpatrywać bez końca. Albo te ogniste włosy, które zdają się płonąć, podkreślając porcelanowy odcień jego cery.
- Jesteś taki piękny… - szepczę, wyciągając rękę i dotykając jego policzka. Tuli się do mojej dłoni. Po złości nie ma już śladu. Na próżno szukać u niego ludzkiej małostkowości. To istota doskonała.
- Podobam ci się? – drażni się ze mną.
- Bardzo.
- Ty mi też – uśmiecha się. - Lepiej się czujesz?
- Gdy jesteś obok, ból mija.
- Cieszę się, bo nigdzie się stąd nie ruszę – pochyla się nade mną i muska moje usta swoimi. – Kocham cię, wiesz o tym?
- Jeszcze to do mnie nie dotarło – przyznaję, nieco zawstydzony.
- Nie szkodzi. Za chwilę ci to udowodnię, ale najpierw… - grysie się w nadgarstek. Dwie stróżki krwi wypływają ze świeżej rany, kusząc mnie, hipnotyzując obietnicą słodkich doznań…
- Nie…
- Tak. Pij. Jesteś głodny. Daję ci ją – każda komórka mojego ciała pragnie zaspokojenia tą drogocenną mieszanką. Ukojenie szybko przerodzi się w pożądanie, a wtedy stracę resztki samokontroli…
- Nie chcę – gdzie się podziała moja silna wola? Jeszcze chwilę, a rzucę się na niego, by tylko zaspokoić pragnienia…
- Chcesz… Widzę to w twoich oczach. Pij, mój ukochany… - jego głos… Dobrze wiem, że w tych słowach kryje się polecenie, któremu nie zdołam się oprzeć. Jest moim stwórcą. Może mi dowolnie rozkazywać, a ja nie mam prawa mu się sprzeciwić. Nigdy nie nadużywa swojej władzy nade mną. Mogę sam wybierać, uczyć się, poznawać… Jednak tym razem jego zachęty brzmią inaczej… Nie dam rady… Muszę…
Łapię go za rękę i przysysam się do rany, którą sobie zadał. Czerwonowłosy nabiera gwałtownie powietrza, by po chwili zacząć cicho mruczeć. Uśmiecha się, zadowolony z tego, że jego krnąbrne dziecko w końcu go posłuchało. Gdybym tylko miał choć odrobinę silnej woli… Choćby najdrobniejsze jej okruszki, wszystko wyglądałoby inaczej…
Mijają długie minuty. Najedzony i szczęśliwy, przyciągam do siebie jego drobne ciało. Zatapiam twarz we włosach, dotykam  wszędzie, błądząc po całym jego ciele. Ta błogość to zdecydowanie najlepsza część karmienia. Czuję się po nim zaspokojony  i zakochany, jak nigdy wcześniej. Siła naszej więzi zdaje się nie mieć granic. Tylko ja i on…
- Twoja kolej – podtykam mu swój nadgarstek.
- Nie jestem głodny – odsuwa się.
- Przecież… - kiedy ostatnio pił moją krew? Wczoraj nie, przed wczoraj też nie, dwa dni temu też nie… - Sin, czemu nie pijesz mojej krwi?!
- Bo nie muszę. Jestem od ciebie starszy. Zrozumiesz to za jakiś czas.
- Codziennie mi to powtarzasz, a ja codziennie przeżywam te same katusze. Kiedy to się skończy?! Kiedy nad sobą zapanuję? Czemu nie mogę być taki jak ty? – wyrzuca z siebie wszystkie żale, które od dawna nie dają mi spokoju.
- Jack… Jak zawsze taki niecierpliwy – zaczyna się ze mnie śmiać. Wkurza mnie, że nie chce podzielić się ze mną odpowiedziami. Wstaję z łóżka i zaczynam nerwowo krążyć po pokoju. Raz przemieszczam się normalnie, by po chwili aktywowała się moc, nad którą nie mam żadnej władzy.
- Sam zobacz co się ze mną dzieje!
- Jesteś wampirem od miesiąca. To normalne – uspokaja mnie.
- Normalne?! To niby jest normalne, tak? – próbuję wyjść z pokoju, lecz klamka od drzwi niechcący zostaje przeze mnie zgnieciona. Wracam na łóżko i chowam twarz w dłoniach. – Sin, ja muszę wiedzieć, kiedy… Kiedy nauczę się nad sobą panować? Kiedy poczuję się sobą w tym nowym ciele? – unoszę na niego wzrok, czekając na jego słowa jak na wyrok.
- Nie denerwuj się tak. Każdy z nas przez to przechodzi. Nie jesteś wyjątkiem – pociesza mnie.
- Ile zajęło ci przyzwyczajenie się do swoich nowych możliwości?
- Kilka lat.
- Kilka lat?!
- Jestem obrońcą rodziny. Nic w tym dziwnego – przechwala się.
- A Nefryt? – chwytam się ostatniej deski ratunku, jaka mi pozostała.
- Jego zdolności są inne niż moje. To robi sporą różnicę – odpowiada enigmatycznie.
- Różnicę?
- Nefryt miał znacznie trudniej. Czyta z ludzkich serc, więc… - zaczyna się gęsto tłumaczyć, co nie wróży nic dobrego.
- Ile? – naciskam na niego, by wyjawił mi prawdę.
- Jakieś sto lat.
- Sto lat?! Sto… Sto lat?! Nie wierzę! Sto cholernych lat! To brzmi jak wieczność! – popadam w czarną rozpacz. Mam sto lat żerować na ukochanym? Rozwalać wszystko wokół? To z mojej winy nadal musimy tkwić w posiadłości.
- Jack, czas nie ma już takiego znaczenia jak dawniej – zmusza mnie, abym otoczył go ramionami.
- Sto lat… - powtarzam bez przerwy, nie umiejąc oswoić się z tą liczbą. – Czy to oznacza, że w pierwszą podróż również wyruszymy dopiero za sto lat?
- Źle ci w domu? Ja uwielbiam tu być. Poza tym odbudowa zniszczeń zajmie nam jeszcze jakiś czas. Henryk miałby mi za złe, gdybym odszedł, nie dopilnowawszy wszystkiego osobiście.
- Ciesz się, że z tobą rozmawia. Do mnie odzywa się tylko półsłówkami.
- Wydaje ci się.
- Już dawniej chciałem cię zapytać… Czy on zna jakieś zaklęcia? Czasami mamrocze coś pod nosem po łacinie. Może to z jego powodu jestem taki beznadziejny? – zastanawiam się na głos.
- Owszem, zna, ale zapewniam cię, że przy mnie nic ci nie grozi – mój ukochany wspina się na palce i całuje mnie w policzek. – Obronię cię.
- Nie chcę, żebyś mnie bronił. To moje zadanie.
- Ach tak? – Sin popycha mnie na łóżko.
- Co robisz?! – próbuję się podnieść, lecz mnie powstrzymuje. Pojawia się znikąd, atakując moje usta. – Gdzie się podziały twoje ubrania?
- Gdzieś tam leżą – uśmiecha się lubieżnie. – Wolisz, abym je założył?
- Rozwiązujesz problemy w związku za pomocą seksu? – szydzę z niego, skubiąc go kłami po szyi.
- Nie mam dużego doświadczenia, więc… Uwielbiam czuć na sobie twoje dłonie – wzdycha.
- Mówiłeś coś o doświadczeniu – przypominam mu, wodząc opuszkami po jego żebrach.
- Znamy się już kilka lat, więc… Jack, pocałuj mnie… - ociera się o mnie kusząco.
- Wytrzymasz ze mną sto lat, jeśli nic się nie zmieni? – dziele się z nim moim najczarniejszym sekretem. Boję się, że pomimo łączącej nas więzi, stanie się humorzasty i zacznie traktować mnie w sposób, w jaki Nefryt traktował Cassiana, gdy obydwaj z nami mieszkali. Nie zniósłbym tego.
- Kocham cię, głuptasie. Każda sekunda, którą spędzamy razem, jest wyjątkowa, więc zamiast martwić się na zapas spraw, abym na zawsze zapamiętał te chwile. Nawet jeśli okażesz się beznadziejnym wampirem, w łóżku nie masz sobie równych, więc pokaż mi, jak bardzo mnie kochasz.
- Ty tu rządzisz… - łączę nasze wargi.

piątek, 31 marca 2017

Swimming Pool

- Simon, pomożesz tacie z zakupami? Goście niedługo tu będą!
- Goście? Byłem pewny, że spędzimy ten weekend w gronie rodzinnym – rozglądam się po pomieszczeniach wielkiego domu, który rodzice wynajęli na weekend, by uczcić zakończenie szkoły średniej przez moją siostrę. Głos mamy dochodzi z niewielkiej sypialni z widokiem na zatokę.
- Nie mówiłam ci wcześniej, bo pewnie odmówiłbyś przyjazdu. Stelli bardzo na tym zależało. Uprosiła tatę, a on się zgodził. Obawiam się więc, że... - kobieta uśmiecha się do mnie przepraszająco, wyjmując jednocześnie kolorowe sukienki z walizki, które odnosi do garderoby.
- Zgodziłaś się na to?! Jak mogłaś?! - oburzam się.
- Daj spokój, przyjedzie tylko kilkoro jej najbliższych znajomych. Nic wielkiego – bagatelizuje problem. - Poza tym bardzo chciałam spędzić trochę czasu w towarzystwie mojego najdroższego syneczka – podchodzi do mnie i wspinając się na palce, całuje w policzek. - Nie bądź tak negatywnie nastawiony. Zobaczysz, będzie fajnie. Dzieciaki posiedzą przy basenie, a ja w tym czasie ugotuję ci coś dobrego. Zgadzasz się? Odkąd studiujesz za granicą rzadko przyjeżdżasz do domu – patrzy na mnie w taki sposób, że niczego bym jej nie odmówił.
- Mamo, znowu to robisz... - wzdycham zrezygnowany.
- Nie wiem o czym mówisz – udaje niewiniątko.
- Kocham cię i dobrze wiesz, że zrobię dla ciebie wszystko – odpowiadam, ściskając mocno niewysoką szatynkę. - Dla taty i Stelli też.
- Synu, nie uduś mamy – tata wkracza do akcji, by uratować swoją drugą połówkę. W jednym mają rację – bardzo za nimi tęskniłem. Widujemy się tylko w święta. Nie powinienem psuć miłej atmosfery swoimi fochami.
- Jedźmy już na te zakupy – odciągam tatę w kierunku samochodu.

***

- Tylko kilka osób, tak? - zgryźliwie szepczę, bo cały salon wypełniają małolaty, które zerkają w moją stronę, a następnie wybuchają głośnym śmiechem.
- Simon, chodź do nas. Moje przyjaciółki chcą cię poznać bliżej – Stella rozsiadła się na kolanach swojego nowego chłopaka Alana, który nie odrywa wzroku od różowej góry jej stroju kąpielowego, który prześwituje spod białej, bawełnianej koszuli, którą na sobie ma. Jeśli jego łapska znajdą się choćby kilka centymetrów wyżej, zabiję go!
- Przykro mi, dziewczyny. Poznęcajcie się nad kimś innym. Jestem zajęty – wskazuję na lemoniadę i kanapki, które mama kazała mi robić.
- Nie bądź taki sztywny. Poopowiadaj nam o urokach studenckiego życia – prosi Karla, która zachęca, abym usiadł obok niej na sofie. Wolę miejsce obok siostry, zdejmując ją z kolan ukochanego.
- Psujesz całą zabawę – niebieskooki blondyn posyła mi wrogie spojrzenie.
- Uważaj, bo mogę popsuć coś jeszcze – odpowiadam wojowniczo.
- Eryku, co czytasz? - jedna z dziewczyn, której imienia nie pamiętam, próbuje odebrać książkę małomównemu braciszkowi Alana. Chłopak robi unik i przesiada się na fotel.
- I tak nie zrozumiesz – prycha, nie odrywając wzroku od lektury. Jest równie szczęśliwy jak ja z powodu tego całego zamieszania. Przyglądam mu się przez chwilę. Ma jakieś szesnaście, góra siedemnaście lat. Jego włosy są jasne i sięgają mu prawie do ramion. Za to oczy... Nigdy wcześniej nie widziałem takich tęczówek. Zdają się być stalowo-szare, lecz gdy słońce mocniej zaświeci, rozbłyskają srebrnym światłem.
- Dziewczyny go nie interesują. Woli książki – Alan celowo przeciąga ostatni wyraz, by zabawić towarzystwo kosztem małolata.
- Ja przynajmniej potrafię czytać – odpowiada jasnowłosy.
- I co ci to da? Musicie się nim zająć – podrywa się ze swojego miejsca i wyrywa mu trzymany w dłoniach pokaźny tom. - Astronomia... Odkryjesz jakieś gwiazdy, Eryku? - czochra go po włosach. - Drogie panie, dam sto dolarów tej z was, która pierwsza go pocałuje i uwieczni to na zdjęciu!
- Alan, ja też mogę wziąć udział? - pyta Stella, zanosząc się od śmiechu. - Chętnie sprawdzę, czy mały Eryk wie jak korzystać z języka.
- Jasne, kochanie. To by dopiero było. Tylko nie odbij mi dziewczyny mały, jasne?
- Przepraszam, mówiłeś coś? Nie słuchałem – Eryk unosi na niego wzrok. Złośliwa bestia. Lubię go coraz bardziej.
- Tym lepiej. Chodźmy popływać w basenie! - starszy chłopak bierze moją siostrę na ręce i wynosi ją na taras. Po chwili słychać piski wrzucanych do wody dziewczyn oraz głośną muzykę, którą włączyli.
- A ty nie idziesz? - zagaduję nastolatka, który powraca do przerwanej lektury.
- Nie przepadam za słońcem – odpowiada.
- Więc dlaczego przyjechałeś?
- Bo mnie zmusił. Ma tak wielkie ego, że sam nie jest w stanie go udźwignąć – zakłada dłuższe pasma za ucho i kontynuuje czytanie. - Poza tym nie jestem pewny, czy wiedziałby jak wrócić – uśmiecha się do mnie porozumiewawczo.

***

Wieczorem, gdy rodzice jadą na kolację ze znajomymi, daję się namówić siostrze na rozpalenie ogniska i pieczenie pianek. Część z dziewczyn próbuje wymóc na mnie grę z butelkę. Opędzam się od nich jak mogę, lecz jest to trudne zadanie.
- Mówiłem wam, że nie – bronię się, zapędzony w kozi róg.
- Ale my tak ładnie prosimy, Simon... - platynowa blondynka, której końcówki włosów mają turkusowy odcień, próbuje usiąść mi na kolanach. - To tylko niewinna gra. Nie masz ochoty spróbować?
- Jesteście niepełnoletnie. To przestępstwo. Poszukajcie chłopaków w waszym wieku.
- To nudne... A ty jesteś studentem... Daj się ponieść chwili... - naciska coraz bardziej.
- Nie! - łapię ją za ramiona, a  jej rudowłosa koleżanka wykorzystuje okazję i siada mi na kolanach.
- Jesteś na przegranej pozycji – zaczyna mnie łaskotać.
- Dziewczyny, błagam was... Przestańcie...
- Ty nie chcesz się całować, Eryk nie chce się całować... Nudzimy się.
- Ja jestem chętny – odpowiada jej Alan.
- Ty już masz dziewczynę – zauważa jasnowłosy, który cały czas trzyma się nieco na uboczu. - Nie powinieneś mówić takich rzeczy w obecności Stelli.
- Dziękuję, Eryku. Jesteś kochany – moja siostrzyczka rzuca mu się na szyję, a po chwili próbuje skraść całusa.
- Przestań! - chłopak stanowczo protestuje. Jego brat widząc, iż sprawy nie układają się po jego myśli, łapie za jego jasnoniebieską koszulkę i wrzuca go do basenu.
- Mała kąpiel dobrze mu zrobi – dumny z siebie, siada z powrotem na jednym z plastikowych krzeseł. Mija kilka długich sekund, lecz srebrnooki nie wypływa na powierzchnię. Alan także to zauważa i podchodzi do basenu, by sprawdzić co się dzieje.
- Eryku? - coraz bardziej zdenerwowany wpatruje się w ciemną taflę wody. Ognisko oraz kilka świeczek to jedyne źródła światła. Niewiele może dzięki nim dostrzec. - Cholera, chyba go zabiłem! - spogląda na nas przerażony. - Eryk! Gdzie jesteś? - Ponieważ odpowiada mu jedynie cisza, sam wskakuje do wody. - Nigdzie go nie widzę! - krzyczy jak opętany, wynurzając się. Zdejmuję buty i również wskakuję do basenu. Nie jest on aż tak wielki, by nie móc odszukać szczupłego dzieciaka. - Znalazłeś go?
- Nie.
- Niech któraś z was zadzwoni na policję! Szybko! Możliwe, że już się utopił?! Albo nie żyje! Albo...
- Albo ma brata kretyna... Alan, wiedziałeś, że w czasie nurkowania trzeba otworzyć oczy? - Eryk siedzi po drugiej stronie na wyłożonych płytkami schodkach prowadzących do basenu i spogląda na nas z rozbawieniem.
- Nic ci nie jest! - niebieskooki natychmiast do niego dopada i mocno obejmuje. - Jak mogłeś mi to zrobić?! Myślałem, że dostanę zawału! - potrząsa chłopakiem. - Rodzice obdarliby mnie ze skóry, gdyby choć włos spadł ci z głowy, szczeniaku!
- Udusisz mnie!
- Uduszę?! Przez ciebie jestem cały mokry!
- Ja też. Należało ci się. Przepłynąłem obok ciebie dwa razy. Nie zauważyłeś mnie?
- To przez to, że jesteś taki mały. I chudy. Za karę będziesz spać tutaj. A teraz gramy! - decyduje Alan, zachęcając tym samym dziewczyny, by do nas dołączyły.

Jakiś czas później, gdy wszyscy poszli już spać, dostrzegam czyiś cień na tarasie.
- Eryku, co tu robisz?
- Odbywam karę – śmieje się cicho. Żałuję, że nie widzę jego twarzy. Tak rzadko się uśmiecha.
- Karę? Jeśli chcesz, to możesz spać ze mną w pokoju – proponuję mu, podchodząc bliżej i siadając na jednym z łóżek do opalania.
- Nie chcę. Tu mi dobrze – chłopak spogląda na niebo. - Poza tym znam Alana na wylot. Wiem, że spławił mnie po to, by pobyć chwilę sam na sam z twoją siostrą.
- Co takiego?! Jeśli ją dotknie, to... - rzucam mordercze spojrzenie w kierunku domu.
- Nic jej nie zrobi. Nie musisz się bać. On tylko udaje pewnego siebie, a prawda jest taka, że Stella to jego oczko w głowie. Jest nadopiekuńczy i wszystkim mocno się przejmuje. Poza tym napisał dla niej wiersze, które pewnie teraz jej czyta.
- Wiersze? Alan? - dziwię się.
- Miały sporo błędów, ale je poprawiłem.
- Jak ty z nim wytrzymujesz?
- Normalnie. To mój brat... Przepraszam – psika. Sięgam po koc i narzucam mu na ramiona. Nagle znajduje się centymetry ode mnie. Czuję zapach jego skóry, który zupełnie mnie obezwładnia. Jego oczy zdają się jarzyć. Odgarniam miękkie włosy i dotykam delikatnego policzka. Chłopak mimowolnie przymyka powieki, gotowy na...
- Simon, co robisz?
- O wilku mowa – natychmiast unosi powieki i uśmiecha się do brata.
- Konkurs z całowaniem jest tylko dla dziewczyn! - ostrzega mnie,  pomagając Erykowi wstać i chowając go za swoimi plecami.
- Mówisz? To może wiersz dla niego napiszę... - wsuwam dłonie do kieszeni spodni, rozkoszując się sposobem w jaki się wścieka.
- Powiedziałeś mu?! Jak mogłeś?! To miał być nasz sekret! - beszta chłopaka.
- I jak było? Podobały się jej? - dopytuje brata.
- Tak – przyznaje zawstydzony. - Śmiała się, bo miejscami użyłem zbyt prostych rymów.
- Mówiłem ci, żebyś to zmienił.
- Oj cicho bądź! - ucina temat, wchodząc do budynku. - Idziemy spać. Dobranoc, Simon.
- Dobranoc.

***

Większość soboty spędzamy włócząc się po miasteczku, kupując pamiątki oraz robiąc setki zdjęć na deptaku. Mojej siostrze i jej przyjaciółkom udaje się zapoznać trochę nowych ludzi, którzy odwiedzą nas wieczorem. Chociaż pomagam im w przygotowaniach do przyjęcia, moje myśli wypełnia tylko jedna osoba – Eryk. Wczorajszej nocy prawie go pocałowałem! Gdyby nie szósty zmysł Alana, który zawsze znajduje się w niewłaściwym miejscu, to te kuszące usta byłyby moje. Najdziwniejsze jest to, że on też tego chciał. Dziś Alan nie odstępuje go na krok. Ciągle mi się przygląda, jakby czuł, że czekam na moment, aż zostaniemy sami. Niestety, nic na to nie wskazuje...
Moja siostrzyczka przechodzi samą siebie. Ozdabia cały ogród kolorowymi lampionami, które znajduje na strychu. Nie jestem w nastroju do zabawy, więc przez kilka godzin sączę piwo i obserwuję tańczące pary. Mając pewność, że tata oraz jego znajomi trzymają rękę na pulsie, oddalam się do swojego pokoju. Kładę się na łóżku i włączam telewizor. Głośna muzyka, dochodząca z ogrodu niweczy moje plany. Wyłączam plazmę i rzucam pilota na fotel. Jak to możliwe, by kilka sekund jego bliskości aż tak na mnie zadziałało? To przez te srebrne oczy? A może... Słyszę czyjeś kroki na korytarzu. Ostrożnie schodzę z łóżka i chowam się za drzwiami. Nieproszony gość nie trudzi się pukaniem. Od razu przekręca gałkę i wchodzi do środka, nie zważając na to, że w pokoju jest zupełnie ciemno. Zamyka za sobą drzwi, a nawet dodatkowo przekręca zamek. Robi się coraz ciekawiej... Dam życiową lekcję którejś z tych napalonych panienek.
Za cel wyznacza sobie łóżko. W połowie drogi ściąga buty i na palcach zakrada się coraz bliżej. Zachodzę ją od tyłu i popycham na materac.
- Puść! - szarpie się
- Eryk? - otwieram szeroko oczy ze zdziwienia. - Co tu robisz? - powinienem się cofnąć, lecz podoba mi się, że pode mną leży. Jego włosy rozrzucone są wokół głowy. Jeśli do tego dodamy szybko bijące serce oraz skórę pachnącą słońcem, trudno odmówić mu uroku.
- Pocałuj mnie – każe mi.
- Nie powinniśmy...
- To nie była prośba – zaciska drobne palce na mojej koszulce i przyciąga do siebie. - Całuj – żąda ze stanowczością, której się po nim nie spodziewałem. Nie mam innego wyjścia... Ulegam mu. Nie jestem delikatny. To śmiały, ognisty pocałunek, w który wkładam całe pożądanie i tęsknotę. Mam wrażenie, że od zawsze należymy do siebie, że to właśnie on jest tym brakującym elementem, który sprawił, iż poczułem wreszcie co znaczy być w pełni sobą i należeć do kogoś innego. Pozbawiam go tchu, wciskając mocno w pościel.
- Powiedz, żebym przestał, bo jeszcze chwilę i nie dam ci nigdy odejść... - dyszę mu do ucha. Jasnowłosy zmysłowo oblizuje usta, jakby nadal rozkoszował się naszym pocałunkiem. Leniwie unosi powieki i razi mnie srebrnym światłem. Ma nade mną władzę, choć nie zdaje sobie z tego zupełnie sprawy.
- Jeszcze... - unosi się nieco do góry i ponownie sięga do moich warg. Narzuca szaleńcze tempo, zakradając się rękoma pod moje ciuchy i zaczynając obrysowywać zarys mięśni na moim brzuchu.
- Nie – próbuję go powstrzymać, lecz on na wszystko ma swoją odpowiedź.
- Zdejmij to – rozkazuje mi, przygryzając lekko nabrzmiałą, dolną wargę.
- Wiesz co z tobą zrobię? Wiesz czego pragnę? - jeszcze nie jest za późno. Niech mnie odepchnie, bo inaczej...
- Kochaj się ze mną. Teraz! - siada na łóżku. Wygłodniałym wzrokiem obserwuję, jak pozbywa się swoich ubrań, które rzuca na podłogę. Jego skóra jest mlecznobiała i kusząca. Zwariuję, jeśli zabroni mi dotykania jej.
- Nie wiedziałem, że znasz znaczenie takiego słowa – śmieję się, łapiąc go za nadgarstki, gdy sięga do zapięcia swoich szortów. - Poczekaj. Sam chcę to zrobić.
- Więc przestań tyle gadać! Dotykaj mnie, pieść... - mruczy rozkosznie.
- Połóż się – opuszczam go na pościel, by rozkoszować się tym widokiem.
- Podobam ci się? - pyta, wpatrując się w moje oczy.
- Przecież wiesz, że tak.
- Pragniesz mnie?
- Nie musisz mnie bardziej podkręcać. Za chwilę sam się przekonasz, jak na mnie działasz.
- Za wolno... Robisz to za wolno... - przesuwa opuszkami po swoim nagim ciele. - Pocałuj mnie tutaj – wskazuje swoją szyję . Z niekłamaną przyjemnością spełniam jego zachciankę. - I tutaj – wodzi palcem niżej, kierując go do jasnoróżowego sutka.
- Tutaj też? - udaję zdziwionego, drażniąc go koniuszkiem języka. Gwałtownie wygina się do tyłu, nabierając łapczywie powietrza do płuc.
- Jeszcze... - jęczy, gdy zaczynam się nad nim znęcać. - Jeszcze...
- W innych miejscach też jesteś taki wrażliwy?
- Sprawdź - rzuca mi wyzwanie.
- Jesteś najseksowniejszym stworzeniem, jakie znam... Nigdy nie wyjdziemy z tego łóżka -  mój język zaczyna kreślić wzory na jego brzuchu.
- Właśnie na to liczę, Simon. Tylko się pośpiesz. Chcę cię mieć w sobie.
- Ja też tego chcę, ale najpierw... - niepewnie zerkam w jego kierunku, zsuwając z jego bioder ostatnią barierę. - Jesteś pewny, tak? - cały się spinam, czekając na jego odpowiedź. Eryk sięga po moją dłoń i nakierowuje ją na swojego członka. Moje palce zaciskają się na nim odruchowo. Cały drży, gdy zaczynam go dotykać.
- Masz jeszcze jakieś wątpliwości? - uśmiecha się figlarnie.
- Nie – spoglądam na jego rozgrzane ciało. - Nie dochodź.
- Dlaczego nie? - marszczy swoje jasne brwi z niezadowoleniem. Nie tego się spodziewał.
- Bo nie – schodzę z łóżka i zsuwam jeansowe spodenki z jego szczupłych nóg, po czym sam również się rozbieram.
- Simon... - ponagla mnie. - Proszę...
- Wytrzymaj jeszcze chwilę.
- Cierpliwość nie jest moją mocną stroną... - opada na poduszki. Rozsuwam mu nogi, by było mi wygodniej.
- Teraz już możesz – szepczę, wkładając sobie jego męskość do ust.
- O tak... - byłem pewny, że będzie chciał na mnie patrzeć, lecz on jedynie zatapia palce w moich włosach, abym znaleźć się głębiej. Dobrze wie, co sprawia mu przyjemność i nie boi się tego okazać. To miła niespodzianka... Bardzo miła. Wydawał się zamknięty w sobie i nieśmiały. A teraz dochodzi, spoglądając mi prosto w oczy.
- Tego chciałeś? - pytam, podgryzając wrażliwą skórę na jego podbrzuszu.
- Tak... I chcę jeszcze... - z trudem obraca się na brzuch. - Weź mnie.
- Eryku, może już wystarczy... - każda komórka mojego ciała o tym marzy, a wiem, że nie powinienem tego robić. Jest młody i niedoświadczony. Zrobię mu krzywdę...
- Na co czekasz? - unosi śmiało biodra.
- To będzie bolało...
- To już boli... Masz pojęcie jak się czuję, tam w środku? Odkąd cię zobaczyłem, marzyłem tylko o tej chwili. Cały płonę. Jeśli mi nie pomożesz, to...
- Dobrze, już dobrze... Rozumiem... Potrzebujemy... - rozglądam się po pokoju, szukając czegoś, co zniwelowałoby nieprzyjemne uczucie.
- Niczego nie potrzebujemy.
- Oszalałeś?! Nie wiesz...
- Wiem – przerywa mi. - Ten ból ma mi jutro przypominać o tej chwili, o tobie. Błagam cię, Simon. Przestań się wahać, bo się rozmyślę i poszukam kogoś innego.
- Innego? - ktoś inny miałby dotykać Eryka... - Nigdy! - wsuwam się w niego bardzo powoli.
- Mmm... Właśnie tak – mruży oczy, usatysfakcjonowany.
- Tylko nie mów mi więcej o innych.
- Jesteś zazdrosny?
- Bardzo – czuję, jak stara się rozluźnić, gdy wchodzę odrobinę głębiej. - Boli?
- Nie. A wracając do naszej rozmowy... Rano masz samolot, prawda?
- Nie wiem czy zdołam się z tobą rozstać.
- Odwiedzę cię... Ach... Teraz boli...
- Mam przestać?
- Nie! Jest dobrze – sapie. -  Będziesz tęsknić?
- Już za tobą tęsknię. Jeszcze chwilę i...
- Aaa...! - odwraca głowę, by poduszka stłumiła jego głośny krzyk.
- Przepraszam – pochylam się nad nim, by całować wzdłuż kręgosłupa. - Lepiej?
- Tak. Zacznij się ruszać.
- Jak sobie życzysz – choć zaciskam szczęki, trudno jest mi zachować tak powolne tępo. W jednym ma rację. Ma mnie czuć. Dziś, jutro, zawsze... To mogę być tylko ja. Nikt inny.
- Szybciej – pogania mnie, wychodząc naprzeciw moim pchnięciom. Moje dłonie wpijają się w szczupłe biodra chłopaka, którego jęki zlewają się z głośną muzyką, dochodzącą z ogrodu. Wiem, że jest blisko. Grzywka przykleja się do jego czoła, nogi dygoczą - Simon! - pozwalam mu dojść, by po chwili zrobić dokładnie to samo.

- Chcę jeszcze raz – wyrywa mnie z półsnu, mamrocząc w moją szyję, gdy leżymy wtuleni w siebie.
- Nie masz szans – śmieję się , ani myśląc, by się ruszyć. Jest mi zbyt dobrze.
- Dlaczego? - sugestywnie smyra mnie po brzuchu.
- Eryku... Zabierz rękę...
- Przecież dałem ci odpocząć, a teraz chcę jeszcze raz... Nie jesteś aż tak stary, by nie móc mnie zaspokoić kilkakrotnie.
- Powtórz to – grożę mu, wpijając się w rozchylone usta.
- Jeszcze...
- Zrobiłbym dla ciebie wszystko, ale o to mnie nie proś.
- Wszystko? - łapie mnie za słowo.
- Wszystko – potwierdzam, całując go po twarzy.
- Mogę z tobą zamieszkać?
- Możesz.
- Będziesz mi przynosił śniadanie do łóżka?
- Będę – ocieram się nosem o jego nos.
- Kupisz mi kota?
- Kota? - spoglądam na niego z góry, ponownie układając się między jego udami.
- Tak, kota.
- Jeśli to cię uszczęśliwi.
- I zawsze przy mnie będziesz?
- Zawsze.
- Simon...
- Wiem, ja ciebie też. Bardzo.

***

Moje Drogie Gąski,

Tęsknicie za Erykiem tam bardzo jak ja? :D
Wczoraj, zgodnie z planem, zacząłem pisać nowy rozdział Zdrajcy, ale... Tak się dziwnie złożyło, że napisałem tego shocika. Zainspirował mnie utwór Swimming Pools. Troye Sivan wymiata :)

Wasz Kitsune